„Dotyk Północy” – Adelina Tulińska

Wiecie doskonale o tym, że do debiutanckich powieści podchodzę ze sporym sceptycyzmem. Wiadomo bowiem, jak to z nimi bywa. Raz trafi się na autora, który potrafi pisać, wciągnąć czytelnika w wykreowany przez siebie świat, a wówczas lektura książki jest czystą przyjemnością. Innym razem… cóż, lepiej nie mówić. Czy literacki debiut Łodzianki – Adeliny Tulińskiej pt „Dotyk Północy” sprostał moim oczekiwaniom, czy wręcz przeciwnie? O tym już za chwilę…

Główną bohaterką powieści jest Laura Irys, studentka historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim. Przed nią obrona pracy magisterskiej i ważna decyzja: co dalej?. Mimo posiadania oddanych przyjaciółek oraz wiernego towarzysza w postaci ukochanego psa Leona, dziewczyna odczuwa pustkę. Nie spotkała dotąd mężczyzny, z którym połączyłoby ją coś więcej niż przelotny romans. Nie raz zadawała po cichu pytanie: „Gdzie jesteś?”. Nie wiedziała jednak

„(…) jak wielką moc mają słowa wypowiedziane ze szczerą intencją. Wszechświat zaczął już powoli się zmieniać, aby spełnić jej marzenie.”

Tymczasem pod wpływem impulsu wyraża chęć udziału w organizowanym niedługo zagranicznym wolontariacie. Jej zgłoszenie zostaje zaakceptowane, a ona sama zaś wysłana na trzy miesiące do Norwegii, by tam zająć się renowacją jednej z sal zamku. Nie podejrzewa jednak, że wyjazd ten na zawsze odmieni jej życie.

Pozna bowiem Gabriela, niezwykle przystojnego, intrygującego mężczyznę, którego, choć nigdy prędzej się nie spotkali, już kiedyś widziała – w swoim śnie, po którym na ramieniu pozostał jej dziwny ślad. Laura nie wie jednak, że zarówno on jak i jego rodzina skrywają pewien mroczny sekret, a jej samej niedługo grozić będzie śmiertelne niebezpieczeństwo…

I cóż… Kiedy dotarłam do ostatniej strony powieści, spotkała mnie nie lada niespodzianka, a zarazem zawód. Czemu? Okazało się bowiem, że to koniec części pierwszej, a ja, biorąc książkę do ręki, przekonana byłam, iż całość zawiera się w jednym tomie. Także teraz, kiedy dałam się wciągnąć w świat wykreowany przez autorkę, zostałam z pytaniami cisnącymi się na usta, na które odpowiedzi poznam zapewne w kolejnej części. A może dopiero w następnej? Wszak od samej autorki wiem i po cichu wam tu zdradzę, że pomysłów ma tyle, iż powstać może z tego siedmiotomowa seria! Przyznam szczerze, że ciekawa jestem, co z tego tak naprawdę wyjdzie. Zwłaszcza, że „Dotyk Północy”, jak na debiutanckie dzieło, okazał się całkiem niezły!

Zabiera nas on bowiem w iście fantastyczny, pełen sekretów świat, w którym nie brak istot, o jakich dotąd prawiły legendy. Gdzie to, co realne styka się z tym, co trudno objąć rozumem. I mimo tego, że historia ta wyszła spod pióra osoby dopiero stawiającej pierwsze kroki w świecie literatury, całość czyta się naprawdę dobrze. Autorka ma lekkie pióro oraz potrafi zaciekawić czytelnika, stopniowo odkrywając kolejne tajemnice. Fakt, nie jest idealnie. Bywają bowiem momenty, które wydały mi się bardzo naiwne i nawet jak na fantastykę mocno naciągane. Jednak należy pamiętać, iż jest to debiut! Wszak nie od razu Rzym zbudowano, prawda?. Tu liczy się jedno – Adelina Tulińska ma zadatki na dobrą pisarkę i trzeba wierzyć w to, że kolejne jej dzieła, w miarę zdobywanego przez nią doświadczenia, będą bardziej dopracowane i już tylko lepsze.

Ale wracając do „Dotyku Północy”, komu się spodoba? Miłośnikom fantastyki – to pewne. Osobom chętnie sięgającym po romantyczne historie – bo jak łatwo się domyślić powieść ta nie jest pozbawiona wątku miłosnego. Amatorom tajemnic i legend – bo to one grają tu pierwsze skrzypce. Czytelnikom szukającym czegoś lekkiego i nieskomplikowanego, pozwalającego odpocząć po trudach dnia codziennego. Krótko mówiąc – dajcie mu szansę.

Moja ocena: 4/6

Wydawnictwo: Biblioteka
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 288
ISBN: 9788362378517

7Shares