„Wina Gwen Frost” – Jennifer Estep (recenzja 481)

Nie wiem, co takiego jest w tej serii, że przyciąga mnie niczym magnes. Nie potrafię tego do końca zrozumieć. Przecież nie ma tu jakiejś szczególnie wybitnej i odkrywczej fabuły. Podobne elementy znaleźć można w wielu innych książkach z tego gatunku. Bohaterowie, owszem, są ciekawi, jednak nie aż tak bardzo, abym miała zaprzątać sobie nimi i ich losami głowę tuż po przeczytaniu książki. Zatem co sprawia, że z niecierpliwością wyczekuję na kolejną część traktującą o przygodach Gwen Frost? Dlaczego, kiedy zauważę informację z zapowiedzią kolejnego tomu, zacieram łapki w oczekiwaniu, aż trafi on w moje ręce? Czyżby działała na mnie magia psychometrii? Ktoś grzebie w mojej głowie zaszczepiając mi myśli dotyczące tego, że koniecznie muszę przeczytać następny tom z serii „Akademia Mitu”? Jeśli tak jest faktycznie, to muszę temu komuś podziękować, bo dzięki temu mam okazję czytać naprawdę dobre książki i zgłębiać interesującą historię głównej bohaterki. I pomyśleć, że zmuszona byłam czekać aż osiem miesięcy na to, by móc wziąć do rąk IV tom przygód Gwen… Było ciężko wytrzymać, jednak moja cierpliwość została w pełni nagrodzona. Po raz kolejny przeczytałam świetną książkę, która porwała mnie już od pierwszych stron i wystarczyły zaledwie dwa podejścia, abym dobrnęła do końca. Tak bardzo wciągnęła mnie historia, że zapominałam o bożym świecie i tylko czytałam, czytałam, czytałam… Mogłoby się palić i walić, pewnie i tak bym tego nie zauważyła. Wówczas liczyła się dla mnie tylko „Wina Gwen Frost”, czyli czwarta część serii napisanej przez autorkę książek z gatunku romansu paranormalnego oraz urban fantasy – Jennifer Estep.

Wydawać by się mogło, że po tym, jak Gwen została wykorzystana przez żniwiarzy do uwolnienia Lokiego z jego więzienia za pomocą sztyletu z Helheimu, który swego czasu ukryła przed nieprzyjaciółmi jej matka, nic gorszego w jej życiu już nie mogło się wydarzyć. Jakże była naiwna… Któregoś dnia wybrała się z Loganem do jednej z kawiarń na randkę, taką z prawdziwego zdarzenia. Targały nią emocje, które odczuwa każda dziewczyna przed spotkaniem z ukochanym – nerwy związane z tym, o czym będą rozmawiać, czy nie wyda mu się nudna. Bała się, że palnie coś głupiego, a on wreszcie otworzy oczy i stwierdzi, że jednak nie ma zamiaru dalej się z nią spotykać. Szybko się jednak okazało, że to najmniejsze z jej zmartwień. Oto bowiem do kawiarni weszło trzech mężczyzn mających na sobie szare peleryny, a na kołnierzykach znak wagi, którzy skierowali swe kroki prosto do stolika, przy którym siedziała Gwen. Ku jej przerażeniu usłyszała od ich przywódcy, który okazał się ojcem Logana, a zarazem człowiekiem stojącym na czele Protektoratu (policji świata mitologicznego), że jest aresztowana pod zarzutem spiskowania przeciwko Panteonowi i dobrowolnego udzielenia pomocy żniwiarzom w uwolnieniu boga chaosu i zniszczenia, Lokiego. Ponoć posiadają dowody potwierdzające te oskarżenia. Wkrótce Gwen staje przed sądem. Rozpoczyna się proces, od wyniku którego zależeć będzie jej przyszłość. Jeśli uznają ją za winną stawianych zarzutów, w najlepszym wypadku zostanie usunięta z  Akademii Mitu (czym akurat zbytnio się nie przejmuje), a w najgorszym czeka ją… śmierć. Czy i tym razem pannie Frost uda się wyjść cało z opresji? O jakich dowodach mówił ojciec Logana? I dlaczego dziewczyna ma wrażenie, że Linus Quinn jej nienawidzi, choć nigdy dotąd się nie spotkali?

Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. W tej części nie ma chwili na wytchnienie. Dosłownie przez cały czas coś się dzieje. Na scenę wkraczają nowi bohaterowie, jak chociażby Aleksiej Sokołow, któremu przydzielone zostaje zadanie pilnowania Gwen w czasie trwania postępowania procesowego i zbierania wszelkich dowodów przez ludzi Protektoratu. Sumiennie i wręcz zbyt dosłownie wypełnia wszelkie rozkazy chodząc niczym cień za panną Frost, nie spuszczając jej z oka ani na moment. Jak łatwo można się domyśleć, Gwen nie jest zbytnio zadowolona z takiego obrotu spraw, ale nic nie może na to poradzić. Ta część obfituje w kolejne tajemnice, które z czasem wychodzić będą na światło dzienne. Choć chwilami lepiej by było, gdyby do tego nie doszło – tak bardzo bolesna i przerażająca okaże się prawda. Kolejno następujące po sobie wydarzenia poddają próbie przyjaźń, jaka połączyła Gwen z niektórymi uczniami akademii. W powietrzu unosi się wszechobecna nienawiść i chęć mordu emanująca zarówno od uczniów jak i ich nauczycieli. Autorce doskonale udało się uchwycić i pokazać wszystkie emocje, które towarzyszą tej historii. Całość napisana została tak dobrze i lekko, że kolejne stronice przewracałam z takim tempem, że wręcz nie dowierzałam, kiedy dotarłam do końca. Zakończenie zaś… mój Boże! Co ta autorka ze mną wyprawia? Ja chcę już / teraz / zaraz / natychmiast kolejny tom! Nie karzcie mi znów czekać kolejnych ośmiu miesięcy, bo nie wytrzymam tak długo! Fani tej serii z pewnością będą usatysfakcjonowani tym, co znajdą w najnowszej części serii „Akademia Mitu”. Jestem pewna, że kiedy dobrną do zakończenia, czuć będą dokładnie to samo, co ja – niedowierzanie i przemożną chęć natychmiastowego sięgnięcia po kolejną część historii traktującej o młodej Cygance obdarzonej niesamowitym darem.

Moja ocena: 5/6

Dreams

Tytuł oryginalny: Crimson Frost
Tłumaczenie: Anna Rojkowska
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2014
Seria: Akademia Mitu, tom IV
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-63579-48-7

1Shares