"Zakochana w mroku" – Franny Bilingsley [recenzja, 254]




Tytuł oryginalny: Chime
Tłumaczenie: Anna Sak
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2012
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 404
ISBN: 978-83-08-04852-8

„Historia złej dziewczyny naprawdę nie ma początku. Musiałabym zacząć od dnia swoich narodzin.” (s. 7)

Briony Larkin jest siedemnastoletnią córką pastora mieszkającą we wsi Bagniska. Ma siostrę bliźniaczkę o imieniu Rose, którą musi się opiekować, gdyż jej rozwój zatrzymał się na etapie małej dziewczynki. Briony obwinia siebie za ten stan rzeczy, a także za to, co przydarzyło się jej macosze. Jest święcie przekonana iż jest wiedźmą i to jej niecne uczynki doprowadziły do tylu nieszczęść. Nikomu nie wyjawiła swojego sekretu, bowiem gdyby wyszło na jaw, kim faktycznie jest, prędko zawisłaby na stryczku. Zaniechała nawet wypraw na pobliskie bagna, gdzie jeszcze przed trzema laty rozmawiała z Prastarymi i była dziewczyną-wilczycą.
Tymczasem we wsi zjawia się pan Clayborne wraz z synem Eldric’em. Zamierza on w ciągu kilku lat osuszyć bagna, aby można było poprowadzić tędy tory kolejowe. Nie podoba się to królowi bagien – Bagnoludowi, który zsyła na mieszkańców wsi bagienny kaszel. Briony sądzi, że jest jedyną osobą, która może przekonać Bagnoluda, aby odwołał chorobę. Czy aby na pewno? Czego w zamian zażyczy sobie król bagien?
Eldric natomiast coraz bardziej zbliża się do Briony. Krok po kroku rodzi się pomiędzy nimi prawdziwa przyjaźń. Czy możliwe jest, aby z tego związku było coś więcej? Czy wiedźma zdolna jest kochać? I czy w ogóle zasługuje, aby obdarzyć ją miłością?

„Nauczyłam się tego. Nauczyłam się nienawidzić siebie.” (s. 31)

To od macochy Briony dowiedziała się, że jest czarownicą. To ona obiecała, że nikomu o niczym nie powie, zwłaszcza o jej niecnych postępkach i tym, co przytrafiło się Rose. To ona utwierdziła ją w tym, że jest wszystkiemu winna. Dziewczyna przez wszystkie te lata żyje w poczuciu winy. Czuje się odpowiedzialna za to, co przydarzyło się jej najbliższym. Nauczyła się nienawidzić siebie i nie pozwala sobie na chwile przyjemności. Głęboko wierzy, że nie jest godna tego, aby w życiu spotkało ją coś dobrego, a już z pewnością nie to, aby mogła kogoś pokochać i aby ten ktoś odwzajemnił jej uczucia. Nie uważa siebie za zwyczajną dziewczynę, przecież nawet nie potrafi płakać, choć czasami wyobraża sobie, jakby to mogło być, czuć wszystko to, co odczuwają inne kobiety. Zaraz jednak upomina siebie, że powinna przestać o tym myśleć, ma nienawidzić siebie i powinna zawsze o tym pamiętać. Ze swoimi myślami i poczuciem winy pozostawiona jest samej sobie. Nie ma wsparcia ze strony rodziny. Rose, choć jest całkiem inteligentną osobą, nie nadaje się do tego typu dyskusji. A ojciec? Straciła z nim kontakt w chwili, kiedy odszedł z ich domu i wracał jedynie na noc, aby sprawiać wrażenie, że nadal stanowią szczęśliwą rodzinę. Życie Briony zmienia się z chwilą pojawienia się na jej drodze Eldrica. Tylko czy będzie on w stanie pomóc Briony wyzbyć się poczucia winy, które nie opuszcza jej odkąd była małą dziewczynką? I czy ona sama zechce przyjąć od kogoś pomoc? Zwłaszcza od chłopca-mężczyzny, jak nazywa Eldrica?

Książki nie czyta się lekko i przyjemnie. Jest pełna metafor, symboliki i aluzji, przez co język miejscami bywa bardzo poetycki, za czym nie wszyscy czytelnicy przepadają. A już zwłaszcza młodzież, bo to przecież do nich skierowana jest ta powieść. Sama przyznaję, że były momenty, kiedy lektura mnie irytowała i miałam ochotę odłożyć ją na bok. W takich chwilach zadawałam sobie pytanie po co ja to jeszcze czytam?. Mimo wątpliwości przewracałam kolejne strony i wraz z bohaterką żyłam jej życiem, przeżywałam to co ona, pragnęłam dowiedzieć się, jak to się w końcu skończy. Czy uratuje siebie? Czy zdoła powstrzymać Bagnoluda? Co z Rose? I czy zrozumie, że ona również zasługuje na miłość? Czytałam więc dalej, aż dotarłam do końca. W między czasie poznałam wiele ludowych zwyczajów, świąt, wierzeń. Cieszyłam się w duchu, że nie żyję w tak zacofanych czasach, gdzie za byle plotkę czy krzywe spojrzenie można wylądować na szubienicy z pętlą na szyi. Poznałam też Prastarych, ich różne oblicza, formy i pragnienia. Dane mi było również spotkać Dziecię Dzwonu, które szanowali mieszkańcy Bagnisk.

„Zakochana w mroku” jest całkiem dobrą książką, choć mi do końca nie przypadła do gustu. Powinna spodobać się nastolatkom, których może przyciągnąć do lektury paranormalny wydźwięk powieści oraz rozkwitające pomiędzy głównymi bohaterami uczucie. Książka to najzwyklejsze czytadło, także jeśli szukacie czegoś ambitniejszego, to nie sięgajcie po ten tytuł. Jeśli jednak macie ochotę na coś niezobowiązującego, lekkiego, nie zmuszającego do skupienia większej uwagi, to „Zakochana w mroku” idealnie się do tego nadaje.

Moja ocena: 4/6

Zakochana w mroku - CYFROTEKA.PL

Za książkę dziękuję

 

32 Replies to “"Zakochana w mroku" – Franny Bilingsley [recenzja, 254]”

  1. Hm, wspominasz, że język bywa trudny momentami i może stanowić to problem dla czytającej książkę młodzieży, a potem mówisz, że lektura jest niezobowiązująca i lekka. Czyli jak w końcu?:)
    Gdyby nie wątek miłosny, siegnęłabym, ale naprawdę nie mam już sily do tych schematów rodem z paranormal romance, chociaż inne elementy wydają się bardziej oryginalne. Raczej nie sięgnę, bo chyba, że zobaczę książkę w jakiejś śmiesznie niskiej cenie…

    1. A, rozumiem… E, z językiem można dać sobie radę tylko może faktycznie autorka popełniła błąd pisząc dla młodzieży skomplikowanym językiem. Fabuła lekka, język ciężki – trochę to do siebie nie pasuje, ale może kiedyś będę miała okazję sama to sprawdzić.

  2. Hmm.. nie wiem dlaczego, ale jak tylko spojrzałam na okładkę wiedziałam, że to książka z serii „miła lekka lektura”. Później twoja recenzja to potwierdza, chociaż nie do końca, bo skoro „jest to drugie dno” to wcale nie jest to taka banalna książka 😀

    1. Masz rację. Polska okładka średnio wypada na tle zagranicznych. Mi najbardziej podoba się druga, z dziewczyną w zwiewnej sukni stojącą przed moczarami. Od razu zapowiada jakąś tajemnicę, ale i pewną grozę z tego płynącą.

    1. Mam do Ciebie wielką prośbę. Proszę nie zostawiaj mi w każdym komentarzu adresu Twojego bloga. Reklamy są tu zbędne. Jeśli będę chciała do Ciebie wejść, wystarczy że kliknę na Twoją nazwę i przecież wyświetlą mi się dane o Twoich stronach.
      Zatem umówmy się, nigdy więcej odnośników do bloga, ok? 🙂

  3. Czeka w kolejeczce, ale już kartkowałam ją i czytałam krótkie fragmenty. Zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂 Mam nadzieję, że te metafory nie zniszczą mi przyjemności czytania ^^ A recenzja bardzo ładna ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *