„Dracula” – Bram Stoker

„Dracula” – Bram Stoker

Historia rozpoczyna się od przybycia do Transylwanii młodego prawnika Jonathana Harkera, który na polecenie swojego zwierzchnika ma spotkać się z hrabią Draculą w celu omówienia szczegółów zakupu upatrzonej przez niego posiadłości znajdującej się w Londynie. Towarzystwo hrabiego oraz dziwna aura spowijająca jego zamek z każdym kolejnym dniem wzbudzają w Jonathanie coraz większy niepokój i lęk, które towarzyszą mu na każdym kroku, a także coraz bardziej namacalne uczucie grożącego mu niebezpieczeństwa. Gdy dociera do niego trudna do objęcia rozumem prawda o tym, kim, a raczej czym w istocie jest Dracula, rozpoczyna się walka nie tylko o zachowanie przez niego pełni władz umysłowych, ale przede wszystkim życia.

Tymczasem Mina Murray z utęsknieniem wyczekuje powrotu Jonathana. Póki co jednak czas spędza w Whitby towarzysząc swej wieloletniej przyjaciółce Lucy Westenra szczęśliwej z powodu zaręczyn z lordem Godalmingiem, Arthurem Holmwoodem. Wkrótce jednak Lucy zaczyna mocno podupadać na zdrowiu. Wezwany na pomoc profesor z Amsterdamu – Abraham van Helsing po zbadaniu chorej zaczyna rozumieć, że oto już wkrótce przyjdzie im stoczyć walkę nie tylko o życie dziewczyny, ale przede wszystkim o jej nieśmiertelną duszę.

Hrabia Dracula, czyli obraz wampira wg Brama Stokera

Gdyby spytać dzisiejszą młodzież o to, jak wygląda wampir, zapewne przedstawiłaby ona obraz, do którego w ciągu kilkunastu ostatnich lat przyzwyczaiły nas masowo pojawiające się na księgarskich półkach książki oraz liczne wariacje filmowe, których reżyserzy prześcigają się w coraz to bardziej fantastycznych, częstokroć mocno odbiegających od kanonicznego wyglądu wampirów wizjach.

A tymczasem praojciec nieumarłych – hrabia Dracula – powołany do życia przez Brama Stokera nijak się ma do wizerunku wampira zakodowanego w świadomości współczesnych młodych ludzi. W żadnym razie nie wzbudzał on zachwytu ani pożądania wśród płci pięknej. Wręcz przeciwnie – jedynie lęk i paraliżujący strach. Był on bowiem okrutny ponad wszelkie pojęcie, bezlitosny i bezduszny. Jedyne zaś, co nim naprawdę kierowało, to chęć zaspokojenia swych krwiożerczych, zwierzęcych, ale i pożądliwych instynktów.

To doprawdy zaskakujące jak bardzo z biegiem lat uległ wypaczeniu jego pierwotny wizerunek – z prawdziwego potwora i zła wcielonego w stworzenie, które w dzisiejszych czasach potrafi wzbudzać nie tylko zachwyt ale i zazdrość z uwagi na posiadane przez nie cechy i umiejętności. 

Być kobietą w XIX wieku...

…oznaczało bycie panną bogobojną, cnotliwą i odznaczającą się jak największą dobrocią. Te trzy cechy były jedynymi, które posiadać powinny kobiety w wiktoriańskim społeczeństwie. I takie też są bohaterki powieści Brama Stokera – Lucy i Mina. Obie aseksualne, chodzące wzory cnót wszelakich i obiekty westchnień oraz umiłowania wszystkich występujących w opowieści męskich bohaterów, którzy gotowi są dla nich uczynić wszystko, co tylko w ich mocy, aby uratować nie tylko ich życie oraz dobre imię, ale przede wszystkim niczym nieskalane dusze. Nic więc dziwnego, że tak szlachetne i bezgrzeszne istoty stają się celem ataku bezdusznego i zdemoralizowanego upiora, który stara się doprowadzić do tego, by tak jak i on sam skazane zostały na wieczne potępienie w oczach ludzkich oraz Boga.

Prowadzi to do oczywistego wniosku, a mianowicie takiego, iż choć Dracula był istotą niezaprzeczalnie złą, którą dla dobra ludzkości należało zgładzić, w istocie był też stworzeniem niebywale samotnym. Opuszczonym przez Boga i ludzi, a także będącym więźniem różnorakich ograniczeń, którym zobowiązany był ulegać. Samotnym do tego stopnia, że nawet własnego głosu w powieści nie ma, bowiem wszystko, czego się o nim dowiadujemy (za wyjątkiem pierwszego rozdziału) pochodzi z ust innych uczestników całej historii, a nie od niego samego.

I tym też sposobem przechodzimy do budowy utworu, na który składają się pisane przez bohaterów dzienniki, listy, telegramy, stenografy oraz wspomnienia nagrywane fonografem, a także wycinki z gazet informujące o wydarzeniach mających znaczenie dla całej historii. Razem tworzą one jeden spójny obraz, dając jednocześnie możliwość poznania całej opowieści z różnych punktów widzenia oraz zgłębienia myśli i lęków towarzyszących bohaterom na każdym z etapów walki z demonicznym hrabią Draculą.

Na końcu książki zaś, w tym najnowszym wydaniu tego ponadczasowego dzieła od wydawnictwa Vesper (które wcale takie nowe nie jest, o czym za chwilę), znajdziemy szerokie posłowie Macieja Płazy, z którego dowiemy się m.in wielu interesujących rzeczy na temat historii wampiryzmu, genezy utworu oraz jego autora. Całości dopełniają klimatyczne, oddziałujące na wyobraźnię czytelnika ilustracje Andrzeja Masianisa.

Dlaczego owo wydanie „Draculi” nie jest wcale takie nowe? Bowiem jest ono wznowieniem tego, które ukazało się na naszym rynku w 2011 roku. Różni się ono od tamtego jedynie tym, iż doczekało się twardej oprawy z nową szatą graficzną obejmującą wygląd samej okładki jak i wspomniane uprzednio prace autorstwa Masianisa. Nie wiem, czy do wszystkich egzemplarzy książki, ale do mojego dołączona została również tematyczna zakładka – fajny, klimatyczny bonusik dla tych, którzy cenią sobie tego typu dodatki. Boli mnie jednak to, iż wznawiając powieść Wydawca nie zlecił jej ponownej korekty. Czytając historię natknęłam się bowiem na kilka błędów w tekście…

„Dracula” Brama Stokera jest niezaprzeczalnie dziełem niezapomnianym i wyjątkowym, historią, z którą każdy miłośnik literatury grozy powinien się zapoznać w jej pierwotnej literackiej postaci, a nie podczas seansu niezliczonych już ekranizacji, adaptacji filmowych czy sztuk teatralnych. Słowa mają moc i stanowią potężną broń – o czym przekonał się doskonale sam Dracula i o czym, mam nadzieję, wy również zechcecie się przekonać.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Dracula
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2018 (2011)
Oprawa: twarda
Ilustracje: Andrzej Masianis
Liczba stron: 428
Dodatki: posłowie Marcina Płazy
ISBN: 978-83-7731-287-2


2Shares
Powrót do góry