„Zagubieni” – Sharon Bolton

Za każdym razem, kiedy w me ręce trafia powieść autorstwa Sharon Bolton czuję ekscytację i nie mogę doczekać się chwili, w której zasiądę w moim ulubionym fotelu z książką w ręku, by oddać się jej lekturze. Nie inaczej było z „Zagubionymi” – czwartą już powieścią tej brytyjskiej autorki, a trzecią z serii z Lacey Flint (młodą, londyńską policjantką) w roli głównej, jaką miałam okazję przeczytać. Żadne z poprzednich jej dzieł mnie nie zawiodło, dlatego też liczyłam na to, że i „Zagubieni” okażą się być satysfakcjonującą lekturą.

W Londynie w ciągu ostatnich kilku tygodni zaginęło pięcioro małych chłopców. Czworo z nich wkrótce odnaleziono martwych, z podciętymi gardłami, wykrwawionych. Wydziałowi Zabójstw Komisariatu w Lewisham z inspektor Daną Tulloch na czele, mimo usilnych starań, dotąd nie udało się wpaść na trop zabójcy. A czas nagli. Wszyscy bowiem zdają sobie sprawę z tego, iż morderca zapewne niebawem znów uderzy.

Nie tylko policja stara się dowiedzieć, kto za tym wszystkim stoi. Sprawą tą zainteresował się też Barney, jedenastolatek mieszkający po sąsiedzku z Lacey Flint. Wkrótce udaje mu się natrafić na coś, co do tej pory umknęło uwadze policji. Na coś, co wywraca jego świat do góry nogami i sprawia, że nic już nigdy nie będzie takie samo jak przedtem…

Tymczasem Lacey pozostaje na zwolnieniu lekarskim. Próbuje poradzić sobie z traumą związaną z tym, co przeżyła podczas ostatniego śledztwa, w którym brała udział. A nie jest to takie łatwe. Młoda kobieta jest w totalnej rozsypce. Coraz częściej zastanawia się, czy nie powinna odejść z policji. I choć nie zamierza w żaden sposób brać czynnego udziału w obecnym śledztwie, kolejne wypadki sprawiają, że wciągnięta zostaje w wir wydarzeń, od których zależeć będzie nie tylko jej przyszłość, ale też życie.

Muszę przyznać, iż autorka po raz kolejny mnie nie zawiodła. „Zagubieni” to doprawdy doskonała powieść i to pod każdym względem. Autorka świetnie buduje napięcie i, za pomocą nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz podsuniętych fałszywych tropów, umiejętnie wodzi czytelnika za nos sprawiając, że do samego końca nie jest w stanie przewidzieć, jak też zakończy się cała historia. Do tego dochodzi kwestia kreacji powołanych przez nią do życia bohaterów – każdy z nich jest z krwi i kości, ma swoje wady i zalety, nie jedno w życiu widział, a jeszcze więcej przeżył, a wszystko to przekłada się na emocje, które nimi targają pod wpływem napięcia oraz podejmowane w ich następstwie decyzje. Z kolei uczynienie ofiarami dzieci, czytanie o tym, co je spotkało, a później poznanie powodu, który do tego doprowadził sprawia, że lektura powieści jest nie tylko w pewnym stopniu trudna (zwłaszcza dla kobiet będących matkami), ale też prowadzi do refleksji na temat otaczającego nas świata, tego, do czego zdolni są ludzie.

Jedynym minus, który wytknąć zmuszona jestem tej powieści, dotyczy poniższego fragmentu:

„Jestem hemofilikiem. Kilka razy w tygodniu robię sobie zastrzyki, to jest środek profilaktyczny. Inaczej mógłbym wykrwawić się na śmierć, jeśli nóż mi się omsknie przy krojeniu marchewki. Prawdę mówiąc, nie używam noży, jeśli mogę tego uniknąć. Za duże ryzyko.”

Sharon Bolton w tym wypadku nie odrobiła lekcji i powinna się wstydzić za to, co napisała – bo to wierutna bzdura i powielanie krążącego wśród ludzi stereotypu na temat chorych na hemofilię. Skąd ta pewność? Mój mąż jest na nią chory i to na najcięższą jej wersję, typu A. Nie zliczę, ile razy się zaciął, albo w jakikolwiek inny sposób zranił w ciągu ostatnich kilkunastu lat. A podkreślić muszę, iż nie przyjmuje kilka razy w tygodniu wspomnianych zastrzyków, bo niestety mieszkamy w kraju, który nie zapewnia chorym na hemofilię aż takiego komfortu z dostępem do leków. Zatem gdyby to, co napisała Sharon Bolton w „Zagubionych” było prawdą… już dawno powinnam być wdową 😉

Pomijając jednak powyższą wpadkę i wracając do samej powieści – polecam i to bez dwóch zdań. Tess Gerritsen, której słowa widnieją na okładce, trafnie ją określiła: przerażająca i hipnotyzująca. Nie tylko was wciągnie, ale sprawi, że zapragniecie sięgnąć po kolejne dzieła autorki.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Like This For Ever
Tłumaczenie: Agnieszka Kabala
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2016, wyd 2
Seria/Cykl: Lacey Flint, tom 3
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-241-5761-7

„Zagubieni” do kupienia w księgarni:

platon24

6 komentarzy

  • Gosia B Listopad 16, 2016 at 18:04

    Też bardzo lubię książki Bolton a ta była chyba najlepsza:)

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 17, 2016 at 20:02

      Hmm.. jeszcze chyba „Stokrotka w kajdanach” się mocniej wyróżnia. Czytałaś?

      Reply
  • Dagmara Listopad 16, 2016 at 23:29

    Ooo, z tą autorką jeszcze się nie zetknęłam ale po Twojej recenzji z przyjemnością nadrobię braki ;). Zaciekawiłaś mnie bardzo, a ostatnio mam fazę na dobre thrillery i kryminały, więc przy najbliższej wizycie w bibliotece już wiem jakiej autorki będę poszukiwać na półce 😉
    Pozdrawiam

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 17, 2016 at 20:02

      Cieszę się, że udało mi się Ciebie zainteresować prozą Bolton. Naprawdę polecam jej książki 🙂

      Reply
  • Hubi Marzec 3, 2017 at 01:20

    Właśnie zabrałem się za trzeci tom
    Już mnie pierwsze strony zaciekawiły!

    Dla innych co jeszcze nie mieli styczności z powieściami tej autorki, to czytajcie od pierwszego tomu, bo wplątane są wydarzenia i postaci i po prostu nie będziecie wiedzieć, kto jest kim/

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Marzec 3, 2017 at 09:56

      Zgadza się, warto czytać po kolei 🙂 U mnie niestety wyglądało to nieco inaczej 😉 Ale i tak szło się połapać co i jak 😉

      Reply

Leave a Comment