Zapowiedź: „Cisza” – Tomasz Lipko

Wyobraź sobie świat bez internetu.
Kiedy tracimy internetowy zasięg na dłużej niż 60 sekund, budzi się w nas złość.
Nie wyobrażamy sobie, co by się stało, gdybyśmy tej łączności nigdy nie odzyskali.

Styl życia online bardzo nas rozleniwił. Potulny gatunek człowieka, który wyhodowały sobie komputery, czyli MY WSZYSCY, bez sieci nie jest w stanie skorzystać z większości zdobyczy cywilizacji. Sztuczna inteligencja sama uznała, że to dobry moment na przejęcie władzy.

„Cisza” to pełna zwrotów akcji, sensacyjna opowieść Tomasza Lipko (autora bestsellerowego „Notebooka”), o bliskiej współczesności, w której sieć przestała działać, a powrót do epoki przedinternetowej okazał się niemożliwy. Dwójka bohaterów – detektyw nowej ery Igor Hanys oraz zaginiona zaraz po blackoucie Yaara Alex – odkrywa nowy świat, który okazuje się zaskakująco realny. Czy ich spotkanie odpowie na nurtujące ludzkość pytanie: kto wygra w starciu człowieka ze sztuczną inteligencją?

FRAGMENT

Spodziewałem się, że pokój widzeń będzie niewielką klitką, może nawet przedzieloną pancerną szybą. Tymczasem moim oczom ukazał się widok wielkiej industrialnej hali zawalonej pordzewiałymi częściami taboru kolejowego. Na początku bałem się wejść do środka, bo wiszące na górze, niebezpiecznie opuszczone kilkutonowe suwnice sprawiały wrażenie, jakby za chwilę miały runąć w dół. Wokół śmierdziało stęchlizną i zjełczałymi chemikaliami. Przez chwilę nawet myślałem, że to jakaś pomyłka. Inteligentnym programom zdarzały się w końcu awarie i uszkodzenia. Ale nie w tym miejscu.
Kiedy oczy przyzwyczaiły mi się wreszcie do panującego w środku półmroku, zacząłem szukać między stertami zmurszałych narzędzi jakiegoś personelu. Nikogo jednak nie było. Dopiero po chwili usłyszałem dziwny metaliczny dźwięk dochodzący z głębi. Postąpiłem ostrożnie kilka kroków, omijając metalowe żerdzie, tłuste plamy i podziurawione beczki po smarach. Wtedy dostrzegłem jakiś ślad życia w tym śmierdzącym złomowisku. Zza szkieletu wagonu wyłoniła się, powłócząc nogami, ludzka sylwetka. Metaliczny, nieregularny dźwięk stawał się coraz wyraźniejszy. W końcu zrozumiałem, że to szczęk grubych metalowych ogniw. Postać miała nogi i ręce skute kajdanami, które spięto ciężkim i długim łańcuchem. Omijając kolejne przeszkody, powoli się do siebie zbliżaliśmy. Rosnący niepokój i świadomość, że ten człowiek jest spowolniony upokarzającym ciężarem, nie pozwalały mi przyspieszyć kroku. Kiedy dzieliło nas mniej niż czterdzieści metrów, rzucił mi się w oczy kolejny szczegół. Kolor kombinezonu tego człowieka. Mocno przybrudzona czerwień, która być może kiedyś była jaskrawa. Tak oznaczano najbardziej niebezpiecznych przestępców. Sam kombinezon wyglądał, jakby nie był prany od co najmniej kilku miesięcy. Po kolejnych dziesięciu metrach zacząłem zauważać szczegóły sylwetki. Wiedziałem, że Yaara Alex ma sto siedemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu. To była jedna z niewielu pewnych informacji, którymi dysponowałem na jej temat. Dopiero bliżej zobaczyłem, że postać jest mocno przygarbiona. To była kobieta. Na to przynajmniej wskazywała burza włosów na głowie. Tyle że z każdym kolejnym krokiem ta burza okazywała się gęstym, nierozczesanym kołtunem. Kobieta trzymała głowę pochyloną i odnosiłem wrażenie, że boi się na mnie spojrzeć. Nie miałem już wątpliwości.
– Nazywam się Igor Hanys, pełnię funkcję Frontside Detective Policji Bankowej i przyjechałem zasięgnąć informacji w sprawach wagi państwowej.
Zatrzymała się jakieś pięć kroków przede mną, a z oczu, ust albo z nosa, sam nie wiem, pociekły jej na dół dwie gęste, bezbarwne krople. Ten widok mnie przeraził. Byłem przygotowany, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać, więc nie czekając długo, wyrecytowałem:
– Mam dla ciebie wyjątkową propozycję opuszczenia tego ponurego miejsca. To propozycja, której nikt wcześniej ci nie składał. I zapewne nikt już więcej ci jej nie złoży.
Powoli podniosła głowę. Jeszcze zanim uderzyły mnie jej rysy, złapał mnie za serce kompletny brak emocji na jej twarzy.
Przez czterdzieści lat służby w policji spotykałem ludzi, którzy chcieli mnie oszukać, przekupić, zastraszyć, ogłupić czy zabić. Rozśmieszyć, zainteresować, zlekceważyć, poniżyć. Ale bez względu na intencje zawsze mieli w sobie jakieś emocje. Osoba, która stała teraz przede mną skuta kajdanami, brudna i zasmarkana, nie miała ich jakby w ogóle. Patrzyła na mnie oczami, z których wyzierała tak przenikliwa pustka, że przebijała się nawet przez kosmyki posklejanych, brudnych włosów. Cała jej twarz była bez wyrazu, wyzuta z uczuć. Nie umiałem nawet określić, czy jest podobna do tej Yaary Alex, którą tak intensywnie wyobrażałem sobie w ostatnich dniach.
Kiedy uniosła wreszcie głowę do końca, a podnosiła ją bardzo powoli, liczyłem, że w końcu się odezwie. Ale ona nadal milczała, wbijając tylko we mnie ten pusty wzrok.
– To co, jesteś zainteresowana? – dodałem na zachętę.
Wyglądała, jakby w ogóle nie usłyszała tego pytania. Poczułem wzbierający niepokój. Został mi, ostrożnie licząc, jakiś kwadrans. Tymczasem osoba niezbędna do dokończenia naszej misji sprawiała wrażenie, jakby poddano ją nawet kilkuletnim torturom, z każdą chwilą postrzegałem ją coraz bardziej jako niepełnosprawną umysłowo. Sprawy nie ułatwiał też fakt, że miałem mocno ograniczoną swobodę rozmowy.
Tak jak myślałem – nie tylko strażnicy czy funkcjonariusze Policji Bankowej, ale przede wszystkim dużo bystrzejsze od nich algorytmy mogły nas teraz uważnie słuchać. Miałem dużo wątpliwości, ale musiałem zagrać va banque.
– Tak się składa, że jestem nie tylko oficerem Policji Bankowej – spróbowałem zgodnie z policyjnym elementarzem, powoli, niskim głosem, wzbudzając zaufanie – zostałem też wynajęty przez twojego faceta Matsa Lagerbäcka…
Te dwa ostatnie słowa musiały mieć dla niej kolosalne znaczenie. Nie zareagowała od razu. Gapiła się na mnie cały czas w tej samej pozycji, ale jej oczy powoli zaczęły się zmieniać. Najpierw na ich dnie zobaczyłem coś jakby dwie iskierki. Wiedziałem, że Autonomiczna Spółdzielnia, z całym szacunkiem dla jej sztucznego cwaniactwa, nie jest w stanie dostrzec tego błysku we wzroku Yaary Alex.
Podwójną grę w tym momencie prowadziłem nie tylko z nią, ale przede wszystkim z algorytmami, których inteligencję, nawet jeżeli sztuczną, dało się jednak wykiwać. Przynajmniej starałem się w to głęboko wierzyć.
– Kojarzysz chyba gościa?
Wzięła głęboki oddech, ale cały czas milczała.
– Bardzo chciałbym mu zawieźć dobre wiadomości. Ale chciałbym też, żebyś mi trochę pomogła.
Jak rasowa śledcza menda obszedłem ją powoli dookoła, a ona cały czas milczała. W końcu pochyliłem się mocno w kierunku jej twarzy, przekraczając tym samym granicę intymności.
– Potrzebuję twojego wsparcia w namierzaniu nielegalnie sieciowanych komputerów.– Przed przyjściem tutaj kwadrans płukałem usta, żeby mój oddech był jak najbardziej metaliczny, wiedziałem, że będę jej mówił powoli prosto do nosa, jak na szkoleniach z przesłuchiwania. – Mam szerokie pełnomocnictwa algorytmiczne i jestem bardzo przyjaźnie nastawiony…
To był najlepszy moment, żeby spróbować tej sztuczki. Dyskretnie rozejrzałem się dookoła, starając się zlokalizować kamery monitoringu, ale w tak krótkim czasie w tym gigantycznym składowisku było to niemożliwe. Zaczynała się właśnie pierwsza z zaplanowanych w najdrobniejszych szczegółach sześciu sekund. Delikatnie uszczypnąłem ją w rękę, a następnie wyjąłem legitymację służbową niby w celu zweryfikowania swojej pozycji i powoli przeliterowałem jej pięć liter w języku migowym. A jak zaciśnięta pięść. Dwa razy. R jak dwa palce wyciągnięte w górę. O jak gest kucharza z Vegety. N jak dwa palce symbolizujące pistolet. AARON. Tę próbę także wytrzymała nieruchomo i bez słowa, choć po pierwszej literze zauważyłem w jej oczach zdziwienie. Po czwartej szok. Po piątej wyglądała już na spokojną, a ja wiedziałem, że się udało.
– To jak? – zapytałem dla pewności, nie zmieniając swojej pozycji. – Dogadamy się? – Przestałem wreszcie nad nią wisieć, wyprostowałem się i odszedłem dwa kroki, dając jej trochę przestrzeni. Odwróciła głowę, żeby cały czas mieć mnie przed oczami.
Miałem już pewność, że zatrybiła. Odezwała się w końcu trzema słowami:
– Jak żyje Mats?
– A, dziękuję. Tęskni za tobą.
Zaczęła chcieć. To była zasadnicza zmiana w jej twarzy, którą zauważyłem. Tym razem nie musiałem tak długo czekać, aż ponownie się odezwie.
– Co mam zrobić?
Wyciągnąłem skaner chipów, uaktywniłem go i pomachałem jej nim tuż przed oczami.
– Za chwilę mogę ci wbić do głowy komplet informacji, które uzyskaliśmy do tej pory. Sama zobaczysz, że nie wymagam zbyt wiele. Chodzi o ludzi z finansowego podziemia. Takich jak ty. Algorytmy ludzkiego oka w spojrzeniu na wyniki swojego śledztwa. A co w zamian? – Tu zawiesiłem głos, żeby za chwilę skłamać, podobnie jak kłamałem wiele razy wcześniej, robiąc nadzieję różnym uwięzionym, którzy do dziś oglądają świat zza krat, jeżeli w ogóle jeszcze żyją. Tyle że teraz moja ofiara dużo lepiej się orientowała, jaką grę prowadzę. – W zamian jestem w stanie ci załatwić nadzwyczajne złagodzenie kary. I to błyskawicznie. A może nawet zorganizować na koszt tego komputerowego targowiska podwózkę do Tallina, gdzie czeka na ciebie ukochany.
Myślę, że zorientowała się już, w co gram. Wyraz jej twarzy nie był już nieobecny, z każdą sekundą Yaara nabierała charakteru. W końcu gapiła się na mnie tak intensywnie, że poszczególne kosmyki włosów zaczęły jej się zsuwać z czoła na skroń i dalej na policzki. – Załaduj mi te materiały na chip – odezwała się w końcu cichym, ale zdecydowanym głosem. – Zrobię wszystko, co chcesz. Przystawiłem jej do głowy urządzenie o kształcie pistoletu i nacisnąłem na spust. Skaner wypalił strumieniami informacji o nielegalnych ogniskach sieci na terenie Europy. Dla uwiarygodnienia całości dodałem kilka niezweryfikowanych szczegółów z Wiednia i okolic. W tych danych nawet nie próbowałem jednak czegokolwiek przemycać, istniało bowiem duże prawdopodobieństwo, że wszystko prześwietlą algorytmy. Ściśle tajny plan naszej operacji musiałem przekazać tak, żeby nie zauważyli tego ani Sztuczna Inteligencja, ani strażnicy i policjanci bankowi, którzy z pewnością nas teraz obserwowali. To było najtrudniejsze.
– W tym momencie zwróciliśmy ci twój komputer, będzie na ciebie czekał w celi – powiedziałem po wszystkim.
– Co teraz?
– Będę u ciebie najpóźniej pojutrze z samego rana – powiedziałem, szykując się na najważniejsze – przejrzyj uważnie te dokumenty. A na zachętę mam dla ciebie coś osobistego od Matsa, prosił mnie, żeby ci to przekazać. Podniosła wzrok jak dzikie zwierzę, a ostatnie słowa powiedziała z wyraźnym napięciem:
– Powiedz co?!
Chwyciłem ją prawą ręką za szyję, jakbym chciał jej coś szepnąć na ucho, ale skręciłem głowę i bezceremonialnie wsadziłem jej język między zęby. Smakowała dziwnie, jakby metalem, kokainą czy innymi chemicznymi składnikami. Ugryzła mnie, broniąc się przed tym, ale to, co trzeba, miała już w środku. Mikroskopijną kartę pamięci wsunąłem jej głęboko pod język, po czym delikatnie i powoli wycofałem się z tego uścisku. Widziałem z zewnątrz, jak Yaara delikatnym ruchem języka przesuwa tę strategiczną przesyłkę w bezpieczne miejsce. Na tym niewielkim kawałku plastiku i metali szlachetnych znajdował się precyzyjny opis wszystkich informacji, które zdobyliśmy dzięki sztuczkom Eugene’a, cały nasz plan, a przede wszystkim instrukcja działania. Sekwencja po sekwencji. Yaara Alex miała to tylko dokończyć. Była to formalność, na którą pozwalały jej wiedza i umiejętności. Formalność, którą jej wnuki będą wspominać jako jedną z przełomowych akcji w historii ratowania cywilizacji. Nie powiedzieliśmy sobie już nic więcej. W soczewkach wyświetlił mi się ostatni komunikat.
„DO KOŃCA REGULAMINOWEGO CZASU WIZYTY ZOSTAŁO STO DWADZIEŚCIA SEKUND”.
Nie czekałem ani sekundy dłużej. Potykając się o porozrzucane elementy taboru kolejowego, ruszyłem szybkim krokiem do wyjścia. Będąc przy bramie, odwróciłem się ostatni raz, ale nie byłem już w stanie jej dostrzec.


 

Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 1 września 2021
Gatunek: kryminał/sensacja
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Luczba stron: 416
ISBN: 978-83-240-7963-6
Cena katalogowa: 44,99 zł

 


0Shares