„Troje” – Sarah Lotz (recenzja 491)

12 stycznia 2012 roku dochodzi do międzynarodowej tragedii. Nikt jeszcze nie zdaje sobie wówczas sprawy, że wydarzenia tego dnia staną się zaczątkiem chaosu, który powoli, acz skutecznie, zacznie ogarniać cały świat. Rozbijają się cztery samoloty, każdy w innej części świata. Giną setki niewinnych ludzi. Wbrew wszelkiej logice przeżywa troje dzieci – dwóch chłopców i dziewczynka. Z katastrof samolotowych wyszli praktycznie bez szwanku, przez co sporo ludzi zaczyna wierzyć, że wydarzył się prawdziwy cud. Wkrótce jednak opublikowane zostają ostatnie słowa niektórych z pasażerów, którzy zdążyli nagrać je tuż przed swoją śmiercią. Wśród nich jest wiadomość od Pameli May Donald, która wstrząsnęła całym światem.

„Są tutaj. Ja… (…) Chłopiec. Chłopiec obserwujcie chłopca obserwujcie martwych. Idą po mnie. Wszyscy niedługo odejdziemy. Wszyscy. (…) Pastorze Len niech pan ich ostrzeże że chłopiec że nie wolno go…” 

Do głosu zaczynają dochodzić fanatycy religijni, którzy zaczynają przekonywać społeczeństwo, że Troje (jak nazwano ocalone dzieci) to tak naprawdę Czterej Jeźdźcy (o których wspomina Apokalipsa św Jana), którzy przybyli na ziemię, aby ostrzec ludzkość przed nieuchronnie zbliżającym się Dniem Ostatecznym. Tylko godni, mający w swym sercu Jezusa, dostąpią zaszczytu Wniebowzięcia, podczas gdy reszta dostanie się pod władanie Antychrysta. Wierzą, że również w katastrofie w Khayelitsha musiało przeżyć dziecko. Rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania ostatniego z Czterech Jeźdźców. Tymczasem świat ogarnia prawdziwe szaleństwo…

Dzieła „Troje” Sarah Lotz w żadnym wypadku nie można nazwać typową powieścią. Jest to książka w książce. Stanowi bowiem zbiór wywiadów przeprowadzonych przez pisarkę Elspeth Martins z osobami mającymi bezpośredni (lub pośredni) związek z wydarzeniami z dnia 12 stycznia 2012 roku oraz zapisów z czatów, e-maili, a także transkrypcji zapisów z pokładowych rejestratorów rozmów w samolocie, które Elspeth opublikowała w swojej powieści pt „Czarny Czwartek. Od katastrofy do spisku. Analiza fenomenu Trojga”. Muszę przyznać, że spodobała mi się taka forma, a całość czytało mi się bardzo dobrze. Sarah Lotz ma dobry styl, lekki i niewymuszony. Potrafi zaciekawić i przykuć uwagę Czytelnika. Wszystko ma tu ręce i nogi. Choć mamy do czynienia z relacjami pochodzącymi od przeróżnych osób, to nie ma w tym wszystkim żadnego chaosu. Wiadomo co, gdzie, jak i dlaczego. Wszystko zaś stanowi jedną spójną całość, za co należą się brawa dla autorki. Obawiałam się właśnie, że pogubię się w fabule; że jakieś elementy będą dla mnie niezrozumiałe, poplączą mi się osoby, ich świadectwa. Miałam już z czymś takim do czynienia przy okazji lektury powieści Maxa Brooksa „World War Z”, przez którą z powyższych powodów nie udało mi się przebrnąć. Na całe szczęście dzieło Sarah Lotz okazało się zupełnym przeciwieństwem tego, co zaserwował mi Brooks.

Autorka w swej książce obnaża ludzką naturę. Pokazuje, co dzieje się z nami, naszą psychiką w obliczu nieznanego, czegoś, czego nie potrafimy w racjonalny sposób wyjaśnić. Tam, gdzie ma miejsce coś dziwnego, wychodzącego poza granice ludzkiego pojmowania, rodzą się podejrzenia, nieufność, najróżniejsze teorie i spiski. Do głosu dochodzi pierwotny strach i lęk. Jest to doskonała pożywka zarówno dla fanatyków religijnych, jak i wszelakiej maści mediów, które niczym hieny żerują na czyimś nieszczęściu i kosztem innych szukają taniej sensacji. Wszechobecna presja potrafi doprowadzić człowieka do ostateczności, czego najlepsze dowody można znaleźć na kartach powieści pani Lotz.

Brawa należą się Wydawnictwu Akurat za świetnie przeprowadzoną akcję promocyjną tej powieści. Wszędzie dookoła było głośno o nadchodzącej premierze, więc nie sposób było nie zauważyć tego tytułu. Pamiętam moment, w którym do mych rąk trafiła czarna, zagadkowa koperta formatu A4. W środku znalazłam pierwszy rozdział tej książki, po przeczytaniu którego już wiedziałam, że zdecydowanie muszę zapoznać się z resztą powieści. To było zaledwie kilka stron spiętych klipsem, a jednak taka ilość wystarczyła, aby szybciej zabiło mi serce i pojawiła się myśl „ja chcę więcej!!”. Dlatego też jeżeli lubicie historie, w których nie brak napięcia i po przeczytaniu których nadal w Waszych głowach rodzi się milion pytań oraz refleksji, to powinniście sięgnąć po „Troje” Sarah Lotz. Ta książka wciąga niczym nurt silnej rzeki i nie wypuszcza, aż nie dobrniecie do końca. Zdecydowanie polecam.

Moja ocena: 5/6

Troje [Sarah Lotz] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: The Three
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-7758-701-0


29 Replies to “„Troje” – Sarah Lotz (recenzja 491)”

  1. Mam tę książkę w swoich zasobach bibliotecznych, lecz na razie nie zamierzam jej czytać, bowiem ten cały medialny szum wokół niej, raczej mnie zniechęcił, niż zachęcił. Dlatego poczekam aż opadną emocji i wtedy w wolnej chwili przekonam się osobiście, czy ,,Troje” przypadnie mi do gustu, czy też nie. Dodam jeszcze, że ,,Cięcie” z tego wydawnictwa także ma szeroki rozgłos i pochwalne recenzje, a mnie niestety lekko rozczarował. Nie przeczę, że to ciekawy thriller, ale szału nie było, więc obawiam się, że w przypadku powyższej pozycji może być tak samo.

    1. Też jak widzisz trochę poczekałam, aż ten cały bum przycichnie. Minął blisko miesiąc od premiery tej książki. Powiem Ci, że nie wnikałam w recenzje innych osób. Kiedy mam już jakąś książkę na półce w kolejce do przeczytania, to nie czytam opinii innych. Nie lubię się nastawiać. Recenzje czytuję wówczas, kiedy pierwszy raz słyszę o danym tytule. Wówczas ciekawość bierze górę i sprawdzam u kilku zaufanych osób, czy im się podobała 🙂
      A co do „Cięcia”. Fakt, też było głośno. Też wypadła pozytywnie ta książka. Chętnie bym się przekonała, czy książka jest faktycznie tak dobra 🙂

  2. Miałam mieszane uczucia co do tej książki. Nie za bardzo mnie do niej ciągneło. Ale teraz chętnie po niż sięgnę i się z nią zapoznam 😉

  3. NA mnie też czarna koperta zrobiła wrażenie 🙂 Niemniej jednak uznałam, że poczekam aż dotrze do bibliotek… bo mimo wszystko nie sprawiła pierwszym rozdziałem bym musiała ją już czytać P

  4. Czarna koperta faktycznie robi wrażenie, a w środku nietuzinkowa i bardzo ciekawa powieść. Jak dla mnie godna polecenia.
    Pozdrawiam 🙂

  5. Moja recenzja tej książki pojawi się jutro. Jestem zadowolona z lektury, naprawdę świetna fabuła! Może dlatego, że po raz pierwszy czytałam książkę o takiej tematyce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *