Recenzja: „Szpital Filomeny” – Graham Masterton

Graham Masterton od dawna należy do grona moich ulubionych pisarzy grozy. Gdybyście zajrzeli do mojej biblioteczki, ujrzelibyście półkę z ponad pięćdziesięcioma dziełami jego autorstwa, które udało mi się uzbierać na przestrzeni niemal dwudziestu lat. Co prawda jeszcze „trochę” mi ich brakuje w mojej kolekcji, bowiem ten popularny angielski pisarz pochwalić się może niezwykle bogatym dorobkiem literackim o całkowitym nakładzie przekraczającym ponad 20 mln egzemplarzy.

Jak to z autorami bywa, pisane przez nich powieści bywają różne – jedne są lepsze, a inne gorsze. Tak samo jest i w przypadku Grahama Mastertona. Jednak mimo iż kilkukrotnie zdarzyło mi się trafić akurat na jego słabsze dzieła, to i tak zawsze chętnie sięgam po kolejne jego powieści. Dlatego też nic dziwnego, że postanowiłam sięgnąć po „Szpital Filomeny”, którego premierę wydawnictwo Albatros zapowiedziało na wrzesień tego roku. Nazwisko ulubionego pisarza na okładce plus intrygujący zarys fabuły wystarczyły, bym zdecydowała się na lekturę tej książki.

Historia opowiedziana na kartach powieści zabiera czytelnika do tytułowego Szpitala Filomeny, który już niebawem ma zostać przekształcony w luksusowy kompleks mieszkalny. Nad całym projektem, z ramienia firmy deweloperskiej, czuwa Lilian Chesterfield, która liczy na to, iż dzięki niemu zdoła wspiąć się wyżej po szczeblach swej kariery, a tym samym zapewnić sobie spokojniejszą przyszłość. Szybko jednak okazuje się, że komuś lub też czemuś bardzo zależy na tym, aby budynek dawnego szpitala pozostał w takim stanie, w jakim jest obecnie. Jednak Lilian nie zamierza tak łatwo się poddać! Nie wie tylko, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić…

Wspomniałam wcześniej, że powieści bywają raz lepsze, a innym razem gorsze. „Szpital Filomenty” należy – niestety – do tej drugiej grupy… No słabe to było, Panie Masterton! Może pora już jednak pomyśleć nad pisarską emeryturą, bo – jak widać – napisał Pan już chyba wszystko, co było dobre i więcej po prostu się nie uda. Tak jak Pana lubię i cenię Pana twórczość, Panie Masterton, tak tym razem czuję się mocno rozczarowana i zawiedziona historią, którą oddał Pan w moje ręce.

A na poważnie – „Szpital Filomeny” okazał się być po prostu bardzo przeciętną książką, która w żaden sposób nie zdołała przekonać mnie do siebie. Zabrakło mi w niej akcji, emocji, wyczuwalnego napięcia i przede wszystkim… grozy. Owszem, jest kilka momentów, które być może zdołają wpłynąć na wyobraźnię słabszych emocjonalnie czytelników, nie obeznanych z gatunkiem, wzbudzając w nich jakiś przestrach czy zniesmaczenie, a może i odrazę. Wyjadaczy jednak niczym szczególnym one nie zaskoczą, a jedynie sprawią, że uśmiechną się oni pod nosem – tak jak i ja to zrobiłam.

Do tego dochodzą nijacy bohaterowie – nieciekawi, płascy, bez charakteru, niczym szczególnym się nie wyróżniający, losem których kompletnie się nie przejmowałam, zwłaszcza, że ich kolejne przemyślenia czy podejmowane przez nich działania częstokroć zakrawały o zwątpienie, czy to aby na pewno są logicznie myślący ludzie.

Finałowa scena z całą pewnością jest… zaskakująca, niemniej nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Czegoś takiego kompletnie się nie spodziewałam – bo żaden normalny człowiek nie postąpiłby w taki sposób, w jaki zostało to wszystko rozwiązane w tej historii. Bo i niby dlaczego miałby w ten sposób się zachować…

Szkoda, bowiem historia ta miała w sobie przecież potencjał, mimo iż bazowała ona na utartym i mocno już wyeksploatowanym temacie, jakim jest nawiedzona posiadłość. Dobrze chociaż, że nie jest ona zbyt obszerna, a autor ma lekkie pióro, to przynajmniej czyta się ją dość szybko. Podsumowując: nie polecam.


Podobało Ci się? Możesz mnie wspierać ?


 

Tytuł: Szpital Filomeny
Autor: Graham Masterton
Tytuł oryginalny: The House At Phantom Park
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 6/09/2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-6751-346-3
Gatunek: horror / fantastyka

Pamiętaj: #czytajlegalnie !
⏬ książkę kupisz np. tu ⏬


0Shares