„Żniwiarz. Pusta noc” – Paulina Hendel

O serii zatytułowanej „Żniwiarz” autorstwa Pauliny Hendel słyszałam wiele dobrego. Wpisałam ją sobie nawet na moją stale wydłużającą się listę książek do przeczytania z myślą, że sięgnę po nią już niebawem, bo przecież jest ona w klimatach, które bardzo lubię – nie dość, że fantastyka, to jeszcze oparta na mitologii słowiańskiej. Jak to jednak w życiu bywa: postanowienia to jedno, a ich realizacja…. wiadomo 😉 W końcu nadarzyła się jednak sposobność sięgnięcia po pierwszy tom, czyli „Pustą noc” i przekonania się samej, czy faktycznie ta cała historia jest tak dobra, jak starano się mnie o tym przekonać.

Poznajemy dwoje głównych bohaterów – Magdę oraz Feliksa. On jest żniwiarzem, czyli kimś, kto broni niczego nieświadomych ludzi przed najróżniejszymi stworami kroczącymi w mroku, zaś ona – mimo tego iż jest zwyczajną dwudziestolatką – stara się mu we wszystkim pomagać. Teraz jednak dzieje się coś dziwnego. Nie dość, że nękające ludzkość od zarania dziejów kreatury stały się aktywniejsze niż zazwyczaj, to na dodatek ktoś lub coś zaczął polować na żniwiarzy. Już wkrótce zarówno Magda jak i Feliks przekonają się, jak niewiele jeszcze wiedzą o świecie słowiańskich wierzeń i jak wielkie niebezpieczeństwo grozi nie tylko im, ale wszystkim ludziom.

Mitologia słowiańska, jak wspomniałam we wstępie, nie jest mi obca. Czytałam m.in doskonałą „Słaboniową i spiekładuchy” Joanny Łańcuckiej, cykl „Kwiat paproci” Katarzyny Bereniki Miszczuk („Szeptucha”, „Noc Kupały”, „Żerca”, „Przesilenie”), „Kroniki Jakuba Wędrowycza” Andrzeja Pilipiuka, czy w końcu dwa tomy opowiadań ze świata Wiedźmina („Miecz przeznaczenia”, „Ostatnie życzenie”) pióra Andrzeja Sapkowskiego. Gdyby do w/w tytułów dodać dzieło Hendel i stworzyć z nich wszystkich ranking od najlepszych do najsłabszych lektur, to niestety ale „Pusta noc” znalazłaby się na samym końcu tego zestawienia…

Początek tej historii nie był wcale taki zły. Wręcz przeciwnie – całkiem obiecujący! Była akcja. Była tajemnica. Chciało się przewracać kolejne stronice, by dowiedzieć się, co też będzie dalej. No i właśnie… owo „dalej” posypało całą tę opowieść. Spadło tempo akcji [dopiero pod koniec nabiera rumieńców], zabrakło napięcia, a całą tajemnicę odkryłam nawet nie w połowie książki – chociaż główni bohaterowie prawie że do samego końca, kiedy to odkrywają prawdę wyłożoną im niczym przysłowiową kawę na ławę, błądzą po omacku, jedynie irytując swoją naiwnością oraz brakiem logicznego myślenia i umiejętnością łączenia faktów, które mają dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Kreacja samych bohaterów również pozostawia wiele do życzenia. Żadna z postaci nie zdołała mnie do siebie przekonać, a tym bardziej sprawić, bym martwiła się ich dalszym losem. Magda jest tak nijaką i nudną osobą, że to wręcz boli. Jak nie sprząta, to pracuje, od czasu do czasu wyskakując na jakąś akcję spod znaku: „wypędzić potwora”, z którym – rzecz jasna – rozprawia się w zasadzie bez większych trudności. Zachowaniem również nie grzeszy – nie raz i nie drugi zastanawiałam się, czy ona faktycznie ma te dwadzieścia lat, czy też może dopiero weszła w wiek nastoletni. Gdyby mogła, to by tupała nóżką…

Feliks jest już o wiele bardziej interesujący, jednak jedynie ze względu na to, iż jest on żniwiarzem.

„Nikt tak naprawdę nie wiedział, skąd się wzięli. Czy stworzył ich Bóg, wiara ludzi, a może należeli do tego samego świata, co istoty, które wypędzali? Kiedyś byli zwykłymi ludźmi, których dusze po śmierci nie odeszły w zaświaty, ale też nie błąkały się po świecie niczym duchy. Miały za to rzadką zdolność zamieszkiwania w cudzych ciałach. Nie opętywali żywych, ale wchodzili w ciała osób niedawno zmarłych, ożywiali je, przejmowali nad nimi kontrolę, kiedy ich prawowity właściciel już odszedł. Każdy żniwiarz był szybszy i silniejszy niż człowiek, miał bardziej wyczulone zmysły i przede wszystkim potrafił wyczuć oraz ujrzeć nawich.”

I o ile same potyczki ze stworami były całkiem interesujące [choć na mój gust przebiegały nieco za szybko], o tyle jego samo zachowanie wielokrotnie przeczyło faktowi, iż żyje on już od wielu, wielu lat. Powinien być bardziej doświadczony – jak to mówią – przez życie, przeczulony na grożące im niebezpieczeństwa, jak też potrafić szybciej i sprawniej kojarzyć fakty. Tego tu niestety zabrakło.

Co mi jeszcze nie do końca podeszło w dziele Hendel? Sposób w jaki przedstawiano istoty, z którymi przyszło się mierzyć bohaterom jej powieści. W suchy, wręcz encyklopedyczny sposób. Zupełnie jakbym otworzyła bestiariusz słowiański i odczytywała treść po odnalezieniu interesującego mnie hasła.

Podejrzewam, że osobom nie zaznajomionym z powieściami w podobnych klimatach, pierwszy tom [możliwe też że i kolejne] z serii „Żniwiarz” może się podobać. Mając jednak w pamięci doskonałą „Słaboniową i spiekładuchy” Łańcuckiej, czy uniwersum Wiedźmina Sapkowskiego, „Pusta noc” Hendel nie sprawiła, że do jej lektury zasiadałam pełna targających mną emocji i z oczekiwaniem na to, jak też potoczą się dalsze losy bohaterów. Niestety, ale ta historia nie zdołała mnie do siebie przekonać (otwarte wątki -> kim jest Geralt?, dziwny finał przebiegu starcia z głównym antagonistą), a tym samym sprawić, bym czuła potrzebę sięgnięcia po jej kontynuację. Dla mnie w tym momencie kończy się moja przygoda ze Żniwiarzem. Nie żałuję.

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Oprawa: e-book
Liczba stron: 460
ISBN: 978-83-7976-685-7

1Shares