„Rój” – Laline Paull

Witajcie w świecie, w którym wszelka ułomność traktowana jest jako zło i bezwzględnie tępiona – ku chwale całej pszczelej społeczności, a zwłaszcza Świętej Matki, ich Królowej. To właśnie w tym świecie pewnego dnia rodzi się Flora 717, która od samego początku wyraźnie różni się od swych rodowych sióstr, których jedyną życiową misją jest praca w Służbie Oczyszczania.

„Potwornie jest wyrośnięta… I to futerko, kiedy wyschnie, będzie gęste jak na trutniu, a pancerz czarny jak pierze wrony (…).”

Odróżnia ją od nich jeszcze jedna cecha – potrafi mówić, podczas gdy reszta sprzątaczek od dnia ich narodzin jest niema. Zauważona przez jedną z pszczelich kapłanek z rodu Szałwii, Flora 717 poddana zostaje swoistemu eksperymentowi, który na zawsze odmienia jej życie.

Z każdym kolejnym dniem doświadcza czegoś nowego. Jest świadkiem rzeczy, które dla większości mieszkańców ula są poza ich zasięgiem, często wręcz zakazane. Któregoś dnia łamie święte prawo ula i poznaje uczucie, które dotąd było zarezerwowane tylko dla ich Świętej Matki – miłości do własnego dziecka…

Czym to się dla niej skończy?

„Życie pszczoły jest jak magiczna studnia. Im więcej z niej czerpiesz, tym więcej w niej wody.” – Karl von Frisch

Szczerze przyznam, że przed lekturą „Roju” Laline Paull nie miałam pojęcia, iż życie pszczół może być tak niesamowite, a zarazem skomplikowane. Większości z nas wydaje się, iż są to po prostu jedne z wielu żyjących na świecie owadów, dzięki pracy których możemy delektować się smakiem miodu. Tymczasem są to doprawdy zachwycające stworzenia, które żyją, z jednej strony, w zdumiewająco zorganizowanym, z drugiej zaś w prawdziwie przerażającym, totalitarnym świecie, w którym każdy ich ruch, najmniejsze ich działanie koordynowane jest za pomocą feromonów – wydzielanych głównie przez ich Królową, której nie tylko ślepo służą, ale której mają obowiązek zapewnić maksimum bezpieczeństwa. Wszystko w zgodzie ze stale powtarzaną i bezwzględnie respektowaną zasadą:

„Podporządkowanie. Posłuszeństwo. Służba.”

Biada tym, które zapragną mieć własne zdanie i głośno wyrażają swój sprzeciw. Jakakolwiek jego forma zostaje natychmiast brutalnie stłumiona przez odpowiedzialne za to służby – policyjne oraz płodności.

„W Powietrzu możecie myśleć, co chcecie. Tutaj wyręcza was w tym Umysł Roju. Nie sprzeciwiajcie mu się.”

Laline Paull bardzo obrazowo ukazuje czytelnikowi świat swoich małych pszczelich bohaterów, z Florą 717 na ich czele. Wydawać by się mogło, że pszczoła to po prostu pszczoła. Tymczasem różnią się one zarówno wyglądem, jak i przydzielonymi im zadaniami. Mamy Królową odpowiedzialną za to, by na świat przychodziły nowe pszczoły oraz kierującą całym ich życiem. U jej boku wiernie stoją damy dworu, których zadaniem jest dbanie o to, by Królowej niczego nie zabrakło. Kapłanki z rodu Szałwii biorą na siebie wszelkie lęki, by ul mógł być od nich wolny, oraz dbają o pamięć ich historii zawartą w opowieściach. Są pszczoły odpowiedzialne za Wylęgarnię, Skarbiec (gdzie składuje się miód) oraz salę, w której wachluje się nektar. W dużej mierze przyszłość ula leży jednak w rękach (wolach i koszyczkach) zbieraczek, które dzięki codziennemu poświęceniu zdobywają nektar oraz pyłek, aby ich siostry mogły przeżyć. Na samym dole hierarchii znajdują się Flory, czyli ród zwykłych sprzątaczek, do których należy główna bohaterka powieści. Ich życie najlepiej określa poniższy cytat:

„Podporządkowanie. Posłuszeństwo. Służba. (…) Flora nie może wytwarzać Wosku, gdyż jest nieczysta, nie może z Propolisem pracować, albowiem jest niezdarna, nie wolno jej też pokarmu zbierać, bo smaku jest pozbawiona; może tylko sprzątać, a wszyscy mogą jej pracą kierować.”

Nie można zapomnieć o jeszcze jednych mieszkańcach ula – trutniach. Synowie Królowej wiodą iście królewskie życie. Uwielbiani, obdarzani czcią przez siostry, pławią się w swoim własnym blasku święcie wierząc, że są wyjątkowi. Przez cały czas żyją beztrosko, kosztem reszty pszczół, nie przynosząc ani ziarnka pyłku, kropli wody, o nektarze nie wspominając. Żądają, by na każdym kroku stale im usługiwano. Są próżni i zadufani w sobie. Liczy się dla nich jedynie to, który z nich prędzej zdobędzie księżniczkę pokonując tym samym resztę rywali.

Zaskoczeniem było dla mnie to, w jaki sposób pszczoły przekazują sobie informację o miejscach, w których zdobyć można pokarm. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, iż mogą one… tańczyć. Poruszając się w odpowiedni sposób, wydając przy tym określone dźwięki, kreślą przed resztą sióstr nie tylko drogę umożliwiającą zdobycie jedzenia, ale również informują o wszelkich niebezpieczeństwach, na które mogą się natknąć.

A jeśli już przy nich jesteśmy – o zagrożeniach, z którymi na co dzień mają do czynienia pszczoły, również szeroko autorka rozpisała się w swojej powieści. A tych jest nie mało – bo są to zarówno te, o których wspominałam prędzej, związane chociażby z otwartą manifestacją swoich opinii, oraz te czyhające na nie poza ulem. I to nie tylko ze strony żyjących tam stworzeń, ale też nas, ludzi, którzy swoim postępowaniem napawamy je czystym przerażeniem i zmuszamy do walki o przetrwanie.

Dzięki lekturze „Roju” wiem już też, w jaki sposób te niesamowite stworzenia zdolne są przetrwać zimę – jak wielkiego poświęcenia to od nich wymaga i jak drastycznych kroków zmuszone są niekiedy dokonać, by stało się to możliwe.

„Podporządkowanie. Posłuszeństwo. Służba.”

Debiutanckie dzieło Laline Paull często porównywane jest z „Folwarkiem zwierzęcym” Orwella. I nie ma w tym nic dziwnego. W dziele Orwella, jak pamiętacie, zwierzęta, które przejęły władzę nad folwarkiem, kierować się miały ustanowionymi przez siebie prawami, z których jedno miało być najważniejsze – wszystkie zwierzęta są równe. Laline Paull wyraźnie do tego nawiązuje w swojej powieści. W pewnym bowiem momencie pojawiają się pytania – dlaczego, skoro wszystkie pszczoły rodzą się ponoć równe, niektóre z nich uzurpują sobie prawo do władzy, decydowania o życiu i śmierci innych sióstr? Któż dał im to prawo? Łatwo można się domyślić, że tak jak i w „Folwarku zwierzęcym”, tak i w „Roju” nie obywa się to bez bolesnych konsekwencji…

Jestem pod ogromnym wrażeniem historii opowiedzianej w „Roju”. Jest ona nie tylko świetnie napisana i dopracowana pod każdym względem, ale po prostu niezwykła i ze wszech miar godna poświęcenia jej uwagi. Zmusza czytelnika do głębszych refleksji. Naładowana jest takim bogactwem emocji, że trudno oderwać jest się od jej lektury. Z każdą kolejno przewracaną stronicą maleńka bohaterka powieści stawała się dla mnie coraz bliższa. Z niepokojem śledziłam jej losy, drżąc o jej życie. Tyle razem z nią przeżyłam. A kiedy dotarłam do końca opowieści… ze wzruszenia ścisnęło mnie gdzieś w środku.

Niezapomniana, niesamowita historia, która udowadnia, że nawet ktoś tak maleńki jak pszczoła zdolny jest do wielkich rzeczy. Naprawdę polecam.

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: The Bees
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-8069-452-1

Prószyński-i-S-ka

2 komentarze

  • AnnRK 5 października 2016 at 08:56

    Dla mnie porównanie do „Folwarku…” jest totalnie nietrafione. To zupełnie nie ten poziom. Ale tak poza tym książka mi się podobała, a świat pszczół rzeczywiście okazał się fascynujący,

    Reply
  • multikulturalny 2 listopada 2016 at 06:53

    Porównanie do Folwarku jest o tyle trafione, że ludziom łatwiej zrozumieć antropomorfizację zwierząt i społeczeństwo Roju. Skojarzenie się nasuwa samo. 😉 A że marketingowcy rożne rzeczy wymyślą…
    Trzeba oddzielić dwie warstwy – biologicznie pszczelą i ludzką. Nie sądzę, by realnym pszczołom przeszkadzała dyktatura – natura to skomplikowany mechanizm a przeżycie ula (i gatunku) zależy od współpracy wszystkich.
    Mi się książka podobała i polecam ją. Dobrze się czyta, nie jest to ogłupiająca lektura, ale 6/6 to zbyt wysoka ocena moim zdaniem.

    Reply

Leave a Comment