Recenzja: „Śmiertnica” – Maciej Torebko

„W sercu tajemniczego Podlasia, gdzie mrok splata się z codziennością, Wojtek powraca do rodzinnej wsi, by odbudować swoje życie po osobistej tragedii. Wraz z grupą przyjaciół podejmuje się renowacji odziedziczonego domu, nieświadomy, że sekrety tej zapomnianej wioski są bardziej niebezpieczne niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Na jaw zaczynają wychodzić kolejne tajemnice, a uśpione demony z przeszłości czają się w cieniu, gotowe do ataku. Nieoczekiwanie, zagrożenie przychodzi z zupełnie innej strony. Co łączy śledztwo prywatnego detektywa z malowniczą, podlaską wsią? Gdzie zniknął batiuszka i jaką rolę w tym wszystkim odgrywają warszawscy gangsterzy?

„Śmiertnica” to wielowątkowa opowieść, w której splatają się trzy światy: brutalna rzeczywistość przestępczego półświatka, niepokojące legendy i siły nadprzyrodzone oraz historie miłości, przyjaźni i osobistych zmagań. Czy prawda, którą odkryją bohaterowie, pozwoli im ocalić siebie czy też zaprowadzi ich w jeszcze większe niebezpieczeństwo?” – opis wydawcy

„Śmiertnica” Macieja Torebko to jedna z tych powieści, które zaczynają się niepozornie, wręcz zwyczajnie, a po chwili okazuje się, że pod powierzchnią codzienności pulsuje coś znacznie mroczniejszego. Autor zabiera czytelnika w podróż na Podlasie – w przestrzeń, która sama w sobie jest już gotowym bohaterem: gęstą od legend, przesyconą historią i podszytą niepokojem, jakby ziemia pamiętała więcej, niż chciałoby się przyznać. I właśnie w takim miejscu pojawia się Wojtek, wracający do rodzinnej wsi po osobistej tragedii, próbujący poskładać swoje życie, choć od początku czuć, że nie mówi wszystkiego. Towarzyszy mu grupa przyjaciół, każdy z własnym temperamentem, własnymi demonami i własnym sposobem radzenia sobie z rzeczywistością. Ich relacje są naturalne, pełne drobnych spięć, żartów i niewypowiedzianych obaw, dzięki czemu łatwo uwierzyć, że moglibyśmy ich spotkać na prawdziwej podlaskiej drodze, gdzieś między lasem a opuszczonym gospodarstwem.

Tymczasem równolegle, w zupełnie innym świecie, dwaj gangsterzy – Szyna i Siwy – prowadzą swoje brudne interesy, a ich język, zachowania i sposób bycia są tak autentyczne, że momentami aż czuć zapach papierosów i benzyny. To środowisko brutalne, pozbawione złudzeń, ale przedstawione bez przesadnej gloryfikacji. Autor nie próbuje ich wybielać ani demonizować – po prostu pokazuje ludzi, którzy funkcjonują według własnych zasad, często skrajnie odmiennych od tych, które rządzą światem Wojtka i jego ekipy. Trzeci wątek, detektywistyczny, wydaje się na początku odstawać od reszty. Norbert, prywatny detektyw, dostaje zlecenie, które prowadzi go w stronę zaginięcia dwóch braci. Początkowo trudno zrozumieć, po co ta historia w ogóle się pojawia – zwłaszcza że klimat jego śledztwa jest bardziej miejski, bardziej uporządkowany, mniej „mglisty” niż to, co dzieje się w Sierpinach. Dopiero później, gdy wszystkie elementy zaczynają się zazębiać, widać, że bez Norberta cała układanka nie miałaby sensu.

Największą siłą „Śmiertnicy” jest to, jak te trzy światy – wiejski, gangsterski i detektywistyczny – splatają się ze sobą, choć początkowo wydają się kompletnie od siebie oderwane. Torebko prowadzi narrację tak, że czytelnik nieustannie czuje, że coś tu nie gra, że ktoś coś ukrywa, że za rogiem czai się odpowiedź, ale jednocześnie nie podaje jej na tacy. W Sierpinach dzieją się rzeczy, które trudno racjonalnie wyjaśnić, a autor umiejętnie balansuje na granicy realizmu i czegoś, co wymyka się logicznym kategoriom. Pojawiają się lokalne legendy, szeptuchy, podlaskie wierzenia, a wszystko to podane jest z wyczuciem – bez kiczu, bez przesady, bez prób udowadniania, że „musi być strasznie”. Strach rodzi się tu z niewiedzy, z niedopowiedzeń, z tego, że bohaterowie sami nie rozumieją, co się dzieje. A czytelnik razem z nimi.

Wojtek, choć nie jest jedynym protagonistą, stanowi emocjonalny rdzeń tej historii. Jego powrót do rodzinnej wsi, jego dziwne zachowania, jego sekrety – wszystko to budzi podejrzenia, ale jednocześnie nie pozwala go jednoznacznie ocenić. Podobnie Marta, która pojawia się nagle i od razu wzbudza wątpliwości. Jej spotkanie z szeptuchą Olgą to jeden z tych momentów, po których atmosfera zaczyna gęstnieć, choć czytelnik nadal nie wie, co właściwie zostało powiedziane. To świetny zabieg – napięcie rośnie, ale nie dlatego, że autor epatuje grozą, tylko dlatego, że konsekwentnie odmawia wyjaśnień.

Warto też docenić język powieści. Torebko pisze plastycznie, ale nie przesadnie. Potrafi oddać klimat wsi, gdzie czas płynie inaczej, gdzie ludzie mówią inaczej, gdzie przyroda jest nie tylko tłem, ale częścią opowieści. Dialogi są naturalne, dopasowane do postaci – gangsterzy klną jak szewcy, mieszkańcy Sierpin mają swoją gwarę, a detektyw mówi jak ktoś, kto widział już sporo i niewiele jest w stanie go zaskoczyć. Narracja jest trzecioosobowa, płynna, przerywana retrospekcjami, które nie burzą rytmu, a jedynie pogłębiają kontekst. Całość rozgrywa się w ciągu kilku lipcowych dni, co nadaje historii intensywności – jakby wszystko musiało wydarzyć się teraz, natychmiast, zanim bohaterowie zdążą się zastanowić.

Choć książka wciąga, nie jest to historia, która zostaje w pamięci na lata. To raczej opowieść, którą czyta się z przyjemnością, z ciekawością, z rosnącym napięciem, ale po czasie jej kontury zaczynają się rozmywać. Nie dlatego, że jest słaba – po prostu należy do tego typu literatury, która działa tu i teraz, w trakcie lektury, a potem ustępuje miejsca kolejnym historiom. Wyjątkiem może być wątek detektywa Ariela Janickiego, który aż prosi się o kontynuację. Jeśli autor zdecyduje się pójść w tym kierunku, „Śmiertnica” może zyskać drugie życie jako początek większego cyklu.

Nie brakuje tu też humoru – czasem czarnego, czasem sytuacyjnego, czasem wynikającego z absurdów życia na wsi. Scena z komarami, solą, wódką, patykiem i kamieniem to przykład tego, jak autor potrafi rozładować napięcie w najmniej spodziewanym momencie. A drobne nawiązania kulturowe, jak choćby nazwisko Marty Kariki, dodają całości lekkości i mrugnięcia okiem do czytelnika, który zna twórczość słowackiego pisarza.

„Śmiertnica” to opowieść o sekretach – o tych, które ludzie ukrywają przed innymi, i o tych, które ukrywa sama ziemia. O tym, że nikt nie jest taki, jak się wydaje. O tym, że prawda potrafi być bardziej niebezpieczna niż kłamstwo. I o tym, że czasem najstraszniejsze nie są siły nadprzyrodzone, lecz to, co ludzie noszą w sobie. Torebko stworzył historię wielowątkową, dynamiczną i pełną napięcia, która łączy elementy kryminału, thrillera, powieści obyczajowej i lekkiej grozy. Nie jest to książka, która zmienia życie, ale z pewnością potrafi zapewnić kilka godzin solidnej, angażującej rozrywki.

Jeśli miałabym streścić ją jednym zdaniem: to opowieść o tym, że każdy coś ukrywa, a maski, które nosimy na co dzień, potrafią być bardziej przerażające niż jakiekolwiek legendy.


 

Tytuł: Śmiertnica
Autor: Maciej Torebko
Wydawnictwo: White Raven
Rok wydania: 2025
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-68175325
Gatunek: sensacja, thriller


 

Pamiętaj: #czytajlegalnie !
⏬ książkę kupisz np. tu ⏬

0Shares