Recenzja: „Bridgertonowie. Oświadczyny” – Julia Quinn

Seria „Bridgertonowie” autorstwa Julii Quinn (właściwie Julie Pottinger, bestsellerowej amerykańskiej autorki romansów historycznych, której powieści przetłumaczone zostały na 29 języków obcych i 19 razy znalazły się na liście bestsellerów New York Timesa.) ma to do siebie, iż każdy z jej tomów poświęcony został innemu członkowi tego rodu – a że tych jest aż ośmioro, łatwo wywnioskować, iż dokładnie tyle tomów będzie ona sobie liczyć.

Pierwsza część serii – „Mój książę” – skupiona była wokół najstarszej z córek Lady Bridgerton – słodkiej i urzekającej Daphne. Głównym bohaterem jej kontynuacji – „Ktoś mnie pokochał” – został Anthony, najstarszy z braci Bridgertonów, a zarazem – po śmierci ich ojca – głowa całego rodu. Historia opowiedziana na kartach tomu trzeciego, tj. „Propozycji dżentelmena”, kręciła się wokół Numeru Drugiego, a zarazem najstarszego wówczas z kawalerów w rodzinie, Benedicta Bridgertona. „Miłosne tajemnice” z kolei skupiły się na najbardziej czarującym z braci Bridgertonów, czyli Colinie.

Najnowsza część serii zatytułowana „Oświadczyny” to opowieść o Eloise Bridgerton, postaci, która od samego początku mej przygody z tą serią zdołała zdobyć moją sympatię dzięki swojemu ciętemu językowi oraz nietypowemu jak na tamte czasy charakterowi nieprzystającym pannie wywodzącej się z dobrego domu. Eloise jest bowiem niesamowicie ciekawska i uparta, a do tego nie boi się mówić innym prosto w twarz tego, co naprawdę o nich myśli. Nigdy nie idzie na łatwiznę, ani nie zadowala się byle czym. M.in. z tego też powodu w wieku dwudziestu ośmiu lat nadal nie ma męża, chociaż nie brakło chętnych kawalerów do jej ręki.

Kiedy jednak jej najbliższa przyjaciółka nieoczekiwanie wychodzi za mąż, Eloise bierze sprawy we własne ręce i decyduje się na odważny krok w kierunku własnego zamążpójścia. Pod osłoną nocy, nie powiadamiając rodziny, wymyka się z domu i jedzie do posiadłości człowieka, z którym dotąd jedynie korespondowała, a który w jednym z ostatnich listów złożył jej dość śmiałą propozycję.

Tylko czy w ten sposób faktycznie można odnaleźć upragnione szczęście? I czy małżeństwo oparte jedynie na wzajemnym szacunku oraz przyjaźni jest lepsze od żadnego? Eloise nie podejrzewa jednak, że na drodze do realizacji jej celów stanie ktoś jeszcze…, a właściwie dwie osoby i do tego nieprzebierające w środkach, aby się jej pozbyć…

Mając za sobą lekturę pięciu tomów z serii o rodzinie Bridgertonów zauważyłam, iż każdy z nich – prócz oczywistego wątku miłosnego (wszak to romanse historyczne) – porusza jakąś ważną kwestię. Pierwszy tom skupiony był na tym, jak istotne dla naszego dorosłego życia jest nasze dzieciństwo, a zwłaszcza to, jak wyglądały relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny, bowiem to właśnie z rodzinnego domu wynosimy najważniejsze życiowe lekcje, które ukształtowują nas jako dorosłych ludzi. Część druga dotykała zgoła innego problemu – naszej śmiertelności, a także lęków, które potrafią skutecznie zatruć ludzką duszę i wpływać na podejmowane przez nas działania do tego stopnia, że stajemy się ich mimowolnymi niewolnikami. Tom trzeci był z kolei  częściowo powrotem do problematyki poruszanej w części pierwszej, z tym że tym razem poszerzonym o kwestię mezaliansu społecznego i tego, czy prawdziwa miłość faktycznie jest w stanie złamać wszelkie bariery. Kolejna część kręciła się w głównej mierze wokół pojęcia życiowego celu, tego, jak ważne jest pozostawienie po sobie śladu, spuścizny, czegoś trwałego dla potomnych. Aby nie odejść z tego świata zapomnianym. Drugą kwestią były tajemnice – fakt, że każdy z nas je posiada i że tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w stanie poznać do końca drugiego człowieka.

Najnowszy tom na powrót dotyka kwestii wpływu naszego dzieciństwa na osobowość człowieka dorosłego. Ukazuje, jak ogromny wpływ na to, jak postępować będziemy jako dorośli, mają doświadczenia wyniesione z lat dziecięcych. Przeżyta w tamtym okresie trauma potrafi nie tylko skutecznie zatruć ludzką duszę, ale też sprawić, że w dorosłym życiu będziemy niepewni własnych zachowań i żyć będziemy w poczuciu lęku oraz mieć trudności w nawiązywaniu prawidłowych relacji z bliskimi nam osobami.

Muszę w tym miejscu zwrócić uwagę na to, iż autorka w żadnej mierze nie idzie na łatwiznę powielając schematy wykorzystane w poprzednich historiach, a tworzy za każdym razem zupełnie nowe osobowości, obdarzone własnym charakterem oraz motywacją do działania. I to mi się bardzo podoba w jej powieściach. Zresztą gdy zdecydujecie się sięgnąć po tę część serii, od razu zauważycie, że jest ona inna od poprzednich tomów – choćby ze względu na miejsce, w którym rozgrywają się opowiadane w niej wydarzenia. Nie jest to już wielki Londyn, ani nie ma tu balów czy wystawnych przyjęć. Zamiast tego mamy wiejską posiadłość i skupienie się na zaledwie kilku bohaterach.

Na koniec cenna uwaga dla tych, którzy dotąd nie mieli okazji sięgnąć po poprzednie tomy tej serii: tę część można przeczytać bez ich znajomości. Co prawda pojawiają się w niej postaci, które dane nam było poznać wcześniej, niemniej stanowią one jedynie tło dla opowiedzianej na kartach tej książki historii. Dlatego też nic nie stoi na przeszkodzie, aby swoją przygodę z Bridgertonami rozpocząć właśnie od „Oświadczyn”. Powiem wam tylko tyle – nie będziecie żałować 🙂


 

Tytuł oryginalny: To Sir Phillip, With Love
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2022
Seria/Cykl: Bridgertonowie, tom 5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-8202-474-6

Pamiętaj: #czytajlegalnie !
⏬ książkę kupisz np. tu ⏬


1Shares