„Slade House” – David Mitchell

Pięć historii. Pięcioro jej głównych, różniących się pomiędzy sobą bohaterów. Jeden wspólny mianownik – Slade House…

„(…) stoi na lekkim wzniesieniu, stary, przysadzisty, surowy, szary, niemal cały zduszony ognistoczerwonym bluszczem (…)”

… nie jest zwyczajnym domem. Kryje w sobie bowiem pewną tajemnicę.

„Tego domu, Slade House, nie ma w żadnych dokumentach. A nawet gdyby był, między Westwood Road i Cranbury Avenue nie ma na niego nigdzie miejsca. Tego domu nie ma. Nie może być. A jednak tu stoi.”

Ten tajemniczy dom pojawia się bowiem tylko na mgnienie oka raz na dziewięć lat. O tym, kto go zamieszkuje i co się w nim wówczas dzieje, dowiadują się tylko ci, którzy trafiają do niego na specjalne zaproszenie.

W 1979 roku trzynastoletni Nathan Bishop, w 1988 inspektor śledczy z Wydziału Kryminalnego Thames Valley Police – Gordon Edmonds, w 1997 osiemnastoletnia Sally Timms, członkini Towarzystwa Zjawisk Paranormalnych, w 2006 jej siostra Freya, a na koniec w 2015 roku psychiatra z Toronto – dr Iris Marinus – Levy.

Pozornie różne osoby, a jednak sporo ich łączy – choć nie zawsze są tego świadomi. Każde z nich w pewien sposób odstaje bowiem od reszty otaczającego ich społeczeństwa – chłopiec z zaburzeniami lękowymi, porzucony i wewnętrznie poobijany policjant, dziewczyna zmagająca się z problemem nadwagi, lesbijka z wyrzutami sumienia i kobieta szukająca odpowiedzi.

Jednak jest coś jeszcze, co wyróżnia każde z nich. Coś, co jest potrzebne tym, którzy zamieszkują Slade House… Co to takiego? Sięgnijcie po „Slade House” Davida Mitchella, a z pewnością znajdziecie odpowiedź na to pytanie.

Wracając jednak do samych historii – każda z nich – począwszy od 1979 roku a skończywszy na 2015, choć opowiada o losach zupełnie różnych ludzi, nierozerwalnie łączy się z pozostałymi. Śledząc losy poszczególnych bohaterów krok po kroku odkrywamy tajemnicę tego niezwykłego domu oraz jej mieszkańców, a także jesteśmy coraz bardziej świadomi niebezpieczeństw czyhających na kolejnych gości przekraczających jego progi. Rośnie też w nas coraz większa ciekawość tego, co tym razem się wydarzy i jak to wszystko ostatecznie się zakończy. I tu następuje niespodzianka! Bowiem autor zaserwował nam otwarte zakończenie, pozwalające przypuszczać, że to jeszcze nie koniec opowieści, że raz jeszcze dane nam będzie powrócić do wykreowanego przez niego, dziwnego, pełnego mistycyzmu i okultyzmu świata, w którym na jego bohaterów czyhać będą zagrażające ich życiu pułapki i podstępne sztuczki.

O czym jeszcze warto wspomnieć? Czytając poszczególne historie nie da się nie zauważyć tego, iż bardzo dobrze oddają one ducha czasów (lat?), w których się rozgrywają oraz tego, że za każdym razem język, jakim posługuje się narrator, został odpowiednio dopasowany do postaci, która w danej opowieści wiedzie prym. Dla przykładu, gdy jest nim policjant po przejściach, jest on ostrzejszy, bardziej wulgarny, a przy tym prostszy – taki, jak i posługujący się nim bohater. Na uwagę zasługuje też fakt, iż w dziele Davida Mitchella co rusz natykamy się na odniesienia do szeroko pojętego świata popkultury, co czyni je tym bardziej ciekawym.

Książka ukazała się w serii Uczta Wyobraźni nakładem Wydawnictwa MAG. Na pierwszy rzut oka robi bardzo pozytywne wrażenie. Twarda, czarna okładka z minimalistycznymi, mieniącymi się srebrem wzorami oraz napisami z miejsca przykuwa oko i zachęca do sięgnięcia po książkę. Nie straszy też objętością, gdyż liczy sobie zaledwie nie całe 200 stron. Wewnątrz jednak natrafić można na kilka błędów w tekście, a także (pod koniec książki) na posklejane strony -> co, mam nadzieję, jest jednostkowym przypadkiem, a nie błędem obecnym w całym nakładzie.

Pomijając jednak wyżej wspomniane minusy dotyczące samego wydania książki, jest to pozycja, po którą z całą pewnością warto sięgnąć. Jest ona nietypowa. Niby zbiór opowiadań, a jednak tworzących jedną, spójną całość. Niby horror, a jednak bardziej opowieści z dreszczykiem, pełne mistycznego, niepozbawionego grozy klimatu. Niby wszystko rozgrywa się w znanej nam rzeczywistości, a jednak ma z nią tak na prawdę niewiele wspólnego. Trzeba sięgnąć po tę książkę, by wiedzieć, o co dokładnie mi chodzi – do czego też was gorąco raz jeszcze zachęcam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Slade House
Tłumaczenie: Justyna Gardzińska
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2017
Seria: Uczta Wyobraźni
Oprawa: twarda
liczba stron: 192
ISBN: 978-83-7480-659-6

Książkę „Slade House” można kupić na stronie księgarni

One Reply to “„Slade House” – David Mitchell”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *