“Lewa ręka Boga” – Paul Hoffman (recenzja 536)

Sanktuarium położone na Skarpie Shotover od dziesiątek lat owiane jest tajemnicą. Wiadomo jedynie, iż jest to siedziba Odkupicieli od setek lat toczących walki z antagonistami, uważanymi przez nich za heretyków, nasienie zła, które należy zetrzeć z ziemi. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy, jak naprawdę wygląda życie za jego murami. Rok rocznie, a ostatnimi czasy nawet i częściej, do Sanktuarium sprowadzani są mali chłopcy nie przekraczający 10 roku życia. To koniec ich dzieciństwa, a początek wieloletniego szkolenia na Odkupicieli, religijnych fanatyków i bezlitosnych zabójców, którzy gotowi są do największych poświęceń w imię swojej nowej wiary. Jednym z takich dzieciaków był Thomas Cale, który trafił do Sanktuarium mniej więcej przed dziesięciu laty jako najmłodszy nabytek w historii tego miejsca. Przez lata morderczych treningów, poniżania oraz bicia, wyrósł na twardego młodzieńca o niezwykłych zdolnościach w sztukach walki jak i taktycznych. Do perfekcji nauczył się ukrywać swe uczucia pod maską zimnego chłodu i obojętności, przez co stał się nieprzewidywalnym, a co za tym idzie, śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Pobyt w Sanktuarium utwierdził go w jednym – nikomu nie wolno ufać. Dlatego też nie pozwala się nikomu do siebie zbytnio zbliżyć, nie zawiera przyjaźni (co nota bene jest i tak tu zabronione). Nikt nie jest w stanie do końca go zrozumieć, ani przejrzeć, dlatego też nikt nie zauważa, że od dłuższego czasu starannie przygotowuje się do ucieczki. Jeden dzień i pewne zamknięte drzwi na zawsze zmieniają jego życie. Thomas odkrywa coś, co w Sanktuarium owiane jest wielką tajemnicą, o czym wiedzą nieliczni. Następnie staje się świadkiem okrutnego i niezrozumiałego dla niego zachowania jednego z Odkupicieli, którego pod wpływem impulsu, a także przeżytego szoku zabija. A karą za pozbawienie życia jednego z wyżej od niego postawionych członków Sanktuarium jest śmierć. Cale musi uciekać… Tymczasem komuś bardzo zależy na tym, aby chłopak znalazł się z powrotem za murami siedziby Odkupicieli. Komuś, kto chce, by Thomas został Aniołem Śmierci, lewą ręką Boga…

I tak oto z grubsza przedstawia się początek historii młodego akolity, który 2/3 swojego życia spędził za murami Sanktuarium, a który teraz musi stawić czoła zewnętrznemu światu.  Szybko okazuje się, że mimo wieloletniego szkolenia nie do końca gotowy jest na to, co go tam czeka. Dość niespodziewanie trafia do siedziby rodu Materezzich, gdzie czeka go lekcja prawdziwego życia. Przez lata wpajano mu wiele prawd i zasad, które teraz ma okazję w końcu zweryfikować. Dociera do niego, że Odkupiciele ich okłamywali, choć oczywiście nie we wszystkim. Ze zgrozą uświadamia sobie również, jak mało wie o życiu jako takim, nawet o najprostszych codziennych czynnościach i powinnościach. Dzięki swej postawie, umiejętnościom oraz niezłomności charakteru zjednuje sobie nie tylko sojuszników, ale zyskuje też kolejnych wrogów. Na całe szczęście może liczyć na wsparcie ze strony dwójki kolegów, którzy wraz z nim zmuszeni byli opuścić Sanktuarium. W międzyczasie zaczyna odkrywać w sobie uczucia, o których istnieniu dotąd nie miał pojęcia, przez co też ma trudność z ich zrozumieniem. A wszystko za sprawą córki pewnego wysoko postawionego urzędnika, młodej kobiety, którą zgodnie z naukami Odkupicieli powinien traktować z pogardą i nienawiścią…

“Lewa ręka Boga” to całkiem udany początek trylogii pod tym samym tytułem autorstwa Paula Hoffmana, współczesnego brytyjskiego pisarza mającego w swym dorobku trzy scenariusze filmowe oraz kilka powieści. Nie miałam wcześniej styczności z jego twórczością i pewnie nie prędko by się to zmieniło, gdyby nie polecono mi lektury wspomnianego tytułu. Zainteresował mnie krótki zarys fabuły tegoż dzieła, jednak jako że nigdy nie czytałam żadnej z książek autora, zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać. Czy przypadnie mi do gustu jego styl? Czy zdoła zaciekawić mnie na tyle swą historią, abym zechciała przeczytać ją do końca? Szybko okazało się, że moje obawy były zbędne, bowiem Hoffman z całą pewnością pisać potrafi i czyni to nader dobrze. Zaintrygowała mnie jego historia, a zwłaszcza główny bohater, będący nie tylko doskonałym zabójcą, ale również małym, nieświadomym wielu rzeczy chłopcem ukrytym w ciele młodego mężczyzny. Śledząc jego losy miałam okazję przyjrzeć się nie tylko życiu mieszkańców Sanktuarium, ich okrutnym praktykom, ale również obyczajowości przedstawicieli znamienitego rodu Materezzich, brać udział w pojedynkach (również na śmierć i życie), a nawet w wojnie; w międzyczasie doznawać wraz z nim kolejnych krzywd, zdrad, bólu, ale także powoli rodzących się w nim cieplejszych uczuć – przyjaźni oraz pierwszej miłości. Całość czytało mi się dobrze – autor ma dość lekkie pióro i snuje swą opowieść w taki sposób, że nie czuć znużenia podczas lektury. Akcja toczy się miarowo, choć czasem mają miejsce niespodziewane sytuacje, które nie pozwalają ot tak przerwać lektury. Zakończenie zaś jest takie, iż nie sposób nie sięgnąć po część następną. A przynajmniej ja nie wyobrażam sobie, abym mogła przerwać historię Thomasa na tym etapie, nie poznawszy dalszych jego losów.

Moja ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The Left Hand of God
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011, wyd. II
Trylogia: Lewa ręka Boga, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-7659-237-4

Albatros

 

0Shares

10 Replies to ““Lewa ręka Boga” – Paul Hoffman (recenzja 536)”

  1. Ciekawa jestem co to za tajemnica i dlaczego stamtąd chciał uciec, a potem zabił człowieka. Fabularnie bardzo mi pasuje, cieszę się, że to trylogia, gdyż wydaje mi się, że będzie warta uwagi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *