„Bridget Jones 3” (Bridget Jones’s Baby, 2016)

Od lat jestem wierną fanką Bridget Jones. Uwielbiam zarówno powieści Helen Fielding (no może za wyjątkiem „Szalejąc za facetem”, której daleko do dwóch pierwszych tomów) oraz ich ekranizacje. Aż wierzyć się nie chce, że minęło już dwanaście lat, odkąd na ekranach kin zadebiutowało „W pogoni za rozumem”. W tym roku fani Bridget mieli duży powód do radości, bowiem we wrześniu mogli wybrać się na seans „Bridget Jones 3” – filmu będącego swoistym spin-offem pomiędzy drugim a trzecim tomem przygód szalonej Brytyjki.

Bridget (Renee Zellweger), co tu ukrywać, posunęła się „nieco” w latach. Nadal jednak jest singielką, z czego niezbyt zadowoleni są jej rodzice pragnący doczekać się wnuka. Zawodowo? Trzeba przyznać, iż udało jej się wspiąć po szczebelkach kariery, choć… niebawem może to ulec zmianie z uwagi na nowy zarząd, którego członkowie mają zupełnie inne priorytety niż reszta zespołu, do którego należy nasza bohaterka.

Dzień czterdziestych trzecich urodzin Bridget, ku jej rozgoryczeniu, wygląda zupełnie tak samo jak poprzednie… znów spędza je samotnie, wystawiona do wiatru przez przyjaciół, którzy nie mają dla niej czasu. W tym miejscu należy się ukłon dla twórców filmu za akcent w postaci pidżamy łączący obraz z 2001 roku z najnowszą odsłoną przygód naszej drogiej panny Jones.

bridget-jones-dziecko-2

bridget-jones-dziecko-4

Sfrustrowana kobieta postanawia, iż dość już użalania się nad sobą – pora coś zmienić! Na początek? Zabawić się! O tak! I Bridget popłynie, do tego stopnia, że w odstępie kilku dni spędzi dwie upojne noce – jedną z przypadkowo poznanym Jackiem (Patrick Dempsey), a drugą… z Markiem Darcy’m (Colin Firth). I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, iż już niedługo okaże się, że zaszła w ciążę i nie ma pojęcia, który z panów jest tatusiem dziecka…

bridget-jones-dziecko-3

I w tym momencie zaczyna się prawdziwa zabawa, bowiem kandydaci do tego miana nie tylko starać się będą otoczyć Bridget najlepszą opieką, ale też zaczną ze sobą konkurować o to, który z nich najlepiej nadawać się będzie na ojca.

Przyznać muszę, iż świetnie się bawiłam podczas oglądania tego filmu. I to od pierwszej do ostatniej jego sceny. Aktorsko? Mistrzostwo świata. Colin Firth jak zawsze nie zawodzi (uwielbiam tego aktora <3 ), Patrick Dempsey jest nie tylko przystojny, ale też niezwykle romantyczny w tej odsłonie, zaś Renee… co tu dużo mówić – to Bridget taką, jaką znamy i kochamy, mimo że nieco podstarzała i „trochę” niepodobna do siebie sprzed lat z uwagi m.in na operację, której się poddała. Nadal jednak potrafi rozbawić człowieka do łez i sprawić, że kocha się wykreowaną przez nią bohaterkę – tę szaloną, wiecznie pakującą się w kłopoty i przeuroczą Brytyjkę.

Z kolei fakt, iż prawie do samego końca nie wiadomo, kto jest ojcem dziecka Bridget, jest o tyle ważny, iż dzięki niemu możemy przekonać się o tym, co tak naprawdę decyduje o prawdziwym ojcostwie oraz co sprawia, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie. Czy przesądza o tym zgodność charakterów? A może wręcz przeciwnie – może prawdziwe okazuje się powiedzenie, że przyciągają się przeciwieństwa?

Świetnie dobrano do filmu ścieżkę dźwiękową. Podczas seansu posłuchacie m.in. „Thinking Out Loud” Eda Sheerana (którego – uwaga!! – zobaczycie również w filmie!!), „Still Falling For You” Ellie Goulding, „Jump Around” House Of Pain czy… „Gangnam style” azjatyckiego wykonawcy PSY, które to odtańczy wam sama Bridget 😀

Nie spodziewałam się, że trzecia odsłona przygód Bridget Jones tak bardzo mi się spodoba. Obawiałam się, że (podobnie do „Szalejąc za facetem”) będzie sztuczna, zrobiona na siłę i niczym nie zdoła już mnie zaskoczyć. Tymczasem okazało się wręcz przeciwnie. Dwie godziny mijają nie wiadomo kiedy, a gdy dociera się do końca – chce się więcej! Liczę na to, że to nie koniec filmowych przygód Bridget, że choć raz jeszcze powróci ona na ekrany kin – zwłaszcza, że zakończenie trzeciej części pozostawia lekko uchyloną furtkę dla twórców filmu.

Jedno jest pewne – jeśli kiedykolwiek powstanie część czwarta, z pewnością ją obejrzę 😀

gwiazdki (10)

1 Comment

  • Katarzyna Abramova Grudzień 31, 2016 at 18:01

    Jestem dość świeżo po książce, film też mam zamiar obejrzeć (również jestem fanką Bridget), ale widzę, że jest dosyć rozbieżny z powieścią. Cieszę się jednak, że okazał się dobry, bo nic tak nie smuci jak robiony na siłę odgrzewany kotlet 😉

    Reply

Leave a Comment