“Złoty most” – Eva Völler [recenzja, 270 ]

Wielokrotnie wspominałam, że uwielbiam książki z gatunku fantastyki. Odkąd sięgam pamięcią zawsze chętnie zaczytywałam się w tego typu powieściach. Jakby nie patrzył jest to w zasadzie jedyna szansa na przeżycie niesamowitych przygód, które w realnym życiu nigdy by się nie przydarzyły. Książki fantastyczne mają swym czytelnikom wiele do zaoferowania. Dzięki nim można m.in odbywać podróże w czasie. Ostatnio miałam okazję wybrać się wraz z bohaterami “Magicznej gondoli” Evy Völler do Wenecji sprzed ponad pięciuset lat. Teraz, dzięki kontynuacji wspomnianej wyżej książki, cofnęłam się w czasie do Paryża z roku 1625, gdzie wraz z bohaterami powieści “Złoty most” przeżyłam kolejną pełną atrakcji przygodę.

W poprzedniej części poznaliśmy Annę oraz Sebastiano. Po wypełnieniu zadania w Wenecji w roku 1499, Anna przyłączyła się do grupy podróżników w czasie. Ona i Sebastiano zostali parą. Od tamtych wydarzeń minęło półtora roku. W tym czasie przyszło im wypełnić kilka innych zadań. Obecnie Anna zdaje maturę. Po zakończonych egzaminach z matematyki otrzymuje niepokojącą informację od Jose – Starca, dzięki któremu oboje z Sebastiano mogą przeskakiwać w czasie. Anna dowiaduje się, że Jose jest ranny, natomiast Sebastiano potrzebuje jej natychmiastowej pomocy. Coś bowiem poszło nie tak podczas wypełniania przez niego misji specjalnej, w wyniku czego utknął w czasie, został tam uwięziony. Anna ma jak najszybciej spotkać się w Paryżu z niejakim Gastonem Leclercem, który pomoże jej przenieść się do czasów, w którym obecnie przebywa Sebastiano. Z pomocą poleconego przez Jose człowieka Anna przenosi się do Paryża z roku 1625. Udaje jej się odnaleźć ukochanego, ale nieoczekiwanie pojawia się pewien problem. Sebastiano jest jednym z muszkieterów z najbliższej obstawy kardynała Richelieu i nie pamięta Anny, ani poprzedniego swojego życia…

Czego dotyczyła misja specjalna Sebastiano? Dlaczego stracił pamięć? Co poszło nie tak podczas jego przeskoku w czasie? Czy Annie uda się przywrócić mu wspomnienia?

“Magiczna gondola” niesamowicie mi się podobała. Byłam pod pełnym wrażeniem pomysłu autorki dotyczącego sposobu podróżowania w czasie. Książkę przeczytałam w ekspresowym tempie i dziękowałam niebiosom, że pod ręką mam kontynuację, czyli “Złoty most”. Po dotarciu do ostatniej strony pierwszej części przygód Anny i Sebastiano, czym prędzej zabrałam się za lekturę kolejnego tomu. I ponownie mówię WOW. “Złoty most” jest równie dobry jak “Magiczna gondola”. Znów miałam problemy z oderwaniem się od lektury. Zatapiałam się całą sobą w historii i zapominałam o bożym świecie – domowych obowiązkach, a nawet rodzinie.

Tym razem pani Völler zabiera nas w podróż do siedemnastowiecznego Paryża. To czasy rządów króla Ludwika XIII, a właściwie kardynała Richelieu, który jest najbliższym doradcą panującego monarchy. W tych czasach można też spotkać muszkieterów, czyli specjalnie wyszkoloną gwardię chroniącą najznamienitsze osobistości tego okresu. Wcale nie dziwię się, że Sebastiano przeskoczywszy w czasie stał się jednym z nich. Wszak w grupie podróżników w czasie zajmuje miejsce Obrońcy, czyli w sam raz nadaje się na muszkietera. Co mi się podobało? Wplecenie w historię wydarzeń z powieści “Trzej muszkieterowie” autorstwa Aleksandra Dumasa. Jak się okazuje znajomość tej książki jest niezwykle pomocna w obecnym zadaniu Anny.

Tak jak to miało miejsce w przypadku “Magicznej gondoli”, tak i w “Złotym moście” autorka niezwykle obrazowo ukazuje nam realia życia w ówczesnym Paryżu. Osobiście najbardziej zniesmaczył mnie fakt, że w tamtych czasach nie dbano należycie o higienę. Najgorsze z tego było to, że po załatwieniu swoich potrzeb fizjologicznych, zawartość nocnika wylewano po prostu za okno, na bruk, po którym później chodzili mieszkańcy miasta. Również pochówki zmarłych pozostawiały wiele do życzenia. Zwłoki wrzucano do wielkich dołów, które zakopywano dopiero wówczas, gdy wypełniły się one w całości. Możecie sobie wyobrazić, jaki smród musiał dochodzić z cmentarzysk, zwłaszcza w okresie letnim, kiedy groby pozostawały otwarte, a ciała gniły na świeżym powietrzu. Oczywiście taka forma pochówku dotyczyła osób, które nie posiadały odpowiedniego bogactwa, aby móc opłacić porządny pogrzeb. A że takich osób w ówczesnym Paryżu była znaczna większość… cóż, osobiście nie chciałabym przechadzać się ulicami siedemnastowiecznego miasta miłości.

Poza wspomnianymi powyżej dość nieprzyjemnymi aspektami ówczesnego życia, autorka serwuje nam również te, których można byłoby wręcz pozazdrościć. Mowa tu m.in o wydawanych uroczystych balach, na których zbierała się sama śmietanka towarzyska. Chociaż nie zawsze, bo jak mamy okazję się przekonać podczas lektury powieści, niektóre osoby z arystokracji lubowały się w spotkaniach, na które zapraszano osoby z różnych szczebli społecznych, aby poznać ich zdanie na różne tematy poruszane podczas dyskusji.

Główną bohaterkę polubiłam już podczas lektury “Magicznej gondoli”. Wykazała się ona wówczas sporą odwagą oraz inteligencją. Tym razem również pokazuje swoje dobre cechy. Choć tym razem przyjdzie jej jeszcze bardziej kombinować, niż poprzednim razem. Jak sama twierdzi, jest to najtrudniejsze z zadań, które przyszło jej do tej pory wykonywać. Będzie musiała odwołać się do kryjących się w niej pokładów cierpliwości oraz udowodnić, że jest w stanie stawić czoła wielu niebezpieczeństwom – bo niestety tych będzie tym razem doprawdy wiele. Ale czego nie robi się dla ukochanej osoby…

Książkę czyta się z nieskrywaną przyjemnością. Historia toczy się dość wartko, podobnie jak to miało miejsce w poprzednim tomie. Co rusz coś się dzieje, na jaw wychodzą kolejne elementy układanki i jesteśmy coraz bliżsi rozwiązania zagadki utraty pamięci przez Sebastiano, a także misji, jaką należy obecnie wykonać. Niesamowicie podoba mi się to w stylu autorki, że nie podaje czytelnikowi wszystkiego na tacy, a należy krok po kroku całość odkrywać. Do tego robi to w taki sposób, że trudno oderwać się od lektury, bo ciągle coś się dzieje, coś nowego się pojawia i pragniemy dowiedzieć się, co też dalej się wydarzy. Cenię sobie autorów, którzy potrafią w ten sposób przykuć uwagę czytelnika. Pani Völler doskonale się to udało.

“Złoty most” jest rewelacyjną powieścią. Doskonałą kontynuacją “Magicznej gondoli”. Jestem szczęśliwa, że miałam możliwość przeczytania obu książek autorstwa Evy Völler. Teraz będę niecierpliwie wyczekiwała kolejnego tomu traktującego o przygodach Anny i Sebastiano. Zakochałam się w tej parze. Mam więc nadzieję, że autorka nie każe mi długo czekać na kolejną część, abym mogła wraz z nimi odbyć kolejną podróż w czasie. Ciekawe gdzie tym razem się wybierzemy?

 

Moja ocena: 6/6

Złoty Most - CYFROTEKA.PL

Za książkę dziękuję wydawnictwu

EGMONT literacki

Recenzja poprzedniego tomu:

“Magiczna gondola”

  • Tytuł oryginalny: Zeiten Zauber. Die goldene Brücke
  • Tłumaczenie: Agata Janiszewska
  • Wydawnictwo: EGMONT
  • Rok wydania: 2013
  • Cykl/seria: Poza czasem
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 440
  • ISBN: 978-83-237-5115-1

0Shares
3 views

9 Replies to ““Złoty most” – Eva Völler [recenzja, 270 ]”

  1. Czytałam do tej pory tylko pierwszą część, jednak nie byłam nią zachwycona, nie spodobała mi się w pełni. Zamierzam jednak zabrać się za tą część, by zobaczyć, czy moje zdanie ulegnie zamianie. 🙂

    Pozdrawiam.

  2. Mam ogromną ochotę na pierwszą część! Ale jak na razie brak czasu i środków. Podróże w czasie zaczynają być bardzo modne, a ja nie mam nic przeciwko, ponieważ ta tematyka sprawie, że autor ma strasznie duże pole do popisu 😀

    1. Mam niedosyt jeśli chodzi o książki traktujące o podróżach w czasie, więc na moje może ich się coraz więcej pojawiać. Chętnie sięgnę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *