„Niemy strach” – Graham Masterton

Graham Masterton należy do grona moich ulubionych pisarzy grozy. Gdybyście zajrzeli do mojej biblioteczki, ujrzelibyście półkę z ponad czterdziestoma dziełami jego autorstwa, które udało mi się uzbierać na przestrzeni ostatnich lat. Nie powinno więc dziwić, iż dowiedziawszy się o zbliżającej się premierze „Niemego strachu”, skuszona zarówno ciekawie zapowiadającą się fabułą, jak i intrygującą okładką, zapragnęłam, by ta książka dołączyła do mojej kolekcji mastertonowych powieści.

Główną bohaterką jest trzydziestotrzyletnia Holly Summers, na co dzień pracująca jako terapeutka w wydziale opieki nad dziećmi, a od czasu do czasu, ze względu na swój szczególny dar, pomagająca lokalnej policji unieszkodliwiać groźnych przestępców nim ci dopuszczą się okrutnej zbrodni. W dzieciństwie Holly straciła słuch i przez lata opanowała do perfekcji sztukę czytania z ludzkich ust. Dzięki temu, nie wzbudzając niczyjej podejrzliwości, jest w stanie zdobywać informacje, które dla zwykłych ludzi byłyby nieosiągalne.

Po tragedii, do której dochodzi w jednej z rodzin, którą pod swą opieką miała Holly, przed oblicze sądu doprowadzony zostaje Elliot Joseph – człowiek, który nieomal doprowadził do śmierci własnego synka, gdyż wierzył, iż w jego ciele skrył się diabeł. Podczas procesu, obwiniając za wszystko Holly, rzuca na nią przekleństwo Kruka.

Zgodnie z indiańskimi wierzeniami…

„(…) Kruk to padlinożerca, który odbiera ludziom szczęście. Wyrywa je kawałek po kawałku. Najpierw zabiera środki do życia, potem dom, następnie tych, których kochamy, na koniec szczęście. Kiedy człowiek straci całe szczęście, zabiera ciało, rozrywa je na strzępy i karmi się rozpaczą swej ofiary.”

Wkrótce Holly zaczyna zauważać, że dookoła niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy…

„Czuję się jak człowiek, który wszedł do pokoju, w którym poprzesuwano meble albo poprzewieszano obrazy i nie może sobie przypomnieć, jak wyglądał poprzednio… bardzo mu to jednak mąci w głowie.”

… i zaczyna mieć wrażenie, iż nie jest sama. Czyżby winna temu była klątwa rzucona na nią przez Elliota? A jeśli tak, to w jaki sposób ma sobie poradzić z Krukiem?

Zaczęłam czytać i im bardziej zagłębiałam się w tę historię, tym coraz mocniejsze odnosiłam wrażenie, że już to kiedyś czytałam… Poszperałam w sieci i co się okazało? „Niemy strach” przed laty został wydany na naszym rynku przez wydawnictwo Albatros pod tytułem „Koszmar”. Rzuciłam okiem na moją półkę z dziełami Mastertona i oto co na niej znalazłam:

niemy-krzyk-1

Szkoda tylko, że ani na okładce, ani wewnątrz książki nie zamieszczona została stosowna adnotacja informująca o tym fakcie. Teraz, przez niedopatrzenie wydawcy, mam dwa egzemplarze tej samej powieści na półce.

Wracając jednak do opowiedzianej w niej historii. Ze słów widniejących na okładce książki powinna to być „powieść, która przyprawi o dreszcze niejednego czytelnika spragnionego solidnej dawki mocnych wrażeń”. Z całym szacunkiem dla autora – bardzo go lubię i w ogóle – ale „Niemy strach” jest jedną z najsłabszych powieści w jego dorobku spośród tych, które do tej pory miałam okazję czytać. A wierzcie mi, trochę ich już było:

niemy-krzyk-2

Jedyne, co stanowi plus tej powieści, to fakt, iż jest ona krótka i że naprawdę szybko się ją czyta. Cała reszta działa niestety na minus. W żadnym wypadku nie wywołuje wspomnianych powyżej dreszczy podczas lektury. W zasadzie nie wzbudza żadnych emocji – chyba że mówilibyśmy o znudzeniu. Bohaterowie są nijacy, brak im charakteru, wyraźnie zarysowanej osobowości. Nie wzbudzają ani sympatii, ani antypatii. Są zwyczajnie nudni, a ich losy nam obojętne. Do tego dochodzą absurdy, na które natrafiamy podczas lektury, prowadzące do tego, że ma się ochotę czym prędzej zakończyć przygodę z tą książką. Dla przykładu:

„Gdy oglądała w łóżku Przyjaciół, z ulicy doleciał krzyk – tak przeraźliwy, jakby kogoś mordowano. Wyskoczyła z łóżka i wyjrzała przez okno (…).”

Tylko jak to możliwe, że ktoś, kto jest głuchy, nagle słyszy zza okna przeraźliwy krzyk? Brak słów…

Szkoda, naprawdę szkoda. Sam pomysł na fabułę – wykorzystanie jednej z indiańskich legend – był naprawdę ciekawy. Niestety jego realizacja to już zupełnie co innego. Nie dziwię się, że zapoznając się z zarysem fabuły widniejącym na okładce nie skojarzyłam, że tę powieść czytałam już przed laty. Faktem pozostaje, że o złych lekturach woli się nie pamiętać. Jak widać w moim przypadku to podziałało. Teraz muszę tylko zapomnieć o niej po raz kolejny…

Moja ocena: 2/6

Tytuł oryginalny: Unspeakable
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2016, wyd. II
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 240
ISBN: 978-83-7674-550-3

bookmaster

6 komentarzy

  • Olga Listopad 20, 2016 at 12:36

    Kilka lat temu książka również została wydana z tym samym tytułem co tutaj, w innej szacie graficznej, ale z tego co pamiętam widniala tam informacja, że książka kiedyś wydana była pod tytułem „Koszmar”. Wydawnictwo samo sobie strzela w stopę, pogrywając w ten sposób z czytelnikami. A co do samej treści – to naprawdę zła powieść. Spokojnie jedna z gorszych, jakie w życiu przeczytałam.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 20, 2016 at 16:35

      Widziałam właśnie, taka czerwona okładka. Dziwne jest więc, że skoro tam zamieścili – jak mówisz – stosowną informację, tutaj nie pomyśleli o tym samym.
      A odnośnie innych powieści autora – która z dotychczas przez Ciebie przeczytanych podobała CI się najbardziej? 🙂

      Reply
      • Olga Listopad 21, 2016 at 09:46

        Nie mogę znaleźć swojego egzemplarza, więc nie powiem Ci na pewno. Choć teraz wydaje mi się, że to tylko Lubimy Czytać dodało taką adnotację.
        A odpowiadając na Twoje pytanie – raczej nie jestem fanką twórczości Mastertona (stanowczo wolę Kinga). Ale pamiętam, że całkiem podobał mi się „Armagedon”, choć wcześniejszych części serii oczywiście nie czytałam 🙂

        Reply
        • Sylwia Węgielewska Grudzień 17, 2016 at 15:57

          „Armagedonu” akurat nie znam. Podobały mi się natomiast te z serii o Wojownikach Nocy, albo „Zaklęci” bądź „Rytuał” 🙂

          Reply
  • Arek Listopad 20, 2016 at 13:17

    Ta książka to nic innego jak wstyd dla autora. Ja bym jej nie wydał… No, ale cóż każdy może mieć dobre chęci, a zrobić dokładnie odwrotną rzecz :/ W każdym razie szkoda, że mu to tak wyszło, bo inne książki czytałem bez mrugnięcia okiem 😛 A może to też dlatego, że po prostu postawił sobie za wysoko poprzeczkę innymi książkami i zbyt dużo od niego oczekujemy :/

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 20, 2016 at 16:31

      W dorobku każdego autora znajdą się słabsze dzieła. Jak tak patrzę na jego biografię, to „Koszmar” jest jego 53 powieścią w dorobku literackim. Być może miał słabszy okres? Tego nikt nie wie. Fakt faktem pozostaje, iż nie warto sięgać po ten tytuł, a przynajmniej nie na początku, kiedy dopiero zaczyna się poznawać prozę autora, bo można się przedwcześnie do niej zrazić – a byłoby szkoda, gdyż napisał wiele naprawdę dobrych książek.

      Reply

Leave a Comment