„Księżyc jest pierwszym umarłym” – Karina Bonowicz

Jan Kochanowski w jednym ze swych wierszy pisał: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”. Z pewnością nie użyłby tych słów, gdyby trafił do niewielkiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Czarcisław położonej gdzieś na Podkarpaciu, w której to rankiem człowiek idzie do kościoła, zaś po powrocie pod swym łóżkiem chowa siekierę… W miejscu tym bowiem za nic w świecie nie jest ani spokojnie, ani wesoło – co najwyżej dziwnie i jeszcze dziwniej, zaś rzeczy, o których dotąd myślałeś w kategoriach „to jest po prostu niemożliwe” zdarzają się na porządku dziennym.

I właśnie do tego miejsca trafia siedemnastoletnia Alicja Kujadynowicz, główna bohaterka najnowszej powieści zatytułowanej „Księżyc jest pierwszym umarłym” autorstwa Kariny Bonowicz („Pierwsze koty robaczywki”, „I tu jest bies pogrzebany”), który daje początek fantastycznemu cyklowi o intrygującym i wiele mówiącym tytule „Gdzie diabeł mówi dobranoc”.

Alicja do Czarcisławia nie trafia bynajmniej z własnej, nieprzymuszonej woli, a w wyniku tragicznych okoliczności, w konsekwencji których opiekę nad nią przejąć miała ciotka, o istnieniu której do tej pory nie zdawała sobie w ogóle sprawy. Dziewczyna szybko przekona się, że to dopiero początek niespodzianek, które ją czekają. Nagle bowiem okaże się, że te wszystkie wilkołaki, strzygi, guślnice i inne paranormalne istoty niekoniecznie są wymysłem autorów książek fantastycznych i że „przyjdzie jej się bujać z jakimś niedowartościowanym dupkiem, który został pominięty, kiedy akurat rozdawano magiczne właściwości”, a na domiar złego ona sama nie jest wcale zwyczajną nastolatką, za którą dotąd się uważała. Jest bowiem potomkinią jednego z tych, którzy przed wiekami dobili targu z diabłem i teraz – czy tego chce czy nie – przyjdzie jej się zmierzyć z jego konsekwencjami.

Stare wierzenia, bajania, zabobony, wszelkie mitologie – to od zawsze były moje klimaty. Jedną z ulubionych powieści opartych na mitologii słowiańskiej (którą oczywiście gorąco wam polecam, jeśli dotąd nie mieliście okazji po nią sięgnąć) jest dzieło Joanny Łańcuckiej pt „Stara Słaboniowa i spiekładuchy”. W podobnym klimacie utrzymana jest zresztą popularna wśród czytelników seria Katarzyny Bereniki – Miszczuk zatytułowana „Kwiat paproci” („Szeptucha”„Noc Kupały”„Żerca”„Przesilenie”). Karina Bonowicz poszła o krok dalej. W swej najnowszej powieści wymieszała słowiańskie wierzenia ze współczesnością, całość okraszając humorem oraz licznymi, częstokroć prześmiewczymi nawiązaniami do świata popkultury (m.in „Harry Potter”, „Zmierzch”, obecność Kardashianek), tworząc niepowtarzalną i przemawiającą do wyobraźni czytelnika całość, którą czysta się z prawdziwą przyjemnością.

W sieci krążą informacje, jakoby Karina Bonowicz  pomysł na swą najnowszą książkę zaczerpnęła (nie mówiąc już brutalnie – zerżnęła) z wydanej przed kilku laty powieści „Jesteś na to zbyt młoda” Luizy Dobrzyńskiej otwierającej trylogię „Wiedźma z Podhala”. Zresztą na stronie FB pani Liuzy znaleźć można materiał wideo traktujący na ten temat. Czemu o tym wspominam? Miałam okazję czytać dzieło, na podstawie którego jakoby powstał „Księżyc jest pierwszym umarłym”. Nie dałam jednak rady przeczytać go do końca. Porzuciłam je w połowie ze względu na język, jakim zostało ono napisane, a także zupełnie nie trafiające do mnie rozwiązania fabularne oraz zbyt duże nagromadzenie w tej historii najprzeróżniejszych istot paranormalnych (z różnych światów i mitologii, a także wymyślonych przez autorkę na potrzeby jej książki). Choć nie dotrwałam do końca, zapewnić was jednak mogę, iż nie widzę powodów ku temu, aby uważać powieść Bonowicz za prawie że kopię wstępu do „Wiedźmy z Podhala”. To są dwie zupełnie odrębne historie, a że początek jest podobny, bo młoda dziewczyna trafia pod opiekę rodziny, której dotąd nie znała… litości… w ilu powieściach zastosowano tego typu motyw? Dalej jednak obie historie biegną zupełnie różnymi torami. I co najważniejsze – książkę Bonowicz, mimo iż liczy sobie ona nieco ponad 570 stron, czyta się z przyjemnością, dzięki lekkości pióra autorki oraz jej umiejętności zaintrygowania i zaciekawienia czytelnika tym, co też wydarzy się dalej, a także niebanalnym bohaterom potrafiącym wzbudzić w czytelniku emocje. Tego samego nie mogę powiedzieć o dziele Luizy Dobrzyńskiej.

Zatem nie dajmy się zwariować! Nie wierzcie z góry we wszystko to, co gdzieś tam usłyszycie na ten temat. Najlepiej będzie, jeśli sami sięgniecie po powieść Kariny Bonowicz i wyrobicie sobie własne zdanie na ten temat. Jeśli o mnie chodzi, to jestem pewna, iż nie będziecie żałować, a wręcz przeciwnie – lektura was nie tylko usatysfakcjonuje i miło spędzicie przy niej czas, ale też z niecierpliwością wyglądać będziecie jej kontynuacji. A już zwłaszcza po takim zakończeniu, jakie zafundowała czytelnikom autorka!

Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: premiera 19.06.19
Seria/Cykl: Gdzie diabeł mówi dobranoc
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 572
ISBN: 978-83-62577-96-5

 

0Shares