"Dotyk" – Jus Accardo [recenzja, 157]




Tytuł oryginalny: Touch
Tłumaczenie: Dariusz Bakalarz
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 2013
Seria: Denazen, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 344
ISBN: 978-83-63579-08-1

Pozwólcie, że opowiem Wam, jak to wszystko się zaczęło…
Nazywam się Deznee Cross i mam siedemnaście lat. Wychowuje mnie ojciec, wiecznie zapracowany i niezwracający na mnie najmniejszej uwagi prawniczyna z korporacji Denazen. Mamy nie dane mi było poznać. Zmarła, kiedy byłam malutka. Jeśli chodzi o mnie, to można powiedzieć, że jestem nastolatką, jakich wiele. Kocham imprezować oraz doprowadzać mojego ojca do szału. Przynajmniej wówczas zauważam u niego jakiekolwiek zainteresowanie moją osobą… 
Któregoś dnia wracałam z jednej imprezy, kiedy na mej drodze pojawił się ON. Bosy, poraniony, obraz nędzy i rozpaczy. Ale jego oczy… były niesamowite. Błękitna toń, w której można się zatracić. Z pewnością nie mógł narzekać na brak powodzenia u dziewczyn. Kale, bo tak miał na imię, uciekał przed jakimiś mężczyznami i ogólnie dziwnie się zachowywał. Trzymał się ode mnie na dystans, zupełnie tak, jakby obawiał się mnie dotknąć. Czy ja jestem jakaś trędowata? No nic, trudno, jeszcze to sobie wyjaśnimy. Pomyślałam, że pomogę mu zbiec. Od razu wpadłam na to, żeby zabrać go do siebie. Byłam pewna, że sprowadzenie do domu zupełnie obcego chłopaka porządnie rozwścieczy mojego ojca. Przyznacie, że plan był nie zły…
Jednak jak to z planowaniem bywa, nie zawsze wszystko idzie tak, jak to sobie obmyśliliśmy. Kale na widok zdjęcia mego ojca zamarł. Wyjawił mi, że mój ojciec nie jest żadnym prawnikiem, a mordercą i że przetrzymuje takich jak on (Kale) w Denazen, gdzie się ich wykorzystuje do różnych zadań, ze względu na ich nietypowe zdolności. Mój ojciec mordercą? Nie, to nie możliwe. To przecież prawnik! Owszem, porządny z niego dupek, ale z pewnością nie morderca. 
I w tym momencie do mieszkania wszedł mój ojciec… z bronią w ręku! Kazał Kale’owi odsunąć się ode mnie. Jednak mój nowy znajomy nic sobie z tego nie robił. Zagroził memu ojcu, że mnie zabije… po czym zacisnął mi dłonie na szyi. Jednak nic się nie wydarzyło. Kale był równie zdziwiony, jak mój ojciec. Jak się okazało mój nowy znajomy ma pewną dość niebezpieczną umiejętność… jego dotyk zabija. Więc czemu nic mi się nie stało? Byłam zupełnie zdezorientowana odnośnie tego, co się wokół mnie działo. Wiedziałam jedno, coś tu nie gra i za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się, co to takiego. Długo nie myśląc ponownie pomogłam Kale’owi w ucieczce…

Czy prawdą jest, aby ojciec Deznee był mordercą? Kim jest Kale? Dlaczego ścigali go tamci mężczyźni? Czym tak naprawdę zajmuje się Denazen? Jakim cudem Dez zdołała przeżyć śmiercionośny dotyk chłopaka?

Urodzona w Nowym Jorku, Jus Accardo swe dzieciństwo spędziła na czytaniu książek kulinarnych. Chciała iść w ślady swego dziadka, kucharza. Zgłosiła się nawet i została przyjęta do Amerykańskiego Instytutu Kulinarnego. Jednakże z czasem zrozumiała, że jej przyszłość wiąże się z pisarstwem, a nie z gotowaniem. I tak stała się autorką książek z gatunku paranormal romance oraz urban fantasy. Jej pierwszą książką, wydaną w listopadzie 2011 roku, był “Dotyk”, rozpoczynający serię o Denazen. Obecnie pani Accardo pracuje nad kolejnymi częściami tego cyklu.

Sięgnęłam po “Dotyk” pod wpływem intrygującego opisu na okładce. Jak tylko rozpoczęłam lekturę, tak przepadłam bez reszty. Wręcz nie mogłam oderwać się od lektury, a kiedy zmuszona byłam odkładać ją na półkę, moje myśli błądziły przez cały czas wokół niej. Za wszelką cenę chciałam dorwać się do książki, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczyły się losy głównych bohaterów powieści pani Accardo. Muszę przyznać, że autorka oddała w ręce czytelników historię, jakiej jeszcze nie było. Z czym Wam się kojarzy ‘paranormal romance’? Mi z love story pomiędzy śmiertelniczką i jakąś nadprzyrodzoną istotą typu wampir, wilkołak, anioł itp itd. Tu mamy coś zupełnie innego! Spotykamy ludzi obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami, z których niektóre mogą stanowić niebezpieczną broń. Nic więc dziwnego, że pojawiają się ludzie mający na celu przejęcie kontroli nad takimi osobnikami, chcący wykorzystać ich zdolności do własnych celów. Najlepszym tego przykładem jest Kale, więziony przez Denazen i wykorzystywany w wielu zadaniach wyznaczonych mu przez rządzących korporacją. Bo czyż to nie praktyczna umiejętność? Dotyk, który zabija… Jakże łatwo i szybko można pozbyć się niewygodnych osób, nieprawdaż?

Głównej bohaterki powieści nie sposób nie polubić. Szalona nastolatka, mająca milion pomysłów na minutę. Tryskająca energią, wciąż poszukująca nowych wrażeń, kochająca zastrzyk adrenaliny. Obdarzona ciętym językiem, który nie raz wpędzi ją w opały. Zdradzę Wam tutaj, że Deznee również skrywa pewną tajemnicę i to taką, która może stać się kluczowa w całej historii. Jaką? To już musicie doczytać sami.
Kale również zdołał podbić moje serce. Tajemniczy, przystojny i zabójczo niebezpieczny. Typ chłopaka, o którym marzy niejedna dziewczyna. Me serce podbił również zachwytem nad otaczającym go światem. Wszystko, po ucieczce z Denazen, było dla niego nowe i zaskakujące. Z prostych rzeczy, na które większość ludzi nie zwraca najmniejszej uwagi, potrafił cieszyć się jak małe dziecko. Ujął mnie tym do reszty. Niby taki niebezpieczny, a zarazem delikatny i wrażliwy. Niesamowita mieszanka wybuchowa obok której nie sposób przejść obojętnie. Nic więc dziwnego, że serce Deznee mocniej zabiło w jego obecności. Rodząca się miłość pomiędzy tą dwójką jest czysta i prawdziwa, jak żadna inna. O takim uczuciu marzymy każdego dnia, jednak nie każdej osobie jest dane zasmakować prawdziwej miłości. Dez i Kale’owi było to dane.

Sporym plusem książki jest również jej wykonanie. Pierwsze, co przykuwa uwagę, to przystojny chłopak o niesamowicie niebieskich oczach wpatrzonych gdzieś przed siebie. Przyglądając się mu, miałam wrażenie, jakby patrzył wprost na mnie. Jednak oprócz cudownego błękitu, zauważyłam też wyzierający z nich chłód i determinację. Od razu wiadomo, że ten chłopak skrywa w sobie pewien mrok. Na kolejny plus zasługuje użyta w książce czcionka, której wielkość nie męczy wzroku podczas lektury. Patrząc na to, że jest to pierwsze wydanie powieści na naszym rynku spodziewałam się, że napotkam wiele potknięć ze strony korekcyjnej. Na całe szczęście moje obawy okazały się być płonne. Owszem, błędy są, ale jest ich tak nie wiele, że spokojnie można nie zwracać na to uwagi.

Niesamowici bohaterowie, piękny wątek miłosny, wartka akcja i czające się zewsząd niebezpieczeństwo – czego chcieć więcej od porządnej lektury? Jeśli to jest debiut literacki pani Accardo, to należą jej się wyrazy szacunku za stworzenie tak doskonałej historii, która zapadnie w pamięci wielu czytelników. Fani paranormal romance z pewnością poczują się w pełni usatysfakcjonowani z lektury. Jest tu wszystko, co w danym gatunku powinno się znaleźć. Z niecierpliwością będę wyglądała kolejnych losów Dez i Kale’a. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na następny tom. A tymczasem Wam, moi drodzy, dobrze radzę – sięgnijcie po “Dotyk”. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Moja ocena: 6/6
Za możliwość przeczytania tej niesamowitej powieści
dziękuję

0Shares

37 Replies to “"Dotyk" – Jus Accardo [recenzja, 157]”

  1. Właśnie ostatnio się rozglądam za tą książką! Aż Ci zazdroszczę! Na razie wczoraj skończyłam “Dotyk Gwen Frost” i tak mi się spodobała, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, choć ja nieszczególnie przepadam za tą tematyką, Gwen mnie wciągnęła bardzooooo! Pozdrawiam!

  2. Książka już do mnie jedzie i coraz bardziej nie mogę się jej doczekać! Widzę, że warto przeczytać “Dotyk”, więc cieszę się, że będę miała taką możliwość ;]

  3. Mi też się książka bardzo podobała i już z niecierpliwością czekam na drugi tom. :3 Jestem ciekawa kiedy wydawnictwo go wyda – mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać. ^^

  4. Nie mam przekonania do tej książki, ma wrażenie że będzie mi się za bardzo kojarzyć z “Dotykiem Juli”, ale mimo to nie spisuje jej na straty, skoro jest tak dobra, to zaryzykować warto 🙂

  5. Brzmi nawet nieźle, ale na razie się wstrzymam z lekturą. Motyw zabójczego dotyku wykorzystano już w ,,Dotyku Julii” (pomijając serię X-men i Rogue). Opis nie porywa, więc pewnie po nią nie sięgnę.

  6. Nie lubię książek z gatunku paranormal romance, bo tak jak Tobie kojarzą mi się z historią miłosną zwykłej śmiertelniczki z wampirem, ale skoro twierdzisz, że ta pozycja jest inna, być może zabiorę się do niej. Zachęciłaś mnie swoją opinią. (:
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie!

  7. Podobają mi się bardzo nieliczne paranormal romance. Na te chwilę “Lucian” to mój number one w tej kategorii. Może zmienię zdanie po przeczytaniu “Dotyku” 🙂

  8. Paranormal romance to niestety nie dla mnie. Jakoś nie miałam okazji się dać wciągnąć, ale też raczej mnie to irytuje. Ale na szczęście są gusta i guściki i każdy znajdzie coś dla siebie 🙂 Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *