“Jane Eyre. Autobiografia” – Charlotte Brontë [recenzja 301]

 

Jak daleko sięgam pamięcią, tak od zawsze pragnieniem mego serca było przeczytanie książki autorstwa Charlotte Brontë o losach Jane Eyre. Jednakże jakoś tak się w życiu mym układało, że tytuł ten skutecznie umykał z mych rąk. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach Wydawnictwa MG, że zamierzają oni wydać akurat tę powieść, uznałam to za znak, iż nadszedł czas, abym i ja sięgnęła po najsłynniejsze dzieło autorki. Od razu też zwróciłam uwagę, jak piękne wydanie tej powieści zostało oddane w ręce czytelników. Cudowna okładka w twardej oprawie z miejsca przykuła moje oko. Lekkim zdziwieniem był dla mnie tytuł tej książki. Od zawsze sądziłam, że brzmi on “Dziwne losy Jane Eyre”. W jakimże ja błędzie żyłam! Otóż ten tytuł nadano później i skutecznie przyjął się wśród czytelników. Zapomniano na długo o prawdziwym jego brzmieniu “Jane Eyre. An Autobiography.” Pod tym właśnie tytułem powieść została wydana po raz pierwszy w 1847 roku (w trzech tomach) przez panią Brontë, która skryła się jednak pod pseudonimem literackim Currer Bell.

Zastanawiam się, jak zdołam przelać w słowa wszystkie te uczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury powieści. Obawiam się, że nie zdołam wyrazić wszystkiego, co bym chciała powiedzieć o tej książce, choćbym nie wiem jak bardzo starała się to uczynić. Niemniej jednak, mój drogi czytelniku, postaram się uczynić to w miarę jak najlepiej, będąc jednakże świadomą, że i tak mogłabym powiedzieć na ten temat znacznie więcej, niż zawrę w kolejnych słowach.

Jane Eyre poznajemy, kiedy ta ma zaledwie dziesięć lat. Od maleńkości przebywa w domu swej wujenki, gdyż jej rodzice odeszli z tego świata za sprawą epidemii tyfusu. Ciotka, zobowiązana przedśmiertną prośbą swego męża, zaopiekowała się małą Jane, choć nigdy nie traktowała jej jak swojej. Rosnąc u boku jej prawowitych dzieci, dziewczynka nieustannie odczuwała różnice w wychowaniu. Będąc dzieckiem zaledwie poznała czym jest poniżenie, karanie, niesprawiedliwy osąd, brak litościwego słowa oraz ciepłych uczuć, które tak bardzo potrzebne są młodym ludziom, kiedy dorastają. Samotna i nieszczęśliwa została oddana na dalsze wychowanie do zakładu dla dziewcząt utrzymywanego z dobroczynności publicznej. Spędziła tam kilka kolejnych lat, aż do osiągnięcia pełnoletności. Zaznała tam wiele bólu, poniżeń i innego rodzaju cierpień. Panowały tam twarde zasady, których wychowanki zakładu musiały bezsprzecznie przestrzegać. Stosowano kary zarówno cielesne, jak i psychiczne, mające na celu złamanie buntowniczych charakterów i wychowanie ich na usłużne, lojalne, pracowite i pobożne młode damy. Jednakowoż w tych ciężkich warunkach Jane poczuła też, czym jest prawdziwa przyjaźń oraz jak wiele można osiągnąć, jeśli sumiennie przykłada się do wytyczonych każdemu obowiązków. Jakby za sprawą samego Boga udało jej się znaleźć pracę guwernantki u pana Rochestera, który miał na wychowaniu przysposobioną dziewczynkę o imieniu Adela. Jane była pewna, że z dniem, w którym raz na zawsze opuściła mury zakładu i rozpoczęła nową pracę, jej życie ulegnie diametralnej zmianie. I początkowo tak faktycznie było. Swego chlebodawcę obdarzyła ciepłymi uczuciami, a i z resztą służby zaczęła łączyć ją rozwijająca się więź przyjaźni. Jednak jak to w życiu często bywa, nic nie trwa wiecznie, a już zwłaszcza ludzkie szczęście. Los Jane odmienia się z chwilą, w której na jaw wychodzą pilnie strzeżone tajemnice z życia pana Rochestera. Przeszłość zażądała spłaty zaciągniętego przed laty długu. Dziewczyna nie widzi już miejsca dla siebie w jego domu. Postanawia zbiec pod osłoną nocy bez słowa wyjaśnienia… Co się z nią stanie? Cóż to za straszna prawda ujrzała dzienne światło, która popchnęła ją do tak drastycznego kroku? Czy młoda kobieta ma jeszcze szansę zaznać szczęścia w swym życiu?

Mogę śmiało stwierdzić, że dawno już nie czytałam tak cudownej powieści. Me serce radowało się z każdą chwilą, kiedy mogłam zasiąść z książką w ręku i oddać się lekturze, aby móc poznać dalsze dzieje Jane Eyre, która okazała się iście niezwykłą kobietą. Tego było mi trzeba. Tego od dawna pragnęłam. Znaleźć powieść, która zawładnie nie tylko mym czasem, ale również sercem i umysłem. Emocje, które targały mną podczas lektury, są ciężkie do wyrażenia, było ich tak wiele. Z pewnością czułam współczucie, litość, matczyną troskę nad biednym dzieckiem, kiedy czytałam o jego losach. Jak okrutne było życie Jane, która niczym w swym życiu nie zawiniwszy, tak wiele cierpień doznać musiała. Serce mnie bolało, kiedy czytałam o krzywdach, jakie ją w kolejnych latach spotykały. Pałałam nienawiścią do osób, które były temu winne. Kiedy w jej życiu pojawiały się jakieś promyki szczęścia, drobna nadzieja, iż los jej się odmieni, uśmiech pojawiał się na moich ustach. A zaraz potem działo się coś, po czym me serce znów zamierało z trwogi nad jej dalszą przyszłością. Pojawienie się w jej życiu pana Rochestera odmieniło nie tylko ją samą, ale również jej chlebodawcę i osoby z najbliższego otoczenia. Jane była niczym rozkwitający pąk róży. Dojrzewała w posiadłości swego pana. Jej serce poczuło, czym jest prawdziwa miłość oraz lojalność sprawie. Jednakże za każdym razem, cokolwiek by się nie działo, nie ulegała pochopnym osądom, ani rozpalonym emocjom. Przez całe swe życie starała się podążać drogą rozsądku, wierna swoim zasadom, niezależnie, czy przy okazji dokonanego wyboru miałaby sama czuć się zraniona i ponownie nieszczęśliwa. Gotowa była poświęcić nawet romantyczne uczucie, ten pierwszy przebłysk szczęścia w jej dotąd nieszczęsnym życiu, aby żyć dalej w zgodzie z samą sobą i panującymi konwenansami. Podziwiałam ją za to. Była to oznaka prawdziwej odwagi, wewnętrznej siły i niezachwianej woli. Postawa godna naśladowania. Wątpię, czy sama dałabym radę udźwignąć tak wiele, ile ona zdołała w swym życiu. Jestem pewna, że podczas którejś z prób, jakimi doświadczał ją okrutny los, postanowiłabym się poddać i czekać na nieuniknione. Ale nie Jane! Ona taka nie jest. Każdą przeciwność losu starała się przyjąć jako należne jej dziedzictwo i nie dopatrując się w tym jawnej niesprawiedliwości żyć dalej tak, aby nie mieć do siebie żadnego żalu, by być zawsze w zgodzie z własnym sumieniem. Powtórzę się, ale nie sposób tego nie uczynić – jestem godna podziwu dla tej kobiety i mój podziw już chyba nigdy nie zdoła osłabnąć. Postać, którą powołała do życia pani Brontë, jest jedyna w swoim rodzaju. Nigdy dotąd nie spotkałam na kartach innych powieści bohaterów o tak wyraźnej osobowości, silnym charakterze i godnej podziwu postawie.

O panu Rochesterze nie będę się rozpisywała, ani poświęcała mu większej uwagi. Pragnieniem mym bowiem jest, abyście sami sięgnęli po powieść i poznali go osobiście. Zarówno jest zalety, jak i przywary. A wierzcie mi ma on nie jedno na swoim sumieniu. Jednakże cokolwiek ciąży na nim, muszę zdradzić, iż jest to doprawdy interesujący człowiek. Nie jeden raz Was zaskoczy, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. W ogóle nie dziwię się Jane, że zaczęła darzyć tego człowieka głębszym uczuciem, niż to przystało prostej guwernantce żyjącej na jego garnuszku. Sama znając już jego historię muszę przyznać, że uległabym jego wdziękowi. Jest w nim bowiem coś takiego, co przyciąga do niego drugą osobę, niczym ćmę do gorącej lampy. I nawet wiedząc, że podążając tą drogą można się dotkliwie sparzyć, nie zawahamy się i nie cofniemy z raz obranej drogi.

Pani Brontë napisała tę książkę z prawdziwą pasją. To widać oraz czuć z każdą kolejno przewracaną stroną. Czytane słowa, zdania, całe stronice niosą ze sobą taki ładunek emocjonalny, iż nie sposób przejść obok tego wszystkiego obojętnie. Niesamowity kunszt pióra. Styl, który może się niektórym wydać dość ciężki i być może specyficzny, dla mnie jest mistrzostwem świata. Piękno doboru słów przedstawiających zarówno świat otaczającej bohaterów przyrody, ich cech charakteru, ubioru i wszystkiego innego, jest wręcz niesamowite. Całość została opowiedziana z taką szczegółowością, że doskonale mogłam wyobrażać sobie wszystko to, o czym w danej chwili czytałam – czy to był opis jakiegoś urokliwego zakątka, wygląd domowego pomieszczenia, czy też uczucia uwidaczniające się pod wpływem emocji na twarzach bohaterów.

“Jane Eyre. Autobiografia” od teraz stanowi moją najukochańszą powieść. Historia głównej bohaterki już na zawsze pozostanie w mym sercu. Jestem absolutnie pewna tego, iż w swym życiu jeszcze nie raz wezmę do ręki tę książkę i dam się porwać słowom znajdującym się na jej stronicach. To prawdziwa klasyka! Tę powieść trzeba przeczytać, nie ma innej opcji. Zatem nie wahajcie się ani chwili, sięgnijcie po dzieło pani Brontë. Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami gatunku, dajcie jej szansę. Dla takich historii warto łamać zasady i swe przyzwyczajenia, choćby wieloletnie. Niech Was poniesie opowieść o niezłomnej kobiecie, która wiele w swym życiu doświadczyła i która do samego końca pozostała wierna sobie.

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: Jane Eyre
Tłumaczenie: Teresa Świderska
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2013
Oprawa: twarda
Liczba stron: 608
ISBN: 978-83-7779-144-8

Jane Eyre. Autobiografia - CYFROTEKA.PL

 

0Shares
2 views

10 Replies to ““Jane Eyre. Autobiografia” – Charlotte Brontë [recenzja 301]”

  1. Bronte. Prawdziwa klasyka. 🙂 Wiele razy przymierzałam się do powieści słynnych sióstr, jednak nigdy nie udało mi się dotrwać do końca jakiejkolwiek. Tam samo jak książki np. Austen, w ogóle do mnie nie przemawiały… Ale to było kilka lat temu. Kto wie, jakby było teraz? Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca więc może to znak, że do tego typu powieści musiałam po prostu dojrzeć? 😉 No i te okładki! Najnowsze wydania są niesamowite.

    Pozdrawiam!

  2. Świetna recenzja 🙂 Też nie znałam tego tytułu, od zawsze myślałam, że tytuł brzmi “Dziwne losy Jane Eyre”. Oczywiście zamierzam przeczytać tę książkę, mam nadzieję, że podejdę do niej równie emocjonalnie co Ty 🙂

  3. To, że książka zapadła Ci w serce widać w języku recenzji. Też ostatnio oglądałam te ksiażkę w Empiku. Podoba mi się jej okładka. A do tego historia Jane Eyre jest bardzo przejmująca 🙂

  4. Wstyd się przyznać, ale nie miałam okazji przeczytać ani jednej z powieści jakie napisały genialne siostry Bronte. Jednak obawiam się czy aby język czy fabuła nie będą dla mnie za ciężkie, jednak gdy znajdę tę książkę w bibliotece nie będę się wahać i wypożyczę, ot tak dla sprawdzenia samej siebie. Może mi też się spodoba. 🙂

  5. Wcześniej jakoś nie byłam zainteresowana tą pozycją i nawet nie zwracałam na nią jakiejś szczególnej uwagi. Nie mniej z Twojej recenzji, aż biją te emocje, które przenikają z książki. Dodatkowo przerwałaś w najciekawszym momencie i jestem ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy Jane:)

  6. Teraz rozumiem dlaczego to ulubiona powieść Molly z “Sierocych pociągów” 🙂
    Dobrze, że podałaś mi link, bo po przejrzeniu ostatniego półrocza zrezygnowałam z szukania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *