„Kłamca: Viva l’arte!” – Jakub Ćwiek [recenzja 387]

  • Kłamca viva l-arte
  • Wydawnictwo: SQN
  • Rok wydania: 2012
  • Rysunki: Dawid Pochopień
  • Kolory: Grzegorz Nita
  • Oprawa: miękka
  • Liczba stron: 68
  • ISBN: 978-83-63248-46-8

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio miałam w rękach jakiś komiks, a tym bardziej dnia, w którym bym jakiś czytała. Szczerze mówiąc nie przepadam za tą formą opowiadania historii. Dlatego też niezbyt entuzjastycznie podchodziłam do lektury komiksu Jakuba Ćwieka pt „Kłamca: Viva l’arte!”, który zawitał do mego domu zupełnie niespodziewanie. Starałam się nastawić do niego pozytywnie, wszak stworzył go człowiek, którego nazwisko nie jest obce miłośnikom fantastyki, zwłaszcza naszej, rodzimej. Jakub Ćwiek zadebiutował w 2005 roku zbiorem opowiadań „Kłamca”, który rozpoczął cykl pod tym samym tytułem. Rok później do rąk czytelników trafiła kontynuacja – „Kłamca 2”, a w kolejnych latach „Kłamca 3: Ochłap sztandaru” oraz „Kłamca 4: Kill’em all”. Ostatni tytuł miał być zwieńczeniem całego cyklu, końcem opowieści o Lokim – nordyckim bogu kłamstwa oraz ognia. Ku uciesze fanów podczas 23 Międzynarodowego Festiwalu Gier i Komiksu w Łodzi (5-7.10.2012) swą premierę miał komiks „Kłamca: Viva l’arte!”, stanowiący odrębną historię osadzoną w literackim uniwersum serii „Kłamca”. Nie miałam okazji czytać książek wchodzących w skład tego cyklu, dlatego też tak bardzo ucieszył mnie fakt, że komiks stanowi samodzielne dzieło, z którym można zapoznać się bez znajomości serii.

Głównym bohaterem jest tytułowy Loki. Po tym jak zniszczona została Walhalla, bóg kłamstwa i ognia zaoferował swe usługi Aniołom, za które płacą mu niecodzienną walutą – niebiańskimi piórami. Niebo ma kolejne zlecenie dla Lokiego. Archanioł Gabriel opowiada mu o pewnym człowieku – George’u Turnerze, wobec którego Pan ma wielkie plany. Niestety niedoszły prorok zaginął bez śladu, a jego anioł stróż został znaleziony martwy. Zadaniem Lokiego będzie odnalezienie zaginionego boskiego wybrańca. Podążając za wskazówkami, główny bohater trafia na ślad wyznawców boga Quetzalcoathu, a także pewnego artysty, który za pomocą pędzla przedstawia prawdziwą prawdę, za którą należy zapłacić najwyższą cenę. Czy Lokiemu uda się znaleźć George’a oraz powstrzymać w porę malarza?

Co jest najważniejsze w komiksach? Z całą pewnością zamieszczone w nich ilustracje, bo to one w głównej mierze odpowiadają za sukces danego dzieła. Osobami odpowiedzialnymi za oprawę graficzną są Dawid Pochopień (rysunki) oraz Grzegorz Nita (kolory). Trzeba przyznać, że obaj panowie bardzo dobrze wykonali swoją pracę. Podobało mi się to, że stworzone przez nich ilustracje są bardzo klimatyczne. Bije z nich mrok oraz strach. Poza tym są niezwykle krwawe. Brutalne sceny co rusz pojawiają się na kolejnych stronicach, a niektóre z nich wywoływały u mnie gęsią skórkę. Na duży plus zasługuje to, że wszystkie występujące tutaj postaci zostały szczegółowo przedstawione, a każdą z nich cechuje pewna indywidualność. Nie należy więc skupiać się jedynie na tekście, aby szybko poznać całą historię, ale poświęcić chwilę na uważne przestudiowanie każdej grafiki. Tylko w taki sposób w pełni zrozumiecie całą historię i mocniej ją przeżyjecie. Jeśli chodzi o teksty w dymkach to są one krótkie i zwięzłe. Wyraźnie widoczny jest w nich sarkazm głównego bohatera, a także jego brak skrupułów podczas wykonywanej misji. Na końcu komiksu zamieszczony został ciekawy dodatek, w którym tytułowy bohater przeprowadza jeszcze jedną misję, taką na własną rękę. Mnie on rozśmieszył i jestem pewna, że i u innych czytelników wywoła podobną reakcję. Jedynym minusem komiksu jest to, że po przeczytaniu go niestety rozkleiła mi się okładka zarówno z przodu, jak i z tyłu. Nie otwierałam go zbyt szeroko, w ogóle delikatnie się z nim obchodziłam, a mimo to puścił klej… co niestety mi się nie spodobało.

Lektura komiksu „Kłamca: Viva l’arte!” Jakuba Ćwieka była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Nie oznacza to jednak, że od teraz będę częściej sięgała po powieści graficzne. Jestem wielką miłośniczką książek wypełnionych tysiącami słów, zawierającymi bogate opisy i rozbudowane dialogi prowadzone przez bohaterów danego dzieła. Komiks „Kłamca: Viva l’arte!” polecam głównie miłośnikom twórczości Jakuba Ćwieka, a zwłaszcza tym, którzy mają za sobą cały cykl o Lokim i stęsknili się za tym bohaterem. Moim zdaniem powinni być oni usatysfakcjonowani tym, co znajdą na stronicach tego komiksu.

Moja ocena: 4/6

SQN

8 komentarzy

  • Patrycja Waniek 29 grudnia 2013 at 11:49

    Nie czytałam jeszcze książek autora, już gdzieś pisałam, ze po komiks sięgnę, jeśli spodoba mi się cała seria o Kłamcy, nie wcześniej. 😉

    Pozdrawiam.

    Reply
  • Katarzyna K 29 grudnia 2013 at 12:04

    Zaczęłam przekonywać się do fantastyki, więc czemu nie 🙂

    Reply
  • Kiti 29 grudnia 2013 at 12:35

    Nie przepadam za komiksami, ale fabuła tego brzmi zachęcająco. Szkoda tylko, że klej nie trzyma…

    Reply
  • Dominika S. 29 grudnia 2013 at 13:43

    Nie mam awersji do komiksów, ale jakoś też średnio mi z nimi po drodze. Może kiedyś się skuszę, chociaż najpierw wolałabym poznać powieściową twórczość Ćwieka.

    Reply
  • Ola C. 29 grudnia 2013 at 15:14

    Raczej sobie odpuszczę.. Ja również nie przepadam za komiksami, a i jeszcze niczego Pana Ćwieka nie czytałam. Może kiedyś …

    Reply
  • Alicja 29 grudnia 2013 at 16:19

    Raczej nie przepadam za komiksami 🙂

    Reply
  • monweg 30 grudnia 2013 at 11:58

    Z komiksem nie miałam do czynienia, natomiast czytałam książki – rewelacja 🙂

    Reply
  • AnnieK 30 grudnia 2013 at 17:31

    Jakoś niespecjalnie interesuje mnie ten komiks.

    Reply

Leave a Comment