„Spotkajmy się w kawiarni” – Jenny Colgan [recenzja 283]

Spotkajmy się w kawiarni

 

  • Tytuł oryginalny: Meet Me at the Cupcake Cafe
  • Tłumaczenie: Iwona Sumera
  • Wydawnictwo: Literackie
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 496
  • ISBN: 978-83-0561-0

 

 

Jeśli czytaliście i polubiliście „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding albo „Diabeł ubiera się u Prady” Lauren Weisberger, to powieść autorstwa Jenny Colgan „Spotkajmy się w kawiarni” powinna przypaść Wam do gustu. Na okładce książki znajduje się informacja, że czytelniczki wspomnianych powyżej pisarek uwielbiają dzieło pani Colgan. Tylko czy aby porównywanie do tak bestsellerowych tytułów jest na pewno słuszne?

Książka opowiada o młodej kobiecie, zaledwie trzydziestojednoletniej (choć ona uważa, że jest już stara i jej zegar tyka). Issy pracuje w firmie zajmującej się sprzedażą nieruchomości. Od kilku miesięcy romansuje ze swoim szefem – przystojnym Graeme’m, za którym większość kobiet wodzi tęsknym wzrokiem. Jest szczęśliwa, choć jej partner niezbyt spieszy się z oświadczynami. Jednakże sielanka nie trwa długo. Pewnego dnia Issy zostaje zwolniona z pracy i to przez kogo? Przez swojego faceta! Kobieta jest załamana. Nie wie, co ma teraz począć. Jakby tego było mało, stan jej ukochanego dziadka pogarsza się. Jest ciężko chory, nieuleczalnie, a z biegiem czasu jest coraz gorzej. Starszy pan zajmuje szczególne miejsce w życiu Issy. To on tak naprawdę ją wychował, podczas gdy jej matka wiecznie wyjeżdżała w „poszukiwaniu samej siebie”. Przez całe życie prowadził piekarnię, a jego wyroby były po prosu uwielbiane i wychwalane przez rzesze klientów. On też nauczył Issy piec, zaraził ją miłością do tej szlachetnej umiejętności kucharskiej. Dzięki niemu młoda kobieta wpada na pomysł, że otworzy własną cukiernię, w której będzie mogła podawać przyrządzane przez siebie babeczki oraz parzyć kawę. Wkrótce znajduje idealne miejsce na swój lokal przy Placyku pod Gruszą. Z pomocą przyjaciół otwiera „Słodki Zakątek”. Czy sobie poradzi? Uda jej się spełnić marzenia? Odnajdzie swoje miejsce na ziemi? Czy po nieudanym romansie, ma jeszcze szansę na prawdziwą miłość?

Lektura książki „Spotkajmy się w kawiarni” była dla mnie czystą przyjemnością. Bardzo dobrze mi się ją czytało. Jest to ciepła historia, która udowadnia, że warto marzyć, wierzyć w siebie i nie poddawać się choćby nie wiem co się działo. Pokazuje nam cienie i blaski codziennego życia głównej bohaterki, ale również osób z jej najbliższego otoczenia. Bohaterowie są różnorodni, ciekawi, doskonale wykreowani. Mamy singli poszukujących prawdziwej miłości. Samotnych rodziców starających się wychowywać dzieci najlepiej jak potrafią. Kobiety po nieudanych związkach, które pragną na nowo poczuć się szczęśliwe i komuś potrzebne. Atrakcyjnego mężczyznę, który aby osiągnąć własne cele nie zawaha się wykorzystywać i krzywdzić inne osoby. Tajemniczego właściciela sklepu żelaznego, który skrywa pewien sekret. Jest również starszy pan, dla którego pieczenie stało się jego życiem. Wszystkich tych ludzi w pewien sposób łączy „Słodki Zakątek” oraz jego właścicielka Issy Randall. Miejsce pachnące słodkimi babeczkami oraz świeżo zaparzoną kawą odmienia życie każdego z nich.

W książce poza interesującą historią znaleźć można jeszcze wiele przepisów na smaczne babeczki oraz ciasta na każdą okazję, które można samemu wypróbować. Podczas lektury wielokrotnie miałam ochotę samej skosztować tych wszystkich pyszności, które Issy serwowała swoim klientom. Cieszę się zatem, że autorka pomyślała o czytelnikach i umieściła w swojej książce ich przepisy. Z pewnością w przyszłości je wykorzystam.

„Spotkajmy się w kawiarni” to idealna lektura na lato. Ciepła, wzruszająca, prawdziwa. Przyjemnie spędzicie przy niej czas. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Spotkajmy się w kawiarni - CYFROTEKA.PL

Jak widać książka doczekała się kontynuacji. Jestem bardzo ciekawa, czy zostanie ona wydana u nas. Z chęcią sięgnęłabym po dalsze losy Issy Randall 🙂

8 komentarzy

  • Letty 4 sierpnia 2013 at 11:18

    Przeczytałam jedną książkę Jenny Colgan, ale nie spodobała mi się. Mimo to przeczytam tą, którą zrecenzowałaś 🙂 Pozdrawiam, Livresland :*

    Reply
  • AnnieK 4 sierpnia 2013 at 12:07

    Wątpię bym ją przeczytała, jakoś nie przekonuje mnie do siebie.

    Reply
  • AnnRK 4 sierpnia 2013 at 12:51

    Czytałam i „Dziennik…”, i „Diabła…”, i choć rzadko sięgam po literaturę tego typu, to czasami nachodzi mnie ochota na takie historie. I okazuje się, że wcale nie są takie złe, a ja się dobrze bawię. 🙂

    Reply
  • DominiQue 4 sierpnia 2013 at 12:55

    To normalne, że nawet czytając twoją recenzję robię się głodna?
    Ale książka chyba nie jest dla mnie… bo „Dziennik Bridget Jones” nie byłam w stanie przeczytać , tak samo jak „Diabeł ubiera się u Prady” ekranizację obejrzałam i nawet dobrze się bawiłam, ale książki jakoś tak mi nie podeszły.

    Reply
  • Iwisia 4 sierpnia 2013 at 13:14

    Czytałam „Diabła..” i „Dziennik..” i jeśli ta jest w podobnym stylu, to zapewne przeczytam : )

    Reply
  • Anne18 4 sierpnia 2013 at 16:20

    Może kiedyś przeczytam , ale szukać nie będę.

    Reply
  • Thrish NeedLove 4 sierpnia 2013 at 19:29

    Dla mnie jest zbyt „cukierkowa”. Nie mam teraz nastroju na przesłodzone happy end’y. 🙂

    Reply
  • Dominika S. 5 sierpnia 2013 at 06:47

    Pierwsze zdanie powinno mnie zniechęcić do tej książki, bo fenomenu Bridget Jones zupełnie nie rozumiem. Ale dalsza część recenzji przekonała mnie, że „Spotkajmy się w kawiarni” może mi się spodobać. Lubię takie ciepłe opowieści o pokonywaniu przeciwności losu. Pozdrawiam 🙂

    Reply

Leave a Comment