91. "Misja na czterech łapach" – W. Bruce Cameron

Tytuł oryginalny: A dog’s purpose
Tłumaczenie: Kamil Stchowicz
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2012r
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 304
ISBN: 978-83-62476-22-0

Jak sądzicie, czy rodząc się mamy do wypełnienia jakąś szczególną misję? Czy też może przeżywamy nasze życie według własnego uznania, nie idąc wytyczonymi nam odgórnie ścieżkami? Zazwyczaj jeśli zadajemy tego typu pytania mamy rzecz jasna na myśli siebie bądź otaczających nas ludzi. Jednak czy podobne pytanie może zadawać sobie pies? Tak, dobrze czytacie – chodzi mi o zwierzę, które przez wielu zostało uznane za najlepszego i najwierniejszego przyjaciela człowieka. Czy zatem pies rodzi się mając do wypełnienia życiową misję? Na to pytanie postarał się odpowiedzieć autor książki “Misja na czterech łapach”, którą dzięki uprzejmości wydawnictwa Illuminatio dane mi było w ostatnim czasie przeczytać.


Urodzony w 1960 roku William Bruce Cameron to absolwent Uniwersytetu Westminster. Jako pisarz zadebiutował w 2001 roku utworem pt “8 Simple Rules for Dating My Teenage Daughter” i spotkał się z pochlebnymi recenzjami. Wykupiono nawet prawa do ekranizacji tego dzieła. Przeczytana przeze mnie książka “Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi” wydana została w 2010 roku i przez kolejnych 19 tygodni utrzymywała się na listach bestsellerów New York Timesa. Czy i mnie przypadła do gustu? O tym już za chwilę.

“Co miało nastąpić teraz? Co takiego miało się zdarzyć, co usprawiedliwiałoby moje kolejne odrodzenie jako szczenię?” [1]

Głównym bohaterem powieści pana Camerona jest pies. Jednak nie taki zwyczajny pies, jakby mogło się z początku wydawać. To pies, który przyszedł na świat, aby wypełnić swą życiową misję, choć nie jest tego jeszcze świadom. Początkowo rodzi się jako szczenię bezdomnej suczki, przy boku której uczy się unikać wszelkiego kontaktu z ludźmi. Jednakże szybko zostaje złapany przez odpowiednie służby i trafia na Podwórze. Tam opiekująca się psiakami starsza kobieta nadaje mu jego pierwsze imię – Toby. Odtąd nasz bohater uczy się życia w nowych warunkach wśród obcych psów. Niestety nie dane jest mu cieszyć się życiem zbyt długo… W wyniku pewnego zdarzenia zostaje uśpiony i ku jego zdziwieniu znów pojawia się na świecie jako szczenię. Co dziwne – posiada wszystkie wspomnienia z poprzedniego swojego wcielenia. Pozostaje u boku nowej psiej mamy do momentu, aż trafia w ręce pewnego mężczyzny, który nazywa go Kolegą. Nie zagrzeje u niego długo miejsca, gdyż z ciężarówki nowego pana zabiera go nieznana mu kobieta, która przynosi pieska ze sobą do domu. Tak trafia do ośmioletniego chłopca o imieniu Ethan, od którego otrzymuje nowe imię – Bailey. To u jego boku spędza szczęśliwie całe życie, ucząc się, czym jest prawdziwa miłość. Gdy nadchodzi moment jego śmierci, Bailey jest pewny, że spełnił swoją życiową misję i może spokojnie odejść z tego świata. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy odradza się ponownie! Do tego jako suczka… Czyżby miał kolejną misję do wypełnienia? Jaką? Czy był złym psem, że musiał ponownie wrócić na ziemię?

“Dlaczego? Dlaczego znów byłem szczeniakiem? Dlaczego prześladowało mnie przeczucie, że jako pies miałem coś do zrobienia?” [2]

Historię, stworzoną przez autora, śledzimy z punktu widzenia pierwszej osoby. Nie byłoby w tym oczywiście nic dziwnego, gdyby nie fakt, że całość poznajemy oczami psa – widzimy świat takim, jakim on go widzi. To całkowicie zmienia naszą perspektywę, dzięki czemu mamy okazję spojrzeć na wiele aspektów naszego życia z zupełnie innej strony. Główny bohater raz jest samcem, a innym razem suczką, w związku z tym narracja ulega odpowiedniej zmianie. Kolejno następujące po sobie wcielenia psa są różnorodne – za każdym razem trafia do innego środowiska, nowi właściciele przejawiają różne wartości moralne, życie jest raz krótsze raz dłuższe, a kolejne życiowe misje stanowczo różnią się od siebie. Jednakże w efekcie końcowym są zawsze w jakiś sposób ze sobą połączone i nadają sens jego psiemu życiu. Przechodząc następne reinkarnacje, bohater stara się zrozumieć, co tak naprawdę stanowi jego życiową misję. Kiedy w końcu się tego dowiaduje, jest absolutnie zaskoczony i jednocześnie szczęśliwy, że jego życie potoczyło się w tym, a nie innym kierunku.

“Doszedłem do wniosku, że świat jest bardziej złożony niż myślałem. […] Zdarzały się ważniejsze rzeczy, które mogły zmienić wszystko – były to wydarzenia kontrolowane przez ludzi.” [3]
“Psom nie wolno wybierać osoby, z którą chciałyby żyć. O moim losie decydowali ludzie.” [4]

Podążając śladami kolejnych wcieleń naszego bohatera, mamy okazję nie tylko poznawać jego kolejne historie, ale również przyjrzeć się nam – ludziom – temu, w jaki sposób traktujemy te czworonogi. A wierzcie mi autor przedstawił w swej książce przykłady zarówno poprawnego stosunku do zwierząt, jak i ciemną stronę naszego człowieczeństwa. W takich momentach nachodziła mnie refleksja i złość, że również jestem człowiekiem. Bynajmniej nigdy nie traktowałam swoich psów w sposób karygodny. Przecież to nasi przyjaciele! Szkoda, że niektórzy tego po prostu nie rozumieją i obchodzą się ze zwierzęciem gorzej niż z przedmiotami.

“Nie ma złych psów, Bobby, są tylko źli ludzie. Psy po prostu chcą miłości. Choć czasami w środku załamują się. I nic nie może im pomóc.” [6]

Mimo interesującej historii, różnorodnych i barwnych bohaterów, przystępnego języka i mnóstwa emocji, które wywołała we mnie lektura, książka zawiera też wady. Korekta momentami niestety poległa. Odnajdziemy błędy stylistyczne w postaci literówek, jednak to akurat jest drobnostka. Najbardziej irytujący był dla mnie moment, kiedy tłumacz zupełnie się pogubił – pies był w danym wcieleniu suczką, a czytamy dialogi wypowiadane przez samca, by znów powrócić do wersji żeńskiej. Najgorsze, że zdarzało się to w jednym zdaniu: “Wywęszyłem dziewczynkę bawiącą się w piaskownicy na placu pełnym dzieci. Wszystkie zaczęły do mnie wołać, gdy się zbliżyłam.” [5]. Oprócz wspomnianych błędów nie mam się do czego więcej przyczepić.

“Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi” autorstwa Williama Bruce’a Camerona to niezwykle ciepła historia, która powinna spodobać się każdemu miłośnikowi psów. To również pozycja obowiązkowa dla każdego człowieka, aby spojrzał na siebie i zastanowił się nad własnym zachowaniem w stosunku do zwierząt. Miło spędziłam czas przy lekturze powieści, a historia głównego bohatera na długo pozostanie w moim sercu – zwłaszcza jego bezgraniczna miłość do pewnego małego chłopca imieniem Ethan…

[1] “Misja na czterech łapach” , W.B.Cameron, wyd. Illuminatio, 2012r, s.246
[2]  Tamże, s. 52
[3]  Tamże, s. 20
[4]  Tamże, s. 208
[5]  Tamże, s. 185
[6]  Tamże, s. 41

Moja ocena: 5/6
Za książkę bardzo dziękuję
Zapraszam również do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z autorem omawianej książki: Tutaj

0Shares

22 Replies to “91. "Misja na czterech łapach" – W. Bruce Cameron”

  1. Jestem miłośniczą wszystkich zwierząt, psów przede wszystkim (nawet opiekuję się jednym urwisem), i marzę o tej książce 🙂 Tyle dobrego się o niej naczytałam, że nie mogę się doczekać, kiedy ją poznam.
    Pozdrawiam!

  2. Bardzo lubię psy, więc chętnie zapoznałabym się z książką, w której narratorem jest pies. Jest to dla mnie coś nowego, ponieważ nie miałam przyjemności czytać jeszcze książki, w której narratorem byłby zwierzak. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *