„Emigracja uczuć” – Agnieszka Bednarska [recenzja 316]

Długo zbierałam się do lektury tej książki. Czekała już od jakiegoś czasu na mojej półce, a ja ciągle pomijałam ją, kiedy wybierałam sobie kolejną książkę, która umiliłaby mi wieczór. Być może zwlekałam, gdyż obawiałam się tego, co zastanę wewnątrz. Nie do końca przepadam za powieściami obyczajowymi. Chętniej sięgam po mocniejszą literaturę. Moje obawy były jak najbardziej uzasadnione. Ileż to teraz książek obyczajowych dostępnych jest na rynku? Całe mnóstwo. Wybór naprawdę godnej przeczytania lektury jest zatem trudny. Najgorsze jest jednak to, że często czytając tego typu dzieła ma się wrażenie deja vu – gdzieś już o tym ktoś pisał, już to znam i nie mam ochoty na więcej. Do tego doszedł fakt, że nigdy dotąd nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Agnieszki Bednarskiej. Po prostu nie wiedziałam, czego mogę się tym razem spodziewać. Dlatego też pełna wewnętrznych rozterek, czy aby ponownie nie stracę tylko swojego czasu, sięgnęłam po książkę.

Początek lektury nie był zbyt obiecujący. Oto mamy paczkę czterech zgranych wieloletnich przyjaciółek, które pozostają ze sobą w bliskim kontakcie. Dzwonią do siebie, umawiają się na specjalne wieczorki, a wówczas opowiadają o swoich codziennych radościach oraz troskach. Zaczęłam podejrzewać, że los znów sobie ze mnie zakpił i ponownie podrzucił mi tandetne czytadło, które nic do mego życia nie wniesie, a jedynie bezlitośnie pożre cenne godziny mojego życia. Na całe szczęście im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym ciekawsza mi się wydawała. Powoli poznawałam losy głównych bohaterek, utożsamiałam się z nimi, a później już na całego przeżywałam wszystko to, co spotkało je w życiu. A trzeba przyznać, że lekko nie mają. Każda z nich jest inna, ale łączy je jedno. Ich mężowie, chcąc zapewnić rodzinie lepsze warunki życia, bądź też spełnić największe marzenia, wyjeżdżają do pracy za granicę. Kobiety tymczasem pozostają same w domach, mając na głowie dzieci, własną pracę, czy też inne dręczące ich problemy. Każda z nich bezlitośnie odczuwa brak partnera, z którym w razie kłopotów nie może nawet porozmawiać, przytulić się do niego, ani poprosić o pomoc chociażby w wykonaniu codziennych obowiązków. Kontakt telefoniczny nigdy nie zastąpi obecności bliskiej ich sercu osoby tuż obok. Starają się jednak jakoś sobie z tym radzić. Mimo ogólnego zmęczenia i frustracji, zaciskają zęby i po prostu przeżywają dzień za dniem. Zdarza im się popełniać również błędy, a nawet czasem szukać pocieszenia w ramionach innych mężczyzn. Jednakże przez cały czas odliczają dni do powrotu ich ukochanych.  Bywa jednak tak, iż u niektórych z nich okazuje się, że człowiek, za którego wyszły, nie jest już tą samą osobą. Odległość oraz  brak bliskiego kontaktu przez dłuższy okres czasu niestety oddala od siebie małżonków. W ich życiu zamiast poprzedniej wielkiej miłości, pojawia się jedynie pustka, nieumiejętność nawiązania ponownego kontaktu, a w konsekwencji prawdziwe rodzinne kłopoty.

Autorka prosto i wyraźnie opisuje problemy rodzin, w których jedno z małżonków musiało wyemigrować z kraju za pieniądzem, aby móc utrzymać swoich bliskich. Z kart powieści jasno widać jej oburzenie na sytuację w naszym kraju, który nie potrafi zapewnić swoim obywatelom godnych warunków do życia. Mimo tego, iż tu jest ich dom, tu się urodzili, żyli, pracowali, płacili podatki, z których państwo mogło się utrzymywać i dalej funkcjonować, to sami w momencie, kiedy potrzebują pomocy, nie mogą na nią liczyć. Nikt nie wyciągnie do nich pomocnej dłoni. Zostają sami ze swoimi problemami, a nie mogąc liczyć na wsparcie ze strony państwa, szukają szczęścia na obczyźnie. Najgorsze jest jednak to, że konsekwencją tego jest wielokrotnie rozpad szczęśliwych dotąd związków oraz krzywda dzieci, które rosną pozbawione obecności rodzica w domu.

„Emigracja uczuć” Bednarska napisała na podstawie własnych doświadczeń oraz przeżyć innych kobiet, których mężowie wyjechali z kraju w poszukiwaniu lepszego jutra. Warto również wspomnieć w tym miejscu, iż książka ta jest literackim debiutem pisarki. Trzeba przyznać, iż nie poległa. Udało jej się napisać coś, co zmusza człowieka do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Książka przepełniona jest przeróżnymi emocjami. Czytelnik podczas lektury doświadczy zarówno tych szczęśliwych, jak i tych, które wzburzą mu ciśnienie, a nawet wycisną łzy z oczu. Nie sposób nie wczuć się w skórę głównych bohaterek. Jestem pewna, że nie jedna osoba odnajdzie w nich własne cechy oraz zauważy, że nie tylko ona boryka się z danymi problemami. Czytając o ich losach, będziecie na przemian się z nimi śmiać oraz płakać, kiedy będzie ku temu okazja. Poczujecie dogłębny smutek, żal, złość, ale również wielkie wzruszenie i radość. Książkę powinni przeczytać wszyscy ci, którzy zasiadają na wyższych szczeblach władzy. Być może wówczas otworzyliby oczy i zastanowili się, co można zmienić w naszym kraju, aby nie dochodziło do tego typu sytuacji. To prawdziwy skandal, aby ludzie zmuszeni byli wyjeżdżać poza granice własnego państwa, gdyż nie potrafi ono zapewnić człowiekowi podstawowych rzeczy, tego, co mu się należy. Warto sięgnąć po tę powieść. Polecam ją wszystkim tym, którzy nie są obojętni na ludzki los. Jestem pewna, że lektura tej książki uwrażliwi Was jeszcze bardziej i zmusi do głębokiej refleksji nad własnym życiem.

Moja ocena: 5/6

Emigracja uczuć - CYFROTEKA.PL
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2012
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-7674-151-2

Agnieszka Bednarska

Agnieszka Bednarska

Możecie zapoznać się z fragmentem książki o tutaj.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

„Polacy nie gęsi…” oraz „Pod hasłem”

16 Replies to “„Emigracja uczuć” – Agnieszka Bednarska [recenzja 316]”

    1. Bo tak już bywa w życiu, że co jednym się spodoba, innym znów nie musi 🙂 I weź tu potem bądź mądry i wybierz dla siebie książkę 😛

  1. Po Twojej recenzji chętnie przeczytam, również niezbyt często sięgam po powieści obyczajowe, właśnie z obawy przed trafieniem na nieciekawą i niezbyt dobrze napisaną historię. Jednak skoro „Emigracja uczuć” jest inna to na pewno się z nią zapoznam 🙂

    1. Cieszę się, że zdołałam Cię przekonać do tego tytułu 🙂 Sama teraz będę musiała rozejrzeć się za kontynuacją, bo jak się okazuje, to nie koniec historii 🙂

    1. W swoim czasie dość sporo osób ją recenzowało, a wówczas z kolei mnie ta książka nie interesowała. Zresztą często tak ze mną bywa, że póki jest szum wokół jakiegoś tytułu, to go omijam. A jak sprawa przycicha, to sięgam na spokojnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *