„Szamanka od umarlaków” – Martyna Raduchowska

Pierwszym, co przyszło mi do głowy po rozpoczęciu lektury „Szamanki od umarlaków” Martyny Raduchowskiej, była myśl, że już gdzieś czytałam coś podobnego – nie tyle w kwestii samej historii, ile pomysłu na główną bohaterkę i jej profesję. A potem doznałam olśnienia! Darynda Jones i jej cykl powieściowy o przygodach Charley Davidson – dla otoczenia będącej policyjną konsultantką, a dla wtajemniczonych Kostuchą zajmującą się przeprowadzaniem zmarłych na drugą stronę, by tam zaznali należnego im wiecznego spoczynku.

I na tym w sumie podobieństwa pomiędzy obiema bohaterkami się kończą, bowiem Ida Brzezińska w niczym więcej nie przypomina Charley. Tamta pogodzona jest ze swoim losem, tym, kim jest i jakie ciążą na niej obowiązki. Ida z kolei najchętniej rzuciłaby wszystko w diabły, byle tylko móc wieść zwyczajne, spokojne życie nienaznaczone magią i komplikacjami nie z tego świata. Niestety mimo tego, iż chciała pokazać rodzinnej tradycji środkowy palec, zwłaszcza że od najmłodszych lat nie przejawiała magicznych zdolności, los postanowił wybrać dla niej o wiele trudniejszą ścieżkę życiową – początkowo drogę medium, które szybko okazało się być czymś więcej, a mianowicie szamanką od umarlaków.

Na szybko wyszkolona przez sarkastyczną i uszczypliwą zjawę, z przyczepioną jak rzep do psiego ogona harpią co i rusz pożeraną przez ognie piekielne oraz z puszystym dziwem o lisim ogonie i ogromnych włochatych uszach u boku Ida już wkrótce – czy tego chce czy nie – będzie musiała stawić czoła mrocznemu czarodziejowi i jego opętańcom, starając się w międzyczasie nie podpaść funkcjonariuszom Wydziału Opętań i Nawiedzeń oraz do końca nie stracić zmysłów przez pewnego Ducha i towarzyszące mu duszki cierpiące na manię prześladowczą, którym przydałaby się pomoc psychoanalityka, tudzież parapsychologa…

Co najbardziej mi się podobało w powieści Raduchowskiej? Gdybym miała postawić na jedno, to byłby to humor, którego nie brak tak i głównej bohaterce, jak i całej opowiedzianej przez autorkę historii. Stronice jej książki dosłownie tryskają poczuciem humoru, sprawiając, że co i rusz uśmiechałam się pod nosem śledząc losy głównej bohaterki. Ida jest bowiem… dość nietypową postacią. Stara się żyć jak każda normalna młoda dziewczyna i być postrzegana jako zwykła, niczym nie wyróżniająca się z tłumu osoba. Nie jest to jednak takie proste, kiedy jest się prześladowaną przez Pecha, który obrał sobie za cel Idę i gotów jest uczynić dosłownie wszystko, aby maksymalnie skomplikować jej życie. I przyznać mu trzeba, iż wychodzi mu to wręcz celująco. Ida bowiem pakuje się z jednej kabały w drugą, złorzecząc przy tym na czym świat stoi wszystkim i wszystkiemu, co raczy jej wejść dodatkowo w drogę.

Zresztą nie tylko Ida jest postacią, która z miejsca zwraca uwagę czytelnika. W powieści Raduchowskiej nie brak bowiem innych, mniej lub bardziej wyrazistych i… niecodziennych bohaterów. Zwariowana, manieryczna cioteczka, właścicielka kamienicy rodem z filmu „Starsza pani musi zniknąć”, Indianin na Sobótce w ciut za dużym pióropuszu, Jednooki Kanibal czy Kruchy, który wcale nie jest taki delikatny, jak by się mogło wydawać sądząc po jego pseudonimie… razem tworzą doprawdy barwną paletę postaci, które nadają całej historii osobliwego charakteru i sprawiają, że z zainteresowaniem śledzi się kolejno następujące po sobie wydarzenia.

„Szamanka od umarlaków” jest pierwszą częścią cyklu o tym samym tytule, która po raz pierwszy ukazała się na naszym rynku w 2011 roku nakładem wydawnictwa Fabryka Słów. Blisko trzy lata po jej premierze do rąk czytelników trafiła kontynuacja – „Demon luster”. W sierpniu ubiegłego roku do księgarń nakładem wydawnictwa Uroboros trafiło omawiane przeze mnie powyżej wznowienie pierwszego tomu, w nowej szacie graficznej i z adnotacją, iż jest to „Wydanie II zmienione”. Co konkretnie uległo owej zmianie? Tego niestety nie wiem, gdyż w książce nadaremno szukać na ten temat informacji. Jeśli jednak miałabym odnieść się do odświeżonego wyglądu okładki, to muszę przyznać, iż nowsze wydanie podoba mi się o wiele bardziej niż to od Fabryki Słów. Cieszy mnie też to, iż niebawem wydawnictwo Uroboros wypuści na rynek część drugą, w pasującej do pierwszego tomu szacie graficznej.

Jedyne, co mnie boli w tym wydaniu powieści, to fakt, iż napisy na grzbiecie oraz okładce okazały się nietrwałe… i to na tyle, że ten na grzbiecie praktycznie… zniknął 🙁 Liczę na to, że z drugim tomem nie będzie tego typu problemów.

Komu poleciłabym „Szamankę dla umarlaków”? Czytelnikom szukającym czegoś lekkiego i łatwego w odbiorze, skutecznie poprawiającego humor, gdy nam on nie dopisuje, pozwalającego miło i przyjemnie spędzić czas z książką w ręku. Ja tymczasem wyczekuję końca lutego, kiedy to do księgarń trafi wznowienie drugiego tomu – „Demona luster”. Nie mogę się bowiem doczekać dalszych perypetii Idy, zwłaszcza że czeka ją nie lada wyzwanie…

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydaniania: 2017, wyd. II, zmienione
Seria/Cykl: Szamanka od umarlaków, tom 1
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-280-4523-1

Książka do kupienia na stronie księgarni

1Shares

4 Replies to “„Szamanka od umarlaków” – Martyna Raduchowska”

  1. Książka jest super. Może nie jest to wybitnie dobra fantasy, ale ma swój urok, wciąga i bardzo szybko się ją czyta. Ponadto można się przy niej pośmiać i rzeczywiście poprawić sobie humor!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

  2. Ooo widze że też się podobało i bardzo mnie to cieszy. Osobiście lubie tego jej zwierzaka. Słodziak śmiertelny 😀 (teraz ide popatrzeć na mój egzemplarz) Cóż mam egzemplarz próbny a co za tym idzie trzyma się wszystkiego napis i choćbym nie wiem jak tarła tkwi nadal xD Tak więc nie pocieszę. Ale niedługo tom 2!!!!!! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *