Recenzja: „69 milionów powodów żeby rzucić swojego szefa” – Kira Archer

źródło: strona wydawnictwa

„Komedia romantyczna o miłości, zemście i biurowym chaosie.

💼💘Kiersten Abbott wygrywa na loterii sześćdziesiąt dziewięć milionów.

Czy rzuci pracę, kupi wyspę i zapomni o swoim szefie tyranie?

Nie – bo gdzie w tym zabawa?

Kiersten postanawia zostać… i zamienić biuro w prawdziwe pole bitwy.

Po miesiącach znoszenia tyranii Cole’a Harringtona – mężczyzny o boskiej aparycji i diabelskim charakterze – nadchodzi czas na zemstę. Kiersten uprzykrza mu życie, jak tylko potrafi, i łamie wszelkie zawodowe zasady, których dotąd tak sumiennie przestrzegała.

Gdy współpracownicy odkrywają, co się dzieje, w firmie ruszają zakłady: kiedy Cole w końcu ją zwolni? Tymczasem on sam… po swojemu włącza się w zabawę. Wyjątkowo nieznośnym zachowaniem próbuje zmusić Kiersten, by to ona złożyła wymówienie.

✨Komedia romantyczna o zemście, dumie – i miłości, która przychodzi bez zaproszenia.

💘 rom-com
💘 podwójny punkt widzenia
💘 starcie dwojga perfekcjonistów
💘 biurowy romans
💘 błyskotliwy i zabawny” – opis wydawcy

„69 milionów powodów żeby rzucić swojego szefa” Kiry Archer to dokładnie ten typ książki, po który sięga się wtedy, gdy człowiek ma ochotę na coś lekkiego, zabawnego i niewymagającego większego zaangażowania emocjonalnego. Taki literacki oddech między thrillerami, kryminałami i historiami, które potrafią człowieka zmielić od środka. Archer proponuje rom‑com w czystej postaci: szybki, błyskotliwy, pełen przekomarzanek i napięcia między bohaterami, a przy tym oparty na pomyśle, który od razu przywołuje skojarzenia z filmem „Jak stracić chłopaka w 10 dni”. Tutaj jednak zamiast relacji damsko‑męskiej zbudowanej na zakładzie mamy biurową wojnę, która zaczyna się w chwili, gdy Kiersten Abbott wygrywa na loterii tytułowe sześćdziesiąt dziewięć milionów i… zamiast rzucić pracę, postanawia zostać i uprzykrzyć życie swojemu szefowi.

To właśnie ten punkt wyjścia sprawia, że historia od pierwszych stron ma w sobie coś przewrotnie zabawnego. Kiersten, dotąd wzór profesjonalizmu, kobieta, która „potrafiła zaspokoić jego potrzeby, zanim sam je sobie uświadomił”, nagle zmienia front i zaczyna robić wszystko, by wyprowadzić Cole’a Harringtona z równowagi. A że Cole jest człowiekiem, który „kochał porządek i starał się go zachować za wszelką cenę”, łatwo przewidzieć, że chaos, jaki wprowadza jego asystentka, będzie dla niego prawdziwą torturą. I tu zaczyna się zabawa — bo on nie pozostaje jej dłużny. Zamiast ją zwolnić, jak przewidują zakłady w firmie, włącza się do gry i próbuje doprowadzić do tego, by to ona sama złożyła wypowiedzenie.

Archer świetnie bawi się dynamiką między bohaterami, pokazując, jak cienka bywa granica między irytacją a fascynacją. Kiersten, która miała prowadzić z Cole’em wojnę, szybko orientuje się, że „im bardziej starała się go wkurzyć, tym goręcej robiło się między nimi”. On z kolei, przyzwyczajony do tego, że nikt nigdy nie podważa jego zdania, zaczyna odkrywać, że ta jedna kobieta potrafi rozmontować jego perfekcyjnie zbudowane mury „cegła po cegle”. I choć oboje są przekonani, że znają się na wylot, każde z nich musi zmierzyć się z własnymi błędnymi założeniami — Kiersten z tym, że może zbyt łatwo przypięła mu łatkę tyrana, a Cole z tym, że jego nieufność wobec kobiet i pieniędzy nie zawsze ma racjonalne podstawy.

W tle tej komediowej przepychanki pojawiają się też bardziej gorzkie nuty. Kiersten, która „nie miała życia prywatnego” i wolała pracować niż siedzieć z lodami na kanapie, to postać, której sposób funkcjonowania trudno uznać za zdrowy czy godny pozazdroszczenia. Jej życie przed wygraną to właściwie nieustanna praca, a to — mimo humorystycznej otoczki — jest po prostu smutne. Cole natomiast, choć twardy i wymagający, okazuje się kimś, kto sam od siebie oczekuje najwięcej, a perfekcjonizm jest dla niego raczej mechanizmem obronnym niż narzędziem do gnębienia pracowników. Oboje są więc bardziej skomplikowani, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, choć Archer nie zagłębia się w te warstwy zbyt mocno — bo nie o to w tej historii chodzi.

To powieść, która ma bawić, odprężać i dawać czytelniczce poczucie, że przez kilka godzin może zanurzyć się w świecie, gdzie największym problemem jest to, kto pierwszy wyprowadzi drugą stronę z równowagi. Czyta się ją błyskawicznie, właściwie jednym tchem, ale równie szybko się o niej zapomina. To typowa lektura „na raz” — przyjemna, lekka, idealna na wieczór, kiedy człowiek chce po prostu odpocząć i nie myśleć o niczym poważnym. Nie wnosi niczego głębszego do życia, nie zostawia refleksji, nie zmienia perspektywy — i nie musi. Jej zadaniem jest rozbawić, dać chwilę wytchnienia i pozwolić kibicować dwójce bohaterów, którzy zderzają się ze sobą jak dwa perfekcyjnie wypolerowane, uparte kamienie.

Jeśli więc ktoś szuka rom‑comu, który łączy biurowy chaos, przekomarzanki, podwójny punkt widzenia i bohaterów, którzy potrafią doprowadzić się nawzajem do szału, a przy tym nie oczekuje od książki niczego więcej niż czystej rozrywki — Archer dostarcza dokładnie to, co obiecuje. A czasem właśnie tego potrzeba najbardziej.


 

Tytuł: 69 milionów powodów żeby rzucić swojego szefa
Autor: Kira Archer
Tytuł oryginalny: 69 milion things I hate about You
Tłumacz: Grażyna Woźniak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 10/02/2026
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 280
ISBN: 978-83-8391-384-1
Gatunek: komedia romantyczna

Opisywana książka jest egzemplarzem recenzenckim (barter). Wydawnictwo nie miało wpływu na moją ocenę i treść recenzji. Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.


Pamiętaj: #czytajlegalnie !
⏬ książkę kupisz np. tu ⏬

0Shares