„Przebudzenie labiryntu” – Rainer Wekwerth

Siedmioro młodych ludzi – Jenna, Jeb, Misza, Leon, Tian, Kathy oraz Mary – budzi się nago w miejscu, którego nie zna. Nie pamiętają niczego z przeszłości poza własnym imieniem. Ktoś przygotował dla nich plecaki z rzeczami, których mogą potrzebować oraz pozostawił przerażającą wiadomość, która nie pozostawia złudzeń odnośnie ich przyszłości.

„Ten labirynt składa się z sześciu światów. Ten tutaj jest pierwszy i jest pierwszym z sześciu sprawdzianów. (…) W każdym świecie są bramy, portale, które przeniosą was do następnych światów, na końcu drogi jest wolność. Ten, kto przejdzie przez wszystkie światy, wygra nagrodę życia.(…) Jesteście siedmioma poszukiwaczami, ale do następnego świata jest tylko sześć bram. Tak będzie w każdym ze światów, zawsze będziecie znajdować o jedną bramę mniej niż liczba poszukujących. (…) Na końcu pozostanie tylko jedno z was. Ponieważ jesteście w labiryncie. Ponieważ jesteście straceni.”

Kim są? Czemu niczego nie pamiętają? Gdzie właściwie się znaleźli? I dlaczego? Co ich teraz czeka? Czy będą zmuszeni walczyć pomiędzy sobą o to, by przetrwać? Będą w ogóle do tego zdolni?

Muszę przyznać, że „Przebudzenie labiryntu” będące pierwszym tomem trylogii Rainera Wekwertha, autora kilkunastu książek dla dzieci i młodzieży, laureata wielu nagród, naprawdę przypadło mi do gustu. Choć nie od razu tak się stało. Akcja niespiesznie nabierała tempa, a bohaterowie bardziej mnie irytowali, niż bym tego chciała. Na całe szczęście w miarę posuwania się historii naprzód było już tylko lepiej – do tego stopnia, że ostatnie stronice przewracałam z nerwową niecierpliwością w oczekiwaniu na to, co też za chwilę się wydarzy.

Bardzo dobra kreacja bohaterów. Tworzą oni mocno zróżnicowaną grupę, nie tylko pod względem wyglądu, ale przede wszystkim charakteru. Moją uwagę z miejsca zwrócił Leon, którego już sam widok budzi strach i który szybko daje wszystkim do zrozumienia, że własne interesy stawia na pierwszym miejscu. Nikomu nie ulega. Jest bezkompromisowy, sprytny i w każdej chwili gotowy do walki. Takich bohaterów zawsze lubiłam, nic więc dziwnego, że stał się on moim faworytem. Kathy jest równie wojownicza, jednak znacząco różni się od Leona. Jest władcza, zarozumiała i arogancka, nieobliczalna i porywcza. Jej przeciwieństwem jest Mary, słaba i cicha, która wydaje się być przyzwyczajona do tego, że ktoś jej pomaga, wręcz we wszystkim wyręcza. Pomiędzy nimi jest Jenna. To dziewczyna, która łatwo się nie poddaje. W odróżnieniu do bezwzględnej Kathy i godnej zmiłowania Mary da się lubić. Emanuje z niej naturalna pewność siebie, która zwraca uwagę Jeba. On z kolei jest pełnym charyzmy, trzeźwo myślącym chłopakiem, który nie potrafi przejść obojętnie obok kogoś, kto potrzebuje pomocy. Misza i Tian najmniej wyróżniają się z tej grupy i nie wiele można o nich powiedzieć bez zdradzania treści książki.

„Jesteśmy jak szczury. Żreć, kąsać, walczyć.”

Przed bohaterami trudne zadanie. W określonym czasie muszą dotrzeć do bram nie mając pojęcia, co czeka ich po drodze i do czego będą zmuszeni się posunąć, by móc przejść do kolejnego świata. Czy im się uda?

„Życie lub śmierć. Ty albo ja. Kto jest szybszy? Kto jest silniejszy? O to chodzi…”

Są samotni i zagubieni. Wyrwani z własnego świata i zmuszeni walczyć o życie. Czy jest tu miejsce na koleżeństwo? Przyjaźń? Poczucie godności? Wzajemne wsparcie?

„Gna nas czysta wola przetrwania. Nie potrafimy inaczej, niż walczyć. O każdy centymetr gruntu, o bramy, możliwość przeżycia kolejnego dnia…”.

Mocno wyczuwalny jest niepokój oraz niepewność towarzyszące bohaterom na każdym ich kroku, a także coraz bardziej narastające napięcie. To plus lekkie pióro autora zaowocowały tym, że książkę czytało mi się naprawdę szybko. Zakończenie zaś sprawiło, że z miejsca nabrałam ochoty na więcej i najlepiej od razu sięgnęłabym po kontynuację – „Labirynt na ciebie poluje”.

Jedyny minus powieści to jej słaba korekta. Podczas lektury natknęłam się niestety na zbyt wiele błędów w tekście (głównie literówek), bym mogła przymknąć na nie oko. Plus natomiast należy się za oprawę graficzną – okładka sprawia wrażenie pewnej głębi, co bardzo mi się podoba.

Podsumowując. „Przebudzenie labiryntu” to porządnie napisana powieść, z ciekawymi i dobrze wykreowanymi bohaterami oraz interesującą fabułą, która stanowi początek świetnie zapowiadającej się trylogii. Pozycja w sam raz dla miłośników dystopijnych historii, w których nie brak różnorakich emocji oraz narastającego napięcia i w której nie sposób przewidzieć, co za moment się wydarzy. Mówiąc krótko – polecam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Das Labyrinth erwacht
Tłumaczenie: Aldona Zaniewska
Wydawnictwo: GW Foksal
Rok wydania: 2015
Trylogia: Labirynt, tom 1
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-280-2079-5

GW Foksal

10 komentarzy

  • Layla A. 23 marca 2016 at 17:10

    Wyczuwam trochę Więźnia Labiryntu xd ale książka jest jak najbardziej w moim guście i chętnie bym po nią sięgnęła więc pewnie w przyszłości tak się stanie.

    Reply
  • Gosia B 23 marca 2016 at 17:26

    Chyba mogłaby mi się spodobać 🙂

    Reply
  • Magic Wizard 23 marca 2016 at 18:41

    Z fabuły przypomina mi trochę Więźnia Labiryntu, który nie bardzo mi się podobał m. in. przez kreację bohaterów, ale skoro tutaj jest ona dobra to może się skuszę. Lubię takie klimaty. Zachęciłaś mnie 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 24 marca 2016 at 20:03

      Z trylogią Dashnera tak po prawdzie to ta ma niewiele wspólnego. Tu nawet labiryntu nie ma 😉

      Reply
  • Magiczny Kącik 23 marca 2016 at 18:47

    Wydaje się całkiem nie najgorszą książką, ale jednak raczej się nie skuszę.

    Reply
  • Justyna Bałdyga 23 marca 2016 at 21:16

    Przeczytałam niedawno i czegoś zabrakło mi w tej książce. Nie była zła, a wręcz przyjemna, ale mimo wszystko troszeczkę się zawiodłam.

    Reply

Leave a Comment