„Cenisz czystość i porządek? Niebo to miejsce dla ciebie!
Moje znajome czorty Azazel i Beleth gorąco wzięły sobie do serca powiedzenie: gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Tyle że to jabłko nie było zwykłą papierówką. Niestety nie wpadłam na to i znowu zostałam bezczelnie wmanewrowana w diabelskie spiski. Jednak tym razem udało mi się przynajmniej nie umrzeć. Zawsze to jakiś powód do dumy.
Tymczasem czeka mnie szalona podróż do Arkadii. Tak, tej na górze. Beztroscy święci, anioły w sandałach, pomocne putta i złote golemy. Chyba jednak nie jestem aż tak gotowa na Niebo, jak mi się wydawało. Chociaż może powinnam zapytać, czy Arkadia jest gotowa na mnie i na diabły…
Oto kolejne szalone przygody byłej diablicy Wiktorii. Ja, anielica to drugi tom serii, którą pokochały tysiące czytelników.” – z okładki książki
Kiedy wydaje się, że po przygodach w Piekle człowiek zasłużył już na odrobinę spokoju, Katarzyna Berenika Miszczuk z uśmiechem podsuwa bohaterce… jabłko. I to nie byle jakie. W „Ja, anielica”, drugim tomie serii o Wiktorii Biankowskiej, powraca wszystko to, co czytelnicy pokochali w poprzedniej części: absurd, humor, lekkość i nieustanne balansowanie między światem żywych, umarłych i tych, którzy od wieków tkwią w niebiańskiej administracji.
Wiktoria, która po wydarzeniach z „Ja, diablica” powinna wreszcie cieszyć się normalnością, znów zostaje wciągnięta w intrygi, na które nikt przy zdrowych zmysłach by się nie pisał. Jej związek z Piotrkiem mógłby być sielanką, gdyby nie drobny szczegół: ona nie pamięta, co działo się po śmierci, a Piekło i Niebo pamiętają aż za dobrze. Wystarczy jeden niewinny owoc, by cała misternie budowana stabilizacja runęła jak domek z kart.
I tak Wiktoria, zamiast planować przyszłość z ukochanym, trafia do Arkadii — miejsca, które w teorii powinno być ucieleśnieniem harmonii, a w praktyce okazuje się biurokratycznym molochem pełnym świętych o wątpliwej kompetencji, aniołów w sandałach i putt, które z równym zapałem pomagają, co przeszkadzają. Autorka bawi się konwencją nieba i piekła, tworząc wizję, która jednocześnie zachwyca pomysłowością i wywołuje lekkie ciarki. Bo o ile Piekło w poprzednim tomie miało swój urok, o tyle Niebo… cóż, Niebo potrafi być naprawdę przerażające.
Miszczuk z wprawą miesza elementy humorystyczne z przygodowymi, a tempo wydarzeń nie pozwala na chwilę oddechu. Diabły knują, anioły knują jeszcze bardziej, a Wiktoria — jak zwykle — musi radzić sobie z konsekwencjami cudzych ambicji. W tle przewijają się tajemnice dotyczące jej rodziny, sekrety Śmierci, a nawet zaskakujące wyjaśnienie pewnego słynnego ucha, które od lat fascynuje historyków sztuki. Autorka nie boi się też sięgać po mroczniejsze akcenty, jak choćby wizję Tartaru, który w tej części nabiera wyjątkowo niepokojącego charakteru.
Największą siłą powieści pozostają jednak bohaterowie. Beleth — wciąż przystojny, wciąż niebezpieczny, ale tym razem zaskakująco emocjonalny — kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Azazel jak zwykle błyszczy ironią, a Lucyfer i Gabriel tworzą duet, którego dialogi można by czytać w nieskończoność. Na ich tle Wiktoria wypada… różnie. Jest sympatyczna, ale często przyćmiewają ją barwniejsze postacie. Piotrek natomiast pozostaje najbardziej problematycznym elementem układanki — trudno go polubić, trudno mu kibicować, a jego obecność bywa bardziej irytująca niż znacząca.
„Ja, anielica” nie udaje literatury wysokiej i nie próbuje nią być. To czysta rozrywka — lekka, zabawna, pełna absurdów i celowo przerysowanych scen. Idealna na moment, kiedy człowiek chce oderwać się od codzienności i zanurzyć w świecie, w którym nawet niebiańskie golemy potrafią narobić bałaganu. Miszczuk pisze tak, że strony same się przewracają, a czytelnik ani przez chwilę się nie nudzi.
Zakończenie pozostawia szeroko otwarte drzwi do kolejnego tomu i wyraźnie sugeruje, że najciekawsze dopiero przed nami [o czym już wiadomo, gdyż jest to wznowienie serii, która po raz pierwszy ukazała się kilka lat temu]. Autorka umiejętnie podkręca napięcie, podrzuca nowe tropy i sprawia, że trudno nie sięgnąć po kontynuację. Zwłaszcza jeśli ktoś — jak ja — ma słabość do pewnego diabła, który potrafi jednym spojrzeniem wywołać chaos większy niż cała Administracja Nieba razem wzięta.
„Ja, anielica” to książka, która spełnia dokładnie to, co obiecuje: bawi, relaksuje i pozwala na chwilę zapomnieć o świecie. A przy okazji pokazuje, że Niebo wcale nie musi być nudne — czasem potrafi być bardziej nieprzewidywalne niż samo Piekło.
Tytuł: Ja, anielica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: Mięta
Rok wydania: IX 2025, wydanie IV zmienione
Seria/Cykl: Wiktoria Biankowska, tom 2
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-68371-73-4
Gatunek: fantastyka
Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim (barter). Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść recenzji. Za książkę dziękuję wydawnictwu Mięta.
Pamiętaj: #czytajlegalnie !
książkę kupisz np. tu
