„Czarownica i zimowe szaleństwa” – Maja Strzebońska (recenzja 549)

Znacie serię „Czary Nie do Wiary”? Nie? No to żałujcie! Moja córka uwielbia książeczki wchodzące w jej skład. Zresztą nie tylko ona, bo i ja jestem nimi zauroczona. Każda z nich opowiada o przygodach Czarownicy niepodobnej do żadnej innej, o której dotąd dane Wam było czytać. Wierzcie mi – warto ją poznać, a także przeczytać o przygodach, które jej się przytrafiają.

Cóż można powiedzieć o naszej głównej bohaterce… Jest dobrotliwa i posiada naprawdę wielkie serducho. Nawet z wyglądu nie napawa lękiem. No może ewentualnie ta spiczasta broda może wzbudzać delikatny niepokój. Jednak jeśli przyjrzeć się jej bliżej od razu widać, że nie jest zła. Ubiera się w bardzo kolorowe ubrania, które co prawda może i nie są pierwszej młodości (zresztą jak i sama czarownica), jednak pełne są fantazji i nieodpartego uroku. Razem z nią w chatce mieszkają trzy psotne kocięta, które podążają za swą panią krok w krok. Uwielbiają ją, a i sama czarownica nie wyobraża sobie, by mogłoby ich nie być.

Nadeszła zima. Spadło mnóstwo śniegu i wszędzie zrobiło się bialutko. Czarownica oraz kocięta były zachwycone widokiem, jaki rozpościerał się za okna ich chatki. Zwłaszcza dla małych przyjaciół Czarownicy było to niezwykłe doznanie, gdyż to ich pierwsza zima i nigdy dotąd nie widziały śniegu. Mieszkańcy chatki postanowili wybrać się na spacer. Zanim jednak wyszli na dwór, przezorna Czarownica wszystkich cieplutko opatuliła. I choć kotkom nieszczególnie się to spodobało, nie miały wyjścia – przecież to dla ich dobra, aby nie złapało ich brzydkie przeziębienie. Nim zdążyli opuścić podwórko, Czarownica wpadła na dość brawurowy pomysł. Wyrwała dwie sztachety z płotu, przypięła je do swych butów niczym narty, po czym wspięła się na dach chatki, aby zjechać z niego jak z prawdziwej górki. Istne szaleństwo! Do głowy przychodziły jej kolejne wariactwa – bo czy da się np jeździć po jeziorze na łyżwach zrobionych z kuchennych łyżek albo zjeżdżać z górki w starym miedzianym kotle wyciągniętym z zakamarków schowka? Jak zakończą się te zimowe szaleństwa? I czy przypadły one do gustu kociętom?

Świetna, naprawdę świetna książeczka – zresztą jak i cała seria. Autorka pisze lekko, bardzo przystępnym językiem, a do tego obrazowo, co pozwala dzieciom doskonale wyobrazić sobie wszystko to, o czym w danej chwili czyta im mama bądź tata. Opowiedziana w książce historia jest ciepła i bardzo sympatyczna, z powodzeniem można przeczytać ją już bardzo małym dzieciom – np wieczorem, kiedy będą leżały w łóżeczku, aby miały kolorowe sny. Za każdym razem, kiedy mamy z córką okazję brać do ręki książki z serii „Czary Nie do Wiary”, zachwycamy się ilustracjami wykonanymi przez Alicję Karczmarską-Strzebońską. Są duże, ciekawe, żartobliwe, bardzo kolorowe i po prostu miłe dla oka. Idealnie oddają wszystko to, o czym w danej chwili czytamy. Jeśli dotąd nie mieliście okazji sięgnąć po książeczki o przygodach Czarownicy, nadróbcie zaległości czym prędzej. Nie będziecie żałowali, a Wasze dzieci będą zachwycone główną bohaterką. Wszystkim tym, którzy już znają i lubią tę nietypową Czarownicę, polecam lekturę przedstawionej dziś książeczki.

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2014
Seria: Czary Nie do Wiary
Oprawa: miękka
Ilustracje: Alicja Karczmarska-Strzebońska
Liczba stron: 32
ISBN: 978-83-7915-083-0
Grupa wiekowa: 3-5

Skrzat - logo dla blogerów

6 komentarzy

  • Kiti Wrzesień 27, 2014 at 15:32

    Właśnie nie zna tej serii i bardzo żałuję. Swoją przygodę zacznę pewnie od tej części, bo są koty, które uwielbiam. Poza tym tematycznie wydaje mi się bardzo ciekawa 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 28, 2014 at 22:22

      Zacznij od pierwszego tomu. To tam czarownica znajduje swojego pierwszego kotka 🙂

      Reply
  • TalaZ Wrzesień 29, 2014 at 22:29

    Moja córa również uwielbia tę serię 😀 Chociaż przyznam, że z początku miałam obawy, czy nie zacznie się bać jak usłyszy słowo „czarownica”. Na szczęście radość z występowania w historyjkach kotków, przyćmiła wszystko inne 😛

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 30, 2014 at 08:23

      Tam od razu bać 🙂 Moja mała jest nauczona, że nie ma na świecie żadnych czarownic, duchów, potworów itp itd, że to tylko bajki, nic prawdziwego. Nigdy się nie bała 🙂 I do dziś się to nie zmieniło 🙂

      Reply
  • magdalenardo Październik 5, 2014 at 19:51

    Co za pomysł na narty! To doprawdy musiała być pyszna zabawa!

    Reply

Leave a Comment