„INKUB” – Artur Urbanowicz

„Wydawać by się mogło, że tajemnicze, nawiedzone miasteczka stanowią jedynie element popkultury (…) Dzięki niej odwiedziliśmy już Twin Peaks, Salem, było też Derry. Okazuje się jednak, że Polacy nie gęsi i też swoje potwory mają. Poznajcie przeklętą wioskę na Suwalszczyźnie! Zapraszamy do Jodozior! Tylko na własną odpowiedzialność!”

Jodoziory… miejsce, które zapadający zmierzch obrał w swe władanie…, gdzie natężenie światła idealnie współgra ze scenerią wokół – „(…) pagórkowatych, ogrodzonych splątanymi drutami pól, pojedynczych, pozbawionych liści drzew i krzewów, szarobrązowych, bo na pewno nie zielonych łąk i wreszcie czasem tradycyjnie drewnianych, czasem murowanych, rozrzuconych w dużych odległościach od siebie domów z rdzewiejącymi blaszanymi dachami i na wpół zrujnowanymi dobudówkami. Gdzieniegdzie sąsiadowały z nimi spróchniałe, grożące zawaleniem stodoły. Tu i ówdzie walały się porzucone, zardzewiałe, od dawna nieużywane narzędzia rolnicze z poprzedniej epoki (…). Na niektórych zdążyły wyrosnąć krzaki i drzewa, oplatające je jak pajęczyna lub połączone z nimi na stałe niczym pasożyty albo syjamskie bliźnięta. (…) miejsce, gdzie diabeł mówi już nie tylko „dobranoc”, ale i „na zdrowie!”, i „smacznego!”. Idealne, by strzelić sobie w łeb. Albo kogoś zamordować.”

Na polecenie szefa do Jodozior przybywa podkomisarz Vytautas Cesnauskis, by wspomóc miejscowe jednostki w ewakuacji mieszkańców wsi, aby odpowiednie służby mogły zająć się wyjaśnieniem zagadkowej śmierci starszej pary zamieszkującej jedno z gospodarstw. Młody policjant – Daniel Burba – od dawna badający historię wsi uważa, iż jest ona przeklęta. Nikt jednak nie bierze jego słów na poważnie. Dopiero kiedy nieoczekiwanie popełnia on samobójstwo, Vytautas zaczyna podejrzewać, iż w tym, co mówił może być coś na rzeczy. Zdeterminowany by poznać prawdę, zaczyna prowadzić drobiazgowe śledztwo i wkrótce natyka się na wzmiankę o tym, iż na początku lat 70-tych XX wieku w Jodoziorach mieszkała starsza kobieta, którą miejscowi uważali za czarownicę, gdyż wraz z jej pojawieniem się we wsi nie tylko wszystko i wszyscy wokół zaczęli chorować, ale też doszło do nasilenia się przemocy, zaginięć oraz samobójstw wśród mieszkańców Jodozior.

A teraz historia zdaje się powtarzać… Tylko dlaczego akurat teraz, po tylu latach od tamtych wydarzeń? Czyżby czarownica nadal żyła?

Vytautas Cesnauskis – czyli o głównym bohaterze słów kilka

Pół Polak, pół Litwin. Podkomisarz z wydziału dochodzeniowo-śledczego suwalskiej policji. Poznajemy go w dniu jego trzydziestych urodzin. Zawodowo – doskonały funkcjonariusz, cieszący się świetnymi wynikami w pracy oraz statystykami. A wszystko dlatego, iż należy do typu ludzi zdeterminowanych w dążeniu do realizacji wyznaczonego sobie celu. Jeśli raz coś postanowi, zrobi wszystko, aby doprowadzić sprawę do końca. Angażując się w sprawę zagadki związanej z wydarzeniami w Jodoziorach, kiedy odkrywa kolejne fragmenty układanki na temat ich przeszłości oraz tego, jak wpłynęła ona na teraźniejsze wypadki, gdy zaczynają się mnożyć kolejne pytania, na które trzeba znaleźć odpowiedź, granica pomiędzy zwykłą determinacją, a czystą obsesją zaczyna się zacierać. Pragnienie znalezienia prawdy staje się dla niego czymś najważniejszym.

„To, co niedostępne, nieznane, niezbadane, z reguły przyciąga. Chcemy tego dotknąć, poznać to, dowiedzieć się o tym więcej. Kiedy nam się nie udaje, staramy się jeszcze bardziej. To automatyzm, instynkt, ciekawość wpisana w naturę człowieka.”

Determinacja ta objawia się jednak nie tylko w jego życiu zawodowym, ale też prywatnym. Na tym polu celem Vytautasa jest znalezienie kogoś, kto będzie dzielił z nim życie; kogoś, kto wypełni tę dojmującą pustkę, którą od tak dawna czuje. Jednakże mimo usilnych starań, nie potrafi osiągnąć oczekiwanego rezultatu – a to sprowadza się to tego, iż jest coraz bardziej sfrustrowany życiem w pojedynkę, całą tą samotnością.

Historia, która wciąga już od pierwszych stron

W powieści Urbanowicza mamy dwie osie czasowe, a co za tym idzie bohaterów, których losy śledzimy oddzielnie. Jedno i drugie jednak spięte jest wspólną klamrą pod postacią Teresy Oś, kobiety posądzanej o to, iż jest ona czarownicą i źródłem wszelkiego zła, jakie zalęgło się w Jodoziorach. Konstrukcja powieści jest taka, iż naprzemiennie obserwujemy kolejno następujące po sobie wypadki – raz przenosząc się do początków lat 70-tych XX wieku, by za chwilę powrócić do teraźniejszości i u boku Vytautasa prowadzić aktualne śledztwo. Nim jednak nastąpi moment przeskoku w czasie, pojawia się jakaś kulminacja bądź nieoczekiwany zwrot akcji, które sprawiają, iż nie sposób oderwać się od lektury bez poznania dalszych wydarzeń. To znów prowadzi do tego, iż książkę tę, choć liczy sobie ona ponad 700 stron, czyta się niebywale szybko i z wypiekami na twarzy od emocji towarzyszących czytelnikowi podczas lektury.

Mroczna, gęsta, wręcz niesamowita atmosfera grozy

„Oczywiście nie mówimy tu o grozie, w której krew leje się strumieniami i występuje makabryczna przemoc, lecz o takiej, której towarzyszy tajemnica, baśniowość i mistycyzm. Klimat. Jestem zdania, że taka groza intryguje. Działa na wyobraźnię.”

Autor rzuca swym bohaterom kłody pod nogi umyślnie stwarzając pewne ograniczenia, aby wzmóc poczucie grozy i odseparowania od reszty świata w chwili, w której ci najbardziej potrzebowaliby pomocy z zewnątrz. Widać to zarówno w tej części historii, która rozgrywa się na początku lat 70-tych XX wieku, ale też i tej mającej miejsce w teraźniejszości. Brak prądu, Internetu, prawidłowego działania komórek itp, czyli podstawowych udogodnień codziennego życia, skutecznie potęguje klimat odcięcia, osamotnienia wsi od reszty otaczającego ją świata. Gdy połączy się to z elementem fantastycznym, który autor wplótł do swej historii, a także z umiejętnym stopniowaniem przez niego napięcia, otrzymujemy naprawdę mroczną gęstą, wręcz niesamowitą atmosferę grozy, która jest tym bardziej wyczuwalna im dalej posuwamy się z lekturą powieści.

Popkultura niczym głęboka studnia, z której autor nie waha się czerpać

Podczas lektury dzieła Artura Urbanowicza nie raz i nie drugi natykamy się na ciekawie wplecione w fabułę nawiązania do świata literatury oraz filmu, czy też bezpośrednio do samej historii. W pewnym momencie spotykamy się chociażby z Harry’m Potterem z serii powieści młodzieżowych o młodym czarodzieju autorstwa J.K. Rowling, z Buką – wszystkim doskonale znaną z „Muminków” pióra Tove Jansson, a także z Jokerem z „Batmana”. Mamy odniesienie do „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, czy też w końcu przybliżoną szerzej historię dotyczącą czarownic z Salem, a zwłaszcza ich procesu. Nie można zapomnieć też o tym, iż każdy rozdział w powieści rozpoczyna się od cytatu pochodzącego z któregoś z dzieł literackich bądź też przysłów ludowych mających bezpośredni związek z tematyką czarownic i definicji czarów jako takich. Te ostatnie zwłaszcza, przez ich mnogość, sprawiają, iż historia ta zdaje się być oparta nijako na faktach. Skoro bowiem powstało tyle dzieł literackich oraz ludowych mądrości na temat służebnic sił Zła próbujących wyjaśnić ich pochodzenie czy metody działania, człowiek zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno były one jedynie wymysłem czyjejś wybujałej wyobraźni… czy czasem aby faktycznie nie istniały…

Wszystko to udowadnia, iż można czerpać z tego, co już gdzieś powstało, o ile potrafi się umiejętnie wykorzystać te treści do własnych potrzeb, bez tworzenia kalek, a przekuwając je w coś nowego, fascynującego i przemawiającego do wyobraźni człowieka. Arturowi Urbanowiczowi bez dwóch zdań się to udało!

A skoro już o faktach mowa…

W posłowiu autor bardzo ciekawie pisze o tym, jak powstała sama powieść – skąd wziął się pomysł na napisanie takiej, a nie innej historii. I jak się okazuje wiele rzeczy, o których przeczytamy na kartach jego dzieła, ma swoje odniesienie do rzeczywistych wydarzeń, zwyczajów, zabobonów czy nawet osób.

Wisienką na torcie jest bonus dla wytrwałych, czyli tych czytelników, którzy dotarli do końca powieści. Znajdą tam oni bowiem kod QR, który pozwoli im uzyskać dostęp do… dodatkowego opowiadania mającego pewien związek z powieścią 🙂

„Inkub” Artura Urbanowicza to zdecydowanie jedna z lepszych powieści grozy, jakie dane mi było dotąd przeczytać. Zdecydowanie polecam ten tytuł fanom gatunku. Sama zaś odstawiam go na półkę, na której trzymam ulubione powieści – tj takie, do których jeszcze nie raz z przyjemnością powrócę. Rozejrzę się też za poprzednimi dziełami autora pt „Gałęziste” oraz „Grzesznik”, po które do tej pory nie miałam okazji sięgnąć. Po lekturze „Inkuba” jestem pewna, że warto nadrobić zaległości!

Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 732
ISBN: 978-83-7731-319-0


12Shares