„Syn pszczelarza” – Kelly Irvin

„(…) gdybyśmy nie doświadczali ciężkich chwil w życiu, nie docenialibyśmy tych dobrych.”

Niektórzy z nas doznają ich jednak o wiele więcej niż inni i mimo upływu czasu nadal noszą w sobie ból, nie pozwalając dopuścić do siebie myśli, iż zasługują w życiu na coś dobrego; że mogą być jeszcze szczęśliwi.

Coś o tym wie tytułowy syn pszczelarza, czyli Fineasz King, który będąc dzieckiem nie tylko stracił ukochaną matkę, ale też – w wyniku odniesionych ran – został na zawsze oszpecony. Z tego też powodu wycofał się z aktywnego życia swojej gminy, woląc spędzać czas na doglądaniu hodowanych przed jego rodzinę pszczół, jak też na obserwowaniu ptaków.

Pewnego dnia do ich niewielkiej społeczności dołącza wdowa wraz z pięciorgiem dzieci, która ma zamiar rozpocząć tu nowe życie u boku mężczyzny przed laty zabiegającego o jej względy. Wśród jej latorośli jest nastoletnia Debora, która mocno przeżywa to, iż opuszczając dotychczasowy dom zmuszona była rozstać się ze swoimi przyjaciółmi, jak też z młodym mężczyzną, z którym wiązała nadzieje na wspólną przyszłość. Wie jednak, że nic nie jest ważniejsze od rodziny. Nawet własne szczęście. Wkrótce jednak odkrywa, iż ona i Fin mają ze sobą wiele wspólnego. Każde z nich doświadczyło bólu straty, jak też boryka się z doskwierającą mu samotnością.

Czy będzie jednak w stanie dotrzeć do człowieka, który wzbrania się przed wszelkimi przejawami życzliwości, której przecież tak potrzebuje? Szorstkiego i pokiereszowanego przez życie, który nie wierzy w to, iż ktokolwiek mógłby poczuć do niego coś więcej niż tylko litość oraz współczucie?

Tak oto rozpoczyna się historia opowiedziana na kartach „Syna pszczelarza” – pierwszego tomu serii traktującej o życiu Amiszów z Bee County, będącej dziełem byłej dziennikarki, specjalistki od PR i tłumaczki, a obecnie bestsellerowej autorki kilkunastu powieści dla kobiet – Kelly Irvin. Sięgnęłam po nią z dość prozaicznego powodu – nigdy nie czytałam niczego o tej wspólnocie chrześcijańskiej żyjącej wg własnych zasad regulujących każdy aspekt ich codzienności. Po prostu byłam ciekawa.

Teraz, gdy jestem już po lekturze książki, wiem, że życie Amiszów do najprostszych nie należy. A przynajmniej tak to wygląda z punktu widzenia kogoś, kto nie należy do ich społeczności. Dla osób wychowanych od dziecka w tej wspólnocie chrześcijańskiej wszelkie reguły określające to, co im wolno a czego nie, są czymś normalnym, nie wzbudzającym zastrzeżeń. Jednak dla ludzi spoza ich kręgu spora ich część jest dziwna, bądź też po prostu nie do przyjęcia. Osobiście nie wyobrażam sobie np tego, bym mogła uznać za fakt to, iż w rodzinie o wszystkim decyduje mężczyzna, zaś żona zobowiązana jest mu służyć i być pod każdym względem posłuszną. Nie mogłabym też zrezygnować z osiągnięć techniki, które ułatwiają nam przecież na każdym kroku życie bądź po prostu dostarczają rozrywki. Dla Amiszów są one jednak surowo zakazane i tylko pod pewnymi warunkami wolno im skorzystać z niektórych z nich.

Podziwiam ich jednak za ich przedsiębiorczość oraz zaradność, a także za to, jak życzliwą i gotową nieść pomoc w potrzebie są społecznością. Wyzbyci są chciwości, dzielą się pomiędzy sobą tym, co sami posiadają, traktują każdego ze swej wspólnoty na równi i dbają o to, aby ich gmina miała się jak najlepiej. Gdyby wszyscy traktowali siebie w podobny sposób, nie byłoby na świecie podziałów i nie dochodziłoby do działań zbrojnych. Godne jest to pochwały i naśladownictwa.

Sposób życia Amiszów to jeden z aspektów poruszonych w powieści przez autorkę. Dzięki temu, iż jesteśmy w stanie nieco bliżej przyjrzeć się codzienności mieszkańców gminy, lepiej możemy zrozumieć emocje targające bohaterami powieści.

Walkę pomiędzy rozsądkiem i powinnością, a podszeptami serca najlepiej widać śledząc losy matki Debory. Kobieta świadoma jest tego, iż jako wdowa powinna jak najszybciej wstąpić w nowy związek małżeński, aby rodzina na powrót była pełna, zaś jej dzieci miały zarówno matkę jak i ojca. Jednak nie tak łatwo jest powrócić do tego, co było przed laty i rozbudzić w sobie uczucia do człowieka, którego niegdyś porzuciło się dla innego. Zwłaszcza że jej nieposłuszne serce ciągnie ją w zupełnie innym kierunku…

Z kolei jej najstarsza córka – Debora – zmaga się z żalem po opuszczeniu ich dotychczasowego domu oraz niepewnością dotyczącą jej własnej przyszłości w miejscu, które dalekie jest od ideału i które boryka się z przeróżnymi trudnościami. Śledząc jej losy widzimy, jak jej stosunek względem Bee County stopniowo ulega zmianie w miarę jak bliżej poznaje Fineasza Kinga. Jej serce nie tylko otwiera się na to miejsce, ale przede wszystkim na uczucie, którego dotąd tak naprawdę nie znała.

„Syn pszczelarza” to pełna ciepła i spokoju opowieść o miłości, nadziei, stracie i wybaczeniu w świecie rządzonym od pokoleń przez surowe zasady, powinności oraz tradycje; w którym wiarę oraz dobro rodziny i wspólnoty stawia się zawsze na pierwszym miejscu, ponad własne szczęście. To cudowna historia o pokonywaniu przeciwności losu i dostrzeganiu piękna tam, gdzie inni go nie zauważają. O cieszeniu się chwilą i tym, co jest nam dane każdego dnia. Pięknie napisana i ujmująca czytelnika z każdą kolejno przewracaną stroną. Historia, która na dłużej zapada w sercu i pamięci.

Tytuł oryginalny: The Beekeeper’s son
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2020
Seria / Cykl: W krainie Amiszów
Oprawa: miękka
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-8169-220-5


1Shares