„Spuśćmy psy” – Maureen Jennings

Trzykrotnie już dotrzymywałam towarzystwa Williamowi Murdochowi w czasie, gdy zajmował się on prowadzonymi przez siebie kryminalnymi śledztwami. Wspólnie odkryliśmy prawdę na temat śmierci młodej służącej znalezionej nago w jednym z ulicznych zaułków Toronto („Ostatnia noc jej życia”), okoliczności utraty życia przez Dolly Shaw – kobiety niecieszącej się zbytnią sympatią wśród sąsiadów („Pod gwiazdami smoka”), a także powód, dla którego śmierć poniósł młody i sympatyczny konstabl Oliver Wicken („Biedny Tom już wystygł”). I choć każda z tych spraw nie była łatwa i wymagała od głównego bohatera, by ten wykazał się nie lada umiejętnościami i zaprzągł do działania cały swój intelekt, to jednak żadna z nich nie ocierała się bezpośrednio o jego prywatne życie, nie dotykała go osobiście, przez co łatwiej było mu sobie z nimi poradzić, bez udziału zbędnych emocji.

Tym razem wszystko się jednak zmienia…

Popełnione zostaje przestępstwo, w wyniku którego życie traci niejaki John Delaney – człowiek uważany, zgodnie ze złożonymi przez świadków zeznaniami, za człowieka poczciwego i dobrego katolika. W dniu swojej śmierci brał udział w zakładach dotyczących walk psów ze szczurami. I choć wygrał, posądzony został o oszustwo. Niedługo potem znaleziono go martwego, a w pobliżu jego ciała natrafiono na człowieka, którego uznano za winnego popełnionego morderstwa – Henry’ego Murdocha, ojca Williama… Za kilka dni ma zostać stracony – śmierć przez powieszenie.

„Cień szubienicy jest długi, panie Murdoch. I ciemny. Widział już wielu mężczyzn żałujących za swoje grzechy, gdy wyruszali w swą ostatnią podróż.”

Tylko że Henry Murdoch twierdzi, iż jest niewinny… Prosi więc o pomoc syna, by ten raz jeszcze przyjrzał się całej sprawie i dowiódł ponad wszelką wątpliwość, czy faktycznie jest winien zarzucanego mu czynu. Dla Williama jest to o tyle trudna i niekomfortowa sytuacja, gdyż z ojcem nie widział się ponad dwadzieścia lat. W przeszłości wydarzyło się bowiem coś, co doprowadziło do rozłamu ich rodziny i zerwania wszelkich kontaktów. A teraz ten niespodziewanie znów pojawia się w jego życiu i to na dodatek w takich okolicznościach…

Mimo dawnych niesnasek, William decyduje się zrobić wszystko, co w jego mocy, by dowiedzieć się prawdy. Nie zamierza jednak chronić ojca. Jeśli jest winien, powinien ponieść konsekwencje tak, by sprawiedliwości stało się zadość.

„Sprawa była bardzo delikatna, jak domek z kart, i nie chciał ryzykować żadnego ruchu, który mógłby zrujnować całą konstrukcję.”

Los jednak bywa okrutny i potrafi zadrwić sobie z człowieka, zwłaszcza w czasie, kiedy najmniej mu tego potrzeba. Prawdą okazuje się stare dobre powiedzenie, iż nieszczęścia chodzą parami. Nie wystarczające okazuje się bowiem to, iż na barkach Williama spoczywa los jego ojca. Otrzymuje jeszcze wiadomość z zakonu, w którym od lat przebywa jego siostra, z informacją, iż jest ona śmiertelnie chora, oraz prośbą, by niezwłocznie przybył, aby móc się z nią pożegnać.

Czy zdąży na czas? Zdoła ostatni raz porozmawiać z siostrą i uratować ojca przed stryczkiem? Czego dowie się w międzyczasie? Jakie tajemnice ujrzą światło dzienne?

Naprawdę podoba mi się to, iż Maureen Jennings w swoim cyklu powieściowym, w którym główną rolę powierzyła Williamowi Murdochowi, nie skupia się jedynie na prowadzonych przez niego sprawach kryminalnych, ale też krok po kroku odsłania przed nami prywatną sferę życia detektywa. I co tu dużo mówić – zarówno wątek związany z prowadzoną przez Murdocha sprawą, jak i ten dotyczący jego prywatnego życia zostały przez autorkę naprawdę bardzo dobrze przedstawione, dopracowane z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów. Dzięki temu cała historia nabiera wyrazistości i autentyczności, zaś główny bohater, będący człowiekiem z krwi i kości, staje się dla nas jeszcze bliższy.

Uwielbiam też sposób, w jaki autorka odmalowuje Toronto u schyłku XIX wieku. Czytając jej powieści ma się wrażenie, jakby naprawdę osobiście przechadzało się ulicami miasta, jak też odwiedzało wszystkie inne miejsca, w których, z uwagi na prowadzone przez siebie śledztwo, zmuszony jest bywać William. W tym wypadku są to m.in więzienie Don (które nadal istnieje) czy też gospoda, w której odbywały się wspomniane prędzej zakłady dotyczące walk psów ze szczurami. Maureen Jennings dba o każdy najmniejszy szczegół dotyczący zarówno ówczesnego wyglądu takich miejsc, jak też zachowania żyjących wówczas ludzi – ich wyglądu, obyczajowości, podejścia do religii i zachowywania konwenansów.

Ponownie pojawia się też wątek uchodźców, choć w tej części jedynie w tle. Poruszony zostaje natomiast temat, który nawet dziś pozostaje dla wielu osób drażliwy – oskarżenia lekarza o wykorzystanie seksualne swojej pacjentki i jej szans na wygraną w obliczu postawienia go przed sądem. Zderzenie poczucia sprawiedliwości z kwestią moralną…

„Może i się zabawiał, ale czemu ona to wyciąga na światło dzienne, chciałbym wiedzieć? Gdyby to była moja żona, nigdy bym na to nie zezwolił. Co za wstyd dla rodziny.”

Co bardzo ważne – w powieściach z cyklu o Murdochu rozwiązanie zagadki kryminalnej pozostaje jedną wielką niewiadomą aż do ostatniej strony. Coś takiego sprawia, że z jeszcze większym zaangażowaniem czyta się książkę, by w końcu odkryć tajemnicę. Nie inaczej jest i tutaj. Książka „Spuśćmy psy” wciąga od pierwszych stron i doprawdy trudno jest się od niej oderwać. To naprawdę pasjonująca lektura dla miłośników gatunku, której nie sposób nie polecić.

A gdybym miała podsumować? Krótko napisać, kto powinien sięgnąć po tę powieść? Może i się powtórzę, gdyż pisałam o tym przy okazji omawiania poprzednich tomów, ale w tym wypadku powinno zostać mi to wybaczone – bowiem zdania nie zmieniłam i, jak sądzę, już nie zmienię. A więc kogo powinna zainteresować ta pozycja? Miłośników kryminałów, zwłaszcza tych retro. Amatorów detektywistycznych zagadek rozwiązywanych w starym, dobrym stylu. Pasjonatów spraw, których wyjaśnienie do samego końca pozostaje tajemnicą. Czytelników ceniących towarzystwo wyrazistych i nietuzinkowych bohaterów. Osoby szanujące swój czas, pragnące przeczytać coś, co ich w pełni usatysfakcjonuje – coś, co nie będzie tylko czystą rozrywką, ale też umysłową pożywką.

Naprawdę gorąco polecam!

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Let Loose the Dogs
Tłumaczenie: Anna Sawicka-Chrapkowicz
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2013
Seria/Cykl: Detektyw Murdoch, tom 4
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 456
ISBN: 978-83-62465-47-7

Oficynka

One Reply to “„Spuśćmy psy” – Maureen Jennings”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *