„Braciszek? Tylko nie to!” – Mymi Doinet (recenzja nr 476)

Autorką książeczki „Braciszek? Tylko nie to!” jest Mymi Doinet. Wydana została w serii „Czytamy bez mamy”. Na okładce znajduje się informacja „I poziom. Pierwsze kroki”, co oznacza, że skierowana jest ona do dzieci dopiero rozpoczynających naukę samodzielnego czytania. Dlatego też opowiedziana w książce historia jest niedługa, a duża czcionka z całą pewnością ułatwi im to zadanie. Ilustracje wykonane przez Coralie Vallageas są naprawdę ładne i kolorowe. Nie tylko przykują uwagę dziecka, ale również pozwolą mu jeszcze lepiej wszystko sobie wyobrazić.

O czym właściwie jest ta książeczka? Opowiada o małej Ninie, która pewnego dnia zauważa, że w jej domu dzieje się coś dziwnego. Tata bez ustanku biega to tu to tam, pomaga we wszystkim mamie, a do tego nagle zabiera się do przemalowywania jej pokoju – co akurat nie spotyka się z aprobatą Niny, bowiem tatuś wybrał kolor niebieski, podczas gdy ona najbardziej lubi różowy i małe serduszka. W końcu mama zdradza jej wielką tajemnicę – już niedługo będzie miała braciszka. Niestety zamiast się cieszyć, Nina zaczyna zdawać sobie sprawę, że po jego narodzinach wszystko w jej życiu ulegnie diametralnej zmianie. Już nie będzie jedyną Kruszynką rodziców, ich ukochanym skarbem. Kiedy tylko pojawi się na świecie jej brat, będzie musiała się z nim wszystkim dzielić – nie tylko zabawkami, ale również uwagą i miłością rodziców, oraz opiekować się nim – przecież będzie starszą siostrą! Nina nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw i daje o tym wyraźnie znać swoim rodzicom krzycząc „Nie chcę mieć brata, chcę chomika!”. Nadchodzi dzień porodu… Jak zachowa się Nina? Czy zaakceptuje swojego małego braciszka? Dlaczego myślała, że będzie miał płetwy? I czemu swą babcię nazywa „Babcia Kompocik”?

Książeczka porusza bardzo ważny, a zarazem trudny temat jakim jest pojawienie się w domu nowego członka rodziny. To nie tylko wielkie wydarzenie dla rodziców, ale również dla rodzeństwa nowo narodzonego malucha. Starsze dziecko może odczuwać lęk przed odrzuceniem i utratą uwagi ze strony rodziców. Obawiać się może o swoją pozycję w rodzinie. Będąc jedynakiem miało wszystko – zarówno rodziców na wyłączność, jak i zabawki. Narodziny rodzeństwa wszystko zmieniają. Dziecko musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Zrozumieć, że rodzice z chwilą pojawienia się kolejnego dziecka nie przestaną go kochać i że będzie dla nich tak samo ważne jak dotąd. Jednak aby tak się stało potrzebne jest wsparcie ze strony rodziców. To bardzo ważne, aby odpowiednio podejść do tematu. Przygotować dziecko na zmiany, wszystko mu wytłumaczyć, aby zamiast bać się narodzin rodzeństwa oczekiwało go z radością. Książeczki takie jak ta autorstwa Mymi Doinet mogą okazać się w tym bardzo pomocne. Stanowić mogą punkt wyjścia, coś, od czego można zacząć rozmowę na ten trudny dla dziecka temat.  

Moja ocena: 5/6

Debit1

decorative

decorative

Tytuł oryginalny: Un petit frere, non merci!
Tłumaczenie: Marta Toruńska
Wydawnictwo: Debit
Rok wydania: 2014
Seria: Czytamy bez mamy
Oprawa: miękka
Ilustracje: Coralie Vallageas
Liczba stron: 32
ISBN: 978-83-7167-953-7
Grupa wiekowa: 5+

8 komentarzy

  • Kiti Maj 22, 2014 at 16:22

    Mam mało książek tego wydawnictwa, nie wiem dlaczego, bo ta mi się bardzo podoba.

    Reply
    • Miłośniczka Książek Maj 23, 2014 at 00:14

      No to musisz coś z tym zrobić 😉 Nadrobić 😛

      Reply
  • Wiktoria M (Katniss) Maj 22, 2014 at 18:18

    Raczej nie czytam takich książek. Jak byłam mała to głównie czytałam baśnie i wydaje mi się, że jest to lepszy wybór. Ale każdy wybierze to co uzna za stosowne 😉

    Reply
    • Miłośniczka Książek Maj 23, 2014 at 00:15

      Kiedyś faktycznie wzrastało się na baśniach itd. Jednak czasy się zmieniają. Jedno odchodzi, drugie wchodzi na miejsce dawnego. Nie jest źle. Wśród współczesnej dziecięcej literatury można naprawdę sporo znaleźć wartościowych książeczek.

      Reply
  • Gąska Maj 22, 2014 at 20:18

    nie znałam tego wydawnictwa 🙂

    Reply
    • Miłośniczka Książek Maj 23, 2014 at 00:16

      No to już znasz 🙂

      Reply
  • magdalenardo Czerwiec 2, 2014 at 00:56

    Czy to jakaś seria typu „Czytam sobie” z Egmontu?
    Pisałaś, że to poziom I, tam też są poziomy (trzy), ale na pierwszym jest bardzo mało słów.
    Masz jakieś porównanie tych serii? tzn. Twoje własne spostrzeżenia?

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Czerwiec 2, 2014 at 07:59

      Tak, tak, to praktycznie to samo, choć wykonanie nieco inne, jednak służące temu samemu. Z tą różnicą, że w tych książeczkach z poziomu I od Egmontu miałaś jeszcze wybrane wyrazy w ramkach podzielone na głoski, a i sam tekst był okrojony mocniej, niż w przypadku książeczek z Debitu. Jeśli chodzi o samo wykonanie, to jeśli mam być szczera, bardziej podobają mi się te od Debitu, są ładniejsze, przyjemniejsze, a i sama historia ciekawsza.

      Reply

Leave a Comment