„Anioł śmierci” – Paul Hoffman (recenzja 538)

Zdradzony przez kobietę, którą obdarzył prawdziwą miłością, oraz rozdzielony z przyjaciółmi Thomas Cale ponownie wpada w łapska Bosco, człowieka bezwzględnego i okrutnego, jeszcze do niedawna będącego jego mentorem, obecnie zaś stojącego na czele Sanktuarium. Chłopak przekonany jest, że oto wraca do znienawidzonego przez siebie miejsca, gdzie spotka go kara za ucieczkę oraz zamordowanie jednego z odkupicieli. Tymczasem celem ich podróży staje się Tygrysia Góra wyrastająca z Równiny Tamskiej. Jest to miejsce szczególne dla wyznawców jedynej prawdziwej wiary. Wierzą, że na jej szczycie Mojżesz otrzymał od Boga kamienne tablice, na których spisano 613 przykazań. Ważniejsze jest jednak to, iż dokładnie w tym miejscu na rozkaz Pana diabeł pokazał Powieszonemu Odkupicielowi cały świat i zaoferował mu nad nim władzę. Bosco wybrał Tygrysią Górę ze względu na jej wzniosłość, aby wyjawić Thomasowi prawdę, która odmieni nie tylko jego życie, ale wpłynie na losy całego świata. „Nie jesteś człowiekiem ani bogiem, jesteś boskim gniewem i rozczarowaniem, które stały się ciałem.” Jest lewą ręką Boga i jako jego Anioł Śmierci ma zaprowadzić na ziemi porządek oczyszczając ją z całego panoszącego się na niej zła, choćby musiał wymordować całą ludzkość, aby mógł nastać nowy początek. Cale powoli oswaja się z rolą, którą mu powierzono i stopniowo zaczyna wypełniać swoje zadanie. Jednakże nie wszystko idzie tak, jak to sobie wyobrażał Bosco. Nie mógł przewidzieć, że chłopak, który od najmłodszych lat szkolony na bezwzględnego zabójcę, nie zadającego żadnych pytań, tylko ślepo wypełniającego wszelkie rozkazy, okaże się narzędziem niedoskonałym, miotanym przez sprzeczne uczucia, które zaważą na podejmowanych przez niego decyzjach niekoniecznie pokrywających się z tym, co zaplanował jego mentor.

Tymczasem śladami Thomasa podążają Mętny Henri, Kleist oraz IdrysPukke. Wspólna podróż nie trwa długo. Po kilku dniach pod osłoną nocy ucieka Kleist, który pragnie zakosztować życia na własny rachunek. Dzięki pewnym okolicznościom trafia do klanu Kleftów, gdzie coś takiego jak honor czy odwaga nie istnieją. Męczeńska śmierć? Przecież to czysta głupota. Uwielbiają za to kraść oraz wychwalać swoje nieistniejące zalety. Jednakże przeszłość nie zapomina o byłym akolicie i zamierza dość boleśnie przypomnieć mu, gdzie są jego korzenie. Również IdrysPukke opuszcza Mętnego Henriego, tak że tylko on dalej wędruje w ślad za swym jedynym przyjacielem. Nie spodziewa się jednak, co zmuszony będzie przejść, nim ponownie stanie twarzą w twarz z Thomasem.

Opisany powyżej zarys fabuły daje początek kontynuacji historii Thomasa Cale’a, niepokornego akolity Powieszonego Odkupiciela, która swój początek miała w pierwszym tomie trylogii „Lewa ręka Boga” autorstwa współczesnego brytyjskiego pisarza Paula Hoffmana. Poprzednia część okazała się być na tyle interesująca, że postanowiłam poznać dalsze losy głównego bohatera. W ten oto sposób rozpoczęłam lekturę „Anioła śmierci”. Kolejne wydarzenia poznajemy z puntu widzenia kilku postaci: Thomasa wcielającego się w rolę Anioła Śmierci, boskiego wysłannika mającego zetrzeć ludzkość z powierzchni ziemi; Bosco skrupulatnie realizującego swój przewrotny plan obalenia najwyższej władzy w Kościele, by samemu objąć to zaszczytne stanowisko; Kleista chcącego raz na zawsze odciąć się od poprzedniego życia wśród społeczności, która wyznaje skrajnie inne zasady od tych, które od zawsze mu wpajano; oraz Mętnego Henriego pragnącego odnaleźć przyjaciela, aby wyrwać go spod wpływu jego szalonego zwierzchnika. Poszczególne części historii przeplatają się i uzupełniają, aby razem stworzyć jedną spójna całość. Jednakże mimo tego, iż Hoffman posiada dobry styl, pisze poprawnie, w zrozumiały sposób, bez wprowadzania niepotrzebnego chaosu, lektura tej części mnie wymęczyła. W przeciwieństwie do poprzedniego tomu tutaj prawie całość została zdominowana przez działania wojenne. Tak jak tam miałam przynajmniej okazję doświadczyć różnych emocji, spojrzeć na obyczajowość i mentalność ludzi z różnych okolic, wziąć udział w szrankach i bitwach, tak tutaj prawie cała książka skupiona została na przedstawieniu przeróżnych taktyk wojennych, wcielanych w życie strategii oraz szczegółowym opisie poszczególnych walk. W tle przewija się przeprowadzany przez Bosca spisek oraz losy Mętnego Henriego, Kleista czy IdrysPukkego. Nie jestem miłośniczką historii wojennych. Nie lubię też braku pewnej równowagi pomiędzy poruszanymi w powieści wątkami. Z tego też względu „Anioł śmieci” mnie rozczarował. Nie spodziewałam się tego, co zastałam na jego kartach. Miałam nadzieję, że w tym tomie będzie więcej akcji, jej zwrotów, jakichś niespodzianek (choć co prawda jedna się znalazła, ale dopiero pod sam koniec powieści) oraz że zakończenie będzie bardziej emocjonujące i zmuszające do tego, bym z niecierpliwością sięgnęła po finałową część trylogii. Tymczasem historia mnie zanudziła i gdybym na półce nie miała stać kontynuacji, w tym miejscu skończyłabym swoją przygodę z Thomasem Cale’m. Mam ogromną nadzieję, że finałowy tom okaże się być o niebo lepszy od swego poprzednika i że czytać go będę z przyjemnością, a nie na siłę. Boję się jednak w prawdziwość powiedzenia, iż nadzieja jest matką głupich…

Moja ocena: 3/6

Tytuł oryginalny: The Last Four Things
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2012, wyd. II
Trylogia: Lewa ręka Boga, tom 2
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-7659-718-8

Albatros

6 komentarzy

  • Kiti Sierpień 31, 2014 at 14:28

    Jak opisywałaś pierwszy tom to byłam bardzo zainteresowana. Jak czytałam fabułę tego to wydawała mi się nudniejsza, widzę, że wiele się nie pomyliłam. Teraz sama nie wiem, czy rozpoczynać przygodę z tą trylogią.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 7, 2014 at 09:44

      Dziś będzie na blogu recenzja ostatniej części. Zdecydujesz po jej przeczytaniu 😉

      Reply
  • Meme Sierpień 31, 2014 at 18:43

    Z fantastyką za dużo styczności nie miałam i cały czas ociągam się z tym, by w pełni spróbować tego gatunku.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 7, 2014 at 09:45

      Fantastyka to naprawdę rozległy gatunek. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie 🙂

      Reply
  • Amalia Grace Sierpień 31, 2014 at 19:57

    Drugi tom wypadł gorzej… Ale jak już się cykl zacznie to i skończyć należy 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 7, 2014 at 09:46

      Oj nie zawsze, nie zawsze 😉
      Czasami wolę się jednak nie męczyć.
      Po dwóch tomach porzuciłam trylogię Leonardo Patrignaniego „Wszechświaty”. Finałowej części co prawda jeszcze nie ma, ale jak już się ukaże to nie sięgnę, nie ma sensu.

      Reply

Leave a Comment