Recenzja: „Właśnie że tak!” – Katarzyna Grochola

„Nareszcie!

Kultowa Judyta – którą pokochały miliony – powraca po 20 latach.

A wraz z nią Adam, Tosia, Ula, Eksio i nowi bohaterowie oraz śmiech, łzy i kolejne 1000 powodów, by próbować jeszcze raz.

Wszyscy wiemy, że relacje z innymi ludźmi nie są łatwe. A najlepiej wie o tym Judyta. Czy tym razem będzie w stanie służyć radą, gdy wsparcia wymagać będzie jej własna córka? Czy Tosi uda się rozpocząć nowe życie? Czy matka Judyty w końcu będzie z niej zadowolona? Czy naprawdę z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu? Jak nie zwariować w tym wszystkim?

Katarzyna Grochola w mistrzowski sposób łączy humor i cięty dowcip z rodzinną opowieścią i nadzieją, że nawet z najtrudniejszej sytuacji może wyniknąć coś dobrego. Niemożliwe? A właśnie że tak!

Autorka kultowego Nigdy w życiu! powraca z uwielbianymi bohaterami – dojrzalszymi, nieco innymi, a jednak wciąż z taką samą werwą i humorem. Powrót Judyty to brawurowa odpowiedź na pytanie, co stało się nie tylko z nią, ale przede wszystkim z nami, gdy życie napisało kolejne rozdziały przez 20 lat.” – opis wydawcy

„Właśnie że tak!” to powrót, który nie próbuje udawać, że czas się zatrzymał – i właśnie dlatego działa. Grochola nie wskrzesza Judyty po to, by odtworzyć dawny klimat, tylko by sprawdzić, co się z nami wszystkimi stało przez te dwie dekady, odkąd po raz pierwszy słuchaliśmy jej narzekań, żartów i prób ogarnięcia życia. To nie jest nostalgiczna pocztówka z przeszłości, choć czytelnicy pamiętający pierwsze wydanie „Nigdy w życiu!” dostaną swój prezent: znajome głosy, znajome emocje, znajomą energię, tylko dojrzalszą, bardziej popękaną, ale też bardziej świadomą.

Judyta wraca jako kobieta, która już wie, że życie nie jest linią prostą, tylko zygzakiem, czasem wręcz labiryntem. Nadal potrafi być ironiczna, nadal ma w sobie tę charakterystyczną mieszaninę czułości i zgryźliwości, ale tym razem jej świat nie kręci się wokół własnych dramatów – to raczej ona staje się punktem odniesienia dla innych. Zwłaszcza dla Tosi, która wchodzi w dorosłość z impetem, który matce trudno zaakceptować. I tu zaczyna się najciekawsza warstwa powieści: konfrontacja dwóch pokoleń kobiet, które niby chcą dla siebie dobrze, a jednak nieustannie się mijają. Judyta powtarza sobie, że matka nie powinna wtrącać się w decyzje dorosłych dzieci, ale jednocześnie nie potrafi powstrzymać się od myślenia, że „nie o takim życiu marzyła dla Tosi”. To bardzo prawdziwe – i bardzo ludzkie.

Grochola świetnie uchwyciła też współczesne pęknięcia w komunikacji. W jednym z najmocniejszych fragmentów bohaterowie mówią wprost: terapeuci mają pełne ręce roboty, bo ludzie przestali ze sobą rozmawiać, a lajki zaczęły zastępować relacje. To niby prosta obserwacja, ale wpleciona w fabułę tak naturalnie, że nie brzmi jak wykład, tylko jak westchnienie kogoś, kto naprawdę widzi, jak świat się zmienił. Zresztą cała książka jest pełna takich momentów – refleksji o starzeniu się, o tym, że mężczyźni i kobiety przechodzą je inaczej; o tym, że „czasem wszystkie kłopoty biorą się z tego, że człowiek wie za dużo”; o tym, że święta zawsze wyglądają tak samo, choć co roku obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej.

Nowym, bardzo udanym elementem jest biuro matrymonialne prowadzone przez Judytę i Adama. To współczesny odpowiednik dawnych listów do redakcji – miejsce, w którym przewijają się ludzkie historie, lęki, nadzieje, pretensje i marzenia. Każda z tych postaci pojawia się na chwilę, ale zostawia po sobie ślad, a Judyta, choć czasem ironiczna, nigdy nie jest okrutna. Widać, że rozumie, jak kruche są ludzkie pragnienia i jak bardzo każdy z nas boi się samotności. To właśnie te epizody nadają książce rytm – lekki, ale nie pusty.

A skoro o rytmie mowa: humor Grocholi nadal działa. „Odprężony Wacek” jako tytuł rozdziału to coś, co trudno zapomnieć, a kreatywne nazwy wypieków Tosi – „Tchórz w czekoladzie”, „Zdrajca pochowany”, „Spieczony uciekinier” – są tak absurdalne, że aż urocze. To ten rodzaj żartu, który nie próbuje być błyskotliwy na siłę, tylko wynika z charakterów bohaterów. Dzięki temu powieść nie traci lekkości nawet wtedy, gdy dotyka trudniejszych tematów.

„Właśnie że tak!” nie jest książką, która zmienia życie. Nie jest też historią, którą trudno odłożyć – można ją przerwać, wrócić, czytać na raty. Ale jest czymś innym: ciepłym, inteligentnym spotkaniem z bohaterką, która dorosła razem z czytelnikami. To powieść, która przypomina, że „najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo”, że „miłość jest ryzykiem”, że „nie wiem” to czasem najuczciwsza odpowiedź, jaką można dać. I że nawet jeśli 85% rzeczy, o które się martwimy, nigdy się nie wydarzy, to i tak będziemy się martwić – bo tacy jesteśmy.

To książka lekka, szybka w czytaniu, pełna humoru, ale niekoniecznie taka, do której się wraca. Raczej powieść na jeden przyjemny wieczór – taka, którą można odłożyć i wrócić bez poczucia, że coś umknęło, a jednocześnie zostawia po sobie ciepły ślad. Jest w niej sentyment, jest refleksja, jest codzienność podana z charakterystycznym dla Grocholi wdziękiem. To spotkanie z bohaterką, która dorosła razem z czytelnikami, i choć nie oferuje wielkich fajerwerków, daje dokładnie to, czego można oczekiwać: uśmiech, kilka trafnych obserwacji i poczucie, że życie – mimo wszystko – potrafi zaskoczyć.

w serii ukazały się:
„Nigdy w życiu!” ♥ „Właśnie że tak!”


Tytuł: Właśnie, że tak!”
Autor: Katarzyna Grochola
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2026
Seria/Cykl: Nigdy w życiu, tom 2
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 504
ISBN: 978-83-08-088-73-9
Gatunek: kobiece, obyczajowe

Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim (barter).
Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść recenzji.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie


Pamiętaj: #czytajlegalnie !
⏬ książkę kupisz np. tu ⏬

wersja w miękkiej okładcewersja z twardą okładką i barwionymi brzegami

0Shares