„Szczęście do poprawki” – Arleta Tylewicz

Główną bohaterką powieści „Szczęście do poprawki”, debiutu literackiego Arlety Tylewicz, jest trzydziestoparoletnia Jagoda. Ma piękny dom oraz kochającego ją męża, poza którym świata nie widzi. Dla niego zerwała stare znajomości i poświęciła własne marzenia. Odpuściła nawet pracę na etacie zajmując się jedynie dorywczym pisaniem artykułów do jednej z gazet. Oddała mu kilkanaście lat swego życia będąc przykładną żoną dbającą o dom oraz swego mężczyznę. Była pewna, że niczym w baśni, żyć będą długo i szczęśliwie.

„Małżeństwo było dla niej zawsze czymś, co miało ponadczasowy wymiar. Teraz zostało to zburzone i zakończone. Ogarnęło ją gorzkie poczucie zachwiania istotnych wartości.”

Tymczasem pewnego dnia życie Jagody sypie się niczym domek z kart. Okazuje się bowiem, że Leszek ma kochankę i nie jest to żaden przygodny romans, ale coś o wiele poważniejszego. Do Jagody zaczyna docierać, że wcale nie zna swojego męża. Nie podejrzewała, że ten, z którym związała swe losy, tak dotkliwie mógłby ją skrzywdzić, kłamiąc w żywe oczy i prowadząc podwójne życie. Odczuwana przez nią wściekłość przeradza się w

„(…) rozczarowanie i żal za utraconym, wyimaginowanym wizerunkiem kogoś, kto tak naprawdę wcale nie istniał.”

Załamana i zagubiona Jagoda, za radą najlepszej przyjaciółki, wyjeżdża do domku agroturystycznego, prowadzonego przez sympatyczne starsze małżeństwo Kozubków, by z dala od męża, w spokoju i ciszy zastanowić się nad swoją przyszłością, podjąć wszystkie ważne decyzje. Nie potrafi jednak powziąć ostatecznej decyzji. Z jednej strony pragnie uratować związek z Leszkiem, wszak spędzili razem tyle lat, mają wiele wspólnych i pięknych wspomnień, że szkoda byłoby to przekreślać. Z drugiej chciałaby stać się w końcu niezależną, silną kobietą, nie dającą sobą manipulować, która z wysoko uniesioną głową potrafi stawić czoła wszelkim przeciwnościom losu.

Którą drogą podąży Jagoda? Wybaczy mężowi zdradę i wróci do domu, czy też weźmie się z życiem za bary i zacznie układać sobie życie na nowo?

„(…) w takich sprawach powinno się kierować sercem i własną intuicją, bo rozum czasami płata figle. Niektórzy gubią się, używając za dużo rozumu, a potem wszystko im się gmatwa i na końcu już nie wiedzą, która droga jest dla nich najlepsza. Wtedy o pomyłkę nietrudno.”

Cóż rzec można o debiutanckim dziele Tylewicz? To historia jakich wiele. Ileż to już było bowiem opowieści o tym, że skrzywdzona przez faceta kobieta pakuje manatki i ucieka gdzieś na wieś, w jakieś ostępy natury, by tam podjąć ważne decyzje związane ze swoją przyszłością? Całe mnóstwo! Chociażby „Uroczysko” Magdaleny Kordel czy „Rok na końcu świata” Renaty Adwent. Po cóż więc pisać kolejne tego typu historie? Nie lepiej stworzyć coś nowego, świeżego, a nie ciągle powielać jeden i ten sam (do znudzenia) schemat? Ja rozumiem, że dla debiutującego autora może to być trudne. O wiele prościej (i bezpieczniej) jest przecież napisać coś, co już się w pewnym stopniu przyjęło, po co sięgają czytelnicy, którzy na kartach takich powieści odnajdują elementy wspólne ze swoim życiem i poszukują nadziei na to, że mimo kłód rzucanych przez życie pod nasze nogi istnieje szansa na lepsze jutro i szczęśliwe zakończenie całej historii. Tylko ja się pytam – ileż można?…

No ale darujmy już sobie te dywagacje i przejdźmy może dalej – np do kreacji głównej bohaterki. Trzeba przyznać autorce, że udało jej się powołać do życia postać, która wzbudza w czytelniku różne emocje, momentami skrajne. Jagodę poznajemy w chwili, w której staje na zakręcie życiowym i zmuszona jest wybrać drogę, którą dalej podąży, od której zależeć będzie jej przyszłość. W tym momencie jest zagubiona i niepewna siebie. Boi się nie tylko samotności, ale też tego, czy w ogóle będzie w stanie sobie poradzić bez Leszka. Dotąd przecież nawet na siebie nie zarabiała, bo to, co otrzymuje za artykuły, nie starczyłoby jej nawet na opłacenie rachunków. Sama siebie zamknęła w małżeńskiej klatce, odcięła się od marzeń, znajomych, postawiła sobie niepotrzebne, ograniczające ją bariery. Patrząc na nią, taką bezwolną, niesamodzielną, dającą sobą manipulować, miałam ochotę nią porządnie potrząsnąć i zwyzywać od idiotek, bowiem jej głupota i naiwność w pewnych momentach sięgała granic, a mnie doprowadzała do szewskiej pasji. Na całe szczęście autorka tak poprowadziła historię oraz  zaplanowała kilka niespodzianek, że z czasem w końcu widać tę metamorfozę głównej bohaterki, która odnajdując to, co w życiu najważniejsze, w końcu staje się kimś, kogo byłabym w stanie polubić – silną, zdystansowaną kobietą, która wie, czego chce i śmiało wyciąga po to ręce.

„(…) największą przyjemnością w życiu jest pokonywanie własnych słabości. Często wydaje nam się, że nie możemy czegoś zrobić, że coś jest dla nas nieosiągalne, a tymczasem wystarczy spróbować. Przezwyciężenie własnych lęków wzmacnia i dodaje pewności siebie, a zdobywanie szczytów pozbawia nas demonów, które sami sobie stworzyliśmy. Uświadamiamy sobie wtedy, że możemy osiągnąć dużo więcej, niż myśleliśmy.”

Jak na debiut „Szczęście do poprawki” to całkiem niezła książka. Napisana dość lekkim piórem i wyraźnie przemyślana. Z ciekawymi, różnorodnymi postaciami, które wzbudzają większe i mniejsze sympatie. I co najważniejsze – z udaną kreacją głównej bohaterki. I mimo tego, że jest sztampowa i z przewidywalnym zakończeniem, powieść tę czyta się nad wyraz dobrze i nawet nie wiadomo kiedy docieramy do ostatniej strony.

Historia Jagody daje do myślenia, każąc nam się zastanowić nad tym, o co warto walczyć w życiu i czym tak naprawdę jest prawdziwa miłość. Udowadnia jak ważna jest przyjaźń, więzy rodzinne, wsparcie naszych bliskich. Daje nadzieję, że nigdy nie jest za późno, by być szczęśliwym. Wystarczy, że odważymy się postawić ten pierwszy krok, a wszystko stanie się możliwe.

Moja ocena: 4/6

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: premiera 25.08.2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 408
ISBN: 978-83-8069-055-4

3 komentarze

  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie Sierpień 15, 2015 at 13:05

    Czytałyśmy też wczoraj jedną recenzję tej książki. Jak na debiut zapowiada się bardzo interesująco. Ciekawe jesteśmy zakończenia.

    Reply
  • Wiola Maj Sierpień 25, 2015 at 12:50

    Wydaje mi się, że w powieści nie jest najważniejszy oryginalny za wszelką cenę temat (choć też jest istotny), lecz jego oryginalna, świeża i mądra realizacja. Ileż to bowiem reklamowano już książek, poruszających „nowe” i „niezwykłe” tematy. Tymczasem w trakcie czytania okazywało się, że tak naprawdę nie było w nich nic ciekawego, przyciągającego uwagę. Słowem: nie sam temat „robi” książkę, lecz świeże spojrzenie i to, co nowego pisarz chce przekazać. Nawet na stary i oklepany temat. Powiedziałabym nawet, że taka książka w nowy sposób ujmująca stary temat bywa ciekawsza. Ale to subiektywna opinia 🙂

    Reply

Leave a Comment