„Sezon na cuda” – Magdalena Kordel

Nie wiem, co takiego mają w sobie powieści Magdaleny Kordel, ale kiedy tylko zasiadam do ich lektury, totalnie zapominam o otaczającym mnie świecie. Nie liczy się nic poza losami bohaterów danej powieści. Tak też było przy lekturze „Wymarzonego domu”, „Wymarzonego czasu”, „Tajemnicy bzów”, „Uroczyska” i teraz, kiedy to przedpremierowo miałam okazję sięgnąć po wznowienie „Sezonu na cuda”, czyli kontynuacji losów Majki Woronieckiej, która to pewnego razu zjawiła się w Malowniczem, niewielkim miasteczku u podnóża Sudetów, by tam zastanowić się nad swoim dalszym życiem po rozstaniu z mężem i przy okazji wraz z przyjaciółką założyła pensjonat „Uroczysko”.

W życiu Majki nie ma miejsca na nudę, na co dowód znajdziecie na kartach omawianej dziś przeze mnie powieści. Ta kobieta nawet gdyby chciała, to nie ma co liczyć na chwilę spokoju, bo albo coś dzieje się w pensjonacie, albo w szkole, w której pracuje jako nauczycielka, albo w jej życiu prywatnym. A teraz dziać się będzie tyle, że biedna nie będzie wiedziała, w co ręce włożyć, by to wszystko ogarnąć.

Nastał grudzień, a więc co za tym idzie wielkimi krokami zbliża się Wigilia. Z tej okazji w szkole zorganizowany został konkurs, w którym oceniane będą szopki przygotowywane przez poszczególne klasy. I z tą szopką będzie istna szopka! A przynajmniej z tą w wydaniu podopiecznych Majki, którzy sobie obmyślili stworzyć jej nader współczesną wersję…

Pojawia się pomysł zorganizowania w Uroczysku Wigilii dla wszystkich tych, którzy najbliższe święta mieliby spędzić samotnie. Idea jak najbardziej na plus, tyle tylko że Majka nie spodziewała się, jak wiele pracy i komplikacji pociągnie za sobą organizacja tego typu przedsięwzięcia. No bo jak chociażby pogodzić gusta i guściki kilkudziesięciu osób, które ów wyjątkowy wieczór wyobrażają sobie na swój sposób i pragną mieć na wigilijnym stole potrawy, które od lat w ich domach były tradycją? Lepszy jest karp pieczony, smażony czy w occie? A może sum? I bobrzy ogon…?

„- Przecież to wigilia, dania bezmięsne obowiązują – wtrącił właściciel krągłego brzuszka i zwolennik pieczystego.
Pan Kazimierz zgodnie pokiwał głową.
– Bóbr większość życia spędza w wodzie, to można przyjąć, że jest rybą. Do takich wniosków doszli też średniowieczni mnisi.”

I choć kłopoty w szkole i w pensjonacie będą nie lada wyzwaniem dla Majki, poddana zostanie jeszcze „kilku” innym próbom testującym jej poziom wrodzonej cierpliwości… oraz poczucie humoru Będzie co nieco o telefonicznym wróżku i o proboszczu Kung Fu Pandzie. O praniu mózgu i nadopiekuńczej nastolatce opętanej manią prześladowczą. O recepcjoniście zombie i biednej Babie Jadze. O depresji młodzieńczej i lękach separacyjnych na myśl o studiach. O najprawdziwszym aniele ze straganem rybnym oraz… świńskim bzykaniu. A to zaledwie namiastka tego, co znajdziecie na kartach powieści!

„Uroczysko”, poza wieloma humorystycznymi akcentami, wiele też mówi o naszym życiu, zwykłej szarej codzienności, trudach, z którymi każdego dnia wielu z nas zmuszonych jest się borykać. Mówi o samotności, trudach macierzyństwa, strachu przed ponownym związaniem się z drugim człowiekiem z obawy przed doznaniem kolejnych krzywd, godzeniu się z przeszłością i pokonywaniu własnych demonów. Losy poszczególnych bohaterów pojawiających się w życiu głównej bohaterki wzruszają i niejednokrotnie zmuszają człowieka do przemyśleń, zastanowienia się nad własnym życiem i wyborami, które podejmujemy każdego dnia.

„(…) życie składa się z wielu małych osobnych chwil i im więcej będzie tych dobrych, tym lepsze życie. Trzeba dawać, dawać i dawać, nawet gdy nam się wydaje, że niewiele zmieniamy, bo jeżeli każdy tak zrobi, to nagle się okaże, że naprawdę można świat ulepszyć.”

Całościowo powieść ta jest jednak niesamowicie ciepła, pełna uroku, w jakimś stopniu nawet magiczna, bowiem udało jej się mnie zaczarować do tego stopnia, że trudno było mi się od niej oderwać. Historia Majki udowadnia, że wszystko, co nas w życiu spotyka, ma swój cel i że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Że nawet jeśli jest naprawdę źle, to zawsze istnieje szansa na lepsze jutro. Trzeba tylko mocno wierzyć i nie poddawać się, walczyć, a wszystko, prędzej czy później, się ułoży. Przecież zdarzają się cuda. Ważne jest jednak, by nie być w tej naszej walce osamotnionym – nie odgradzać się od ludzi, nie odtrącać pomocnej dłoni. Rodzina i przyjaciele są naprawdę ważni w naszym życiu, potrzebni nam każdego dnia. Dlatego też powinniśmy dbać o łączące nas więzi, pielęgnować je. Wsparcie drugiego człowieka potrafi pomóc przetrwać nie jedną burzę i stawić czoła wszelkim przeciwnościom losu.

I tyle tu miłości…

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: premiera 13.01.2017, wyd. II
Seria/Cykl: Uroczysko, tom 2
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-240-4567-9

4 Replies to “„Sezon na cuda” – Magdalena Kordel”

  1. Wszelkie zachwyty nad twórczością tej autorki uświadamiają mi, że muszę zapoznać się z nią jak najszybciej. Może uda mi się niebawem dorwać „Anioła do wynajęcia”. 🙂

  2. W książkach chyba o to chodzi – ich magia sprawia, że po przerzuceniu kilku stron jesteśmy już w innym świecie. Za to je zresztą kochamy, prawda? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *