„Armagedon” – Graham Masterton

„(…) Misquamacus ciągle chciał powrócić do świata żywych i za każdym razem siał śmierć i zniszczenie na coraz to większą skalę.”

Po wydarzeniach, które rozegrały się na kartach „Krwi Manitou”, Harry Erskine miał nadzieję, że już nigdy więcej nie usłyszy o najpotężniejszym i najokrutniejszym z szamanów w historii rdzennych mieszkańców Ameryki – Misquamacusie. Niestety telefon od Amelii Carlsson nie pozwala mu się już dłużej co do tego łudzić. Wszystko bowiem wskazuje na to, iż Misquamacusowi jakimś cudem udało się jednak powrócić i znów rozpocząć swą wendettę przeciwko obecnym mieszkańcom Ameryki. Bo któż by inny, jak nie on, mógłby być odpowiedzialny za to, co obecnie dzieje się w całym kraju?

A jest źle. Bardzo źle. Ludzie z niewiadomego powodu nagle tracą wzrok, przez co dochodzi do wielu katastrofalnych w skutkach wypadków. Z nieba spadają samoloty, pozbawiając życia setki jego pasażerów. Na drogach dochodzi do straszliwych karamboli, w których w okropnych męczarniach giną rzesze ludzi. Nagle oślepieni przechodnie wpadają wprost pod koła rozpędzonych samochodów. Kiedy jednak wzrok tracą prezydent oraz ludzie odpowiedzialni za obronę kraju, pojawia się poważne zagrożenie związane z bezpieczeństwem całego państwa, które w obecnym stanie staje się łatwym celem dla tych, którzy chcieliby pozbawić je dotychczasowej potęgi.

Chcąc nie chcąc Harry Erskine zmuszony jest stanąć do kolejnej walki z tym, którego miał nadzieję już nigdy w swoim życiu nie spotkać – wielkim indiańskim szamanem pragnącym dokonać słusznej zemsty na tych, którzy skrzywdzili i doprowadzili do upadku jego pobratymców. Jednak czy i tym razem uda mu się wyjść z niej zwycięsko? Czy też może Misquamacus w końcu osiągnie swój cel i przywróci skradzione przed wielu laty ziemie swym braciom?

Często bywa tak, że kolejne części jakiejś serii nie dają rady utrzymać poziomu swych poprzedniczek, bądź też są bardzo nierówne – raz lepsze, raz gorsze, przez co całość wiele traci. Tak niestety jest i w przypadku cyklu o „Manitou” Grahama Mastertona. Naprawdę dobre historie – ciekawe, klimatyczne, wzbudzające dreszcze mieszają się tu z takimi, którym tego wszystkiego brak. Do tej pory za najsłabsze ogniwo uważałam „Ducha Zagłady”, z uwagi na pojawienie się w nim kilku zupełnie nielogicznych elementów oraz ogólny spadek całego dotychczasowego klimatu. Teraz dołącza do niego niestety również i „Armagedon”, w którym zabrakło dosłownie wszystkiego…

I już nie chodzi bynajmniej o brak elementu zaskoczenia – wszak doskonale wiemy, z kim mamy do czynienia i czego mniej więcej można się po nim spodziewać. Nie chodzi też o brak klimatu oraz poczucia zagrożenia – bo tego niestety ani przez moment nie idzie tu poczuć. Tym razem siadła cała narracja, która raz jest trzecio- a raz pierwszoosobowa, ale też bohaterowie. Po co ich tylu? Zrozumieć mogę jeszcze wprowadzenie wątku prezydenta, jako ukazanie tego, jak cała ta sytuacja wpłynęła na sferę związaną z bezpieczeństwem kraju. Ewentualnie również pojawienie się w historii Tylera, który odegra w niej dość znaczącą rolę. Ale reszta? Czemu służyć miało wprowadzenie do niej wątku Jasmine albo grupki przyjaciół biwakujących w lesie? W pierwszym przypadku poprawności politycznej (bo przecież nie mogło zabraknąć bohaterów o innym kolorze skóry niż biały)? A w drugim? Żeby przypomnieć, jaka siła tkwi w historii narodu amerykańskiego? Mogę jedynie zgadywać. Pomijając jednak liczebność bohaterów, również ich kreacja pozostawia wiele do życzenia. Poza Harrym i Amelią, których zdołaliśmy już całkiem dobrze poznać dzięki lekturze poprzednich części cyklu, cała reszta jest po prostu… nijaka, a ich losy – szczerze mówiąc – były mi zupełnie obojętne.

Niebawem na naszym rynku nakładem wydawnictwa Albatros ukaże się „Infekcja”. Ostatni (tylko czy aby na pewno?) tom z cyklu powieści o Manitou. Sięgnę po niego już tylko po to, aby zakończyć moją przygodę z Harrym Erskine’m stawiającym czoło żądnemu zemsty indiańskiemu szamanowi. I naprawdę liczę na to, iż będzie to już definitywny koniec tej historii. Czasami bowiem prawdziwe jest powiedzenie, że co za dużo, to nie zdrowo…

Tytuł oryginalny: Blind Panic
Tłumaczenie: Bogusław Stawski
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Seria/Cykl: Manitou, tom 5
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8125-327-7

Z cyklu „Manitou”

1 „Manitou” – 2 „Zemsta Manitou” – 3 „Duch Zagłady” – 4 „Krew Manitou” – 5 „Armagedon” – 6 „Infekcja”

0Shares