Recenzja: „Rosół z kury domowej” – Natasza Socha

W ciągu ostatnich dwunastu lat Weronika ciągnęła kilka etatów na raz. Była sprzątaczką, praczką, kucharką, pokojówką, dekoratorką wnętrz, ogrodnikiem, zarządcą domowym… (i długo by jeszcze wymieniać) – a wszystko to na poziomie profesjonalnym. Gdzieś na końcu długiej listy codziennych obowiązków pojawiała się jeszcze „żona” oraz „kochanka”. Obecnie jest rozwiedziona, gdyż mąż postanowił z dnia na dzień kopnąć ją w cztery litery i odejść do innej, która bynajmniej nie miała pojęcia o żadnej z czynności na co dzień wykonywanej przez Weronikę.

„- Wiesz, co powiedział Balzac? Że żona jest tym dla męża, czym on ją sam uczynił. Z ciebie Tymon zrobił środek piorący.
– NIe tylko – zaprotestowała Wiktoria – Zrobił też piekarnik, pralkę, mopa i szmatę z mikrofazy.
– Zostałaś profesjonalnie ukurzona.”

Co jej więc pozostało? Zagubiona i zdruzgotana opuściła kraj i osiadła w domku na jednej z niemieckich wsi należącym do jej ciotki Klary, która otoczyła swą siostrzenicę opieką i zapewniła wparcie. Wkrótce w jej życie wkraczają trzy kobiety – Lea, Judith oraz Mara, które tak samo jak Weronika na pewnym etapie swojego życia dały przerobić się na kury domowe, a teraz ponoszą tego bolesne konsekwencje.

„Najdziwniejsze w rozmowach z najbliższą osobą jest to, że bliskość okazuje się pojęciem wyjątkowo nietrwałym.”

Wspólne rozmowy coraz bardziej zacieśniają pomiędzy nimi więzy, a kiedy Weronika wpada na pewien odważny, a zarazem szalony pomysł, mają w końcu szansę stawić czoła rzeczywistości i powalczyć o lepszą przyszłość, po drodze przypominając sobie, czym jest prawdziwa kobiecość oraz porządny seks.

„W pewnym wieku bowiem przyjaźń opiera się na zupełnie innych fundamentach niż ta przedszkolna. Opiera się na sarkazmie, ironii, śmiechu, alkoholu oraz wrogości do tych samych osób. Oraz na strategii przetrwania i ponownego odnalezienia własnej kobiecości.”

Natasza Socha dała mi się poznać jako autorka, która w swoich powieściach porusza tematy bardzo nam bliskie, ale jednocześnie bolesne. Tak jak w „Maminsynku” opowiedziała nam o tym, do czego doprowadzić może matczyna nadopiekuńczość, tak w swym najnowszym dziele – „Rosole z kury domowej” – pisze o toksycznych związkach, w których jedna ze stron poświęca wszystko dla drugiej osoby i sama podcina sobie skrzydła zamykając się z własnej woli w domowej klatce.

„Wiktoria pomyślała, że pozwalając się ukorzenić i rezygnując z własnych marzeń, sama wpadła w pułapkę.”

Główna bohaterka poznaje swojego przyszłego męża na studiach i szybko ulega jego urokowi. Po zdobyciu magistra daje się przekonać do pomysłu Tymona, by to on zarabiał, podczas gdy ona sama zajmie się domem. Szybko jednak przekonuje się, że to, co miało być przyjemnością i małżeńską sielanką, przerodziło się w pracę na kilku etatach, zaś chęć uszczęśliwienia męża, przypodobania mu się, sprowadziła się do tego, że zmuszona została do rezygnacji ze swoich marzeń oraz zerwania kontaktu z przyjaciółką. Zupełnie odpuściła siebie, byle tylko zadowolić swojego partnera, a oczy na tę przerażającą prawdę otworzyła dopiero z chwilą, kiedy ten, dla którego poświęciła dwanaście lat swego życia, bez ceregieli zostawił ją dla innej.

„- Ty masz jaja (…)
– Jaja są słabe i wrażliwe. Jeśli chce się być twardym, trzeba mieć waginę, to ta znosi w życiu prawdziwy łomot.”

„Rosół z kury domowej”, mimo tego, że dotyka bolesnych prawd i sprawia, że wielokrotnie ma się ochotę własnoręcznie udusić mężów Weroniki, Lei, Judith i Mary, to jednak jest powieścią ku pokrzepieniu serc. Udowadnia, jak silne i niezależne potrafią być kobiety, zwłaszcza kiedy postanowią połączyć siły. Nie bez powodu mówi się o solidarności jajników. W kobietach drzemie prawdziwa moc! To nas Matka Natura obdarzyła darem rodzenia dzieci. Doskonale wiedziała, że bez względu na to, co o sobie by nie myśleli mężczyźni, za jakich macho się uważali, to my, kobiety, jesteśmy tą silniejszą płcią i to my damy radę stawić czoła wszelkich wyzwaniom oraz przeciwnościom losu. Tak samo jak bohaterki powieści pani Sochy, które powoli, metodą małych kroków, opuszczają swoje klatki i uwalniają skrzydła.

Najnowsza powieść autorki to słodko-gorzka opowieść napisana świetnym językiem i z dużą wnikliwością o zawiłych relacjach damsko-męskich i konsekwencjach całkowitego poświęcenia siebie, nie tylko swoich marzeń i dotychczasowych znajomości, ale też zwykłych praw człowieka, dla swojego partnera. Doprawiona szczyptą humoru, garścią porad domowych oraz kapką kulinarnych przepisów, jest powieścią do bólu prawdziwą, ukazującą ludzką mentalność, którą po prostu trzeba przeczytać.

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: premiera 29.07.2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-7642-558-0

17 komentarzy

  • Pani Lecter Lipiec 5, 2015 at 13:16

    Będę musiała jej poszukać po premierze 🙂

    Reply
  • Kinga Lipiec 5, 2015 at 13:56

    Nie słyszałam o tej książce,ale może kiedyś przeczytam,chociaż szczerze mówiąc,tematyka średnio mnie pociąga 😉

    Reply
  • martucha180 Lipiec 5, 2015 at 14:06

    Cytat z jajami mnie rozłożył na łopatki 🙂 Musze przeczytać tę książkę!

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 6, 2015 at 09:09

      To tak jak i mnie 😀 Śmiałam się w głos natrafiwszy na ten fragment 😀

      Reply
  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie Lipiec 5, 2015 at 16:00

    Razem przeczytałyśmy wszystkie 3 🙂 ,,Rosół…” też jest ciekawy, dobrze, że porusza mało omawiany temat.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 6, 2015 at 09:09

      Tak, temat jest ważny i dobrze, że się o tym w końcu głośno mówi.

      Reply
  • Eterno Vagabundo Lipiec 5, 2015 at 17:25

    Taką mężczyzna
    Ma już naturę,
    Że z kobiety zrobić
    Chce domową kurę.

    Bez przerwy pretensje
    Jakieś sobie rości,
    Nie dając jej w zamian
    ” Krztyneczki miłości „.

    Dużo takich chłopów
    Niby wyrośniętych,
    A w rozwoju ducha
    Wyraźnie cofniętych.

    Reply
  • Lustro Rzeczywistości Lipiec 5, 2015 at 19:35

    Maminsynek podobał mi się bardziej, ale może dlatego, że do kury domowej mi daleko 😉 Nie wczułam się w sytuację bohaterek, ale jak zwykle jestem pod wrażeniem mądrości przekazu i ciętych powiedzonek autorki.
    I uwielbiam okładkę 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 5, 2015 at 19:39

      Mi w sumie też daleko do kury domowej, jednak potrafiłam w pewnym stopniu postawić się na miejscu bohaterek 🙂
      A co do okładki… napotkałam kilka głosów ją krytykujących. Mi osobiście się podoba 🙂 Zwłaszcza, że naprawdę oddaje treść książki 🙂

      Reply
  • Karolina Lipiec 5, 2015 at 22:14

    O, bardzo ciekawy temat, książkę wrzucam na listę do przeczytania 😉

    Reply
  • barwinka Lipiec 6, 2015 at 11:11

    Już po samych cytatach, które zamieściłaś jestem w stanie się zorientować, że to lektura którą będzie mi się czytało z przyjemnością. Temat może do lekkich nie należy, ale wydaje mi się, że wykonanie stworzyło idealną książkę na lato. Dzięki 🙂

    Reply
  • Paula Lipiec 23, 2015 at 23:30

    Jak miło, że tu trafiłam… coś czuję, że z Nataszą Sochą i jej książkami będziemy musiały się bliżej poznać. Zachęciłaś mnie do przeczytania tej najnowszej książki „Rosół z kury domowej”, ale nie zawaham się zamówić w Matrasie poprzednich jej powieści. Jak szaleć to szaleć, są wakacje! Aaaa, wybrałaś genialne cytaty! 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Lipiec 24, 2015 at 09:14

      Czytałam jeszcze jej „Maminsynka”. Daje sporo do myślenia. Ciekawa książka. Jej recenzję znajdziesz na moim blogu, gdybyś miała ochotę dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat 🙂

      Reply

Leave a Comment