„Egzorcysta” – William Peter Blatty

Temat opętania przez siły nieczyste oraz towarzyszące mu egzorcyzmy nie jest w dzisiejszych czasach niczym nowym. Chętnie sięgają po niego zarówno autorzy powieści, jak i twórcy filmów. Tylko w ciągu ubiegłych kilku lat na ekrany kin weszły takie tytuły jak „Egzorcyzmy Emily Rose” (2005), „Egzorcyzmy Anneliese Michel” (2007), „Egzorcyzmy Dorothy Mills” (2008) czy „Ostatni egzorcysta” (2010), który nawet doczekał się trzy lata później drugiej części.

Jeśli jednak zapytałby kogoś, o najbardziej znany obraz przedstawiający motyw opętania, to daję głowę, że większość osób wskazałaby na film – legendę z 1973 roku w reżyserii Williama Friedkina, który w dzisiejszych czasach być może już tak nie szokuje i który w dobie obecnych technologii komputerowych pozwalających na uzyskanie niesamowitych efektów specjalnych może i już tak nie zachwyca, to jednak najbardziej zapadł on w pamięci widzów.

Choć większość z was zapewne widziała wspomnianego przed chwilą „Egzorcystę” z 1973 roku, to pewnie zaledwie część zdaje sobie sprawę z tego, iż jest on całkiem wierną ekranizacją wydanej dwa lata wcześniej powieści o tym samym tytule autorstwa Williama Petera Blatty’ego. Powieści, która w 2011 roku świętowała swoją czterdziestą rocznicę, a która w tym roku ukazała się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Vesper w wydaniu jubileuszowym, poszerzonym o dodatkową scenę i bardziej rozbudowane zakończenie; w przekładzie Dagmary Chojnackiej i Jana Kałuży.

Historia opowiedziana na kartach powieści przenosi nas w lata 70 XX wieku do Georgetown w Ameryce, by przybliżyć nam losy rodziny MacNeil – cieszącej się uznaniem aktorki filmowej Chris oraz jej małoletniej córki Regan, na co dzień pozostającej pod opieką guwernantki i prywatnej sekretarki Chris – Sharon, a także sprawującego pieczę nad domem małżeństwa Karla i Willie Engstrom.

Pewnego dnia w ich domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy – słychać stukoty, w jednym z pomieszczeń panuje zagadkowe zimno, znikają różne przedmioty, po czym odnajdują się w zupełnie innych miejscach, niż być powinny, przesuwają się meble. Wkrótce Chris odkrywa, że jej córka z pomocą tablicy quija kontaktuje się z kimś, kto każe na siebie mówić Kapitan Howdy. Czyżby wymyśliła sobie niewidzialnego przyjaciela?

„Coś niewytłumaczalnego unosiło się w powietrzu. Przytłaczająca atmosfera.”

Kiedy jednak z biegiem czasu Regan podupada na zdrowiu i zaczyna zachowywać się w coraz bardziej niepokojący sposób, Chris postanawia zabrać ją do lekarza. Jednak przeprowadzone badania nie wykazują żadnych odchyleń od normy. Stan dziecka tymczasem ulega coraz gwałtowniejszym zmianom. Zdesperowana matka zaczyna wierzyć, iż być może jej córka została opętana…

„Dom. Coś się działo w domu. Napięcie. Powietrze stopniowo gęstniało. Pulsowanie, jakby cały dom powoli brała w posiadanie tajemnicza moc.”

Dlatego też, choć sama jest ateistką, zwraca się o pomoc do duchownego Damiena Karrasa, licząc na to, iż będzie on w stanie pomóc jej dziecku. Tylko czy aby na pewno…? Czy pomocy będzie mógł udzielić człowiek żyjący w poczuciu winy wobec własnej matki i jej śmierci? Ksiądz kwestionujący własne powołanie i wiarę w Boga?

„Pasmo lęku przesączało się do jej duszy niczym smuga światła spod zamkniętych drzwi. Co jest za tymi drzwiami? Co tam jest?”

„Egzorcysta” Blatty’ego uważany jest już za klasykę literatury grozy. Wielu czytelników wskazuje tę pozycję jako budzącą niepokój oraz wywołującą silniejsze emocje podczas jej lektury. Bez dwóch zdań autor potrafił zbudować napięcie oraz przywołać gęstniejącą, lepką ciemność towarzyszącą kolejnym wypadkom mających miejsce w życiu rodziny MacNeil.

Szkoda tylko, że nie wyczuwało się tego od pierwszych stron jego powieści, a w zaledwie jej części… z naciskiem na końcowe sceny.

Prawda jest bowiem taka, że mam mocno mieszane uczucia względem tego tytułu. Spodziewałam się sporych emocji podczas lektury i jakiegoś takiego ogólnego „wow” na sam koniec. Niestety tego nie było… Jak dla mnie zbyt dużo w tej książce jest różnego rodzaju rozważań w wykonaniu każdego z bohaterów, ich wewnętrznych rozterek, a także medycznych opisów czy wstawek (jak np te autorstwa detektywa Kindermana traktujących o wszystkim i o niczym, które niesamowicie mnie wkurzały) skutecznie spowalniających fabułę (momentami wręcz przynudzających!) i wybijających z rytmu czytania.

Sam opis opętania – stopniowo przejmującego kontrolę nad dziewczynką i powodującego coraz większe jej fizyczne jak i psychiczne wyniszczenie – przedstawiony został w powieści po mistrzowsku, w przekonujący i nie dający się do niczego przyczepić sposób.

„Tyle jest zła na świecie. A większość zła wynika z wątpliwości, które ogarniają coraz więcej ludzi dobrej woli.”

Opętanie w ujęciu psychiatrycznym uznawane jest za rodzaj zaburzenia psychicznego wynikającego m.in z targającego człowiekiem poczucia winy. Jeśli spojrzeć na to w ten sposób, to demon zawładnąć mógł nie tylko małoletnią Regan. Tu praktycznie każdy z bohaterów zmaga się z własnymi demonami. Córka Chris podświadomie obwinia się o rozpad małżeństwa swoich rodziców. Jej matka nadal przeżywa śmierć pierwszego dziecka i wini się za to, że zbyt wiele poświęciła dla swojej kariery. Ojciec Karras, jak już wspomniałam prędzej, żyje w poczuciu winy wobec własnej matki i jej śmierci. Nawet służący Karl ma coś na sumieniu, coś, co skrzętnie ukrywa przed swoją żoną. Dlaczego więc ofiarą opętania pada akurat Regan? Być może dlatego, iż jest ona dzieckiem, a te w oczach dorosłych uważane są za niewinne, czyste. Atak na dziecko jest więc największym aktem Zła, czymś, co bulwersuje, a zarazem wzbudza kontrowersje i zmusza do rozważań. Być może dlatego właśnie William Peter Blatty zdecydował, iż to właśnie ciałem i umysłem młodziutkiej Regan zawładnie demon. A być może prawda leży gdzie indziej… Gdyby autor nie zmarł w tym roku, moglibyśmy go o to spytać. A tak? No cóż…

Patrząc na książkę od strony wizualnej, na jej okładkę, przyznać muszę, iż nasze jej jubileuszowe wydanie, którego autorem jest Juliusz Zujewski, podoba mi się o wiele bardziej od tej, która widnieje na zagranicznym wydaniu, dostępnym chociażby na Amazonie. Do tego do książki dołączona została tematyczna zakładka, utrzymana w tym samym klimacie co okładka, co jeszcze bardziej działa na jej plus.

Czy polecam waszej uwadze „Egzorcystę” Williama Petera Blatty’ego? Powiem tak: każdy szanujący się miłośnik powieści grozy powinien sięgnąć po tę pozycję, a to, czy się ona wam spodoba, zależy już tylko i wyłącznie od waszych oczekiwań względem niej i tego, czy łatwo jest was przestraszyć.

Moja ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The Exorcist: 40th Anniversary Edition
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka, Jan Kałuża
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2017
Oprawa: miękka
Liczba stron: 356
ISBN: 978-83-7731-250-6

2 komentarze

  • LadyDeVi Kwiecień 27, 2017 at 17:08

    czas kiedys po to seignac 😀 pytanie brzmi tylko kiedy? chcialabym klasyke meic za soba 😀 a niestet yw biblitece o nia trudno 🙁 mil oze szczerze napisalas co sadzisz! Wiem czego sei spodziewac bynajmniej…. a film przeciez hcyba powstal no nie? znajac zycie tam wiecej rgozy ejst xD ja kchcesz groze przeczytaj GALEZISTE 😀

    Reply
  • zaczytanywksiazkach Kwiecień 30, 2017 at 21:01

    Muszę sięgnąć po ten utwór. Mam ogromne braki w literaturze grozy, a uwielbiam ją.

    Reply

Leave a Comment