„Strażak” – Joe Hill

Joe Hill – amerykański pisarz horrorów, syn Stephena Kinga, autor takich powieści jak „Pudełko w kształcie serca” (nagroda Bram Stoker Award i British Fantasy Award), „Rogi” (zekranizowane w 2013 roku) i „NOS4A2” – w ubiegłym roku oddał w ręce czytelników swe najmłodsze literackie dzieło zatytułowane „Strażak”, które nareszcie doczekało się polskiego przekładu. Wydana przez wydawnictwo Albatros książka jest w twardej oprawie i na pierwszy rzut oka przerażać może swą objętością, bowiem liczy sobie aż 800 stron!. Ale bez obaw. Historia opisana na jej kartach wciąga tak bardzo, że całkowicie zapomina się o otaczającym nas świecie i nie wiadomo kiedy, a już dociera się do jej końca.

Autor zabiera nas do świata, który… płonie. I to zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym, gdyż nie tylko za sprawą jednego z żywiołów, ale też szaleństwa, które stopniowo zaczyna opanowywać ludzkość…

Wszystko zaczyna się od wybuchu epidemii. Na ciałach zarażonych osób tajemnicza choroba „maluje” czarno-złote esy-floresy. Naznaczeni nimi ludzie są jak tykające bomby, gdyż w każdej chwili może dojść u nich do samospalenia. Nikt nie wie, w jaki sposób zaraza się przenosi, ani czy istnieje antidotum.

„Gdyby to była zaraza jak każda inna, człowiek mógłby się ukryć. Zaszyć się w lesie. Zabrać najbliższych, zaryglować drzwi i czekać, aż minie zagrożenie. Ale chowanie się w lasach było jak ukrywanie się w fabryce zapałek.”

Chorych tymczasem przybywa i to w zastraszającym tempie.

„Mężczyźni i kobiety byli niczym więcej jak drewnem na opał, a Drago incendia trichophyton zbierał swoje ogniste żniwo zarówno wśród dobrych, jak i złych…”

Opiekująca się nimi pielęgniarka Harper Grayson każdego dnia jest świadkiem wielu ludzkich nieszczęść i tragedii, do których dochodzi w konsekwencji zarażenia Draco incendia trychophyton (zwanej też smoczą łuską). Kiedy odkrywa, że jest w ciąży, a niedługo później, że sama zakaziła się tą śmiertelną chorobą, postanawia uczynić wszystko, co konieczne, by przeżyć do dnia porodu i ocalić swoje dziecko.

Szansę upatruje w osobie zwanej Strażakiem, który podobno zapanował nad chorobą i przekuł ją w broń, którą wykorzystuje do ochrony zainfekowanych. Liczy na to, że i jej udzieli pomocy – zdradzi swą tajemnicę i ocali jej dziecko. Tylko czy uda jej się to, nim ją samą ogarną płomienie? Albo zanim dopadnie ją Szwadron Kremacyjny ścigający zarażone osoby?

Najnowsza powieść Joe’go Hilla uznana została przez Amazon.com za jedną z 20 najlepszych książek pierwszej połowy 2016 roku. Nie wiem, ani z jakimi tytułami konkurowała, ani też jakie pozycje znalazły się obok niej w tej wyróżnionej dwudziestce. Wiem za to, że nie dziwi mnie, iż zwrócono na nią szczególną uwagę. Jest ona naprawdę dobra i warta uwagi szerszego grona czytelników, nie tylko fanów gatunku czy twórczości Joe’go Hilla, ale po prostu wszystkich tych, którzy pragną sięgnąć po naprawdę przemyślaną, dopracowaną, inteligentną, wciągającą i w pełni satysfakcjonującą lekturę, po której skończeniu nie odłożą jej na półkę, by o niej raz na zawsze zapomnieć, ale która pozostanie w ich pamięci, zmusi do rozważań nad kwestią człowieczeństwa i do której chętnie powrócą raz jeszcze w przyszłości.

Historia opowiedziana na kartach najnowszej powieści Hilla odsłania wiele prawd dotyczących nas samych, tego, jak zachowuje się człowiek w obliczu nieznanego. Wydaje się nam, iż wiemy, czym jest prawdziwe człowieczeństwo, co oznaczają takie słowa jak szlachetność, wielkoduszność, wspaniałomyślność, miłosierdzie, litość. Kiedy jednak przychodzi co do czego, rzeczywistość odziera nas z fałszu i ukazuje nasze prawdziwe oblicze. W godzinie prawdy wielu ponosi sromotną porażkę z egzaminu z podstaw człowieczeństwa.

„Ludzkość jest gorsza niż muchy. Wystarczy, że znajdziemy w zgliszczach wyschnięty kawałek flaków, a rzucimy się na niego jak wygłodniałe psy. Będziemy się kłócić o to, do kogo należy, i sprzedawać najlepsze kęsy bogatym i naiwnym. Boisz się, że świat się kończy, bo otaczają cię śmierć i zniszczenie? Nie wiesz, siostro Willowes? Śmierć i zniszczenie to ekosystem, w którym ludzie odnajdują się najlepiej. (…) Ludzkość to zarazek, który na skraju katastrofy czuje się jak pączek w maśle.”

Joe Hill w przekonujący sposób ukazuje to, jak zachowują się ludzie w zetknięciu z czymś, czego nie rozumieją. Świat stopniowo opanowuje strach, panika i wszechogarniający chaos. Do głosu dochodzą religijni fanatycy upatrujący w zarazie karzącą rękę Boga. Rozpoczyna się walka o władzę. Dobro zastępowane zostaje przez zło. Szerzą się okrucieństwo i akty bestialstwa usprawiedliwiane tym, iż czynione są dla dobra tych, których nie dosięgła choroba.

Nie oznacza to jednak, iż w najnowszej powieści syna Kinga, w tym mrocznym i przerażającym świecie, który wykreował, nie znalazło się miejsce dla czegoś zgoła innego – dobrego i czystego. Jest miłość. Jest przyjaźń. Jest lojalność. Jest poświęcenie. Jest też i humor, choć wydawałoby się, iż w obliczu zagłady, która grozi ludzkości, nie powinno znajdować się powodów do śmiechu. Kiedy jednak czyta się coś takiego…

„Wyciągnęła guzowaty, zdeformowany kartofel i położyła na łóżku.
– Fuj! – Strażak się wzdrygnął – Co to niby ma być?
– To, mój drogi, jest ziemniak, odmiana yukon gold.
– No cóż – bąknął – Wygląda na to, że dość już słodkości. Co powiesz na pieczonego ziemniaka?
Schował bulwę w dłoniach. Zaraz potem spomiędzy palców strażaka uniósł się dym, wypełniając pomieszczenie zapachem pieczonych ziemniaków. Harper wyraźnie poweselała.
– „Uwielbiam mężczyzn, którzy potrafią gotować – rzuciła.”

… albo takiego…

„- Powiedziałeś trzecia najlepsza teoria. To znaczy, że jest coś lepszego od topnienia lodowców i okrytej złą sławą rosyjskiej wyspy?
– Podoba mi się też pomysł, że Bóg karze nas zabójczą grzybicą za to, że nosiliśmy crocsy.”

… człowiek mimowolnie uśmiechnie się pod nosem. I choć nie ma zbyt wielu tego typu momentów w powieści, przydają się, by choć na chwilę odetchnąć od towarzyszącego nam podczas lektury napięcia oraz strachu o losy bohaterów, których zdążyliśmy już obdarzyć mniejszą bądź większą sympatią.

A jeśli już przy bohaterach jesteśmy, to na kartach powieści znajdziecie plejadę przeróżnych postaci, dopracowanych w najdrobniejszym szczególe, wyrazistych i charakternych, z których każda ma do odegrania w historii jakąś rolę. Nie będę rozpisywała się tu nad żadną z nich, nawet nad głównymi bohaterami, gdyż jestem zdania, iż najlepiej poznać ich samemu, a nie poprzez pryzmat czyichś słów.

Dlatego też gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę powieść. Sama nie żałuję ani chwili poświęconej na lekturę „Strażaka” i głęboko wierzę w to, iż z wami będzie podobnie. Jest to bowiem mocna, emocjonująca, hipnotyzująca historia, pełna różnorodnych odniesień do popkultury, którą naprawdę warto przeczytać. Zaufajcie mi…

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: The Fireman
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 800
ISBN: 978-83-7985-889-7

2 Replies to “„Strażak” – Joe Hill”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *