Recenzja: „Serdeczna krew” – Michael Kobr i Volker Klüpfel

Zacznę dość nietypowo, bowiem nie od zarysu fabuły, ani przedstawienia bohaterów, ale od tego, co podczas lektury mnie zbulwersowało. Wydawnictwo Akcent powinno spłonąć ze wstydu, a wręcz zwracać czytelnikom pieniądze za to, że trafiła do ich rąk powieść, w której praktycznie co kawałek napotyka się na błędy. Literówek wszelkiej maści jest tu co nie miara. Do tego dochodzi jakieś idiotyczne upodobanie tłumaczki do używania zaimka „tobie” w miejscach, w których o wiele naturalniej, po prostu lepiej, brzmiało by „ci”.

„- W porządku, zaraz coś tobie powiem (…)”
„- Tatku, musze tobie przyznać, że to niezła technika (…)”
„- Powiem tobie, że tutaj morderca również działał wyjątkowo brutalnie (…)”
„- A teraz powiedz mi, po co to tobie?”

Ale tak to jest, kiedy funkcję tłumacza, redaktora, a także korektora powierza się jednej i tej samej osobie… Czyżby mieli problem z płynnością gotówki? Nie mogli sobie pozwolić na zatrudnienie kogoś do pomocy pani Grysińskiej? Nikogo zatem nie powinien zdziwić fakt, że czytając książkę naszpikowaną tak licznymi wpadkami, poziom irytacji i zniechęcenia do lektury wzrósł u mnie do maksimum, samą książkę zaś miałam ochotę podrzeć na strzępy i wyrzucić do śmietnika… Przed tym tragicznym dla niej końcem uratowała ją jedynie postać mojego ukochanego Kluftingera oraz naprawdę świetna historia.

Wszystko zaczyna się od tego, że podczas jednej z policyjnych konferencji prasowych, Kluftinger nieopatrznie odbiera telefon i staje się świadkiem morderstwa. Tzn tylko on jest przekonany o tym, że kogoś zabito, bowiem nikt z jego kolegów nie chce dać wiary w jego zapewnienia. Na przekór niedowiarkom postanawia zbadać tę sprawę na własną rękę. Wkrótce okazuje się, że nie tylko miał rację, ale że jest to początek mrocznej, brutalnej serii morderstw…

Wątek kryminalny nierozerwalnie łączy się z tym poświęconym samemu Kluftingerowi. Nasz drogi komisarz odznaczający się prostym i szczerym charakterem, uwielbiający nadużywać słów „prymuśnie” i „krucafuks”, kochający szpecle serowe i piwo, będący na bakier z technologicznymi nowinkami, zaczyna mieć problemy zdrowotne. Coś za często odczuwa kłucia w klatce piersiowej, więc, chcąc nie chcąc, zmuszony jest udać się do lekarza. Trafia na wizytę do, jakżeby inaczej, swojego „ukochanego” doktora Langhammera, który wydaje się potwierdzać przypuszczenia komisarza, że ma poważne problemy z sercem i jeśli czegoś z tym nie zrobi, to koniec, amen, kaplica. Ku zdziwieniu najbliższych oraz kolegów z pracy Kluftinger dokonuje radykalnych zmian w swoim życiu zaczynając od przejścia na ekologiczną żywność oraz… zajęć jogi.

Nie wiem, ileż razy wybuchałam śmiechem podczas lektury tej powieści. Uwielbiam humor towarzyszący książkom z serii o komisarzu Kluftingerze. Napięcie towarzyszące prowadzonemu śledztwu w sposób inteligentny i z wyczuciem rozładowywane jest przez wprowadzanie zabawnych momentów – jak np ten związany ze smurfem czy autodromami na miejscowym jarmarku.

„- Co to jest beksa? – zapytała Yumiko z zaciekawieniem – Instrument muzyczny?
– Nie, ale też bardzo jęczy.”

Śmiałam się w głos śledząc rozmowę Kluftingera przez Skype z ojcem swojej przyszłej synowej. Zderzenie dwóch kultur oraz znikoma znajomość obcego języka poskutkowały tym, że nasz drogi komisarz zaliczał wpadkę za wpadką kompromitując się w oczach swoich bliskich oraz pana Sazuka, którego nazwisko zdążył w międzyczasie przerobić na Suzukę, Subaru i Sudoku.

„- Thank you for hosting my daughter.
Kluftinger poczerwieniał. Czy Japończyk wciąż go nie rozumie?
– No, no – wyrwało mu się, ale zreflektował się i przypomniał sobie o uwadze Markusa: – Yes, dobrze, but… aj em not hosting Yumiko… sam. Aj em ojciec. Markus zawsze hosting… aj fink.” (…)
” – Aj it sushi, w Kempten-City, then big orzeszki wasabi, then… – zaczął udawać, że się mocno krztusi. Miał nadzieję, że dzięki takiej puencie jego fragmentaryczny przekaz zostanie w jakiejś choćby mierze właściwie odebrany. – When you here, Erika zrobi szpecle serowe. Szpe-cle se-ro-we. Mniam, mniam. And sałatkę z wędliny. You znasz… know sałatkę z wędliny?”

Dziwne jest to, że wydawnictwo postanowiło wydawać u nas jedynie wybrane części serii o komisarzu Kluftingerze, a na dodatek nie zachowując chronologii ich powstawania. Jako pierwszy tom ukazały się u nas „Szczodre Gody”, następnie „Operacja Seegrund” i teraz, jako część trzecia, „Serdeczna krew”. Jeśli spojrzeć na bibliografię autorów łatwo można zauważyć, że „Szczodre Gody” wydane zostały w 2009 roku jako tom piąty, „Operacja Seegrund” w 2006 jako trzeci, zaś „Serdeczna krew” ukazała się dwa lata temu jako część siódma. Wydawnictwo na zadane im w związku z powyższym pytania odpowiedziało jedynie:

Czyli jak widać nie udzielili odpowiedzi na nurtujące mnie kwestie związane z brakiem chronologii i wyborem akurat tych konkretnych tytułów z całej serii liczącej sobie na dzień dzisiejszy osiem części.

Przyznać muszę, że z niecierpliwością wyczekiwać będę pojawienia się kolejnego tomu z serii o komisarzu Kluftingerze, którego do życia powołał niemiecki duet pisarzy, w skład którego wchodzą Michael Kobr oraz Volker Klüpfel. Książki z jego udziałem to nie tylko świetne, trzymające w napięciu kryminały, których zakończenia nie tak łatwo się domyśleć, ale przede wszystkich historie pełne humoru, które zagwarantują miłośnikom gatunku nie tylko wyborną lekturę, ale też odpowiednią dawkę śmiechu podczas niej. Gorąco polecam.

Moja ocena: 5/6 (za fabułę)

Ocena za tłumaczenie: 1/6

Tytuł oryginalny: Herzblut
Tłumaczenie: Anna Grysińska
Wydawnictwo: Akcent
Rok wydania: 2015
Seria: Śledztwo komisarza Kluftingera
Oprawa: miękka
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-7802-001-1

21 komentarzy

  • Iza Lipiec 24, 2015 at 16:02

    Bardzo zachęciła mnie twoja recenzja, może uda mi się kiedyś przeczytać tą pozycję 🙂

    Zapraszam również do siebie 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 24, 2015 at 16:27

      A moim zdaniem w ogóle jej nie przeczytałaś, a napisałaś komentarz tylko po to, by zostawić link do własnego bloga…

      Reply
  • jusssi Lipiec 24, 2015 at 16:22

    Hmm rzeczywiście tak głupie błędy, bo to nie ma nic wspólnego z pomyłką, tylko głupotą są niedopuszczalne, ponieważ psują dobrą prozę… Wycieczki słowne do płynności finansowej moim zdaniem niepotrzebne, choć czytało się świetnie. A odnośnie książki, powiem że spróbowałabym. bo rzeczywiście jak kryminał to anglosaski albo skandynawski, a tu taka seria się marnuje..

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 25, 2015 at 22:56

      Książka jak najbardziej warta jest przeczytania, bo fabuła świetna, a bohater główny przedni. Gdyby nie te błędy, to nie byłoby do czego się przyczepić.

      Reply
  • Justyna S. Lipiec 24, 2015 at 17:00

    Ojej, błędy w tłumaczeniu/korekcie są dla mnie równie irytujące co oczywiste błędy merytoryczne – potrafią zepsuć nawet najlepszą książkę. Szkoda, że wydawnictwo potraktowało serię po macoszemu. 🙁 Sama kilkakrotnie „nadziałam się” na świetne serie, które przez małą popularność nie były dalej tłumaczone – w ostateczności jeśli zna się język/lub ma się znającego język BARDZO dobrego znajomego to można jeszcze zabrać się za oryginał . 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 25, 2015 at 23:00

      Oj ten ból też znam. Weźmy chociażby trylogię Jennifer A. Nielsen o Sage’u, trylogię Carrie Ryan „Las Zębów i Rąk” czy serię „Saga Księżycowa” Marrisy Meyer – wydano po 2 tomy i na tym się skończyło…

      Reply
  • asia szarańska Lipiec 24, 2015 at 17:29

    Nie znam tego wydawnictwa :O

    Reply
  • monweg Lipiec 24, 2015 at 17:46

    Koszmarnie czyta się książki, w których roi się od błędów. Wydawnictwo też nie stanęło na wysokości zadania. Wychodzę z założenia, że albo powinni wydawać wszystkie części (przecież to seria), albo nie wydawać ich wcale. Tłumaczenie, jakoby niemieckie kryminały się nie sprzedawały jest niepoważne. O tym powinni zadecydować czytelnicy. A widzę, że tę książkę oceniłaś wysoko, więc chyba warto ją przeczytać. Pozdrawiam.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 25, 2015 at 23:01

      Dokładnie tak! Albo wszystko po kolei, albo nic – a nie skaczemy sobie po wybranych i jeszcze w idiotycznej kolejności…

      Reply
  • Weronika Ignaciuk Lipiec 24, 2015 at 19:15

    Hej 😉 Nominowałam Cię do LBA 🙂
    http://ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-3.html

    Reply
  • Stworek vel Oka Lipiec 24, 2015 at 21:01

    Widzę, że nie tylko książki Nele Neuhaus wydawane były dziwacznie. Coś te wydawnictwa mają do niemieckich autorów. 😛
    Uśmiałam się czytając zacytowany dialog (może raczej monolog). Nie wiem czemu… widziałam w nim wiele cech wspólnych z moim kaleczonym angielskim… 😛
    Może coś się zmieni i seria będzie wydawana chronologiczne, bo chętnie poznałabym komisarza Kluftingera (ale nie z taką ilością literówek!). Powinni zatrudnić Annę i Miłosza Urbanów, oni naprawdę dobrze sobie radzą z przekładem na nasze z niemieckiego. 😉 Może trzeba im to zasugerować i Media Rodzina się podzielą tłumaczami. 😛

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 25, 2015 at 23:02

      Ten dialog Kluftingera z przyszłym teściem syna powinno się przeczytać w całości ^_^ Cudny jest ^_^ Na głos czytałam go mężowi, by zrozumiał, czemu śmieję się na głos czytając kryminał 😛

      Reply
  • Grouch X Lipiec 24, 2015 at 22:35

    Błędy w książkach to chyba najgorsze co może być.

    Reply
  • Irena Bujak (Bujaczek) Lipiec 24, 2015 at 23:55

    Brrr, nie cierpię złego tłumaczenia i braku korekty po przetłumaczeniu, bo chyba tego tu zabrakło. To okropne, że ta książka została wydana w takim stanie, powiem Ci, że to mnie zniechęciłoby do niej nawet jeśli bym bardzo lubiła serię/autora…

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 25, 2015 at 23:04

      Przyznam, że byłam na skraju decyzji o porzuceniu lektury. Dużo nie brakowało… Nienawidzę takiej fuszerki. Bo inaczej tego nazwać nie potrafię. To niepoważne traktowanie czytelników, ale przede wszystkim klientów wydawnictwa, które żyje przecież z tego, że płacą im oni pieniądze za wydawane książki.

      Reply
  • Agnieszka Dorsz/figlarneczytanie Lipiec 25, 2015 at 20:55

    No to faktycznie ocena tylko za fabułę oraz poczucie humoru zawarte w powieści. Co do chronologii oraz tłumaczenia oraz maniery „tobie” to komuś by się dogadać należało.

    Reply
  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie Lipiec 27, 2015 at 10:58

    Po pierwsze, błędy skutecznie nas zniechęcają, a to tłumaczenie ,,tobie” brzmi bardzo sztucznie. Po drugie, nie widzimy sensu w czytaniu co któregoś tomu, w dodatku niechronologicznie.

    Reply

Leave a Comment