JESTEM OBURZONA! (sprawa wyjaśniona)

Czym jest plagiat, każdy z Was doskonale wie, zatem darujmy sobie tłumaczenia. Zapewne zastanawiacie się, w jakim kierunku podąży ten wpis, dlaczego w ogóle go poruszyłam. Otóż w nocy odwiedziłam jeden blog, na którym pojawiła się recenzja książki, którą sama przeczytałam i zrecenzowałam. Moja recenzja pojawiła się przed południem, a tamta później. Postanowiłam ją przeczytać, żeby zobaczyć, czy autorka recenzji podobnie do mnie odebrała książkę. Z początku może jeszcze nie, ale im dalej w las, tym bardziej znajdowałam podobieństwa z moim tekstem. A im bliżej końca, tym było to coraz wyraźniejsze. Pomyślałam sobie, że być może mam obsesję, że dopatruję się rzeczy, których tak naprawdę nie ma. Przesłałam więc link do mojej recenzji i tamtej mojemu mężowi na gg, aby sobie na spokojnie przeczytał oba teksty. Nie mówiłam mu, o co mi dokładnie chodzi. Bynajmniej szybko się domyślił, gdyż na końcu stwierdził, czy można to gdzieś zgłosić? On też dopatrzył się wielu podobieństw pomiędzy recenzjami. Nie ma co prawda zerżniętych zdań, ale wydźwięk recenzji, użyte synonimy, poprzestawianie zdania, nawet użyte te same cytaty – to nie problem samemu zrobić na podstawie czyjegoś tekstu.


Nie jestem wredna. Nie szkaluję publicznie ludzi. Ale doprawdy nienawidzę kradzieży czyjejś pracy. To jest karygodne! Człowiek się męczy ileś godzin, aby napisać jak najlepiej recenzję, a inna osoba sobie wejdzie i na jej podstawie napisze coś „swojego”, po czym opublikuje na swoim blogu i jeszcze będzie zbierać pozytywne komentarze. NIENAWIDZĘ PLAGIATÓW!!! Ja już nie wiem, po co na blogu zostawia się wyraźną informację o tym, że nie wyraża się zgody na kopiowanie, wykorzystywanie fragmentów recenzji bez zgody autora, skoro inni nic sobie z tego nie robią bezczelnie korzystając z naszej pracy :/
Swoją drogą tamta „recenzentka” sama pogubiła się we własnej recenzji, gdyż w jednym momencie pisze o pozostałych częściach danej serii porównując je ze sobą, a później czytamy o tym, że to było jej pierwsze spotkanie z tą książką w tej serii…
I co w takim wypadku powinno się zrobić? Mam napisać do niej prywatną wiadomość? Wywali do kosza nie odpisując. Jak zostawię niepochlebny komentarz – skasuje go z bloga. Co Wy byście w takim przypadku zrobili? Spotkało Was już coś takiego?

EDIT / 29.05.2013

W dniu wczorajszym wysłałam do osoby, na której blogu znalazłam podobną do mojej recenzję e-mail wyjaśniający moje stanowisko w tej sprawie oraz prośbę o usunięcie tekstu z bloga. Dziś otrzymałam odpowiedź z wyjaśnieniami sprawy oraz informację, że zgodnie z moim życzeniem recenzja została usunięta. Wszystko przebiegło bardzo kulturalnie. Bardzo się cieszę z przebiegu wydarzeń i tego, że sprawa się wyjaśniła. Dziękuję Wam kochani za czynny udział w dyskusji, Waszą obecność, wsparcie i chęć pomocy. Uznajmy zatem, że sprawa jest zamknięta 🙂

 

69 Replies to “JESTEM OBURZONA! (sprawa wyjaśniona)”

  1. Szczerze mówiąc nie miałam takiej sytuacji i tylko mogę domyślać się co czujesz… A do dziewczyny może warto napisać i… no nie wiem co dalej. Ale na pewno jakoś trzeba zareagować.

  2. Strasznie Ci współczuję, bo domyślam się, że to musi być ogromnie dobijające, gdy widzi się skopiowaną swoją własną recenzję książki. Ja jeszcze nie miałam takiej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy do niej nie dojdzie. Na Twoim miejscu napisałabym jej maila, dała szansę się wytłumaczyć i ogólnie zobaczysz, co Ci odpowie.

  3. Total masaker!!! Napisz maila ze swoją recenzają z pytaniem: Widzisz podobieństwo??? Żeby jej uświadomić.
    Pozdrawiam, Zuzia i powodzenia z rozwiązywaniem problemu

  4. Strasznie to przykre… Mysle ze bym do tej osoby napisala i poprosila o wyjasnienia. Jesli bedzie Cie ignorowac, zawsze mozesz wykorzystac bardziej drastyczne metody, chocby wymienienie adresu bloga w poscie u Ciebie…

  5. Moim zdaniem powinnaś do niej napisać maila, jeśli to nie poskutkuje to zamieść link do tej recenzji na swoim blogu to pozwoli nam, twoim obserwatorom sobie to zobaczyć, w dalszych działaniach na twoim miejscu napisał bym komentarz pod tą recenzją, a następnie może dziewczyna by się otwarła i przyznała do chwili słabości, błędu. No a jak nie, no to nie widzę innego rozwiązania jak powołać się na służby porządkowe :/
    No cóż tacy są ludzie.
    Myślę, że pomogłem.
    Pozdrawiam

  6. Wiem, ile pracy wkładasz w pisanie. Podobne odczucia mogą być, słowa również, bo nowych nikt nie wymyśli. Ale zerżnięcia są charakterystyczne po zagubieniach, wstawkach kopiuj-wklej. I napiszę , nie powinno się tak robić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  7. Zgadzam się z dziewczynami. Napisać do autorki, a jeśli nie będzie odzewu – ujawnić ją. Nie da się nic z tym zrobić prawnie, ale w blogosferze największą karą może być ujawnienie adresu i puszczenie ostrzeżenia w świat.

  8. Jestem w szoku na blogach jeszcze tego nie doświadczyłam ale FB i owszem, może nie plagiatu ale inspiracji daleko posuniętej, nie jest to fajne i nie wiadomo jak na to reagować. Choć ja pewnie bym do niej napisała poruszając 3 kwestie:
    1. Że to co zrobiła zostało zauważone i to przez autorkę recenzji właściwej.
    2. Musisz się też zastanowić na czym ci zależy na skasowaniu przez nią tej recenzji, przyznaniu się do plagiatu….itd. I o tym też napisać.
    3. Oraz jakie konsekwencje ją spotkają za nie ustosunkowanie się do punktu 2…
    To chyba tyle..

  9. Okropieństwo. 🙁
    Współczuję Ci całej tej sytuacji. Ja jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam, choć kto wie – rzadko mam czas na przeglądanie blogów i mogę być zupełnie nieświadoma tego, co dzieje się za moimi plecami.
    Uważam, że powinnaś napisać do tej osoby maila, a jeśli pozostanie on bez echa, powinnaś podjąć dalsze kroki i ujawnić nam-blogerom dane tej „recenzentki”. Być może „korzysta”, „pomaga sobie”, „kopiuje” teksty również innych. I daj nam koniecznie znać, jak się ta sprawa zakończy.

  10. Uuuu… Kolejna nie ciekawa sytuacja :/ Co to się dzieję ostatnio na tym blogerze 😛 Moim zdaniem powinnaś ujawnić jej adres bo może nie tylko z Twojej recenzji skorzystała… Chociaż w porządku byłoby ją najpierw o tym poinformować…

  11. No nie… Naprawdę? Czy ta dziewczyna nie zna pojęcia jak „prawa autorskie”? Nie wiem, czy mail tutaj pomoże, ale jest to chyba pierwszy i najlepszy krok. Jeśli już coś, to porządnie wystraszy dziewczynę, dzięki czemu dowie się, że ktoś natrafił na jej „twórczość”. Jeżeli to nie pomoże… hm… można gdzieś to zgłosić? Sprawa jest dosyć poważna i nie należy przechodzić obok niej obojętnie, bo każdemu może się to przytrafić. Dobrze, że poinformowałaś nas o tym.

  12. Jak być może pamiętasz u mnie była podobna sytuacja. Chociaż u mnie skopiowano całość recenzji… Ja twierdzę, że z takimi osobami nie ma się co patyczkować… Nie ma co kryć takiej osoby, bo nie wiadomo czyim tekstem następnym razem się posłuży. A może już skorzystała z innych tekstów?

  13. O ja w Książkówką ostatnio walczyłyśmy z plagiatorem. Najlepiej podać do wiadomości publicznej i zrobić nagonkę. Nie ma innej rady według mnie. Zmasowany atak w naszym przypadku pomógł bardzo szybko więc trzymam kciuki i za Ciebie! Jakby co z chęcia pomogę!

  14. nie zdarzyło mi się jeszcze nic podobnego, ale domyślam się jak się czujesz. Wiem ile czasu i pracy poświęca się na napisanie recenzji… a tu.. o proszę! ktoś sobie po prostu kopiuje i zmienia zaledwie kilka zdań… uważam, że powinnaś napisać do tej pani. żeby wiedziała, że nie uszło jej to na sucho. jeśli nie będzie odpowiedzi, zdradź na blogu jej tożsamość. Uważam, ze takie zachowanie powinno się tępić, wystawiać na pośmiewisko… bo to jest karygodne!

  15. Po prostu chamstwo. No ale takie rzeczy były, są i niestety będą. Ja jeszcze nie miałam takiej sytuacji i nie wiem co Ci poradzić. Pisanie wiadomości czy komentarzy raczej nic nie da. Na Twoim miejscu byłabym mega wkurzona.

  16. Grrr… Uważam, że powinnaś do niej napisać, ale raczej tak bardzo kulturalnie i wgl. W końcu jesteśmy kulturalnymi ludźmi, a z drugiej strony myślę, że jedyne co możesz w tej sytuacji to „odpuścić” bo pewnie tak nic twoja wiadomość nie da. Można zawsze też spróbować wyciągnąć z tego pozytywny wniosek : Jesteś tak dobrą recenzentką, a twoje opinie są tak świetne, że trzeba je wręcz kopiować.
    Wiem to mało pocieszające, ale co można zrobić? Szczerze to nie za dużo..

  17. Zdziwiłaś mnie. „Czym jest plagiat, każdy z Was doskonale wie (…)” nie zrozum mnie źle, ale chyba nie bardzo. Jak sama piszesz „Nie ma co prawda zerżniętych zdań, ale wydźwięk recenzji, użyte synonimy, poprzestawianie zdania, nawet użyte te same cytaty – to nie problem samemu zrobić na podstawie czyjegoś tekstu.” Nie jestem pewna, czy w tej sytuacji to też jest plagiat. Czy jest złe? Tak. Czy irytujące? Pewnie. Czy źle świadczy od kserokopiarki, która użyła Twojego tekstu by napisać notkę? Oczywiście. Ale czy to jest plagiat to nie jestem pewna. Nie piszę tego, żeby Ci udowodnić, że nie masz racji, tylko dlatego, że sama chciałabym wiedzieć, czy możemy bić na alarm w takim przypadku. Sama w ciągu ostatniego miesiąca znalazłam kilka recenzji, które do złudzenia przypominały moje. Najbardziej ubodła mnie recenzja Jus Accardo – Dotyk, w która jako jedna z nielicznych trafiła do mojego prywatnego projektu porównań. Napisałam z czym kojarzy mi się i dlaczego, a po miesiącu znalazłam to samo u innej blogerki. Inne słowa, większość tych samych porównań, bez jednego samodzielnego, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać, bo przecież mogła czytać i oglądać te filmy i również mogły jej się skojarzyć. Mogła mieć te same odczucia…

    1. popatrz na to 🙂
      „Plagiat ukryty występuje wtedy, gdy autor przejmuje fragmenty z cudzego utworu bez podania źródła i pierwotnego autora, a następnie wplata je do własnych wywodów. Odnosi się to nie tylko do dosłownych zapożyczeń (słowo w słowo, kopiowanie), ale również na odwzorowaniu danego utworu przy użyciu innych wyrazów, oddających jednak dokładnie tę sama treść i konstrukcję myślową (rodzaj wywodu)”

    2. Innymi słowy mówisz, że mogę zbesztać każdego, kto moim zdaniem w zbyt dużym stopniu sugerował się moimi osobistymi przemyśleniami w recenzji? Fajnie! Tylko pojawia się problem, jak z nimi walczyć? Bo taki plagiat ukryty ciężko udowodnić moim zdaniem. Co jej napisałaś w mailu?

    3. Tak wynika z definicji plagiatu ukrytego. Szkoda właśnie, że nie podają żadnych konkretnych info na temat tego, jak można sobie z tym poradzić. Odnośnie e-maila, wysłałam do niej kulturalny wywód na temat tego, czego moim zdaniem się dopuściła. Chciałabym, aby usunęła tę recenzję ze swojej strony i jeśli uważa się za osobę kulturalną, żeby przyznała się do wpadki. Zobaczymy, czy odpisze.

    4. Mam nadzieję, że to coś da! Swoją drogą możesz mi dać potem cynk co ci odpisała, a ja nie zacznę poszukiwania tej od „Dotyku”, bo wyjątkowo mnie to wkurzyło wtedy!

  18. Jestem w szoku! Ostatnio chyba coraz więcej plagiatorów się namnożyło. Po co zakładać bloga z recenzjami, jeśli nie daje się swoich tekstów? Nie rozumiem tego. Nieważne jakby słabe były, z czasem mogłyby okazać się lepsze, jeśli się je podszkoli. Ta blogerka jednak chyba wybrała łatwiejszą drogę. Żenujące! Bardzo Ci współczuję i powodzenia. 🙂

  19. No to młoda blogerka sobie zaszkodziła. Mimo wszystko – nie sądzę, by to był plagiat. Cytaty – naturalnie, że czasem coś podpatrzymy u kogoś. Zważywszy na świeży start blogerki – bloguje 3 miesiące – można by uznać, że inspirowała się Twoim tekstem. W dodatku może niektóre podobieństwa są przypadkowe? To brzmi niewiarygodnie – wiem, ale nie masz żadnych dowodów na plagiat. Nie możesz się dowiedzieć, czy chociażby przeczytała Twoją recenzję. Mogła tu wpaść i zobaczyć tę samą książkę, której recenzję sama pisze. Podkradła cytaty, zobaczyła, co o tym myślisz, a po przeczytaniu Twoje słowa tak jej brzęczały, że możliwe, nawet nieświadomie, ale napisała coś podobnego. Napisałbym do niej uprzejmy list (e-mail rzecz jasna), w którym poprosiłbym o wyjaśnienie sytuacji. Zaczekałbym, jakich argumentów użyje ona sama, a dopiero potem postawiłbym hipotezę. Podjąłbym takie kroki, o jakich napisałem i dodatkowo poprosił, aby nie zdarzyła się już podobna sytuacja. W sumie zdarzenie wysłałbym w niepamięć. Obserwowałbym tylko, czy nie widać innych podobieństw. Przecież sama twierdzisz, że „nie ma … zerżniętych zdań” – nie ma plagiatu. Nawet, gdybyś miała rację, ona mogłaby się obronić prostym argumentem „podobieństwa się zdarzają”. Chyba jesteś bezradna 🙁 Pozdrawiam 🙂

    1. Mam dowód chociażby w postaci uczynionego tego samego błędu w recenzji 🙂 Może słaby na innych, ale dla mnie stanowi niepodważalny znak, że recenzja powstała na podstawie mojej, skoro nie zauważyła popełnionej przeze mnie gafy, którą ja poprawiłam, a ona już nie 🙂
      E-maila napisałam. Kulturalnie, bez obrażania itp itd. Zobaczę, czy odpisze.

    2. Teraz tylko czekać, co odpisze. Ja też ostatnio miałem przypadek niedostrzeżenia błędu. Nie chodzi o plagiat, mówię na wstępie. Na blogu u Rudej pojawiła się recenzja książki Stephena Kinga, „Misery”. Czytałem, więc od razu kliknąłem w link. Na samym dole pojawiły się cytaty. W komentarzu podzieliłem się jednym z moich ulubionych. Ruda dopisała cytat. Od razu informuję, że czułem się zaszczycony móc pośrednio i w bardzo minimalnym stopniu wpłynąć, ale co by nie było wpłynąć, na recenzję. Zmierzam do tego, że w cytacie była literówka, którą potem dostrzegłem. Ruda skopiował cytat, ignorując błąd.

      Jednak nadal twierdzę, że to niewystarczający powód w recenzji – plagiacie. Większy by był, gdyby niedopracowanie, przeoczenie zostało poprawione. W takim razie, nie poprawienia błędu, oczywiście, znów mogło dojść do „przypadku” – pomyłki w nazwaniu miejsca akcji.

      Wiem, jak się czujesz, bo miałem podobne problemy. Często (głównie w szkole) kradziono moje pomysły. Pani z polskiego zadawała temat opowiadania, rozprawki. Potem podchodził „przyjaciel” z pytaniem „I co kombinujesz napisać?” Opowiadałem wtedy swoje zamiary. Po części z zaufania, po części z chęci bycia w centrum uwagi. Kilka tygodni później kobieta kazała poprawiać nam obydwu prace, mimo że mojej nic nie brakowało. A najgorsze w tym, że profesorka mówiła „Najlepsza ze wszystkich, ale nie twojego autorstwa.” Tak więc rozumiem, ale tak jak ja w szkole, tak ty teraz, nic nie poradzisz, bo… brak dowodów, mimo że masz pewność.
      Współczuję i życzę zadowalającego finału całej tej okropnej sprawy.
      Leger

    3. a tak pamiętam z tym cytatem 🙂 i rzeczywiście tak było, po prostu skopiowałam cytat z wpisu Legera i umieściłam w spisie cytatów w recenzji 🙂 literówkę również dostrzegłam dopiero po czasie 🙂
      A w przypadku Sylwii.. hmm.. ciężko powiedzieć czy to plagiat czy nie plagiat, ale rzeczywiście czytając oba teksty, nie da się nie zauważyć, że niektóre fragmenty są bardzo podobne…

  20. Nie spotkałam się jeszcze z plagiatami i mam nadzieję, że mi się to nie przydarzy. Ale naprawdę ci współczuję. Napisz do niej, a później do blogspota.

  21. dużo osób chyba dobrze Ci doradziło, ale myśl.ę, że to musi być okropne uczucie – taka bezsilność, złość, zdenerwowanie. pewnie czujesz, że ona niezaslużenie zbiera laury. Podobne ma się uczucie, kiedy koleżanka, z którą siedzisz w ławce, osiąga 5 na koniec roku z chemii, kiedy ty napisałaś za nią wszystkie kartkówki xd.
    No ale cóż- mówi się trudno i stara się interesować swoimi ocenami. Jednakże co innego z dosłownym plagiatem, kradzieżą tekstu, czyli poniekąd – skopiowanie Twoich prywatnych przemyśleń, czyli sfery, do której otworzyłaś dobrowolnie dostęp dla innych, ale …. jak można?! 😀

  22. Może i jestem ślepa, ale nie widzę tutaj plagiatu, bo dla mnie plagiat, to skopiowanie czyjś słów/zdań słowo w słowo a tutaj w niektórych miejscach pojawia się tylko podobny wydźwięk. Ktoś może mieć akurat bardzo podobne odczucia do naszych własnych.

    1. Są dwa rodzaje plagiatu. Jawny – kopiowanie słowa w słowo i podpisanie własnym nazwiskiem, oraz niejawny.

      popatrz na to 🙂
      „Plagiat ukryty występuje wtedy, gdy autor przejmuje fragmenty z cudzego utworu bez podania źródła i pierwotnego autora, a następnie wplata je do własnych wywodów. Odnosi się to nie tylko do dosłownych zapożyczeń (słowo w słowo, kopiowanie), ale również na odwzorowaniu danego utworu przy użyciu innych wyrazów, oddających jednak dokładnie tę sama treść i konstrukcję myślową (rodzaj wywodu)”

  23. Plagiat powinien być problemem dla osoby plagiatującej, ponieważ oznacza on brak wyobraźni bądź brak motywacji. Ty nic złego nie zrobiłaś i może to małe pocieszenie, ale być może stałaś się dla kogoś inspiracją. Niemniej jednak każdy powinien mieć własne zdanie i własny styl ^^

  24. Ten niefortunny dla niej cytat i brak logiczności w tych dwóch zdaniach przez Ciebie wymienianych (porównania do części) wskazuje, że chyba skopiowała Twoją recenzję i na niej bezpośrednio „pracowała”. To po co zakładać bloga, jeżeli samemu się nie chce pisać? Nie rozumiem. Jasne, jeżeli książka jest wyśmienita/fatalna, w różnych recenzjach mogą się pojawić te same przesłania, ba, wyrazy, ale to naprawdę widać, kto pisał tekst sam, a kto się „inspirował”.

  25. Szokujące i prawdę powiedziawszy, nie dziwię ci się, że jesteś zdenerwowana. Nie jestem pewna jak ja bym zareagowała na tak jawne wykorzystanie mojej pracy. Plagiat zdecydowanie powinno się tępić. Bardzo ci współczuję. Jednak życzę wyjaśnienia sprawy,
    Pozdrawiam
    Sherry

  26. Widać, że opierała się na Twojej recenzji, ale w żadnym miejscu nie skopiowała słowo w słowo całych akapitów czy nawet zdań. To za mało, by pociągnąć ją do odpowiedzialności. Zawsze może powiedzieć, że zwyczajnie Wasze zdania na temat książki się pokrywają. Cóż, dziewczyna pewnie nie ma żyłki do pisania, stąd tego typu zagrywki. Do tego właśnie doprowadza żądza darmowych egzemplarzy recenzenckich książek. Nie zaprzeczę, ja też przed napisaniem swojego tekstu czytam wszystkie recenzje konkretnego tytułu w sieci, ale nie po to, żeby sparafrazować czyjś cały tekst…uch, to już stanowczo za dużo. Ciekawe czy w ogóle przeczytała książkę 😀 Pomijając już wszystko, blog z miejsca staje się niewart zaufania.

  27. Przykro mi z twojego powodu, nikt nie powinien wzorować się na twojej recenzji, ponieważ sama wiem jak ciężko jest napisać coś sensownego. Nie mniej jednak nie zobaczyłam, żeby ta dziewczyna skopiowała całe zdanie od ciebie, wyjątkiem są jedynie te cytaty. Nic poza tym. Owszem, pewnie się wzorowała, ale nie kopiowała. Nie mówię zaraz, że jest to miłe uczucie. Mogę jedynie wyobrażać sobie jak się w tej chwili czujesz, pewnie sama miałabym ochotę napisać do tej dziewczyny i gdyby napisałaby że to nieprawda zrobić większą awanturę.

  28. Moim zdaniem powinnaś napisać mail nie do niej, a do wydawnictw z którymi współpracuje, żeby wiedzieli, że nie jest to odpowiednia osoba do pisania recenzji.

  29. Niektórzy naprawdę myślą, że takie rzeczy przejdą? Ja bym chyba furii dostała, gdybym zobaczyła gdzieś kopię mojej recenzji, bez wyraźnego zaznaczenia, że całość (lub fragmenty, ewentualnie inspiracja) pochodzą z mojego bloga. Świat recenzentów nie jest za mały, ale aż całkiem duży też nie, dlatego nie mogę uwierzyć, że ktoś robi takie świństwo. Niestety podobne sytuacje dzieją się coraz częściej.

  30. Sądzę, że tak naprawdę nic nie możesz zrobić w tej sprawie jeżeli recenzja nie jest napisała słowo w słowo jak Twoja. Chyba że właścicielka bloga okaże skruchę i uda Ci się z nią dogadać. Jednakże jest bardzo nie „kulturalne” ze strony tej osoby, że robi takie rzeczy. Jeżeli nie umie pisać recenzji to niech się za nie nie bierze, a poza tym widać, że nie ma zbyt wielu czytelników.
    Mam nadzieje, że uda Ci się rozwiązać tę sprawę.

  31. Nie rozumiem, naprawdę tego nie rozumiem. Tak ciężko o napisanie czegoś własnego? Trudno mieć własną opinię na jakiś temat? Nikt nie oczekuje recenzji na najwyższym poziomie od amatorów prowadzących blogi, a wiadome, że pisząc z biegiem czasu się rozwinie. Autorka chyba tego nie wie i poszła po najniższej linii oporu, nie szanując Twojej pracy. Godne pożałowania.

    Niestety sama też często spotykałam się z plagiatem w internecie… I z tym się nie wygra. Choć w moim przypadku chodziło o grafikę i tworzenie stron/szablonów, to jednak tylko te najbardziej perfidne plagiaty udaje się zlinczować, a czasem nawet i nie tyle. Tych bardziej przebiegłych plagiatorów nie da się pokonać, choćbym widziała swój styl w każdym detalu… To jest takie okropne, bo w internecie naprawdę jest się bezsilnym. Jeśli dana osoba nie przywłaszczyła sobie kropkę w kropkę mojej pracy, to niczym jej nie pokonam. Najbardziej wkurza, gdy ludzie piszą komentarze typu „świetne, oryginalne, kreatywne”… podczas, gdy sama wiem, jak jest naprawdę. Ach, nie – najbardziej wkurza, gdy potem mnie zarzuca się nieoryginalność :/ a było i tak. I nikogo nie obchodzi, ile pracy w to włożyłam, nie szanują moich oryginalnych pomysłów, z których byłam dumna. Koszmar, więc odpuściłam… i nie wiem, czy słusznie. Ty walcz o swoje, w Twoim przypadku to jest widoczne, masz pewien dowód wskazujący na, jeśli nie plagiat zupełny, to przynajmniej spore wzorowanie się – dziewczyna nawet miała czelność dodać Cię do obserwowanych, więc nie wymówi się tym, że „obie wpadłyście na ten sam pomysł”.

    Szkoda nerwów, naprawdę.

  32. Nie jestem pewna na ile recenzja jest „plagiatem” a na ile bardziej inspiracją (jak zwał tak zwał), ale problem z ewentualnymi plagiatami wg mnie bierze się z powodu darmowych książek od wydawnictw 🙂
    Pani X dostaje ksiązkę, nie bardzo ma czas i ochotę się w nią wgłębiać ale żeby nie tracić kontaktu z wydawnictwem klei recenzję na podstawie innych. Wydawnictwo zadowolone, obowiązek spełniony.

  33. Zgadzam się z Olą, wielu bloggerów liczy na darmowe książki, bo może kiedyś przeczyta…
    Jestem w szoku! Wydawało mi się, że czytanie i pisanie to przyjemność, a tu taka niespodzianka :/
    Czekam na dalsze informacje. Ciekawe czy będzie jakiś oddźwięk.

    1. Odechciało, albo po prostu nie umie pisać, nie czuje się pewnie w tym co robi. Niestety nie usprawiedliwia jej to.
      Według mnie źle zrobiła. Lepiej napisać na miarę swoich możliwości, może to być słabe, ale ważne, że jest moje i mogę się pod tym podpisać z czystym sumieniem. Uważam, że mimo iż nie jest to plagiat jawny, dziewczyna powinna Cię przeprosić i usunąć tę recenzję.

  34. Nie raz spotykałam się z podobnym zjawiskiem. Napisałam recenzję, kilka dni później czytam kogoś innego i po prostu wiem, że jest na podstawie mojego tekstu. Z pewnej strony mi to schlebia, że ktoś się na mnie wzoruje, jednak gdy trafiłam na zerżnięty słowo w słowo akapit(nawet emotikon, który dodałam z roztargnienia) to już dla mnie przegięcie.
    O takie rzeczy się kłócę. 🙂

  35. Az zal patrzec na takie rzeczy… Najgorsze jest to, ze wydawnictwo przesyla tej autorce ksiazke, zeby zrecenzowala dany tytul, wyswiadcza jej swojego rodzaju przysluge i obdarza zaufaniem. Wszystko to po to, zeby owa autorka weszla potem na czyjegos bloga i zwyczajnie skopiowala wiekszosc mysli. Tragedia.

  36. Niestety o niejednym plagiacie recenzji już czytałam, widzę, że link jest nieaktualny, więc podrobiony tekst zniknął już z tamtego bloga. Rozumiem Twoją złość, pewnie też zareagowałabym tak samo. Na to jednak niewiele możemy poradzić, że takie rzeczy mają miejsce 🙁

  37. Myślę, że powinnaś podać adres do jej bloga, żeby nikt nie czuł się anonimowy i bezkarny, robiąc takie świństwa. Sprawa przycichnie, a ona dalej będzie wykorzystywać czyjąś pracę.
    Mam nadzieję, że nikogo więcej to nie spotka. Masakra. :/

    1. Adres był podany. Można było odwiedzić blog i porównać obie recenzje. Obecnie namiary na tamtego bloga zostały usunięte, gdyż sprawa się wyjaśniła. Recenzja została skasowana. Blogerka zauważyła swój błąd, jest to dla niej lekcja na przyszłość. Nie ma więc sensu, żeby dalej piętnować daną osobę.

  38. W sieci trudno uniknąć plagiatów, no cóż jakaś kobietka chciała mieć książkowego bloga bez czytania książki i posłużyła się Twoim tekstem, żeby swój cel osiągnąć. To poniżej krytyki, ale nie unikniemy tego typu sytuacji, zawsze znajdzie się ktoś, kto bez pardonu zerżnie naszą pracę i zbierze laury za fantastyczną recenzję.

    Szkoda słów.

    Pozdrawiam,
    Kinga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *