“Miś, Tygrysek i nowi przyjaciele” – Janosch (recenzja 545)

“Miś, Tygrysek i nowi przyjaciele” to jedna z wielu książeczek dla dzieci napisanych przez Janoscha (pseudonim Horsta Eckerta), niemieckojęzycznego autora literatury dziecięcej urodzonego w 1931 roku w Zabrzu na Górnym Śląsku. Pierwsza historia z przygodami dwojga tytułowych bohaterów wydana została blisko 40 lat temu. Na dzień dzisiejszy cały cykl liczy sobie około 120 – 160 pozycji (źródła podają różne informacje na ten temat). W polskim przekładzie wybrane części cyklu ukazują się dzięki wydawnictwu Znak Emotikon, a wśród nich m.in “Miś i Tygrysek idą do szkoły” oraz “Panama”.

Książka “Miś, Tygrysek i nowi przyjaciele” podzielona została na dwie części. Dodatkowo zawiera nowe, dotąd niepublikowane opowieści Janoscha.
Pierwsza część opowiada o podróży, w którą wybrał się Miś wraz ze swym najlepszym przyjacielem Tygryskiem. Pewnego dnia otrzymali oni list od wuja Puszkina, który prosił, aby jak najszybciej przybyli do Hamburga, gdyż chciałby się z nimi niezwłocznie spotkać. Ich krewny wspomniał, że odbył długą podróż, której celem było poznanie szczęścia całego świata, by móc się nim później z nimi podzielić. Chłopcy wyruszają na poszukiwanie swojego wujka, z którym to co rusz się mijają. Po drodze przeżywają prawdziwe przygody. Zmuszeni są m.in poradzić sobie z przebiegłym, zuchwałym i wrednym kocurem Mikeszem; stawić czoła groźnemu konduktorowi w pociągu, a nawet odwiedzić najprawdziwsze studio telewizyjne. Na całe szczęście po drodze spotykają wielu nowych przyjaciół, którzy służą im pomocną dłonią oraz dobrą radą.
Druga część zawiera kilka opowiadań oraz wierszy, których głównymi bohaterami są zające. Cała masa tych futrzastych, milusich zwierzaczków. Poznajemy m.in historię o zajączku Żelku – Jarku, który niczego się nie bał – nawet złego lisa z puszystym rudym ogonem, przed którym stale przestrzegała go mama. Przeczytamy także o dobrych radach, jakich udzielił swym synom ojciec, zanim ci wyruszyli w świat w poszukiwaniu pracy, a także o tym, co z tych rad później wynikło. Znalazła się również opowieść o zającu Walerianie uważanym przez mieszkańców lasu za największego głupca, którego to pewnego dnia banda wędrownych rzezimieszków na czele z przeklętym psiskiem postanowiła uczynić królem na króliczej ziemi. Znalazła się tu także historia o bardzo malutkim zającu, o Zajęczym Cyrku oraz o zającu Robinsonie.

Muszę szczerze przyznać, że mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Pierwsza część traktująca o przygodach Misia i Tygryska bardzo mi się spodobała. Jest bardzo ciepła, sympatyczna, a przy tym dostarcza dzieciom wielu interesujących i pożytecznyh informacji na przeróżne tematy. Najważniejszym jednak jej przesłaniem jest to, iż tak naprawdę wcale nie trzeba wyruszać na poszukiwanie szczęścia. Wystarczy dobrze się rozejrzeć, by je dostrzec. Spotkać je można dosłownie na każdym kroku i w każdym miejscu. Szczęściem może być bowiem czyjś uśmiech, sprawienie komuś radości, podzielenie się z potrzebującym posiłkiem, przebywanie w gronie przyjaciół, czy też znalezienie się z powrotem we własnym domu. Historię Misia i Tygryska z przyjemnością przeczytam mojej córce i jestem pewna, że spodoba jej się równie mocno jak mi. Do gustu przypadły mi również ilustracje zamieszczone na stronicach książki, które wykonane zostały przez samego autora. Są proste, niewyszukane, często zabawne, idealnie oddające treść tego, o czym w danym momencie czytamy. Problem stanowi dla mnie druga część tej książki, ta o zającach. Historyjki oraz wierszyki z ich udziałem są bardzo często dość dziwne, niezrozumiałe i mało przyjazne dla młodego czytelnika. Bo czy chcielibyście czytać swym pociechom o zabijaniu, strzelaniu do zwierząt i poczuciu strachu? Nie sądzę. Dwie opowiastki są do siebie bardzo podobne, tylko co nieco zmienione – niemniej jednak od razu spadło u mnie zadowolenie z czytania czegoś takiego. Nie lubię poczucia deja vu. Wśród zamieszczonych w tej części historii znalazła się również ta o zającu Robinsonie, która poza drobnymi zmianami jest żywcem zerżnięta z powieści Daniela Defoe. I choć niektóre z zajęczych opowiadań przemycały czasem coś mądrego (np. lepiej udzielać dobrych rad po głębokim ich przemyśleniu), to ogólny ich wydźwięk mi się nie spodobał. Najchętniej podzieliłabym tę książkę na dwa odrębne tomy – pierwszy o Misiu i Tygrysku postawiłabym na półce córki, a drugi o zającach wydała gdzieś dalej, najchętniej o nim zapominając. No ale cóż, posiadam dwie historie w jednym tomie, dlatego też ocena całości nie może być wyższa od przeciętnej.

Moja ocena: 3/6

Tytuł oryginalny: Onkel Puschkin guter Bär; Klainer Hase grosser Held
Tłumaczenie: Emilia Bielicka
Wydawictwo: Znak Emotikon
Rok wydania: 2014
Oprawa: twarda
Ilustracje: Janosch
Liczba stron: 232
ISBN: 978-83-240-2732-7

Znak

0Shares

6 Replies to ““Miś, Tygrysek i nowi przyjaciele” – Janosch (recenzja 545)”

  1. Mogłam dostać ten tytuł do recenzji, ale podświadomie się go bałam. Dosłownie czułam, że z książką jest coś nie tak i tylko bym się męczyła przy jej lekturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *