“Mroczne umysły” – Alexandra Bracken (recenzja 457)

Tytuł oryginalny: The Darkest Minds
Tłumaczenie: Maria Borzobohata-Sawicka
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2014
Seria: Mroczne umysły, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 450
ISBN: 978-83-7515-047-6

decorative

Na świecie wybucha dziwna epidemia, a jej ofiarami padają jedynie dzieci. Pierwsze symptomy pojawiają się najczęściej po ukończeniu 10 roku życia. Nadano jej nazwę OMNI, co oznacza ostrą młodzieńczą neurodegenerację idiopatyczną. Większość dzieci umiera, a te, którym udaje się przeżyć zaczynają odznaczać się niezwykłymi zdolnościami. Ze względu na nie dzieci podzielono na pięć grup: Zielonych, Niebieskich, Żółtych, Pomarańczowych i Czerwonych. Rząd wprowadza ostre restrykcje, zgodnie z którymi powinni postępować rodzice, którzy zauważą zmiany w zachowaniu własnych dzieci. Ci, którzy przeżyli OMNI, przewożeni są do specjalnych obozów, w których zgodnie z obietnicami władz mają zostać poddani rehabilitacji, dzięki której z powrotem staną się normalnymi dziećmi. Jednakże to jedynie przykrywka dla koszmaru, który rozgrywa się w tego typu miejscach. Za ich murami stają się więźniami, poddawanymi eksperymentom, którym zakazuje się mówić oraz dotykać innych. A jeśli znajdzie się ktoś, kto postanowi się buntować przeciwko obowiązującym zasadom, kara spada nie tylko na niego, ale na wszystkie dzieci przebywające w obozie. W ruch idzie Paralizator wydający Biały Szum, który skutecznie obezwładnia każdego, kto posiada nadnaturalne zdolności. W obozach dzieci pozbawiane są własnej tożsamości, poczucia wartości, obdzierane są z marzeń, a ich nadzieje na lepszą przyszłość zostają brutalnie zdeptane. Zaczynają wierzyć, że nie zasługują na nic więcej, bo przecież są potworami, odmieńcami, mutantami, od których należy trzymać się z daleka.

Do jednego z takich obozów w dniu swoich dziesiątych urodzin trafia Ruby. Mimo młodego wieku szybko orientuje się, że dla takich jak ona nie w nim miejsca. Bo ci, którzy odznaczają się podobnymi zdolnościami do jej, zostają wywożeni i wszelki ślad po nich ginie. Ruby jest Pomarańczowa, co w praktyce odznacza, że potrafi manipulować umysłami innych. Może nawet sprawić, że całkowicie utraci się pamięć. Dlatego też aby zachować życie, zmuszona jest zafałszować rzeczywistość, przez co zostaje przydzielona do Zielonych. Chwilowo jest bezpieczna. Musi jednak pamiętać, aby na każdym kroku uważać na to co mówi i co robi, aby nie tylko nie zostać wykrytą, ale żeby nie powtórzyła się sytuacja, która wydarzyła się na krótko przed tym, jak trafiła do obozu, i która na zawsze złamała jej serce…

Alexandra Bracken napisała książkę, która jest nie tylko niepokojąca, ale również w swój sposób przerażająca. Daje jasny przekaz dotyczący tego, w jaki sposób człowiek zachowuje się w obliczu nieznanego. A wiadomo, że jeśli czegoś nie rozumiemy, nie potrafimy tego w racjonalny sposób wytłumaczyć, to ogarnia nas przerażenie i strach bierze górę nad naszymi czynami i podejmowanymi decyzjami. Przestajemy myśleć w rozumny sposób, górę biorą emocje. Dokładnie to samo dzieje się w “Mrocznych umysłach”. Wybucha epidemia, na którą ludzkość nie potrafi znaleźć lekarstwa. W zastraszającym tempie umierają kolejne dzieci, a te, które cudem przeżywają zaczynają wykazywać iście paranormalne zdolności jak władanie elektrycznością, telekineza czy przenikanie do umysłów innych osób. Ludzie zaczynają się bać “odmieńców”. Zamiast starać się im pomóc, szukać jakiegoś wyjścia, bądź po prostu zaakceptować ich odmienność, wolą odesłać ich do obozów, zamknąć z dala od siebie, zrzucić odpowiedzialność za ich los na innych, co w praktyce oznacza, że zostają po prostu odseparowani od społeczeństwa. Dzieci są “rehabilitowane”, ich rodzice już dłużej nie muszą się martwić ani o nie, ani o swoje bezpieczeństwo, a rząd udowadnia, że stanął na wysokości zadania. Jednym słowem wszyscy są szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko, że nikt nie pyta o to tych, którzy zostają zamknięci za murami obozów…

Historia napisana przez autorkę jest niesamowita, choć to i tak za mało powiedziane. Z uwagą śledziłam losy głównej bohaterki, a już zwłaszcza od momentu, w którym w jej życiu pojawili się Liam, Pulpet i Suzume. Tej ostatniej nie sposób nie pokochać. Słodka, mała dziewczynka, którą mimo młodego wieku los okrutnie doświadczył, przez co w swoisty sposób zamknęła się w sobie i przestała mówić. Mimo to potrafi być radosna i z niebywałą łatwością nawiązuje nowe znajomości. Z kolei Pulpet to osobnik, który potrafi zarówno irytować, jak i rozbawić do łez. Wiecznie z książką w ręku, zaczytany w powieści Richarda Adamsa “Wodnikowe Wzgórze”. Słowami potrafi dotkliwie ranić, ale kiedy wymaga tego sytuacja staje się tym, na którego można zawsze liczyć. A jeśli chodzi o Liama… Ach Liam! To chłopak, do którego wzdychać będą rzesze nastolatek, ale pewnie i starsze Czytelniczki również. Przystojny, słodki, wrażliwy, uroczy, romantyczny, odważny, oddany przyjaciel, podpora dla słabszych, typ przywódcy, który nie zważając na własne bezpieczeństwo zawsze stara ratować się tych, na których mu zależy. Czasem też naiwny, ale to jedynie dodaje mu uroku. Łatwo można się domyśleć, iż pomiędzy nim a Ruby nawiąże się ta szczególna nić porozumienia, która z czasem będzie się rozwijać, ewoluować, aż doprowadzi do… Nie, więcej Wam nie zdradzę. O tym trzeba po prostu przeczytać, bo nie sposób oddać tego wszystkiego słowami.

O czym właściwie są “Mroczne umysły”? To historia o prawdziwej przyjaźni, lojalności, młodzieńczej miłości, oddaniu sprawie, poszukiwaniu własnej tożsamości, miejsca na Ziemi i poczucia bezpieczeństwa. Ale nie tylko. Również o samotności, rozdzierającym wewnętrznym bólu, poczuciu winy, utraconych nadziejach, bezsilności w obliczu nieznanego oraz dążeniu do władzy za wszelką cenę. Książka wciąga od samego początku, a kiedy dociera się do zakończenia, ma się ochotę natychmiast sięgnąć po kontynuację. Kończy się bowiem w taki sposób, że nie tylko rozdziera człowiekowi serce, ale również stawia mnóstwo pytań o dalsze losy bohaterów, z którymi zżyliśmy się podczas lektury. “Mroczne umysły” polecam każdemu kto szuka interesującej i niebanalnej historii, która Was nie zawiedzie. Pewna jestem, że powieść Alexandry Bracken spełni wszystkie Wasze oczekiwania i na końcu mi jeszcze podziękujecie, że po nią sięgnęliście.

Moja ocena: 6/6

Otwarte


0Shares

27 Replies to ““Mroczne umysły” – Alexandra Bracken (recenzja 457)”

  1. Bardzo wysoka ocena. Właśnie mam ochotę na tę książkę i czekałam, aż ktoś w końcu doda recenzję na jej temat, także dziękuję Ci – sporo się dowiedziałam. Mam nadzieję, że niedługo powieść wpadnie w moje skromne rączki ^^
    Pozdrawiam ^^

    1. Bardzo proszę 🙂
      Mam nadzieję, że będziesz miała okazję przeczytać tę powieść 🙂 I że stanie się to szybciej niż później 🙂

    1. Wiesz, na kolana to i ja nie padłam, bo nie ma ku temu powodów 🙂 Jednak książka bardzo mi się spodobała i wśród tych wszystkich powieści o podobnej tematyce, które zasypują księgarniane półki, “Mroczne umysły” wypadają naprawdę dobrze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *