Na facebooku zawrzało i co ja na to?

Dziś chciałabym poruszyć pewną sprawę. Dotyczyć ona będzie dyskusji, na którą natknęłam się w jednej z grup na facebooku. O co dokładnie chodzi? Pojawił się temat tego, czy Wydawnictwo Dreams zamierza zapłacić swoim Oficjalnym Recenzentom za to, że ostatnio pojawiła się na ich blogach informacja o premierze książki „Wiatr – Jaskółczy lot”, czy też zrobiono sobie z nas darmowe miejsce na reklamę. Od razu jasno i wyraźnie napiszę, że nie, nikt nam za to nie zapłacił i nie zapłaci. Nie będę przytaczała tutaj nazwisk, czy nicków osób, które w danym temacie się wypowiadały, bo nie o to tu chodzi, a zainteresowane osoby i tak będą wiedziały o kim mowa. Kilka osób z grupy nie może pojąć, że Oficjalni Recenzenci mają stosować się do regulaminu ustanowionego przez Wydawnictwo w zamian za to, że otrzymają książki do recenzji. Właśnie wśród jego punktów jest zapis, aby przez 7 dni od daty premiery na blogu/stronie/wszystko inne widniała informacja o tym, że dana książka jest już dostępna i można ją zakupić. Wiele osób uskarżało się na to, że na ich blogrollu pojawił się wysyp wpisów dotyczących premiery wspomnianej powyżej książki. Swoją drogą tego „wysypu, ogromnej ilości itp itd” też nie rozumiem, bo to raptem 23 osoby zostały przyjęte do Oficjalnych Recenzentów i to na ich blogach pojawiła się taka informacja. (Jeśli pojawiła się na większej ilości stron, to jest to już dobra wola ich autorów). To przecież nie jest dużo blogów w stosunku do ilości, które istnieją / żyją sobie w blogosferze (setki tysięcy blogów?). Nie rozumiem, dlaczego komukolwiek przeszkadza zamieszczanie informacji o zapowiedziach / premierach. Przecież nikt Was kochani nie zmusza, abyście widząc nagłówek nowej notki na danym blogu byli zmuszeni tam wejść i się z nią zapoznawać, skoro Was dany temat nie dotyczy. A tym bardziej nikt nie każe Wam tego typu notek komentować – to jest Wasz wybór, co z danym wpisem zrobicie. Mam rację? Dlatego wytłumaczcie mi, skąd do licha takie zbulwersowanie, że na tylu i tylu blogach nagle pojawiła się ta sama notka? Skoro ktoś od nas czegoś wymaga, skoro są takie wymogi współpracy jakie są, to chcąc utrzymywać poprawne stosunki z danym Wydawnictwem, należy się do nich stosować prawda? To tak samo jak z prośbą o to, aby recenzja pojawiła się w dniach takich i takich, bo danemu Wydawnictwu zależy na promocji tej książki właśnie w takim terminie a nie innym. Przeszkadza to komuś? Nie, skądże, bo i czemu. Proszą – dostosujesz się, skoro Ci zależy na współpracy i przeczytaniu danej książki, na którą od dłuższego czasu miało się ochotę i którą można otrzymać od danego wydawnictwa do zrecenzowania.
Moim zdaniem dyskusja tego typu, która wybuchła na facebooku, do niczego dobrego nie doprowadzi i niczego sobą nie wniesie. Dla mnie temat został założony zupełnie bez sensu. Nie będę tu pisała, że może to z zazdrości, bo oni mają, a mi się nie udało. Nie, bo wiem, że osobie, która założyła temat nie zależało na współpracy z TYM wydawnictwem, więc tego typu motywy działania by jej nie przyświecały. Tego typu dyskusje tylko aby mnie irytują, dlatego nie zabieram w nich głosu, ale uważnie czytam wypowiedzi innych osób, bo jestem ciekawa ich zdania na dany temat, skoro już (chciał, nie chciał) się pojawił.
A jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie? Tylko proszę o szczere odpowiedzi, a nie takie, aby przypodobać się autorce tego bloga. Zależy mi na poznaniu Waszej PRAWDZIWEJ opinii w tej kwestii. Zapraszam do dyskusji i aktywnego udzielania się.

92 komentarze

  • alicjamagdalena 26 czerwca 2013 at 21:37

    Ludzie to są marudni, zawistni i szukają dziury w całym. Ostatnio czytałam na którymś z blogów o innych dziwnych komentarzach(kablowanie na prowadzącego bloga). Przecież blogi są prowadzone dla nas, dla naszych przyjemności i wygody. Jak się komuś nie podoba, to nie musi przecież obserwować. Chyba ludzie za dużo wolnego czasu mają i nie doceniają pracy innych..może sami nie mają własnych pasji.. smutno, że takie rzeczy się dzieją! pozdrawiam!:)

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 00:47

      Niestety taka już ludzka natura, że zauważamy u kogoś coś drażliwego, a sami nie widzimy tego, że swoim zachowaniem również wywołujemy czyjąś irytację. I masz rację – blog to moje miejsce i nikogo do niczego nie zmuszam, to samo tyczy się innych blogerów. Dlatego właśnie nie rozumiem sensu wywoływania podobnych dyskusji na jednym z największych portali społecznościowych, gdzie wiadomo – uderz w stół a nożyce się odezwą i temat się rozkręca bez sensu.

      Reply
  • Ann RK 26 czerwca 2013 at 21:38

    Powiem tak, z jednej strony faktycznie – gdy na kilkunastu blogach pojawia się ta sama notka, to trochę nie tyle drażni, co zwyczajnie nudzi (tak było np. z pamiętnym konkursem wydawnictwa Fabryka Słów, gdzie trzeba było zgadnąć tytuł książki, widząc fragment jej okładki).

    Z drugiej – masz rację, jest tyle blogów, że nie muszę zaglądać akurat tego dnia tam, gdzie kolejna osoba pisze o tym samym. A poza tym, po to się zakłada blogi, żeby sobie na nich pisać i umieszczać to, co się chce. Jak mnie to nie interesuje, idę dalej. Jak stale na blogu pojawiają się rzeczy, które mnie nudzą, nie podobają mi się itp., to na takiego bloga już nie wracam. Ale nie czepiam się cudzych pomysłów na wystrój, styl, współprace itp. I tak samo nie życzę sobie, żeby ktoś mi dyktował o czym mam pisać, a o czym nie. Blogosfera jest duża. Można w niej istnieć tak, żeby sobie nawzajem nie przeszkadzać.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 00:52

      Pamiętam ten konkurs z Fabryką Słów i zgadywaniem kolejnych fragmentów okładki prezentowanej książki. Owszem, to bywa irytujące, zgodzę się. Ale nikt mnie nie zmuszał, bym w danym dniu zaglądała na tego bloga, który to wyświetla i komentowała te wpisy. Po prostu je omijałam i nie robiłam z tego szumu. Dlatego też zdziwiło mnie, że tak bardzo rozwinął się temat pojawiających się nagle zapowiedzi jednej książki, co przecież nie jest znów takie niezwykłe. Po prostu notki blogerów zbiegły się w czasie i może dziwnie to wyglądało 🙂

      Reply
  • Immora 26 czerwca 2013 at 21:38

    Jeśli taka informacja wyskakuje tylko jednego dnia na 10 blogach, które obserwuję to wybacz, ale jest to irytujące. Mam wtedy ochotę jednak je przestać obserwować, ale tego nie robię. Po prostu raczej olewam takiego „gorącego” newsa. Ale to nie raczej o to chodzi wydawnictwu.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 00:54

      Z takiego powodu nie przestałabym obserwować bloga, którego autora lubię i do tej pory często odwiedzałam. Jak piszesz, po prostu danego dnia bym nie zajrzała i tyle. Normalna reakcja. A nie żeby z tego szum na społecznościowym portalu robić :/

      Reply
    • Magda K-ska 27 czerwca 2013 at 07:30

      Mnie też wkurza jak widzę tę samą informację na kilkudziesięciu blogach. Pamiętam taką akcję z „Bogowie muszą być szaleni” Jadowskiej, była wszędzie. Ale tak jak ty po prostu nie zaglądam danego dnia na bloga, a jeśli baner z zapowiedzią jest umieszczony na dłużej to staram się na niego nie patrzeć i tyle. Każdy ma prawo robić na swoim blogu co mu się podoba i tyle.

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:29

      Też pamiętam ten konkurs z Fabryki Słów 🙂 Nie sposób tego nie pamiętać, kiedy na co drugim blogu i co rusz na facebooku było się atakowanym fragmentami okładki 😀

      Reply
    • Magda K-ska 28 czerwca 2013 at 15:25

      Konkurs to był ostatnio z Jessicą Brody. A Jadowska to w zimie była i wisiała na większości blogów u góry, jako premiera, książką na którą czekam itd. Konkurs może też był, ale tego już nie pamiętam. Poza tym konkurs to rozumiem, to co innego, tutaj można coś wygrać, jest to forma zabawy. Natomiast umieszczanie okładek zapowiedzi jako formy reklamy mnie denerwuje.

      Reply
  • asymaka 26 czerwca 2013 at 21:45

    ja ostatnio dostałam za swoje na facebooku, na własnej, imiennej stronie, że niepotrzebnie jakiś tam temat poruszam, a prawda jest taka, że to moja strona, a jak się komuś nie podoba, niech nie zagląda, blog również jest moim miejscem i mogę sobie na nim publikować, co chcę. Zależało mi na współpracy z tym wydawnictwem, zanim się zgłosiłam uważnie przeczytałam regulamin i wiedziałam, na jakich zasadach będzie ta współpraca. Poza tym, jak publikuję wszelkiego typu teksty, czy nawet piszę dla poszczególnych autorów za darmo, to też komuś to będzie przeszkadzało? Dopóki blog i recenzowanie, pomaganie w promocji mnie bawi, dopóty będę to robić 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 00:57

      Masz absolutną rację. Blog to nasze miejsce i nikomu do tego, co jak kiedy i dlaczego na nim publikujemy. Skoro nam to nie przeszkadza, to innym tym bardziej nie powinno. A jeśli jednak komuś wyrządzamy tym jakąś „krzywdę”, to niech po prostu omija tego typu wpisy i tyle.
      I powtórzę raz jeszcze, choć już wielokrotnie o tym rozmawiałyśmy, przestań się przejmować tym, co Ci kto napisze w komentarzu, a zwłaszcza brać to sobie tak bardzo do serca, bo tylko aby nerwy przez to tracisz. Dystans kobieto, dystans 🙂 Już ja Cię go nauczę 😉

      Reply
  • Paulina Kwiatkowska 26 czerwca 2013 at 21:45

    Ja tam też się nie wdaję w takie czcze gadki, bo zaś obrócą kota ogonem i wyjdzie co innego…

    Moje zdanie jest takie, że niech się każdy zajmie swoim ogródkiem, a nie sąsiadów, to najlepiej na tym wyjdzie. Nie chcesz, nie wchodź, usuń z obserwowanych. Jak są zbiorcze zapowiedzi to nikogo nie razi, ale jak już określonego Wyd. to tak, bo co? Bo ktoś współpracuje i mu to odpowiada? Tak, jak pisałam oglądaj się na siebie, a nie na wszystkich wkoło.

    Reply
    • Paulina Ch. 26 czerwca 2013 at 23:10

      Jak najbardziej popieram. Ja się w takich dyskusjach na facebooku zazwyczaj nie wypowiadam, bo nie widzę żadnego sensu. Szanuję osoby, które w niej uczestniczyły i nie mam zamiaru psuć z nimi stosunków przez jakieś zapowiedzi. Jeżeli komuś nie odpowiada to, że się u mnie będą ukazywać, niech od razu usunie bloga z obserwowanych/blogrolla/google+, czy gdzie tam mnie ma i da sobie święty spokój. Toż to jego dobra wola, że mnie tam dodał i teraz mu się wyświetla.

      Tutaj była napaść na zapowiedzi wyd. Dreams, wcześniej na konkurs z FS. Nikt mnie nie zmuszał, żeby zamieściła okładkę książki i w jednej sytuacji i drugiej. A że akurat konkurs czy zapowiedź mi się podoba, zgodziłam się DOBROWOLNIE na takie zasady to co? Teraz mam tego nie zrobić… do niczego nikt mnie nie przymusił, mój blog jest MÓJ i będę wstawiać na niego co chcę. To już dobra wola autora co zamieści a co sobie odpuści 😉

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:02

      @Paulina K.
      Dokładnie o to mi chodzi, choć sama tego tak dosadnie nie ujęłam 🙂 Nie chcesz – nie wchodź i tyle. Świat nie ucierpi, a wszyscy będą szczęśliwi 🙂

      @Paulina Ch.
      Ze mną jest dokładnie tak samo. Nie biorę udziału w tego typu dyskusjach, wolę się przyglądać z boku, w jakim kierunku się potoczą – tak z ciekawości, aby poznać zdanie innych. Choć przyznaję, że momentami wypowiedzi niektórych osób zmieniają mój dotychczasowy stosunek do danej osoby.
      I dokładnie tak. Zasady zostały nam przedstawione jasno. Dostałyśmy pytanie, czy się z nimi zgadzamy, zanim zechcemy przyjąć „stanowisko” Oficjalnego Recenzenta. Zgodziłyśmy się dobrowolnie, więc niech nikogo innego nie razi to, co w ramach współpracy robić będziemy. Tym bardziej, że do licha, tych proszonych zapowiedzi nie będzie przecież znów tak dużo, bo przecież wydawnictwo nie wydaje nie wiadomo ilu książek w miesiącu, więc nie będą nas zasypywać prośbami o ich umieszczanie, a my nie zrobimy z naszych blogów słupów ogłoszeniowych.

      Reply
  • Anna Sabara 26 czerwca 2013 at 21:49

    Według mnie wiele osób nie może zrozumieć, że ktoś robi coś dla czystej przyjemności. Zawsze przecież chodzi o pieniądze. Niektórzy nie rozumieją, że dla nas, czytelniczych blogów pieniądze nie są tak ważne jak książki. A to że chcemy sobie dać jakoś radę i chcemy współpracować z wydawnictwami to wybaczcie ale współpraca zobowiązuje.
    Nie powiem taka informacja wyskakująca na 5 blogach jest już trochę denerwująca bo ciągle to samo jest widoczne ale da się przeżyć 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:04

      Oczywiście, że da się przeżyć. Wystarczy danego dnia, w którym pojawią się reklamy (o ile nas to drażni) spojrzeć na inne strony, a na te z zapowiedziami/informacjami premierowymi wrócić w innym terminie. Jak napisałaś współpraca zobowiązuje, warunki zostały nam prędzej przedstawione, nikt nikogo nie zmuszał do zgody na nie, to nasz dobrowolny udział w tym wszystkim. Zatem niech nikt tego nie krytykuje -.-

      Reply
  • jusssi 26 czerwca 2013 at 21:55

    Po pierwsze: Strasznie zazdroszczę współpracy, bo książki wydawnictwa idealnie trafiają w moje gusta. Czekam na recenzje!

    Po drugie: Pojawienie się identycznego wpisu na blogach było irytujące i nie ma się co bulwersować. Było to związane nie tyle z faktem jawnej reklamy, co z synchronizacją w czasie. Po prostu wypadło to śmiesznie. Fajnie by było, gdyby prezentacja tytułu była powiązana z innymi książkami, co z resztą często ma miejsce. Moim zdaniem kula w kolano.

    Po trzecie: Gdyby każde wydawnictwo stawiało takie warunki to jestem pewna, że połowa osób by się zbuntowała. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabyś prezentować osobno każdy zapowiadany tytuł wszystkich wydawnictw, z jakimi współpracujesz. Ja zgłaszając swoją aplikację zaznaczyłam, że loga wydawnictwa nie zamieszczę, bo to burzy moją grafikę na blogu. Podobnie byłoby z tym, żeby informować w osobnym wpisie o jakiejś książce. Ja robię zbiorcze zapowiedzi i to tylko, gdy mi się zachce. Myślę, że regulamin odnośnie darmowej współpracy powinien być bardziej na zasadach partnerstwa, a nie musisz!

    Po czwarte: Myślę, że to był jednorazowy szok.

    Reply
    • asymaka 26 czerwca 2013 at 22:05

      jusssi, już wiele razy zauważyłam, że masz coś ciekawego do powiedzenia, i tym razem się zgodzę z Twoją opinią, dla jednego wydawcy można zrobić coś takiego, czasem dla drugiego, czy trzeciego, jeśli książka szczególnie mi się podoba, ale w życiu nie reklamowałabym książki, która by mi się nie podobała

      Reply
    • jusssi 26 czerwca 2013 at 22:14

      No to teraz urosłam 🙂 W jednym się zgadzamy, można wszystko, ale z umiarem i wyczuciem. Tutaj wina nie leży w konkretnych blogerach, a w regulaminie wydawnictwa.

      Reply
    • Lenalee 26 czerwca 2013 at 22:26

      Ja tylko dodam, że zgadzam się w 100% z wypowiedzią jusssi. 🙂 Na początku strasznie chciałam współpracować z wydawnictwem Dream, ale jeżeli takie są warunki, to nie podjęłabym się tej współpracy. Jestem taką dziwną osobą i boli wszystko na samą myśl o robieniu ze swojego bloga tablicy ogłoszeniowej. Inni to lubią, ja jednak nie przepadam za takim informowaniem o zapowiedziach „z musu” – robię to z własnej chęci, jeżeli są jakieś książki, które mnie szczerze zainteresowały i kiedy akurat mam ochotę wrzucić taką notkę na bloga. A to się zdarza rzadko.

      Ale zgadzam się też z tym, że jeżeli kogoś dana notka nie interesuje, to jej nie czyta. Dlatego też nie wchodziłam na żadnego bloga z takim wpisem i go nie komentowałam – po prostu nie byłam zainteresowana. Książki wydawnictwa Dreams są ciekawe, ale nie powodują we mnie chęci, żeby przeczytać je już, teraz, w tej chwili. Dlatego też takie wpisy ignorowałam, bo nie były one czymś, o czym musiałabym być koniecznie poinformowana.

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:11

      @jusssi
      Bardzo dziękuję. Również się cieszę z tej współpracy, bo wydawnictwo bardzo lubię i cenię sobie od dawna. A książki idealnie wpasowują się w mój gust czytelniczy 🙂
      Fakt, publikacja informacji zbiegła się w czasie, przez co blogroll wyświetlał podobne treści. No ale nie przeginajmy, nikt z pewnością nie obserwuje tylko Oficjalnych Recenzentów Dreams, więc zapewne miał na co się przerzucić w momencie, kiedy na tych blogach pojawiła się reklama 🙂
      I masz rację. Też nie wyobrażam sobie, aby nagle każde z wydawnictw, z którymi współpracuję zażądało ode mnie czegoś takiego. Wówczas byłoby więcej info o premierze czy zapowiedziach, niż recenzji na blogu 😉 W takim wypadku przemyślałabym dalsze współprace i zostawiła tylko te, z którymi za nic w świecie nie umiałabym się rozstać 🙂

      @Lenalee
      Mi osobiście reklamowanie/informowanie/zapowiadanie czegoś nie przeszkadza. Często robię np notki zbiorcze z zapowiedziami jakichś konkretnych tytułów, które pojawią się w danym miesiącu, a które w jakiś sposób mnie interesują. Czasem zdarzają się również pojedyncze wpisy traktujące tylko i wyłącznie o jednym tytule. Również nie stanowi to dla mnie problemu. I robię to z własnej nie przymuszonej woli. W przypadku Dreams jest taki punkt regulaminu i nie zamierzam się z nim spierać. Bardzo zależy mi na współpracy, bo cenię sobie to Wydawnictwo. Poza tym przecież tych notek w miesiącu dużo nie będzie – nie wydają znów tyle tytułów, aby zasypać bloga banerami reklamującymi każde z nich. Wystarczy spojrzeć na ich dotychczasową ofertę. W miesiącu 1-2 książki = 1-2 wpisy na blogu. To nie dużo, więc dla mnie również nie stanowi żadnego problemu 🙂

      Reply
  • Recenzje Kiti 26 czerwca 2013 at 21:56

    Bardzo fajnie, że ktoś poruszył ten temat. Moim zdaniem, jak najbardziej potrzebnie:)
    Ja osobiście nie współpracuję z Wydawnictwem Dreams, jednak nie specjalnie przeszkadza mi te 20 zapowiedzi, tym bardziej, że widziałam z 2? 🙂 Nie oszukujmy się, ale nikt nie obserwuje chyba wszystkich recenzentów, więc nie sposób widzieć, AŻ TYLE tych zapowiedzi 🙂
    To samo jest z ,,Sekretem Julii”, czy jak wspomniała Ann RK z tym konkursem z Fabryki Słów. Z czasem mi się to opatrzyło, ale w żadnym wypadku nie mam za złe autorowi, że też skusił się na dany konkurs, bo nic mi do tego. Sama czasem biorę dział, więc fajnie by było, gdyby inni umieli to uszanować.
    WIĘC NIE, NIE PRZESZKADZA MI TO 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:13

      O „Sekrecie Julii” mi już nawet nie wspominaj 🙂 Co rusz jestem bombardowana informacjami o zbliżającej się premierze na facebooku i w innych źródłach, ale nie robię z tego problemu. To samo było właśnie z konkursem FB. Nie zliczę, ile blogów brało w tym udział i na ilu ciągle pojawiały się podobne treścią notki w danym dniu. Nikomu nie zwracałam uwagi, po prostu ignorowałam i wracałam w dniu, jak pojawiła się jakaś interesująca mnie recenzja.

      Reply
    • Recenzje Kiti 27 czerwca 2013 at 01:35

      Mi to np. nie przeszkadza, że ktoś ,,Sekret Julii” dodaje, bo nie obserwuję wszystkich blogów, które piszą o tym wydarzeniu, ale wchodzi do mnie jedna czytelniczka i pisze ..Ty też?” 😀

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:45

      Hehe skąd ja to znam 😀

      Reply
  • Małgosia Maćkowiak 26 czerwca 2013 at 21:56

    Na swoim własnym blogu autor może robić co chce. A jeśli widzę wysyp reklam, to po prostu uznaję, że dziś nie jest ciekawy dzień w google readerze 🙂

    Reply
  • Ludzka sokowirówka 26 czerwca 2013 at 21:57

    O żadnej dyskusji na facebooku nie słyszałam, hm…
    Fakt, wczoraj pojawił się naprawdę wielki wysyp zapowiedzi Dreams, co na początku mnie zdziwiło. Osobiście nie mam przyjemności z nimi współpracować – i żałuję, bo mają świetne pozycje! Jednak z racji mojej sympatii do tego wydawnictwa, rozumiem, iż komuś może zależeć na współpracy z nim, a co za tym idzie – wypełniać warunki tejże współpracy. Prawda – nadmierna ilość zapowiedzi jest irytująca, ale po co zaglądać na wszystkie? Wystarczy omijać szerokim łukiem lub, jeśli nas interesuje, zajrzeć na jedną 😉
    Pozdrawiam,
    Mai

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:15

      Informacja o książce / jej premierze po prostu zbiegła się w czasie na wielu blogach, stąd tak dziwnie to wyglądało. Tylko czemu to od razu denerwuje tak bardzo ludzi, że decydują się zakładać specjalne tematy na portalu społecznościowym, aby wyrazić swoje wielkie ALE w tym temacie.
      I tak jak piszesz – nie wchodzić, jak się nie podoba. Wrócić innym razem, jak na blogu będzie coś innego.

      Reply
  • Scarlett 26 czerwca 2013 at 21:58

    A ja nie czytałam uważnie, bo niewiele mnie obchodziła ta dyskusja 🙂 Przykro mi, ale tak jest 🙂 Jak mnie jakaś notka nie interesuje to nie wchodzę i tyle. Niech każdy publikuje sobie na blogach, co chce, za co chce i jak chce. A czytelnicy niechaj sami zdecydują, czy czytają, komentują, olewają…

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:17

      Ze mną jest podobnie. Nie interesuje mnie coś, wrócę kiedy indziej, jak pojawi się coś ciekawszego. Jest wysyp tego samego? Zajrzę na 1-2 strony i styka. Ale po co robić z tego dyskusję? Bez sensu. Mój blog – moje podwórko – moje zasady, nikomu nic do tego 😉

      Reply
  • Bacha85 26 czerwca 2013 at 22:02

    Też nie rozumiem tego wzburzenia. Mam prostą zasadę, gdy notka mnie nie ciekawi, nie wchodzę i nie czytam. I innym życzę to samo, zamiast bulwersować się co kto tam napisał i „czego to nie zrobi się dla kasy”. Póki co nie współpracują z żadnym wydawnictwem, ale jak się coś podpisze to trzeba się z tego wywiązać i w pełni to rozumiem.
    Więc niech każdy robi swoje, jak umie najlepiej, a innym może się to podobać, lub nie 🙂
    Jedyne, co jest smutne, to gdy takie notki wyglądają zupełnie identycznie, bez żadnych indywidualnych cech, ale że tak powiem: „nie mój cyrk, nie moje małpy” 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:18

      Przyznaję się bez bicia, że tym razem wrzuciłam po prostu notkę prasową bez własnych zmian, taką jaką dostałam w e-mailu. Miałam zabiegany dzień, a chciałam dodać ten wpis, zanim później wypadnie mi to z głowy. Bynajmniej wiedz, że nie zawsze tak będzie 🙂 Jak mam dzień, wykazuję się własną kreatywnością 😉

      Reply
  • Kamila M. 26 czerwca 2013 at 22:02

    Wymieniałam się już opinią na ten temat z inną blogerką, ale mogę powtórzyć to także tutaj.
    Uważam, że osoby, które to irytuje czy nuży nie muszą wchodzić na danego bloga akurat w tym czasie, ominąć tę notkę czy mogą nawet usunąć go z obserwowanych, jeżeli ta jedna notka mu nie pasuje. Ale nie widzę powodu do wszczynania tak bezsensownej dyskusji. Co nią osiągną? Rozpętają tylko kolejną burzę w szklance wody, która wniesie niepotrzebny zamęt.
    Poza tym, czytałam, bodajże przedwczoraj, na stronie wydawnictwa (sama jestem zainteresowana współpracą, więc zajrzałam), iż publikacja takie notki jest jednym z warunków współpracy – dokładnie tak jak wspomniałaś. I tego właśnie nie rozumiem. Ktoś współpracuje z wydawnictwem Dreams, więc zgodził się na jakieś warunki, tak? Jednym z nich jest publikacja takiej i takiej notki przed ukazaniem się takiej takiej książki, tak? W takim razie, jeśli dobrze odpowiedziałaś/łeś sobie na dwa zadane wyżej pytania, powinnaś/powinieneś się domyślić, iż recenzent publikując tego typu notkę po prostu spełnia kolejny warunek umowy, co pozwala mu rzetelnie wypełniającym swoje obowiązki recenzentem. Ktoś chce być po prostu fair wobec drugiej osoby, która mu coś oferuje. Nic prostszego! Nie rozumiem więc, co innym do domu, jak dom nie jego.
    A to czy wydawnictwo płaci, czy daje darmowe książki, czy nawet daje Wam w zamian złote góry, to już sprawa Wasza, a nie osób trzecich. Czy nie mam racji? 🙂

    Mam nadzieję, że ktoś tę moją wypowiedź zrozumiał, bo trochę się rozpisałam i chyba nieco chaotycznie. 😛

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:20

      Ja Cie w pełni zrozumiałam i wcale nie było chaotycznie 🙂
      Ty rozumiesz temat i jest dla Ciebie jasne – takie mamy warunki współpracy. Ale weź to wytłumacz innym… Jak widać każdy temat jest dobry, aby móc zaczepić innych i wywołać niepotrzebną burzę.

      Reply
    • Szalona książkoholiczka 27 czerwca 2013 at 07:58

      Po pierwsze taki jest wymóg współpracy. Po drugie, co dziwne, takie zapowiedzi przeszkadzają również tym,ktorzy wysyłali maila do wydawnictwa ze swoją ofertą. A więc juz pkszac maila akceptowali te warunki i byli ich świadomi. Osoby nie dostały się i teraz robią aferę, zerecenzenci się sprzedali blablabla
      No przepraszam bardzo! Zglosiło się 300osób,a wybrali ok 15 (wczesniej juz mieli kioki stalych recenzentow) . Wg mnieto jest po prostu zazdrosc ;_;

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:31

      Fakt. Do wydawnictwa wpłynęło ponad 300 e-maili, jak sami wyznali na facebooku. Jestem strasznie ciekawa, co brali pod uwagę przy wyborze OR 🙂 Chciałabym wiedzieć z jakiego względu kopnął mnie nijako ten zaszczyt wybicia się ponad te trzy setki osób 😉

      Reply
    • Szalona książkoholiczka 27 czerwca 2013 at 17:21

      Oczywiście to tylko moja teoria, ale skoro zaczynasz mieć wątpliwości to Ci powiem, tudzież napiszę. Miałam to przedstawić w grupie, ale chyba by mnie za to ukamienowali.
      Wg mnie niektórzy są sami sobie winni, że ich nie przyjęto. może to zabrzmi mało skromnie, ale ty czy ja bardzo często, o ile nie zawsze zgłaszamy się do konkursów i walczymy o egzemplarze recenzenckie, więc stała współpraca, na której nam bardzo zależało jest po prostu nagrodą za nasze starania i zachętą do dalszego wspierania wydawnictwa 🙂

      Reply
    • Kasik O 28 czerwca 2013 at 12:50

      @Szalona to chyba to nie jest tak jak myślisz, bo zapewne część z osób, która zgłosiła się do Wydawnictwa też brała udziały w konkursach i co z nimi nie wybrali nawet połowy z tych osób. Za to jak patrzyłam po blogach, które zostały wybrane żaden nie ma chyba mniej niż rok…?

      Reply
    • asymaka 28 czerwca 2013 at 17:58

      Szalona, ja nie brałam udziału w konkursach, może raz wzięłam udział, nie jestem pewna, więc to chyba nie był powód wyboru tego, czy innego bloga 🙂

      Reply
  • yllla 26 czerwca 2013 at 22:12

    FAkt mi też wydało się sporo tych zapowiedzi, ale nie widziałam ich 20. To chyba normalne, że zapowiedź pokazała się w kilku miejscach, tak to działa.
    Każdy sam decyduje co chce i kiedy chce napisać i w drugą stronę każdy czyta co chce. Ja nie wiedzę problemu w tym, że zobaczę kilka razy notkę o premierze tej samej książki.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:22

      Dokładnie tak. Na tym polega reklama – w iluś miejscach jednocześnie, aby skutecznie zwrócić na coś czyjąś uwagę. Standardowe zagranie marketingowe. Przecież wydawnictwom zależy na promocji. Bez niej nie dotrą do szerszego grona czytelników, nie pozyskają klientów. Nie współpracują z blogerami, bo lubią nam robić prezenty w postaci książek. Im zależy na tym, aby te książki się sprzedawały i aby informacja o nich dotarła do możliwie jak najszerszego grona odbiorców, osób zainteresowanych.

      Reply
  • Sheri S. 26 czerwca 2013 at 22:13

    Widziałam tę dyskusję na FB, ale nie mam czasu na udział w takich rozmowach, a nawet gdybym czas miała, nie podejmowałabym dyskusji, bo uważam, że temat pojawił się raczej niepotrzebnie.

    Również współpracuję z wydawnictwem Dreams i na moim blogu notka o premierze także się pojawiła. To mój blog i to ja decyduję o jego zawartości. Jeśli ktoś nie jest daną notką/recenzją zainteresowany, nie musi przecież tej notki czytać.

    Z drugiej jednak strony, wiem, że każdy ma prawo do własnej opinii i wyrażania swoich emocji, dlatego potrafię zrozumieć, że dla kogoś takie umieszczanie zapowiedzi jest darmową reklamą dla wydawnictwa. Ok. To ich opinia, nie moja. Szanuję zdanie tych osób. I jednocześnie chciałabym by i moje było szanowane.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:25

      Ja nie biorę udziału w tego typu dyskusjach, bo jej uczestnicy często w danej wypowiedzi znajdą coś, do czego znów można się przyczepić, odwrócą kota ogonem i potem jeszcze Ciebie zaczną się czepiać za to, że w ogóle się odezwałaś. Szkoda nerwów i czasu 😉

      I dokładnie tak. Każdy ma prawo do własnej opinii. Tyle tylko, że niech ją zatrzyma dla siebie, a nie od razu pędzi z tematem na portal społecznościowy i rozpętuje niepotrzebną dyskusję, która tylko aby niektórym osobom zszarga nerwy. Dyskusje powinny być konstruktywne, do czegoś konkretnego prowadzić, a nie powodować, że pojawią się kłótnie, zawiążą sojusze i jedna strona będzie atakowała drugą starając się argumentować swoje racje :/

      Reply
  • Dada 26 czerwca 2013 at 22:32

    To ja trochę namieszam i powiem, że blogerzy książkowi coraz mocniej zaczynają mi się kojarzyć z najtańszą przestrzenią reklamową w sieci. Czego wydawnictwo nie zaproponuje, to wrzucą. Bo: „Nie chcesz, to nie czytaj/usuń z obserwowanych” – niby tak, ale wydawało mi się, że chodzi o to, aby zachęcić kogoś do odwiedzania bloga, nie odwrotnie.

    Współpraca z wydawnictwem nie powinna wychodzić poza „dostajesz książkę – w zamian piszesz recenzję”, a jeśli tak, to jedynie w kierunku większych profitów dla blogera.

    Blog, zwłaszcza poczytny, to miejsce, które odwiedzają setki/tysiące czytelników dziennie – stanowi bardzo dobrą reklamę, zwłaszcza, że przecież takie blogi odwiedzają w głównej mierze osoby, do których tego typu reklama jest skierowana, czyli rzecz jasna amatorzy książek.

    Nie jesteśmy w tyle za blogerami zajmującymi się inną tematyką z powodu tego, że jesteśmy od nich gorsi, ale dlatego, że pozwalamy się tak traktować. Oby tylko się nie okazało, że kolejnym wymogiem współpracy – po zamieszczaniu obowiązkowych wpisów reklamowych – jest ingerencja w treść recenzji.

    Reply
    • Paulina Ch. 26 czerwca 2013 at 23:18

      Ze wszystkim jak najbardziej się zgodzę, ale z drugiej strony wydawnictwo jasno postawiło warunki współpracy, dlatego np. osoba taka jak Ty, która nie bawi się w reklamy (oczywiście nie wnikam jak to jest – tak hipotetycznie piszę, żeby potem nie było nieporozumień) się nie zgłosiła (już nie ważne, czy to Twoja tematyka, czy nie Twoja), ale ja, jako że wydawnictwo lubię i chciałabym, żeby dalej się rozwijało i wydawało książki, bardzo chętnie ich wspomogę i chociaż jedną, głupią notką zrobię dodatkową reklamę.

      Dla mnie to niewielki kłopot, szczególnie że wiedziałam na co się piszę (nikt na mnie nie zrzucił tego nagle, grożąc, że jeżeli nie wstawię to koniec, kaput i nie będzie darmowej książeczki… xD) a wydawnictwo ma z tego dodatkowy profit. Problem PRZYNAJMNIEJ DLA MNIE pojawiłby się wtedy, gdyby wydawnictwo wydawało miesięcznie jakieś 10 książek, ale ta jedna, czy teraz podczas wakacji dwa czy trzy to nie jest wielki problem, żeby w miesiącu zareklamować i myślę, że nawet czytelnikom nic się nie stanie, jeżeli ich to nie obchodzi, żeby ten jeden post po prostu ominęli 😉

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:34

      Mieszaj Dada, ja to lubię 🙂 I czasem takie namieszanie w temacie jest jak najbardziej potrzebne 🙂
      Hmm… Zamieszczając jakąś informację o premierze, czy inną reklamę czegoś, nie mam na celu zniechęcenia innych osób do odwiedzania mojej strony. Wręcz przeciwnie. Liczę na to, że dzięki tego typu notkom zdołają dowiedzieć się czegoś ciekawego, co być może ich samych zainteresuje.
      A że jesteśmy najtańszą przestrzenią reklamową w sieci… no cóż, tu się zgodzę. W zasadzie za naszą pracę mamy jedynie książkę na półce i w sumie nic więcej. Poświęcamy swój czas wolny, staramy się wykonywać to, co robimy jak najlepiej, a nie wiele za to otrzymujemy. Tu się zgodzę. Sama chciałabym móc połączyć pasję z możliwością zarobkowania – to moje osobiste marzenie. Czy realne? No cóż…
      A jeśli kiedykolwiek doszłoby do tego, że jednym z warunków (jak wspominasz) byłaby ingerencja w treść recenzji, to możesz być pewny, że jak tu stoję/siedzę/piszę/wybrać dowolne/ewentualnie dopisać własne że mimo całego szacunku i uwielbienia do danego wydawnictwa, taką współpracę z miejsca bym zakończyła.

      @Paulina Ch.
      Dokładnie. Również byłby ten wymóg dla mnie kłopotliwy, gdyby wydawnictwo wydawało miesięcznie nie wiadomo ile tych książek. Ale tak nie jest. 1-2 tytułu = 1-2 notki na blogu. No straszne! Dla mnie więc to żaden problem i mnie to nie przeszkadza 🙂

      Reply
    • Silwercross 27 czerwca 2013 at 08:40

      Zgodzę się z tym, że blogi „książkowe” to najtańsza forma reklamy. Ale blogerzy zgadzają się na nią z pełną świadomością jej warunków. W końcu to umowa wiążąca obie strony. Nie zgadzam się z tym, że książka, którą bloger dostaje od wydawnictwa to za mało. Wydawca przeznacza pewną pulę egzemplarzy, za którą nie dostanie ani złotówki, więc ma prawo do tego, żeby oczekiwać czegoś w zamian. Oni dają książkę, Wy poświęcacie czas na jej przeczytanie i zrecenzowanie. Osobiście uważam taką współpracę za sprawiedliwą.

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:34

      Z tym, że nie dostanie ani złotówki, to też się nie zgodzę 🙂 Egzemplarze są wliczane w koszty wydawnictwa, a zwrot mają w postaci reklam na blogu/facebooku/i gdzie tam jeszcze. Gdyby mieli każdemu zapłacić do ręki za zamieszczanie tego typu informacji, koszty byłyby dla nich z pewnością większe 🙂

      Reply
    • Dada 27 czerwca 2013 at 12:39

      Paulina – zazwyczaj nie bawiłem się w reklamy; czasami zrobiłem wyjątek i zamieściłem wpis o jakieś premierze, co powodowane było tym, że książka wydawała mi się naprawdę interesująca oraz chciałem coś o niej powiedzieć, a nie jedynie zamieścić info przesłane mailem przez wydawnictwo. Obecnie w ogóle nie umieszczam takich wpisów.

      Sylwia – nie chcesz (piszę w domyśle „Ty”, ale chodzi o każdego) zniechęcić, ale w zamieszczonych tu komentarzach pojawiły się głosy typu: „Gdy widzę taką notkę, to nie wchodzę na bloga” – więc efekt jest odwrotny do zamierzonego. Dla mnie taka reklama staje się antyreklamą.

      Czy jest realne zarobkowanie na pisaniu recenzji na blogu? Uważam, że tak, nawet całkiem realne. Ale do tego potrzeba przede wszystkim zmiany mentalności blogerów („Bo książka to wystarczająco dużo”) oraz Wydawnictw (nie oszukujmy się, że w większości nie zwracają uwagi na coś innego niż ilość wyświetleń bloga). Tak jak już napisałem: nasze profity są małe, bo się na to godzimy. Wydawnictwa nie będą szanować blogerów i traktować ich jak partnerów, póki blogerzy nie będą mieli do swojej pracy i bloga szacunku.

      Jak już napisałem, opcja: „Książka za recenzję” jest uczciwa w tym sensie, że książkowym blogerom chodzi o samo czytanie, a pisanie recenzji sprawia frajdę, dlatego w zestawieniu: „Kupię książkę – napiszę recenzję” vs. „Dostanę książkę – napiszę recenzję” wygrywa to drugie. Problem pojawia się w moim przekonaniu wtedy, gdy wymaga się czegoś więcej, niż tylko napisania recenzji (a pamiętajmy, że i to nie jest zajęciem na pięć minut, zwłaszcza jeżeli zależy nam na jakości).

      Ty byś się nie zgodziła na ingerencję w treść recenzji. Ale co z innymi? Sądzisz, że każdy z miejsca zrezygnowałby z współpracy, czy może jednak pojawiłyby się osoby, które pomyślałyby: „Oj, dopisać zdanie/dwa, co za różnica, chociaż dostanę książkę” – jak uważasz? Mojej opinii się domyślasz 😉

      Według mnie blog powinien być miejscem, w którym króluj indywidualność. Suche informacje o nowościach czy zapowiedziach mogę znaleźć na pierwszym lepszym portalu. I chyba powinno chodzić o odrębność blogów, nie unifikację?

      Reply
    • Moje książki 27 czerwca 2013 at 19:06

      Dada mądrze prawisz ale nie ma co się łudzić. W morzu blogów zawsze znają się takie, które zrobią wiele, byle tylko współpracę nawiązać i utrzymać. Dlatego osoba, która chciałaby wywalczyć dla siebie bardziej godne traktowanie, praktycznie z góry skazana jest na porażkę. Za dużo nas, byśmy mogli dyktować warunki…

      Reply
  • Marta Kor 26 czerwca 2013 at 22:34

    jeśli chodzi o mnie to nie wiem o co tyle szumu…ja osobiście szukam właśnie na blogach zapowiedzi…i jest mi obojętne czy to jest sponsorowane czy nie… a jeśli chodzi o ilość to przecież każdy może próbować swoich sił i recenzować…blogi to wolna amerykanka i tak powinno być… ja nie natrafiłam na więcej niż 2 zapowiedzi, większa ilość też jest normalne…ludzie interesują się książką i piszą o tym…pozdrawiam ciepło

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:35

      Też przeglądam zapowiedzi. Dzięki nim mogę trafić na coś, o czym pojęcia nie miałam, a ktoś to zdołał przede mną wygrzebać. I dzięki mu za to 🙂

      Reply
  • Moje książki 26 czerwca 2013 at 22:34

    O dyskusji nic nie wiedziałam i na pewno nie będę jej szukać, szkoda mi życia. Natomiast przyznaję że takiego wysypu tej samej informacji dawno nie przeżyłam. Może i wybrano tylko 23 osoby, ale wygląda na to, że wśród nich znalazło się sporo które również doceniam i obserwuję. Nagle miałam w blogrollu niemal wyłącznie informacje o tej premierze. Nawet przewijając przez chwilę chciałam do kogoś wejść i napisać że tego typu promocja bardziej mnie zniechęca niż skłania do czytania ale pomyślałam że wtedy musiałabym to wstawić do wszystkich, żeby nie wyszło na to że akurat u jednej osoby piszę złośliwie. Każdy ma prawo publikować u siebie co mu się podoba, więc pretensji nie mam. Ale zastanawiam się czy to naprawdę taki dobry pomysł na skuteczną promocję. Ja, gdy zobaczyłam kilka zapowiedzi pod sobą nawet nie weszłam by sprawdzić o czym jest książka. Po prostu mnie odrzuciło. Pamiętam że kiedyś chyba właśnie to wydawnictwo robiło konkurs na najbardziej kreatywną zapowiedź książki. To było zdecydowanie bardziej ciekawe, przynajmniej dla mnie… Niezależnie od mojego zdania, czy zdania innych nie daj sobie psuć nerwów, szkoda życia!

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:38

      Po prostu zapowiedzi zbiegły się w czasie na tych 23 stronach. Czysty przypadek, ale jak widać niektórym mocno przeszkadzający.
      Konkurs, o którym wspominasz, doskonale pamiętam. Nie brałam wówczas w nim udziału, bo wiedziałam doskonale, że blogosfera będzie zasypana wpisami o podobnej tematyce i jakoś po prostu mi się nie chciało dokładać do tego własnej cegiełki.
      I spokojna głowa kochana, mnie nie tak łatwo wyprowadzić z równowagi. Ostatnie lata mocno nauczyły mnie dystansowania się do wielu spraw 🙂 Choć bywają chwile załamania, kiedy jednak coś tam gdzieś tam mnie wnerwia 😉

      Reply
    • Moje książki 27 czerwca 2013 at 06:18

      Wyobrażam sobie – mnie też czasem bardziej poniesie niż bym chciała 😉 Ja tam blogerom się nie dziwię, że notatkę umieścili, choć Dada dał mi do myślenia, Zastanawiam się tylko czy dla wydawnictwa to faktycznie taka dobra reklama. Jak wspomniałam, zbieg wielu takich samych notek poskutkował tym że wszystkie z miejsca zignorowałam. Czasem czytam różne zapowiedzi na blogach jednak to była dla mnie zwykła reklama a te już mniej mnie interesują. Ale bić piany z tego powodu nie będę, bo jak słusznie zauważyłaś jak kogoś coś nie interesuje to nie musi zaglądać.

      Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:36

      Czy skuteczna reklama? No cóż. Jakby nie patrzył, pomimo wystąpienia irytacji ze strony blogerów, to każdy zauważ nagle pamięta tytuł danej książki i z pewnością wygląd książki. Chciał nie chciał rzuciła się mu ona w oczy, a o to chodzi w reklamie 😉 Czy będzie z tego efekt taki, że ktoś tę książkę zakupi, to już zupełnie inna para kaloszy 😉

      Reply
    • Moje książki 27 czerwca 2013 at 19:03

      To fakt, tytuł i okładkę zapamiętałam. Ale widząc nachalną reklamę nie chciało mi się sprawdzić o czym ona jest… Wiesz, nie chodzi o to, że jestem przeciwna jakimkolwiek zapowiedziom. Lubię takie, gdy bloger sam robi zestawienie tego, co ma nadejść i na co bardzo czeka (u Ciebie też się z tym spotkałam) Takie zapowiedzi bardzo chętnie czytam i zastanawiam się co z tego i mnie mogłoby zainteresować. Natomiast takie zlecone zapowiedzi nie bardzo do mnie trafiają… Tak czy siak nikomu nie bronię ich zamieszczać 😉

      Reply
  • Agata P 26 czerwca 2013 at 22:38

    Nie rozumiem zamieszania i oburzenia. Każdy może chyba pisać na swoim blogu to na co ma w danym momencie ochotę – jeśli jest to jakaś umowa z wydawnictwem i bloger się na to zgodził to jest to dla mnie ok. Jeśli widzę, że jest to jakaś reklama, a czytałam ją już raz to po prostu nie wejdę i nie skomentuję. Niektórzy szukają problemów na siłę.

    Pozdrawiam

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:39

      Dokładnie tak. Zgadzam się z Tobą w 100%. Po co tyle szumu? Ja też nie wiem.

      Reply
  • Książkowe zauroczenie 26 czerwca 2013 at 22:45

    Moim zdaniem, niech każdy robi u siebie co chcę. Nie ciekawi mnie jedna notka dziś, to zajrzę jutro. Proste. Tyle w tym temacie.

    Reply
  • Sophie Carmen 26 czerwca 2013 at 22:52

    Zgadzam się z tobą. Ale ten kto jest choć trochę inteligentny postąpiłby tak jak ja, i ominął takie rzeczy. Mnie też to troszkę wkurza, ale rozumiem że to jest warunek współpracy i tyle. 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:41

      Dokładnie tak. Współpraca ma jasno wytyczone zasady. Osoby współpracujące się z nich wywiązują. Nikt nie zmusza innych do czytania danych wpisów, czy ich komentowania. Kogoś drażni? Niech ominie i wróci w innym terminie 🙂

      Reply
  • Kulturalna 26 czerwca 2013 at 23:29

    Napiszesz coś co jest wartościowe, innym się spodoba, inni Cię rozerwą na strzępki, tak to już jest w internecie. Pisz dalej i nie przejmuj się takimi wydarzeniami, lepiej myśl o nowych recenzjach i wpisach. zapraszam http://qltura.blogspot.com/

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:42

      Tak jak w starym porzekadle – jednemu spodoba się córka, innemu matka, a jeszcze komuś babka. I nie przejmuję się. Po prostu staram się zrozumieć pewne rzeczy, bo jak widać, jeszcze można mnie czymś zadziwić 😉

      Reply
  • JoAnna Polska 27 czerwca 2013 at 00:24

    Uważam, że pojawienie się wielokrotnie zapowiedzi postu to nie problem – przecież to głównie odwołanie do tej zapowiedzi – postu (np. poprzez przekierowanie przez banner) będzie widoczne przez dłuższy czas na stronie. Staram się nie przekopiowywać bezpośrednio zapowiedzi, ale zawsze jakoś „twórczo” ją przedstawić – choć nie uważam umieszczenie pełnej informacji prasowej za coś złego – po prostu sama staram się robić to troszkę inaczej – lecz nadal pozostaje to jednak zamieszczeniem takowej zapowiedzi. Oczywiście, że dziwnie to wygląda, kiedy wszystkie nowe posty mają ten sam temat – ale wchodzi wówczas na bloga, kto tylko chce, bo uzna, że go to interesuje. Każdy ma też prawo umieścić na blogu, co uzna za właściwe.
    Masz racje – to tak jak z „przykazaniem”, że recenzja ma się ukazać w takich, a takich terminach – przecież kusi być jednym z pierwszych, którzy zrecenzują daną powieść, a taka zasada ogranicza coś takiego, a potem jest „wysyp” recenzji. Kiedyś tak nie było – ale cóż, wszystko się zmienia.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 01:44

      Informacje o tej książce zbiegły się po prostu w czasie, recenzenci w krótkim odstępie czasu opublikowali u siebie tematyczne notki i faktycznie mogło to dziwnie wyglądać. Ale żeby od razu drażnić? To już przesada.

      Reply
  • Silwercross 27 czerwca 2013 at 08:11

    Najpierw napiszę swoją opinię dotyczącą tej sprawy, dopiero później przeczytam wypowiedzi innych. 🙂
    Zauważyłam, że na dwóch blogach pojawił się ostatnio wpis dotyczący tej książki, ale czy miałoby mnie to zirytować? Może, gdyby wiadomość taka pojawiłaby się na większości z nich… Ale na kilku? Skąd.
    Rozumiem, że współpraca z wydawnictwami wiązać się musi z pewnymi warunkami. To normalne, gdyż taka współpraca oparta jest na pewnego rodzaju umowie, z której wywiązać się powinny obie strony. Wydaje mi się, że coraz więcej autorów i wydawnictw uświadamia sobie, że aktualnie recenzje książek na blogach w znacznym stopniu przyczyniają się do podniesienia/spadku sprzedaży danego tytułu. Dlatego współpracują z blogerami.
    Często jest tak, że w danym czasie następuje „wysyp” recenzji tej samej książki. Mi to nie przeszkadza. Jeśli czuję nadmiar, po prostu nie czytam kolejnych opinii.

    Inna sprawa z samą kwestią współpracy…
    Czy zazdroszczę innym blogerom książek, które dostają do recenzji? Oczywiście, że tak! Ja też uwielbiam gromadzić wokół siebie książki.
    Zdaję sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, mój blog odwiedza zbyt mało osób, moje notki są bardzo często niedopracowane i nawet ja nie jestem z nich zadowolona, nie dodaję wpisów regularnie, żeby jakiekolwiek wydawnictwo było zainteresowane współpracą ze mną. Po drugie, sama nie wysyłam nikomu takich propozycji, bo zdaję sobie sprawę, że nie miałabym czasu wywiązać się z takich współprac ze względu na chroniczny brak czasu.
    Czasami, gdy widzę na niektórych blogach listy wydawnictw, z którymi współpracują, zastanawiam się jak dają sobie radę z taką ilością książek. Ale nie oceniam nikogo. Skoro istnieje możliwość poznawania nowych książek,. posiadania ich na własność, nie wydając na to pieniędzy, dlaczego ktoś miałby z tego nie korzystać??

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:40

      Dziękuję za to, że zechciałaś wypowiedzieć się w tym temacie. I cieszę się, że rozumiesz naszą sytuację i w żaden sposób ona Cię nie irytuje. To normalne zachowanie, prawidłowe 🙂
      A co do współprac. Sama mam trochę tych kontaktów nawiązanych (jeśli spojrzysz/albo już spojrzałaś do zakładki „Partnerzy”, to można się o tym przekonać). Obecnie nie pracuję. Siedzę w domu z dzieckiem, więc mam więcej wolnego czasu. Dlatego też mogę sobie pozwolić na lekki nadmiar tego typu obowiązków 🙂 A że czytam w miarę szybko, daję radę 🙂

      Reply
  • miqaisonfire 27 czerwca 2013 at 08:53

    Moim zdaniem to raczej normalne, że recenzenci dodają zapowiedzi jakiejś książki i jest to robione nieodpłatnie, z tego powodu, że zgodziliśmy się na współpracę, której wynagrodzeniem są książki. Ja też czasem dodaję informację o jakiejś nowości danego wydawnictwa i nie uważam, by trzeba było to robić odpłatnie.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:41

      Dzięki, że zechciałaś zabrać głos i bardzo się cieszę, że należysz do grona osób, które rozumieją tę sytuację i nie irytują się z jej powodu 🙂

      Reply
  • Meg Sheti 27 czerwca 2013 at 09:01

    Mnie bardzo denerwują słowa w stylu „robią sobie darmową reklamę”. Błaaagam, w końcu mamy te blogi o książkach i to normalne, że będziemy różne pozycje promować, i jeny, czy faktycznie słowo „darmowa” jest tutaj konieczne? Nigdy nie żądałam od żadnego wydawnictwa tego, żeby płaciło mi, że wspomnę o ich zapowiedzi czy zrecenzuję dla nich książkę. Ja mam samą przyjemność z tego, że mogę to robić, a wrzucanie zapowiedzi jest czasami faktycznie częścią umowy. Jak kogoś irytują takie same wpisy, to po prostu niech nie wchodzi na te posty i tyle, a nie robi się potem afera na całą blogosferę to uważam za po prostu coś żałosnego.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:42

      Dokładnie tak. Niepotrzebnie został w ogóle poruszony ten temat w sieci i potem tylko aby spowodował zdenerwowanie u ludzi :/

      Reply
  • Karolka 27 czerwca 2013 at 09:48

    Nie chce mi się po raz kolejny pisać tego wszystkiego co pisałam w tamtej dyskusji, jak ją czytałaś to znasz moje zdanie, ale nie rozumiem po co na nowo odgrzebujesz ten temat?

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:44

      Dlaczego na nowo? Ja go nie odgrzebuję. Nie brałam czynnego udziału w dyskusji na facebooku. Jedynie przyglądałam się z boku całej wymianie zdań. Blog jest moim miejscem w sieci, na którym mam prawo poruszać tematy, które zwróciły moją uwagę i wyrażać na ich temat swoje zdanie. Nikogo do zabierania głosu nie zmuszam, każdy ma wolną wolę, czy zechce się wypowiedzieć w danym temacie, czy też nie.

      Reply
  • Dominika S. 27 czerwca 2013 at 10:04

    Myślałam, że umieszczenie informacji o premierze to dobra wola blogerów, coś co można zrobić, a nie trzeba. Sama raczej nie lubię wstawiać notek „nakazanych”, bo mam swój harmonogram wpisów i już. Natomiast jeżeli komuś to nie przeszkadza to nie widzę problemu. Wysyp notek był, fakt, ale ja przeczytałam u jednej osoby tę zapowiedź, a resztę ignorowałam po prostu. Nie rozumiem w czym problem dla niektórych. A przestawanie zaglądać na danego bloga tylko z powodu tej zapowiedzi to już w ogóle dziwactwo.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:45

      Zgadzam się z Tobą w zupełności. Cieszę się, że masz takie a nie inne podejście do tej sprawy 🙂

      Reply
  • MyBooks - Nasze recenzje 27 czerwca 2013 at 10:11

    Ja swoje zdanie już wyraziłam i z pewnością je znasz jeśli uczestniczyłaś w dyskusji.
    Warto ją wygrzebywać, by wszystko wytłumaczyć!

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:46

      Uczestniczyć nie uczestniczyłam. „Stałam” sobie z boku i jedynie na bieżąco czytałam wypowiedzi innych chcąc poznać kierunek, w jakim to się wszystko potoczy i co z tego ostatecznie wyniknie 🙂

      Reply
  • Katarzyna Chojecka-Jędrasiak 27 czerwca 2013 at 10:24

    Dyskusja na FB mnie ominęła, zresztą ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu i mniej się tutaj udzielam. Muszę przyznać, że gdy widzę wysyp podobnych wpisów na różnych blogach, zwykle po prostu wchodzę na jeden, a do reszty już nie zaglądam. Ale nie stanowi to dla mnie problemu, bo – tak jak ktoś już zauważył wyżej – to co robimy na naszych blogach, zależy tylko od nas. A jeśli to komuś nie pasuje, to niech po prostu w danym dniu nie odwiedza takiego bloga. Nie rozumiem, w czym problem?

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 10:48

      Dokładnie tak. Ja też właśnie tego nie rozumiem i stąd pomysł na ten wpis na moim blogu. Blog to nasza prywatna przestrzeń, na której zamieszczamy to, co nam się podoba i tyle 🙂 Jak komuś nie pasuje, no cóż, trudno się mówi. Nie znaczy to, że będę się uginać pod presją innych i nie robić tego, a tego, bo kogoś to denerwuje 🙂

      Reply
  • Malowana 27 czerwca 2013 at 11:06

    Poczytałam dyskusję i nie zgodzę się z autorką powyższej notki.

    Wielu z nas traktuje swój blog (słusznie zresztą) jako swoje miejsce, swój „dom”. No i w wyobraźni widzę taki obrazek: przychodzi gość do mojego domu i na półkach widzi nie tylko książki, ciekawe albumy, pamiątki z wakacji, ale też mnóstwo chłamu, gazetki z tesco czy innych biedronek. W łazience, obok kosmetyków, plakaty o promocjach rossmanna. Możecie to sobie wyobrazić?

    To jedna strona medalu. Inna jest bardziej przyziemna.

    Wydawnictwo, jak każda inna firma, której celem jest zysk, ma budżet na promocję. Nie działają charytatywnie, więc dlaczego oczekują, że ktoś inny będzie dla nich pracować charytatywnie? Wielu osobom wynagrodzenie za recenzję w postaci książki, jest wystarczające (policzyć łatwo: 30-40zł za kilka godzin wytężonej, umysłowej pracy). Uważam, że przystając na bezpłatne (zupełnie bezpłatne!) udostępnienie powierzchni na własnej stronie, którą z mozołem się tworzy, gdzie z poświęceniem swojego czasu (i często nerwów) zdobywa nowych czytelników, gdzie pracuje się nad poziomem itd., jest dziwne i nieuczciwe. Nieuczciwe ze strony wydawnictwa (takie cwaniactwo) oraz także trochę ze strony blogera (bo najzwyczajniej w świecie psuje rynek – po co komuś płacić albo oferować barter, żeby obie strony zyskały, kiedy gdzie indziej można zupełnie za free?).

    Wiem, że nie każdy bloger dąży do zarabiania na swoim blogu. Jednak nawet pomijając kwestię kasy – warto cenić swój czas i to, co się stworzyło. Dodanie notki reklamowej też zajmuje czas, który można spędzić piekąc muffinki, czytając książkę czy idąc na spacer. O wiele pożyteczniej dla nad i też za free 😉
    Bardziej obrazowo chyba już nie potrafię przedstawić mojej pozycji 😉 a odzywki typu „jak się nie podoba, to nie wchodźcie” są dziecinne i zupełnie z czapy. W końcu blog to nie tylko jego autor, ale też jego czytelnicy.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 czerwca 2013 at 11:32

      Oczywiście nie oczekuję, że każdy, kto tutaj zajrzy i zechce się wypowiedzieć w danym temacie musi się ze mną zgodzić. Jednakże Twoje argumenty są dość dziwne… Jak możesz porównać blog do domu, w którym głównie są książki, albumy itp itd i nagle też gazetki z tesco i innych biedronek? Mówimy o zapowiedziach wydawniczych, zatem to jest nadal świat literatury, a nie tematy urwane z choinki nie mające nic wspólnego z tym, co dzieje się na danym blogu.

      Odnośnie udostępniania powierzchni na własnym blogu. Hmm… tu nie blog o modzie itp itd, a o książkach. Doskonale wiemy, jak wygląda świat książkowych blogerów – nam nikt za to nie płaci. Może dlatego, że 99% blogerów to totalni amatorzy, pasjonaci, piszący jedynie z miłości do książek tak jak potrafią itp itd. Gdyby ktoś z nas był krytykiem literackim, człowiekiem z odpowiednim zawodem, wówczas z pewnością normalne by było, że za pracę takiej osoby by się płaciło. Tu nie ma mowy o żadnym cwaniactwie wydawnictwa. Nikt do niczego nikogo nie przymusza. Każdy poznał warunki współpracy, na które mógł przystać, bądź po prostu odmówić. I nie pisz mi tu proszę, że recenzenci zamieszczający na swoim blogu reklamy książek najzwyczajniej w świecie psują rynek. Tak wygląda nasza recenzencko-blogowa rzeczywistość.

      Prowadzę bloga z zamiłowania do literatury. Jeśli by to było połączone z możliwością zarobkową, to czemu by nie, przynajmniej pomogłoby mi utrzymać rodzinę. Swoją drogą dziwię się, że dodanie notki reklamowej zajmuje Ci tyle czasu, ile pieczenie ciasteczek czy pójście na spacer. Dla mnie to dosłowne kilka minut roboty, więc żadne marnowanie czasu.

      Do „dziecinności” mi daleko. Te lata mam już dawno za sobą, no ale cóż… I skoro już cytujesz, to napisz kogo („jak się nie podoba, to nie wchodźcie”) bo w mojej notce takiego zdania niestety nie ma.

      Reply
    • Malowana 27 czerwca 2013 at 12:03

      Sylwia, piszesz, że chętnie byś czerpała większe profity ze współpracy z wydawnictwami. Ale zgadzając się na bezpłatną reklamę na blogu jednocześnie dajesz sygnał – nie chce, nie potrzebuję kasy/barteru, u mnie można zupełnie za darmo!

      Blogosferę tworzymy my: i ja, i Ty, i rzesza innych blogerów. I to jest nasza wina, że blogi o książkach są postrzegane jako najtańsza „siła robocza”.
      Ja swoje blogi też piszę z pasji i w wolnym czasie. Być może dlatego, że dużo pracuję, bardzo ten wolny czas cenię i nie godzę się na wykorzystywanie mnie.

      Odnośnie „odzywki typu „jak się nie podoba, to nie wchodźcie” są dziecinne i zupełnie z czapy.”

      Nie mówię, że to Ty napisałaś, ale taka myśl przewija się w wielu komentarzach. Np., że jak ktoś widzi reklamową notkę po raz 10, to nie wchodzi.

      Nasuwa się więc jeszcze jedna dygresja – jeżeli ludzie świadomie nie wchodzą i unikają notek reklamowych, szczególnie gdy taka sama się pojawia po raz kolejny, to… jaki jest tego sens? 😉

      Reply
  • Dominique 27 czerwca 2013 at 11:12

    „Cześć jestem zazdrosnym blogerem, który nie nawiązał żadnej współpracy więc dopiekę innym. ” – mniej więcej tak to widzę.
    Jak każdy zajmie się sobą i swoim światem, a zamiast wypisywać jakieś esy-floresy na FB weźmie się za swój blog i książki to może będzie o wiele ciekawiej i spokojniej?
    Szczerze to te „posty reklamowe” czasami są nawet przydatne. Nie muszę włazić na stronę wydawnictw, księgarni itp. Po prostu to mam. Chociaż czasami jak mi sie pojawia u 10 osób ta sama książka to troszkę się irytuje, ale nie na tyle, żeby się mieszać.
    Każdy robi to co chcę i co mu się podoba. Kropka!

    Reply
    • Anonymous 27 czerwca 2013 at 11:43

      Hahaha, prawie trafione 😉 Tylko dziwnym trafem większość z osób, które się tam wypowiadały nieentuzjastycznie, współpracuje z wydawnictwami dłużej, niż większość blogów książkowych istnieje 😉

      Reply
  • Malowana 27 czerwca 2013 at 11:33

    Dominique, naprawdę myślisz, że piszą to zazdrośni blogerzy, co nie współpracują z żadnym wydawnictwem? Trochę to zabawne.
    Zgadzam się z Tobą, że każdy może robić u siebie to, co chce. Ale niech się nie dziwi, gdy ktoś ma odmienne zdanie.

    (wyżej też był mój komentarz, ale chciałam zachować ciągłość z poprzednim moim komentarzem 🙂 )

    Reply
  • Jane Rachel 27 czerwca 2013 at 12:09

    A komu przeszkadza ominięcie notki z zapowiedzią danej książki? Nikt nie każde nikomu klikać na adres i czytać, że oto dzisiaj wychodzi druga część! Nie rozumiem tego szumu wokół notek z zapowiedziami. Stosiki większość akceptuje, podsumowanie miesięcy też, zapowiedzi z różnych wydawnictw również, ale informacji o wydaniu jednej bądź kilku książek z danego wydawnictwa, która pojawiła się na paru blogach, już nikt nie strawi. A do tego te plotki… Rany.

    Reply
  • Zuzia 27 czerwca 2013 at 13:42

    Widziałam tę dyskusję ale szkoda było mi czasu i palców by naskrobać komentarz – bo z niektórymi nie dałoby się dyskutować na poziomie 😛

    Mi te zapowiedzi nie przeszkadzają, tak jak pisałaś – nie trzeba w nie wchodzić 🙂
    Sama za kilka dni wrzucę zapowiedź tej książki, bo chciałabym ją wygrać 😉

    Reply
  • X Rosemarie 27 czerwca 2013 at 15:07

    Jeśli widzi się na którymś z kolei tę samą zapowiedź, to jest to irytujące, z drugiej strony naprawdę działa. Ja widząc na prawie każdym blogu recenzję „Wybranych” po prostu je zakupiłam, bo ciągle gdzieś mi ta okładka migała, a gdyby książek nie reklamowało się na blogach, to większość osób niestety, ale by o nich nie wiedziała. Ja mam raczej neutralny stosunek do tego… Chociaż jeśli ktoś na swoim blogu ma bardzo dużo reklam, to bądźmy szczere – takiego bloga nie przegląda się z przyjemnością. 🙂

    Reply
  • Kasik O 28 czerwca 2013 at 13:15

    Dużo już zostało napisane w tej sprawie. I zastanawiałam się czy w ogóle się wypowiadać. Na zasadzie co mnie to. Dyskusji nie czytałam. Jednak dziwi mnie to jak były konkursy Dreamsa to nikt się nie oburzał, że no fakt nie jednego dnia, ale w przeciągu kilku dni na co którymś była zapowiedź. Tu wyszło tak, że u OR pojawiły się jednego dnia prawie synchronicznie. Dla mnie było to śmieszne i tyle, następnym razem się już przyzwyczaję. Po za tym traf chciał, że książka może nie jest jakaś rozchwytywana…? Widać po konkursie na FP wydawnictwa. I dlatego od wczoraj zastanawia mnie jedna sprawa. Ciekawa jestem ilu z tych co teraz się tak oburza będzie dodawać swoje zapowiedzi jak będzie „promocja”/ konkurs z książkami Morza szept czy Wszechświaty?

    Reply

Leave a Comment