PLAGIAT – czyli złodziejem być

Niedawno swą premierę, nakładem wydawnictwa Initium, miał literacki debiut Kamila Piechury zatytułowany „Letarg” – tytuł o tyle dla mnie ważny, gdyż objęty przeze mnie patronatem medialnym. Z tego też względu na moim blogu odpowiednio wcześniej ukazała się jego przedpremierowa recenzja.

Jako Patron śledzę „życie” książki w sieci, a co za tym idzie z zainteresowaniem czytam recenzje innych czytelników, którzy mieli okazję sięgnąć już po ten tytuł i postanowili podzielić się z innymi swoimi wrażeniami z lektury.

Dziś jednak jestem oburzona!! Przeglądając Instagram natrafiłam na jednym z kont na „recenzję” „Letargu”, która z każdą kolejną czytaną przeze mnie linijką tekstu coraz bardziej przypominała mój przedpremierowy tekst. Kolejność poruszanych tematów, użyte sformułowania, te same uwagi… Co z tego, że może użyto synonimów, kiedy wydźwięk jest ten sam?!

Żeby nie być gołosłowną – porównajmy mój tekst z tekstem owej bookstagramerki, która postanowiła sobie pożerować na czyimś tekście i to na dodatek samego PATRONA, a następnie opublikować go jako własny.

MOJA RECENZJA „RECENZJA” PLAGIATORKI

Pisanie recenzji to pewien proces, na który składają się: przeczytanie książki, jej analiza, napisanie tekstu. Wszystko to wymaga od recenzenta poświęcenia na to wszystko CZASU, jak i – nie oszukujmy się – pewnych umiejętności. Dlatego też NIE ŻYCZĘ SOBIE, aby ktoś – kto pewnie nawet nie przeczytał książki – ŻEROWAŁ NA MOJEJ PRACY a następnie publikował „własny tekst” i zbierał za niego laury od zachwyconego ciepłymi słowami Autora czy lajki od kolejnych czytelników, zyskując dzięki temu nowych obserwujących.

Nie jestem wredna. Nie szkaluję publicznie ludzi. Ale doprawdy nienawidzę kradzieży czyjejś pracy. Tego typu zachowanie i działanie jest po prostu karygodne i należy tępić je wszelkimi możliwymi sposobami! Dlatego też jeśli wśród was są osoby, które zaobserwowały w/w konto, to bardzo was proszę – cofnijcie swoje polubienie. Nie można pozwolić, aby taka osoba funkcjonowała pośród nas i cieszyła się naszą sympatią. Przy okazji przejrzyjcie „jej teksty”, bo kto wie, być może pośród nich odnajdziecie i własne recenzje…

0Shares