Yankee Candle – Midsummer’s Night

Tak nie dawno prezentowałam Wam pierwszy z wosków otrzymanych do wypróbowania dzięki uprzejmości sklepu cozazapach.pl (Soft Cotton), a tu już przybywam do Was z kolejnym wpisem z cyklu „Kącik zapachowy” na temat wosku Midsummer’s Night. Zabawiłam się w przeciwieństwa 😉 Poprzednio wosk był w odcieniu bieli, zatem tym razem sięgnęłam po czerń. To samo dotyczy doznań, jakie miały zapewnić te poszczególne woski. O ile Soft Cotton był lekki, rześki, typowo odświeżający i otulający, tak Midsummer’s Night zapowiadał się na taki, który nie pozwoli o sobie długo zapomnieć. Wyobraźcie sobie połączenie piżma, paczuli, szałwii i mahoniowej wody kolońskiej… Czujecie to? Osobiście nie mogłam się doczekać, kiedy go odpalę. Zwłaszcza po tym, jak powąchałam go na sucho. Skubanego czuć nawet przez opakowanie! A pachnie… no właśnie, o tym za chwilkę 😉 Wpierw nieco obrazowo o przygotowaniach 😉

Swego czasu na blogu zaprzyjaźnionej blogerki przeczytałam, że nie powinno się stosować zbyt dużego fragmentu tego wosku na raz, gdyż jest tak intensywny, że dosłownie potrafi zabić siłą aromatu. Tak… przeczytałam i zupełnie o tym zapomniałam! Więc mądra Sylwia wzięła sobie 1/3 wosku i położyła na kominek. Swoją drogą muszę zainwestować w jakiś nowy, bo ten jakiś taki obdrapany 😛 Ale wracając do tematu… na dół kominka położyłam bezzapachowy tealight, który jest konieczny przy używaniu tych produktów. Jego zadaniem jest po prostu nagrzanie kominka, dzięki czemu ułożony na górze produkt zacznie się rozpuszczać i uwalniać aromat. Midsummer’s Night roztopił się bardzo szybko, wręcz w mgnieniu oka (albo mi tak czas leciał?) i od razu uderzyła we mnie intensywna woń… prawdziwego faceta! A raczej jego perfum 😉 Ale wiadomo, o co chodzi 😛 Tak wyobrażam sobie mężczyznę – właśnie tak pachnącego. Aż się w głowie kręciło od tego aromatu! A nawet przychodziła ochota na… (osoby nieletnie nie czytają, nie chcę gorszyć dzieci :P) seks i to taki wiecie, no ten teges, co ja będę Wam tłumaczyła 😉 Szybko jednak poczułam, że przesadziłam z ilością wosku użytego w kominku. Zapach stał się zbyt agresywny, całe mieszkanie nim przesiąkło, aż w nosie mnie kręciło i czułam delikatne ukłucia igiełek bólu w skroniach. Czym prędzej więc zgasiłam tealight i otworzyłam okna. Mam nauczkę, za zapominalstwo 😛 Na drugi raz trzeba będzie położyć na górze kominka mniejsze fragmencik, nawet 1/3 tego, co widzicie na zdjęciu powyżej 😉 Niemniej jednak oczywiście polecam Wam jak najbardziej ten wosk. Cudny jest! Tylko trzeba przy nim po prostu uważać 😀

Zachęcam Was do odwiedzin sklepu cozazapach.pl, gdzie kupicie nie tylko ten wosk, ale również całą masę innych produktów, które sprawią, że Wasze domy staną się po prostu wyjątkowe 😀 Możecie przy okazji skorzystać ze specjalnego kodu: „magicznyswiat”, który przygotowany został specjalnie dla moich Czytelników, a który pozwoli Wam dokonać zakupów z 15% rabatem! Kod ważny do końca lipca 🙂

CoZaZapach

3 komentarze

  • Kiti 4 lipca 2014 at 15:11

    Nie no, trzeba uważać, ile się kładzie;P
    Ależ kusisz tymi woskami.

    Reply
  • Katarzyna Mastalerczyk 4 lipca 2014 at 17:16

    No, no Kasiek mówi „a nie mówiłam”, cieszę się że mimo wszystko polubiłaś ten zapach. Jest mocny, ale używając go rozważnie naprawdę czaruje wonią. Chyba aż z Twojej inspiracji sobie odpalę. Jak będziesz Go znowu kopcić, złam ten krążek zastygniętego wosku na pół. Będzie lepiej 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 4 lipca 2014 at 17:18

      Ciii 😛
      Co do zaschniętego wosku, to wyszły mi trzy idealne kawałki na później 😉 Teraz to będą lepsze proporcje 😀

      Reply

Leave a Comment