Recenzja: „Misja 100” – Kass Morgan

Przed trzystu laty Ziemię dotknęła nuklearna zagłada. By przetrwać, ludzkość zmuszona była zamieszkać na stacji w przestrzeni kosmicznej. Jednak już wówczas było wiadomo, że jest to jedynie tymczasowe wyjście. Żaden statek nie jest przecież wieczny… W końcu nadszedł czas, kiedy zasoby zaczęły się dramatycznie kurczyć, nawet w obliczu kontroli urodzeń i coraz częstszych wyroków śmierci. W tej sytuacji władze postanawiają wysłać na Ziemię setkę młodocianych kryminalistów, by sprawdzić, czy poziom promieniowania nie stwarza już zagrożenia życia. Dla młodych ludzi jest to praktycznie jedyna szansa na przeżycie – jeśli bowiem warunki panujące obecnie na Ziemi okażą się być sprzyjające, wymazane zostaną im wszystkie ich przewiny i będą mogli rozpocząć życie na nowo.

Wśród zesłańców jest siedemnastoletnia Clarke, która została skazana na Odosobnienie za zdradę. Jej śladem podążył Wells, syn kanclerza, który zdecydował się złamać prawo, byle tylko nie rozdzielono go z ukochaną. Tylko czy ona wybaczy mu to, co zrobił w przeszłości? Z kolei Bellamy znalazł się na lądowniku w wyniku przeprowadzonej przez niego ryzykownej akcji tuż przed jego startem. Nie chciał opuścić siostry. Tylko Glass udało się uniknąć wysłania na Ziemię. Niedługo jednak przekonuje się, iż pozostanie na statku wiąże się nierozerwalnie ze śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Jaki los ich czeka? Co zastaną zesłańcy po wylądowaniu na Ziemi? Jakie grożą im niebezpieczeństwa? Co będą zmuszeni zrobić, by przetrwać? Jaki wpływ na ich dalsze życie będą miały tajemnice z ich przeszłości?

„Misja 100” jest pierwszym tomem serii dystopijnej autorstwa Kass Morgan. Na jej podstawie powstał popularny serial telewizyjny wyprodukowany przez Alloy Entertainment, CBS Television Studios oraz Warner Bros. Television. Nad jego scenariuszem wspólnie pracowali Kass Morgan i Jason Rothenberg.

Świat przyszłości stworzony przez autorkę w jej powieści nie napawa zbytnim optymizmem. Pełna kontrola urodzeń, racjonowanie żywności i wody, podziały społeczne, a wraz z nimi przysługujące poszczególnym ich przedstawicielom prawa i obowiązki sprawiają, że większość ludzi ma poczucie, jakby żyli w jednym wielkim więzieniu. Tu stale trzeba walczyć o przeżycie, zwłaszcza że obecnie nawet najdrobniejsze wykroczenie karane jest śmiercią, bądź w przypadku osób nieletnich Odosobnieniem aż do ukończenia przez nich 18 lat, by później ponownie wziąć udział w procesie, który od dawien dawna nie kończył się ułaskawieniem.

„Nie miało znaczenia, gdzie się znajdują – dowolne miejsce na tej planecie było nieskończenie lepsze od świata, który zostawili za sobą.”

Teraz przed setką młodocianych skazańców stoi szansa na zasmakowanie prawdziwej wolności. I choć nie wiedzą, co czeka ich na Ziemi i jakim wyzwaniom oraz niebezpieczeństwom przyjdzie stawić im czoła, są zafascynowani tym, co zastają po wylądowaniu. Bezmiar błękitnego nieba, miękkość zielonej trawy, rozłożyste drzewa i najprawdziwszy deszcz przekraczają wszelkie ich wyobrażenia na temat Ziemi, o której dotąd jedynie słyszeli opowieści, bądź czytali książki. Jeszcze do niedawna ich rodzima planeta była dla nich jedynie pustym słowem, zamierzchłym wspomnieniem przodków. Teraz, jako pierwsi ludzie po setkach lat, mają możliwość odkrywać ją na nowo. Tylko że

„Ludzie opuścili Ziemię w jej najczarniejszej godzinie, dlaczego więc Ziemię miałoby obchodzić, ilu ich zginie podczas prób powrotu?”

Na światło dzienne wychodzić zaczną tajemnice z przeszłości każdego z nich, co niekoniecznie sprzyjać będzie nawiązywaniu przyjaznych stosunków pomiędzy zesłańcami. Rodzić się będą konflikty, wybuchać spory i tylko od zainteresowanych zależeć będzie, czy w obliczu powstających na nowo podziałów będą potrafili wspólnie przetrwać. Zwłaszcza że Ziemia skrywa przed nimi pewną… niespodziankę.

Historia jest niespieszna. Poznajemy ją z perspektywy czworga bohaterów – Clarke, Wells’a, Bellamy’ego i Glass. Wielokrotnie przerywana jest retrospekcjami z przeszłości każdego z nich, które dostarczają wielu cennych informacji na temat nich samych, jak i wydarzeń rozgrywających się w Kolonii przed zesłaniem skazańców na Ziemię. Tak po prawdzie to o wiele więcej interesujących i przykuwających uwagę rzeczy dzieje się w ich wspomnieniach, niż po wylądowaniu na planecie.

Książkę czyta się naprawdę szybko. Z jednej strony dzięki lekkiemu pióru i niewymuszonemu stylowi autorki, z drugiej za sprawą niewielkiej objętości samej lektury. Historia, choć nie jest rwąca niczym rzeka, to i tak porywa. Chce się ją czytać dalej, by dowiedzieć się, co też czeka poszczególnych bohaterów powieści. Zakończenie zaś urywa historię w takim momencie, że chciałoby się z miejsca sięgnąć po kontynuację. Dobrze, że trwają już prace nad kolejną częścią pt „Dzień 21”. Przynajmniej jest nadzieja, że czytelnicy nie będą zmuszeni długo czekać na ciąg dalszy przygód Clarke, Wells’a, Bellamy’ego, Glass oraz reszty zesłańców. I choć czegoś mi w tej powieści zabrakło, czegoś nieuchwytnego, czego nie potrafię do końca nazwać, to i tak będę wśród tych, którzy sięgną po drugi tom.

Moja ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The 100
Tłumaczenie: Maciej Studencki
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: premiera 4.02.2015
Seria: Misja 100, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 264
ISBN: 978-83-63431-84-6


15 Replies to “Recenzja: „Misja 100” – Kass Morgan”

  1. Zazdroszczę, że udało Ci się już przeczytać tę książkę. Jest to jedna z moich obowiązkowych pozycji do przeczytania w tym roku. Pomysł autorki jest bardzo interesujący, a ponieważ lubię tematykę postapokaliptyczną, to mam nadzieję, że mi również książka się spodoba :).

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂

    1. Ja serialu jeszcze nie widziałam. Boję się, że może za bardzo wybiegać w przód z wydarzeniami. Jak przeczytasz książkę, to daj mi znać, czy I sezon serialu się z nią pokrywa, czy też może pojawiają się już wydarzenia z tomu 2 🙂

      1. To wszystko jasne. 😀 Twoje przedpremierowe recenzje i zapowiedzi, którymi robisz mi ochotę na całą masę książek, potrafią zmylić człowieka. 😀
        Wiem, że widziałam, a nigdzie jej nie ma, o. 😀 A tu taki psikus. 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *