Recenzja: „Znachor” – Michał Śmielak

„Jestem sługą ludu, głosem sumienia zamienionym w krzyk sprawiedliwości.”

Takimi oto słowy mówi o sobie ten, który pewnego dnia postanowił w dość niecodzienny sposób wyplewić chwasty w postaci wszelkiej maści fałszywych znachorów, uzdrowicieli i inszych cudotwórców, którzy – wykorzystując ludzką naiwność i głęboko zakorzenione w każdym z nas lęk przed śmiercią oraz chęć przetrwania za wszelką cenę – nabijają jedynie własne kabzy, mamiąc złudną nadzieją schorowanych ludzi stojących już jedną nogą w grobie.

Jedną z takich właśnie osób jest główny bohater „Znachora” – debiutanckiej powieści Michała Śmielaka – o imieniu Krzysiek, który jeszcze do niedawna snuł dalekosiężne plany związane z własną przyszłością, a któremu teraz zostało zaledwie kilka miesięcy życia. Choć od zawsze ze sceptycyzmem podchodził do metod leczenia zgoła innych niż te, które oferują wyspecjalizowani w danej dziedzinie lekarze, gdy nadarzyła się okazja wyleczenia go przez tajemniczego, a mimo to już sławnego znachora Jakuba, postanowił skorzystać z danej mu szansy.

„Tak naprawdę każdy myśli, że jest indywidualistą, ale w sytuacjach ciężkich i stresujących reagujemy podobnie.”

Tymczasem morderca nie próżnuje i kolejni uzdrowiciele rozstają się z życiem. Terapia Krzyśka szybko przeradza się w prawdziwe śledztwo oraz wyścig z czasem. A śmierć czyha… i tylko zaciera ręce, gdy wykonany zostaje kolejny wyrok…

Przyznać muszę, iż pierwsza powieść w literackim dorobku Michała Śmielaka (na tę chwilę wydał już trzy tytuły – „Znachora”, „Wnyki” oraz kontynuację tej pierwszej, czyli „Inkwizytora”) zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiadomo  jak to bywa z debiutami – bardzo często jest w nich sporo potknięć i ogólnie widać, iż ich autorzy dopiero stawiają pierwsze kroki w świecie literatury. W przypadku Śmielaka naprawdę trudno jest uwierzyć, iż nie pisał on wcześniej i że „Znachor” jest jego pierworodnym dziełem.

W powieści tej znajdziemy bowiem porządną zagadkę kryminalną, drobiazgowo prowadzone śledztwo, intrygujących i wielowymiarowych bohaterów, mnóstwo naprawdę interesujących informacji oraz ciekawostek z zakresu historii, a także – mimo gatunku, do którego należy powieść – sporą dawkę humoru (choćby przy okazji opisywania kolejnych faz, które składają się na mszę). Do tego dochodzi jeszcze doprawdy celne portretowanie różnych instytucji, grup społecznych, codziennych sytuacji czy dotykających nas problemów, które dodatkowo nadają historii realizmu oraz sprawiają, że niejednokrotnie przyznajemy autorowi rację i – tak jak i on – patrzymy na to wszystko ze smutkiem i zażenowaniem, że coś takiego w ogóle ma miejsce.

Tym, co jest jednak najważniejsze w tej książce – z punktu widzenia kryminału – jest to, że do samego końca czytelnik nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie: kto stoi za tymi wszystkimi morderstwami. Autor kluczy, myli tropy, podrzuca lewe fanty i nawet kiedy już.. już… wydaje się nam, że ha! wiemy!, nagle okazuje się, że – za przeproszeniem – jesteśmy w czarnej dupie, bo ten, którego podejrzewaliśmy o niecne uczynki, nagle pożegnał się z życiem. Brawo Panie Autorze! Aż chciałoby się kliknąć „Lubię to!” 👍😀

Docierając do ostatniej strony, do której dotarł po gęsto ścielących się trupach, czytelnik pozostaje z garścią informacji, burzą myśli w głowie, pytaniami cisnącymi się na usta i pytaniem – co dalej? Na całe szczęście niedawno ukazała się kontynuacja zatytułowana „Inkwizytor”, która wiele wyjaśni czytelnikom. Nie pozostaje nic innego, jak tylko sięgnąć po książkę – do czego was gorąco zachęcam, gdyż naprawdę warto!


Tytuł: Znachor
Autor: Michał Śmielak
Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: 2021
Seria/Cykl: Inkwizytor, tom 1
Oprawa: miękka
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-66328-50-1

Pamiętaj: #czytajlegalnie !
Książka dostępna jest w szerokiej ofercie Legimi 

a jeśli koniecznie chcesz mieć ją na półce, zawsze możesz ją kupić


1Shares